piątek, 20 stycznia 2017

Zotter Brazil Nut Nougat with Jungle Pepper mleczna 60 % z nugatem z orzechów brazylijskich i warstwą białej czekolady z dzikim pieprzem

Generalnie lubię wszystkie orzechy, oczywiście jedne bardziej, drugie mniej. Są też takie, które jako np. składnik czekolady natychmiast przyciągają mój wzrok, bo przeważnie są pomijane; zapomniane przez producentów stają się według mnie od razu ciekawsze. Do takich właśnie orzechów zaliczają się orzechy brazylijskie.


Zotter Brazil Nut Nougat with Jungle Pepper to ciemna mleczna czekolada o zawartości 60 % nadziewana nugatem z orzechów brazylijskich i warstwą białej czekolady z dzikim pieprzem "Voatsiperifery".

Już na samym początku muszę napisać, że dosłownie zakochałam się w grafice opakowania tej czekolady. 

Po rozchyleniu papierka wiedziałam już, że miłość nie dotyczy jedynie opakowania. Poczułam mocno prażony i słony zapach orzechów brazylijskich nie do pomylenia z żadnymi innymi oraz pewną wytrawną nutę i stonowane, ale charakterne kakao. 

Przełamałam. Tabliczka, w tym nadzienie nadzienie, okazała się bardzo twarda.
Zapach nadzienia nasilił się, a ja wychwyciłam w nim także akcent pieprzu.

W pierwszej chwili po zrobieniu kęsa czułam głównie moc kakao z czekolady, która to rozpływała się leniwie, kremowo i trochę lepiąco. Początkowo zdawała się udawać po prostu ciemną, jednak po chwili i lekko orzechowo-mleczny akcent się rozwinął.

Nie skupiłam się jednak na nim zbyt długo, bo nadeszła także silna słoność i mocny smak prażenia wzmacniające i tak charakterne orzechy brazylijskie.
Zbite i dość tłuste nadzienie rozpuszczało się równie leniwie, co czekolada, jednak w smaku dominowało znacznie dłużej niż ona.
Orzechów brazylijskich nie dało się pomylić z niczym innym, nic też ich nie zakłócało, a spora ilość soli tylko nakręciła moje skojarzenie z bardzo wypieczonymi słonymi paluszkami i ropą naftową (lubię właśnie tak myśleć o smaku brazylijskich).

W końcu jednak pojawiła się pewna pieprzna rześkość (co jest trochę paradoksalne, ale jednak prawdziwe) oraz słodka wanilia. Zaskakująco dobrze ze sobą zagrały. 
Wychwyciłam mocniejszą śmietankowo-mleczną nutę, która jednak nie osłodziła zbytnio kompozycji, a rozeszła się na boki, ustępując miejsca...

Mocarnej pikanterii pieprzu. Kiedy trafiałam na kawałeczki pieprzu zatopione w cieniutkiej warstwie białej czekolady, robiło się naprawdę ostro. Po ich porozgryzaniu w pewnym momencie było tylko i wyłącznie ostro-gorzko pieprznie, ale bardzo szybko znów nadchodziła wspomniana lekkość, orzeźwienie.
Wanilia je napędzała.
Na koniec ona, a więc i biała czekolada, znów wyszła trochę pewniej, jednak to lekka gorzkawość ciemnej mlecznej zamknęła kompozycję, a w ustach pozostał posmak pikantnego pieprzu.

Ta czekolada była po prostu przepyszna, bardzo oryginalna i taka... skrajna. Oprócz wyrazistego i bezkompromisowego smak orzechów brazylijskich, pokochałam jej mocną słoność, mocną ostrość, a przy tym wciąż obecną wanilię i rześkość.


ocena: 10/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 567 kcal / 100 g
czy kupię znów: kiedyś mogłabym wrócić

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, orzechy brazylijskie, pełne mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, masło, dziki pieprz, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, pełny cukier trzcinowy, sól, wanilia, cynamