niedziela, 26 lutego 2017

Idilio Oligins 2ndo Seleccion Aiari Meridena ciemna z Wenezueli

Czasem sama nie wiem, czym kieruję się wybierając czekolady do degustacji. Kiedy lubię jakąś markę, uważam ją za swego rodzaju pewniaka, a nie mam żadnych konkretnych tabliczek, sięgam trochę "byle jak". Np. na tę zdecydowałam się, bo: pierwsza próbowana (Idilio Origins 5nto Cooperativa Amazonas 72 %) nie zdobyła nagród Akademii Czekolady, a u mnie ma 10/10, druga (Idilio Oligins 3ero Seleccion Cata Ocumare) zdobyła brąz, a mi smakowała nieco mniej. Jak będzie ze złotem? A z kolei jeszcze jedna posiadana wydała mi się jakaś "daleka", bo ma 16ty numer. Dziwna selekcja? Może, ale przynajmniej w końcu którąś wybrałam.

Idilio Oligins 2ndo Seleccion Aiari Meridena to ciemna czekolada o zawartości 72  % kakao zwanego Sur del Lago ze stanu Zulia z Wenezueli.

Po rozerwaniu sreberka poczułam wyraźnie ciepły zapach łączący w sobie rozgrzaną ziemię, trochę drzew i cały ogrom dojrzałych na słońcu, soczystych pomarańczy, trochę ich skórek oraz akcent, który przypisałam nutom wiśniowym. Niewątpliwie czułam też prażenie - ale delikatne.

Czekolada miała piękny, żywy i również ciepły kolor, który jak nic kojarzył mi się z aromatycznymi pomarańczami, a przekrój wyglądał na ziarnisty, albo raczej... jakby były tam sproszkowane pomarańcze czy coś. Zobaczyłam go oczywiście dopiero po przełamaniu, któremu towarzyszył "trzask gałązki".

W ustach czekolada rozpływała się najbardziej kremowo ze wszystkich jedzonych dotąd Idilio. Aksamitna kremowość, lekka tłustość.

W pierwszej chwili aż poraził mnie smak słodziutkiej pomarańczy. To było po prostu boskie! Jakbym właśnie rozgryzła cząstkę najbardziej dojrzałego i najsłodszego owocu na świecie. Tutaj warto zauważyć, że ta czekolada nie wydawała się specjalnie owocowa, a już na pewno nie była cytrusowo kwaśna. Tylko słodycz w niej była owocowa.

Bardzo szybko doszły do tego orzechowe nuty, które jakby wynikały z drzewnego zapachu. Orzechy... niezbyt prażone w końcu zamieniły się w migdały. Przy nich czekolada stała się jeszcze cieplejsza, poczułam się, jakbym łyknęła właśnie jakąś przyprawioną herbatę.

Pomarańcze przybrały bardziej skórkowy wyraz, a ogół zrobił się nieco bardziej prażony. Wtedy to wypłynęły przyprawy korzenne, z subtelnym cynamonem na czele.

Słodka nuta pomarańczy wypuściła spod swoich skrzydeł więcej słodyczy, jednak wciąż wydawała się jedynie naturalna i nieprzesadzona (jakby sama siebie przełamywała). Nazwałabym to "słodkimi suszkami". I tutaj dotarło do mnie, że nuta wiśni, jaką wywąchałam na początku, była tak naprawdę słodkimi, suszonymi śliwkami, a może i soczystymi rodzynkami.

Zwieńczały one czekoladowość kojarzącą się z mokrym i wyrazistym ciastem z ogromną ilością kakao. Takim w dodatku zjedzonym w towarzystwie... herbacianego, bezalkoholowego grzańca z pomarańczami, owocowymi suszkami i cynamonem. Takim, wystawiającym wszystkich na pokuszenie, charakternym i igrającym, ale jednak bez nawet odrobiny alkoholu.

Bardzo kojarzyła mi się z Domori Sur del Lago Venezuela 70 % (to chyba nie dziwne), ale bez najciekawszych nut tej Domori, jakimi były wiśnie i lukrecja. Idilio zachwycała... wszystkim innym, w wielkim stylu. Nawet "nalewkowatość" Domori tutaj była bezalkoholowa, ale to właśnie Idilio miała charakter. Słodkie pomarańcze, przyprawy, migdały i wszelkie suszki zagrały tak cudownie, że smakowała mi o wiele bardziej, niż przytoczona Domori.
Mimo wszystko bardziej smakowała mi Idilio Origins 5nto Cooperativa Amazonas 72 %, jednak... dzisiaj opisywana to czysta, charakterna słodycz w najlepszym, cieplutkim wydaniu.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 34 zł (dostałam zniżkę <3) za 80 g
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: kiedyś możliwe

Skład: miazga kakaowa 72 %, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy

sobota, 25 lutego 2017

Muller de Luxe Creme au Chocolat krem czekoladowy + sos o smaku pistacjowym

Moje wyjazdy do Krakowa do Taty są zawsze napchane rajdami po kilku restauracjach i kawiarniach, czemu daję upust na instagramie (jedzenie pasją), więc obecnie podczas nich nawet nie zachodzę do zwykłych sklepów. Tata jednak zadzwonił, żebym tym razem zajechała mu po śmietanę. W sklepie myślałam, że umrę, bo zobaczyłam całą półkę Mullerów pistacjowych, za które dałabym się pokroić, bo tego smaku nie miałam okazji spróbować - w moim mieście ich nie ma (obecnie nie ma całej serii, a ja przecież orzechowy uwielbiam, a w czekoladowym się zakochałam). Od razu kupiłam dwa - mimo że trochę bałam się chemicznej zieleni. "Najwyżej wyrzucę" - pomyślałam. W końcu gdyby miał się okazać pyszny, żałowałabym, że nie ma więcej, a w drugą stronę - mniejszy problem. To nic, że myślałam, że tego dnia już nie dam rady nic wcisnąć. Dla tego deseru postanowiłam zrobić wyjątek. Nie zdarza mi się to, więc... Lepiej, drogi Mullerze, żeby było warto.


Muller de Luxe Creme au Chocolat krem czekoladowy + sos o smaku pistacjowym to deser na bazie mleka składający się z kremu czekoladowego i sosu pistacjowego na dnie, ważący 150 g.

Po otwarciu poczułam intensywny, wytrawny zapach. Była to mieszanina ciemnej czekolady i trochę przerysowanego pistacjo-marcepana. Nie było to ani naturalne, ani sztuczne, ale na pewno smakowite.

Deser okazał się bardzo, bardzo gęsty. Wydał mi się gęstszy od pozostałych, a z kolei jego sos rzadszy oraz gładszy i minimalnie mniej proszkowy od wersji orzechowej.

Czuć tu pełną, mleczną bazę, która jednak nie zaburzyła smaku ciemno czekoladowego. Ten był bardzo słodki, ale i kakaowy, z odrobinką jakby likierowej nuty. Wydał mi się mniej wyraziście czekoladowy, niż dwa opisane poprzednio, pewnie dlatego, że mocno przesiąkł sosem.

Tego na dnie było dość sporo. Jego kolor był obrzydliwie sztuczny, ale smak... Był sztuczny minimalnie, bo czuć, że został podkręcony nienaturalnie do granic możliwości, ale to nie sztuczność obrzydliwa, o nie.

To coś pochodzącego pod pistacje, ale nie takie świeże (element stęchłych pistacji?), też niezbyt oczywiste... Bardzo kojarzyło mi się to z marcepanem. Bardzo słodkim i naaromatyzowanym, ale uzależniającym, smakowitym. Słodycz nie była za silna, ale z czasem zrobiło się trochę muląco przez tą nachalność smaku.

Całość okazała się pyszna, mimo że nie pierwszej klasy. Malutkie wady tego deseru są świetne w udawaniu zalet (what?!). Sztuczne pistacje wyszły marcepanowo, co w sumie wyjątkowo mi odpowiadało, ale ten pewien posmak sztuczności i mniej wyrazista czekolada trochę deser oddalają od idealnego czekoladowego. Na pewno był jednak lepszy od orzechowego, więc no cóż... Muszę zrobić coś, czego nie lubię, czyli wystawić połówkę.


ocena: 9.5/10
kupiłam: Piotr i Paweł
cena: 2,79 zł
kaloryczność: 155 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: mleko pełne 58 %, cukier, śmietanka, woda, skrobia modyfikowana, maślanka, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 2,4 %, czekolada 2 % (miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa, aromat), miazga z orzechów pistacjowych 0,1 %, substancja zagęszczająca: karagen; syrop cukru skarmelizowanego (cukier, woda), sól, mleko zagęszczone odtłuszczone, barwniki E141, E160a,; stabilizator: fosforany sodu; aromat

piątek, 24 lutego 2017

Zotter Labooko White biała

Nadziewane białe czekolady Zottera zawsze bardzo mi smakowały, więc uznałam za oczywiste, że muszę spróbować także czystą białą. Może słowo "czysta" nie pasuje tu doskonale, bo jest nieco przyprawiona, jednak wierzę, że Zotter wie, co robi.

Zotter Labooko Fine White Chocolate to po prostu biała czekolada (przyprawiona wanilią, cynamonem i solą).

Podoba mi się grafika na opakowaniu, bo kojarzy mi się z Japonią i takim... kwiecisto-świątynnym klimatem spokoju, delikatności rodem z niektórych miejsc we wspomnianym kraju. 

Po otwarciu opakowania poczułam silny zapach wanilii, tak umiejętnie wkomponowany w mleczną toń, że nie wydał mi się ani trochę mdlący czy za słodki.

Przy łamaniu czekolada okazała się dość twarda, nie odebrałam też jej jako specjalnie tłustej, a w ustach pokazała iście gęsto-lepiszczy, taki budyniowo-deserkowy, charakter. Rozpuszczała się delikatnie i bardzo przyjemnie. Wciąż, jak na białą, była minimalnie tłusta.

W smaku, odwrotnie niż w zapachu, to mleko zajęło miejsce na czele. Było pełne i wyraziste, a także całkowicie naturalne, co zdawał się podkreślać leciutko słonawy akcent. Nie była to sól, tylko takie poczucie... jakby ten akcent pochodził właśnie z mleka i lekkiej karmelowości. Ta karmelowość bardzo szybko się tu ujawniała i nadawała poważniejszego wyrazu wanilii, która z kolei robiła za główne słodzidło.

Właśnie w ogromnej mierze waniliowa była słodycz tej tabliczki. Karmel jawił się jako składnik całości, ale wanilia była... bezkompromisowa, chociaż na pewno nie przesadzona. Podobało mi się, jak dosłodziła ten ogrom mleka.

Charakteru nadał jej i karmelowemu posmakowi cynamon. Było go niewiele, nie można tu mówić o żadnej pikanterii, bo również wydawał się raczej słodki, ale... to wystarczyło, by znacząco ocieplić kompozycję w charakterystyczny tej przyprawie słodki sposób. Ciekawi mnie, czy to cynamon cejloński - bardzo możliwe.

Całość była jakby... cieplutkim mlekiem mocno doprawionym wanilią i cynamonem, w wydaniu "gęsto czekoladowym". Normalnie zimowa biała gorąca czekolada na mleku... Idealna, by uprzyjemnić i ocieplić sobie popołudnie.
Chciałam porównać ją do smakowitej Domori White Chocolate, Wilie's Cacao El Blanco czy Original Beans Edel Weiss 40 %, ale... tamte kryły w sobie nutki prawdopodobnie tłuszczu kakaowego, a Zotter postawił na skomponowanie czegoś ciekawego za pomocą przypraw. Niewątpliwie mu się to udało.
A tak przy okazji, kiedyś biała czekolada Zottera miała inny skład - z syropem f-g, ale co prawda tłuszcz kakaowy był wyżej w składzie. Tak coś jednak czuję, że wiedział, co robi zmieniając to.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24
cena: 16 zł
kaloryczność: 593 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, wanilia, lecytyna sojowa, sól, cynamon

czwartek, 23 lutego 2017

Ehrmann Twój Deser Premium Deser Trio Karmelowy z sosem czekoladowym i orzechami oraz bitą śmietanką o smaku karmelowo-orzechowym; Kakaowy z sosem czekoladowym i kawałkami czekolady oraz bitą śmietanką o smaku czekoladowym

Przez zmianę producenta i nazwy Desselli w jakieś Twoje Desery nie-od-Ehrmanna przestałam zachodzić do Biedronki. Ostatnio jednak poszłam i z nadzieją znów zerknęłam na desery, a tam... nowość (przynajmniej dla mnie). Sceptycznie spojrzałam na producenta, a tam... Ehrmann. Czy życie nie jest piękne? Dobra, stwierdziłam, że na to odpowiem dopiero po spróbowaniu.

Po tym, jak w przypadku Mullerów zakochałam się w wersji czekoladowej, tutaj postanowiłam czekoladową zakończyć.

Ehrmann Twój Deser Premium Deser Trio Karmelowy z 18 % sosem czekoladowym i orzechami oraz "bitą śmietanką o smaku orzechowym 16%" (według mnie ta bita śmietana jest karmelowo-orzechowa) jest deserem mlecznym ważącym 175 g.

Po otwarciu poczułam bardzo delikatny zapach będący niewyraźną, słodką mieszaniną karmelu i orzechów laskowych.

Najpierw zgarnęłam bitą śmietanę. Na wstępie zaznaczę, że mimo że nie lubię bitej śmietany ogółem, uważam, że ta w deserach Ehrmanna ma w sobie "to coś". Nie jest obrzydliwie tłusta, a lekka i puszysta. Ta tutaj także łagodnie słodka oraz wyraźnie karmelowo-orzechowa. Tak, bo właśnie jej słodycz była czysto karmelowa, z akcentem orzechów laskowych (jest inna niż orzechowa w Desselli orzechowej). Bardzo smaczna i na szczęście w zadowalającej ilości.

Pod nią krył się glutowaty, ale gęsty budyniowaty twór o wyrazistym karmelowym smaku. Wydawało mi się, że nasiąkł też orzechami laskowymi, ale tylko troszeczkę. Był słodki, ale że wyraźnie czułam też mleczną bazę (na której w końcu został zrobiony), nie wydał mi się przesłodzony. 

Na szczęście to właśnie ten budyń stanowił większość deseru (chociaż wiem, że zdjęcia nie pokazują tego zbyt dobrze). Część czekoladowa okazała się bowiem rzadkim sosem znajdującym się na dolnej części ścianek. Nie było tego zbyt wiele.
I całe szczęście, ponieważ w smaku oprócz słodkiej czekolady czułam tu bliżej nieokreślony posmak... "taniości"? Taka... nawet nie sztuczność - nie wiem, jak to nazwać. Nie pomogły drobinki orzechów, których było w tym całkiem sporo. Wydały mi się jakieś stęchłe, jakby wyprane z części smaku.

Całe szczęście, że niesmaczny czekoladowy sos z orzechami był na dole - nie musiałam go kończyć. Górę uważam za smaczną. Była wyraźnie karmelowa, choć nieprzesłodzona, niestety też... trochę nudna. Zamiast sosu mogliby dać np. drugą budyniowatą warstwę, ale orzechową.


ocena: 6.5/10
kupiłam: Biedronka
cena: 2,99 zł
kaloryczność: 133 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, cukier, śmietanka, woda, serwatka odtworzona, czekolada w proszku 1,5% (cukier, kakao), syrop glukozowo-fruktozowy, orzechy laskowe 1,1% (kawałki 1%), syrop cukru karmelizowanego 0,2%, mleczna czekolada couverture 0,2%, substancje zagęszczające: karagen, guma guar, żelatyna wołowa; emulgator E472b, aromat, sól, azot

-------------
Ehrmann Twój Deser Premium Deser Trio Kakaowy z 18 % sosem czekoladowym i kawałkami czekolady oraz 16 % bitą śmietanką o smaku czekoladowym jest deserem mlecznym ważącym 175 g.

Po otwarciu poczułam delikatny, słodko czekoladowy zapach. Po smakowicie aromatycznym Mullerze wydał mi się przeciętny.

Bita śmietana smakowała łagodnie czekoladowo, nie za słodko. Nie mam jej nic do zarzucenia - tak powinna smakować we wszystkich deserach z czekoladową koroną!

Główna część deseru była gęstym budyniem o wyrazistym, czekoladowym smaku. To właściwie budyń z Desselli czekoladowej, chociaż... tu wydał mi się... mniej głęboki w smaku? Możliwe, że mi się wydaje. Słodycz była tu dobrze trafiona, kakao leciutko się zaznaczało, ale wystarczyło, by stworzyć coś smakowitego. Wyraźnie czułam tu smak pełnego mleka (bazę deseru), co nadawało kakaowo-czekoladowemu smakowi też właśnie mlecznego charakteru.

Dół był prawie taki sam, jak w wyżej opisanym, tylko że zamiast orzechów znalazły się w nim kawałki plastiku czekolady. Albo nie. Kawałki czegoś pozbawionego smaku o obrzydliwej konsystencji. Czyli jednak taki plastik, udający czekoladę. W połączeniu z dziwnym posmakiem słodkiego sosu czekoladowego, stworzył coś naprawdę odrzucającego. 

Owszem, dół można olać i wyrzucić, ale w takim razie... czym to się ma różnić od Desselli? Czuję się oszukana i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zarówno śmietanka jak i budyń były nieco gorsze od wspomnianego już deseru.


ocena: 6/10
kupiłam: Biedronka
cena: 2,99 zł
kaloryczność: 135 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mleko odtłuszczone, woda, śmietanka, cukier, serwatka odtworzona, syrop glukozowo-fruktozowy, skrobia modyfikowana, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 1,7%, czekolada 1,6% (kakao, cukier, masa kakaowa, tłuszcz kakaowy), kawałki czekolady 1,1% (masa kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier), mleko pełne w proszku, substancje zagęszczające: karagen, guma guar, żelatyna wołowa; emulgator E472b, aromat, sól, azot

-------------
No i znów się zdziwiłam. Myślałam, że przy karmelowo-orzechowym będę narzekać na np. zbyt silną słodycz, a czekoladowy posmakuje mi bardziej, a tu coś takiego. Eh. Odpowiadając na pytanie ze wstępu: Nie. Jest brutalne i okrutne.

środa, 22 lutego 2017

Idilio Oligins 3ero Seleccion Cata Ocumare ciemna z Wenezueli

Tak coś czułam, że czekolady Idilio Origins mogą mi posmakować, mieć w sobie "to coś". Po pierwszym zachwycie tabliczką tej marki (Idilio Origins 5nto Cooperativa Amazonas) uznałam, że na kolejną degustację muszę wybrać kolejną także spod ich skrzydeł. Zdecydowałam się na

Idilio Oligins 3ero Seleccion Cata Ocumare to ciemna czekolada o zawartości 72  % kakao criollo ocumare z plantacji Cata położonej na wybrzeżu atlantyckim w okolicach miasta Ocumare de la Costa z Wenezueli.
Co ciekawe, wyczytałam, że na tej plantacji kakao rośnie pośród rozmaitych tropikalnych owoców, więc... może znajdzie to odzwierciedlenie w smaku?

Po otwarciu poczułam wyraźnie prażony, ale delikatny zapach. Na pewno znalazła się tu czarna kawa pita w ogrodzie pełnym kwitnących jabłoni, przy stole z paterą jabłek i miseczką orzechów. Ot, taki miły obrazek o poranku. Wąchając czekoladę dłużej, wychwyciłam w niej przyprawy, w które w połączeniu z rześkim charakterem zaczęły nasuwać mi na myśl anyż, ale w bardzo nieoczywisty sposób - równie dobrze może to być mieszanina kwiatów i przypraw korzennych.

Kolor tabliczki był ciepły i dość intensywny, ale i tak sprawiała wrażenie suchej.
Potwierdził to trzask, bo właśnie taki "suchy" był.
W ustach jednak czekolada okazała się miękka i wręcz bagienkowata, jak taki idealnie gładki krem.

W smaku jednak poczułam coś niepasującego do tego. Była to bowiem moc kakao, która potem cały czas słabła ujawniając coraz to kolejne nuty.

Najpierw była to mokra ziemia, wydająca młodziutką, zieloniutką trawkę. Świeżość aż biła od tego, ale wtedy wkraczał odrobinę ściągający kwasek.
Utworzył on przejście do prażonej nuty kawy, która jednak nie była aż tak jednoznacznie kawowa. Bardziej po prostu "smakowicie gorzka", choć nie była to siekiera. Nazwałabym ten smak subtelnie mocną gorzkością, no bo na pewno nie słodyczą czy coś.

Słodycz pojawiała się powoli, jakby badając grunt. W pierwszej chwili skojarzyła mi się ze słodkimi suszonymi jabłkami, ale i innymi owocami (rodzynkowatymi jakimiś?), ale od nich moją uwagę odwróciły... migdały w cynamonie! I ta nuta rozeszła się na niejednoznaczną orzechowość oraz przyprawy korzenne. Wolałam co prawda pierwsze skojarzenie, a nie te rozpędzone, niejasne nuty, ale i tak były smakowite.

Przy tym podziale wyłoniła się nieśmiała karmelowa nuta, a przyprawy (z cynamonem na czele) przybrały orzeźwiający wyraz (już pasujący do zapachu).

Owoce wywinęły mi numer, bo stały się jakimś dzikim smoothie. Nie wiadomo, co się w nim znalazło. Ta nuta jakby chciała usunąć się na bok, ale wciąż gdzieś była. Wydała mi się bardziej świeżo owocowa, niż Idilio 5nto, która była bardziej suszono owocowa, ale nie wiem. Do tych, o których już pisałam jakby doszły truskawki, mango, może marakuja... Owocowo, ale w tle, więc nie będę się tu dłużej rozwodzić.

Całość była bardzo subtelna, spokojna, ale mimo to było tu parę kontrastowych elementów. Ziemistość, a jednak lekkość. Gorzkość kawy, ale nie siekiera, a przy tym mnóstwo nieoczywistych owoców (jabłka, "suszki" i egzotyczne) i przypraw (korzennych?). Smakowała mi, a jakże, ale zabrakło mi wyrazistości, którą pokochałam w Idilio Origins 5nto Cooperativa Amazonas, a dzisiaj opisywana skojarzyła mi się z Domori Puertofino 70 % - myślę tu o nutach przypraw i orzechów, ale właśnie: w Domori to one aż... biczowały swoją mocą.
"Trójeczka" od Idilio była przepyszna, ale po prostu nieco słabsza od wspomnianych. Idealnym epitetem jest tu "subtelna" (ale charakterna). O owocach rosnących na tej samej plantacji poczytałam dopiero po degustacji, więc w sumie dziwi mnie, że nie były wyrazistsze, ale to taki tam szczegół.


ocena: 9/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 34 zł (dostałam zniżkę <3) za 80 g
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa 72 %, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy

wtorek, 21 lutego 2017

Ritter Sport Marzipan ciemna z marcepanem

Kiedyś chciałam przetestować wszystkie smaki Ritter Sport. Jakiś czas temu jednak zupełnie straciłam nimi zainteresowanie, choć... chęć udowodnienia, że tanie słodycze też mogą być smaczne była silniejsza. Przy dobrym składzie w końcu wszystko może się udać, prawda!

Co można zepsuć w czekoladzie z marcepanem? (Odpowiedź: bardzo wiele; abstrahując od dzisiaj opisywanej.)

A taką właśnie jest Ritter Sport Marzipan - ciemna czekolada z marcepanem, w którym znajdziemy 16 % migdałów. Marcepan to 44 % całej tabliczki.

Rzucające się w oczy opakowanie w końcu znalazło się w moich rękach, po odsiadce w mojej szufladzie z czekoladami.

Rozerwałam je i zobaczyłam zdumiewająco ciemną czekoladę o zapachu marcepanu (ta nuta była silniejsza) i słodkiej ciemnej czekolady. Zapach dalej zapowiadał coś "smakowitego".

Połamałam na paski, przy czym odkryłam, że czekolada jest twarda i... wydało mi się, że jest jej strasznie dużo w stosunku do marcepanu.

Władowałam pierwszą kostkę do ust, a ta potrzebowała naprawdę sporo czasu, by zacząć się rozpuszczać. W smaku jest po prostu słodko-gorzkawa, według mnie nieco za słodka. Nie jest to jednak smak taniego ulepka, a raczej przeciętnej czekolady. Ogólnie wydała mi się jednak... mało czekoladowa, coś jak wszelkie "kawałki czekolady", "polewy czekoladowe" itp.

Rozpuszczała się powoli, a kiedy wreszcie odsłonił się marcepan, doszłam do wniosku, że rzeczywiście jest jej za dużo. Marcepan okazał się dość łagodny, oczywiście migdałowy w marcepanowy sposób, ale czuć tu także sporo słodyczy, co razem ze słodką czekoladą stworzyło mieszankę... słodszą, niż można by się tego spodziewać. 
Marcepan był wilgotny i nieco zbity, chociaż po pewnym czasie robił się plastycznie gumowaty, przez co później wydał mi się jakby rozrzedzony, a z racji tego, że nie był przesadnie zmielony - chrzęścił pod zębami aż miło. Mam w tej kwestii mieszane uczucia: z jednej strony konsystencja całkiem przyjemna, ale... wolałabym lepszą.

Całość odebrałam raczej pozytywnie, chociaż Niederegger ani Zotter, ze swoimi specyficznymi marcepanami, to nie jest. Ritter Sport ma nijaką czekoladę, a marcepan byłby cudowny, gdyby był nieco mniej słodki, albo np. z odrobiną alkoholu. Myślę, że nawet samo zwiększenie ilości nadzienia by pomogło. Biorąc pod uwagę cenę i ogólną dostępność, można powiedzieć, że jest to smaczna czekolada, jednak czegoś mi w niej brakuje. Więcej niż 4 zł bym za nią nie dała.


ocena: 6/10
kupiłam: Lidl
cena: 3.99 zł (promocja chyba)
kaloryczność: 497 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, migdały (16 %), tłuszcz kakaowy, syrop cukru inwertowanego, lecytyna sojowa, substancja utrzymująca wilgoć: inwertaza, naturalny aromat

poniedziałek, 20 lutego 2017

Zotter Red Wine "Salzberg Beerenauslese" ciemna 70 % z kremem z ciemnej czekolady z czerwonym winem i rodzynkami

Po niewypale z białym winem, jakim okazała się czekolada Zotter Muscaris Grape, zdecydowałam się na coś, co po prostu nie mogło mi nie smakować. Już samo "ciemna czekolada z czerwonym winem" wywołuje u mnie ślinotok, a gdy się naczytałam, o jakie wino chodzi, to już w ogóle. Mowa o Salzberg Beerenauslese, czerwonym winie ze szczepów Blaufrankisch i Zweigelt, prosto z dębowych beczek winnicy Gernot Heinrich. Wino to rzekomo jest niezwykle owocowe, a ja swego czasu nawet chciałam je zamówić, ale... jednak 200 zł za butelkę sprawiło, że odłożyłam zakup "na kiedyś tam". Czekolada mogła okazać się dobrą alternatywą.


Zotter Red Wine "Salzberg Beerenauslese" to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao nadziewana kremem z ciemnej czekolady z czerwonym winem Salzberg Beerenauslese i rodzynkami.

Po rozchyleniu papierka poczułam smakowitą moc ciemnej czekolady i niezbyt słodkie, kwiatowe czerwone wino. Już w tym momencie byłam pewna, że się nie zawiodę. Po przełamaniu dotarło do mnie, że dodano tu naprawdę mocne czerwone wino.

Przy łamaniu czekolada trzasnęła. Była w końcu twarda, lecz skrywała mięciutkie i tłuste nadzienie. 
W ustach czekolada rozpływała się kremowo, bardzo powoli i wydawała się minimalnie sucha. Nadzienie rozchodziło i rozpuszczało się szybciej, bo było tłuste i wręcz maziste, ale poczucie pewnej pylistości to "stopowało", a kawałeczki i kilka całych rodzynek odciągały uwagę od tej tłustości, więc wszystko było, jak należy.

Czekolada sama w sobie wydała mi się minimalnie słodka i bardzo wyrazista. Sprawiała wrażenie opalanej, jakby dębowo-orzechowej. Plątały się tu poważne ziemiste nuty, ale nie była ciężka.

Może dlatego, że bardzo szybko dołączał do niej smak nadzienia. Od początku było ono wytrawnie słodkawe, przy czym słodycz była jedynie owocowa. To połączenie rodzynek, ale także smaku winogron (tych ciemniejszych). Niektóre rodzynki właśnie wydawały się bardziej świeżo winogronowe, inne były typowymi, słodziutki i soczystymi rodzynkami - w postaci kawałeczków. Fajnie wyszły w tej czekoladzie, bo nie odwracały uwagi od nut owocowych, a jedynie je podsycały.

W fuzji owoców doszukałam się jeszcze skórki cytryny, może trochę moreli.
Nad wszystkimi nimi sprawowały piecze... róże. O tak, kwiecisto-różana nuta była tu bardzo silna. Fenomenalnie wyszła z odrobinką kwasku cytryny.

Róże i cytryny często pojawiają się w połączeniu w czekoladach Zottera jednak tu... nie ma ich w składzie. Wydaje mi się, że te nuty pochodziły z wina, więc chyba można powiedzieć, że wydaje się, że zostało stworzone specjalnie do czekolad Zottera!

Z czasem wino, wzmocnione goryczką kakao, pokazała i swoją wytrawniejszą stronę, ale nie powinna ona przerażać, gdyż była bardzo smakowita.

Pod koniec ta winna wytrawność zaskarbiała sobie wszystko i powoli łagodniała w kakaowym otoczeniu, które to trwało aż do samego końca.

Po skończeniu tabliczki aż zapomniałam oddychać.
Ta czekolada była... Zapierająca dech w piersiach! Niezwykle wyraziście ciemno czekolada, minimalnie słodka i mocno winna w sposób błogo kwiatowo-owocowy. Teraz już wiem, że muszę kupić to wino!


ocena: 10/10
kupiłam: foodieshop24
cena: 16 zł
kaloryczność: 505 kcal / 100 g
czy znów kupię: tak

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, czerwone wino Salzberg Beerenauslese, rodzynki (5%), syrop glukozowy z cukru inwertowanego, masło, pełne mleko w proszku, grappa, sól, lecytyna sojowa, wanilia

niedziela, 19 lutego 2017

Piwo Raduga Col­lec­tor [18 LAT+]

Kiedyś obiecałam sobie, że jak jakiś fajny alkohol wpadnie mi w łapki, to pozwolę go sobie zrecenzować, o ile będzie się wpisywał w słodkie smaki. Znawcą jednak nie jestem, a np. o tym, czym jest witbier wiem niewiele. Pszeniczne piwo rzekomo o słodko-cytrusowych nutach - ot, cała i moja wiedza. Uwielbiam cytrusy, więc uznałam, że powinno mi smakować, tym bardziej że o Radudze, browarze utworzonym przez pasjonatów rozpoczynających od warzenia piwa w wannie czy w samochodzie, słyszałam same dobre rzeczy. No dobra, zakochałam się też w ich pięknych etykietkach. 

Uwaga! Aby formalności w świetle polskiego prawa stało się zadość, informuję, że recenzja ta jest przeznaczona jedynie dla osób, które ukończyły 18. rok życia.

Raduga Col­lec­tor to lemon wietbier ze skórką cytrynową i pomarańczową oraz kolendrą o 4,6% objętości alkoholu.

Dodatki miały rzekomo podbić aromat piwa, ale ja już i tak śliniłam się na samą myśl o połączeniu cytrusów z kolendrą.

Po otwarciu butelki powitało mnie cichutkie "tsss" oraz łagodnie piwny, a zdecydowanie bardziej cytrusowy zapach. Był minimalnie słodko pomarańczowy, a kolendry nie odnotowałam.

Nalane do szklanki piwo okazało się słomkowo żółte, może trochę złociste, a pianka zniknęła dość szybko.

W smaku przez większość czasu czułam cytrynę, taką minimalnie kwaśną, a raczej gorzkawą - w końcu to skórka jest w składzie. Piwo samo w sobie nie było ordynarne, czuć tu głównie delikatny, pszeniczny smak.

Goryczka - i to dosłownie odrobinka - pojawiała się dopiero pod koniec. Możliwe, że wraz z nią, na moment wychylała się kolendra. 
W gardle robiło się trochę cieplej. Czuć takie skórkowo-cytrusowe nuty, a na koniec w ustach pozostaje przyjemny posmak pomarańczy, w wydaniu odrobinkę soczyście słodkim, a odrobinkę goryczkowato skórkowym.

Nie uderza zbytnio do głowy, nie ma po nim nieprzyjemnych efektów, może tylko nieco lepszy nastrój - w końcu i swój procent ma (jak na jasne piwo tego typu), a i smak bardzo przyjaźnie cytrusowy. Szkoda tylko, że zabrakło w nim konkretniejszych nut - od samej kolendry dość sporo oczekiwałam, a ona... gdzieś się ukryła.
Smaczne, dobry skład, ale że bardzo, bardzo łagodne, nie sądzę, bym kupiła ponownie, choć z chęcią przetestuję inne Radugi.


ocena: 8/10
kupiłam: Tesco
cena: 7,99 zł
czy kupię znów: nie

sobota, 18 lutego 2017

Idilio Origins 5nto Cooperativa Amazonas 72 % ciemna z Amazonii z Wenezueli

Zawsze, kiedy staję przed rozpoczęciem przygody z nieznaną mi dotąd marką czekolad, trochę mnie ta pierwsza chwila onieśmiela. Którą tabliczkę wybrać? Co też w niej odkryję? Pytań coraz więcej, a trzeba po coś sięgnąć. Najpierw krótkie rozeznanie: Idilio Origins to szwajcarska marka robiąca czekolady plantacyjne, np. z różnych regionów Wenezueli. 
Na dobry początek postawiłam na dziko rosnące w dorzeczu Orinoko w Amazonii ziarna kakao, które są potem suszone na słońcu pod okiem lokalnych farmerów z Kooperatywy Amazonas.

Idilio Origins 5nto Cooperativa Amazonas 72 % to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao criollo pochodzącego z dorzecza rzeki Oriniko z Wenezueli.

Po otwarciu zobaczyłam tabliczkę o tanim podziale na brzydkie kostki, ale głębokim, pięknym kolorze, który gdybym chciała wycenić, powiedziałabym, że jest bezcenny. 

Zapach był jeszcze wspanialszy, bardziej złożony, ale nie przesadnie dynamiczny. Przede wszystkim czułam tu ziemię, paloną kawę (może z odrobinką śmietanki) i drzewa, ale wszystko to było żywe i soczyste. Gdzieś w mocnej, ciemnej ziemi chowały się... grzyby? Ale z kolei smakowite i również soczyste owoce odwracały od nich uwagę. Nie dało się w końcu nie zwrócić uwagi na wyraziste morele i nieco słabsze rodzynki. Może nawet i daktyle.

Przy łamaniu usłyszałam pełny, głośny trzask. Lekko chłodnawy i soczysty brąz cieszył oko także w przekroju - tutaj wydał mi się odrobinę piaszczysty.
W ustach czekolada rozpływała się jednak z aksamitnością niemal porównywalną do Domori, co bardzo mnie zaskoczyło. Z czasem doszła do tego minimalna proszkowość, niczym z najsmakowitszych deserków czekoladowych na mlecznej bazie.

W skojarzeniu z nimi "coś" było. Otóż od samego początku czekolada także w smaku przedstawiła mi aksamitną śmietankę - pełną i mleczną. W życiu nie powiedziałabym, że to nie jest ciemna mleczna - ona była o wiele bardziej śmietankowa niż pamiętny A. Morin Sao Tome 63 %.

Po dłuższej chwili śmietankę zaczęła opływać ziemista, wilgotna gorzkość prażonej i tylko co zmielonej, zaparzonej kawy. Ależ ten smak był wyrazisty! Jak już się pojawił, to trwał do samego końca, a cała reszta tylko się na nim rysowała - jakby wszelkie nuty właśnie z tej kawy wypływały.

A pojawiało się całe mnóstwo nut owocowych - łagodnych, ale wyraźnych. Z jednej strony odnalazłam tu słodycz typową dla suszonych owoców, a z drugiej lekki akcent cytrusów, w których przodowały dojrzałe, soczyste pomarańcze. W tych pierwszych przewodziły jędrne morele, a zaraz za nimi słodziutkie rodzynki.
Jakby tego było mało, pojawiła się tu mgiełka czegoś, co skojarzyło mi się z... karmelizowanymi daktylami? Trochę rozpłynęły się potem w palonym posmaku o bardziej kawowo-karmelowym wyrazie.

Mimo że wiele tu słodkich smaków, czekolada nie była za słodka. Wręcz przeciwnie - jak już mówiłam, dominowała tu kawowa gorzkość. Pod nią kryło się coś jeszcze. Najpierw myślałam, że to jakieś lekko zawilgocone orzechy, ale potem pomyślałam o grzybach, które przez moment mignęły mi także w zapachu.

To jednak schodziło na dalszy plan; pod koniec rozpuszczania się kostki smak robił się coraz bardziej statecznie gorzki - należał do wykwintnej, dobrej kawy.

W ustach właśnie kawowy posmak zostawał, chociaż i pewną paloną karmelowość czułam. Nie mogłam zapomnieć także już tylko odrobinki śmietanki.

Ta czekolada dosłownie wbiła mnie w fotel. Nie było w niej mocnej dynamiki, ani zbyt wielu smaków, zwrotów akcji. Była stateczna, bo głównie kawowa, śmietankowa i suszono owocowa, ale... jej głębia powalała. Tak jakby te smaki miały nieskończenie wiele wymiarów. Coś mi jednak przypominała - jakąś Domori? O tak, nawet kilka z serii Criollo: kawę i śmietankę z Puertomar 75 % oraz soczystą rodzynkowość zakrywającą "grzyby" z Puertofino 70 %. Połączenie moreli i "dziwnej nuty" (w Idilio te "grzyby") było zaskakująco podobne w Duffy's Milk Chocolate Venezuela Ocumare 55 %.
To taka typowa czekolada na 10!


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 25 zł (dostałam zniżkę <3) za 80 g
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: kiedyś możliwe

Skład: miazga kakaowa 72 %, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy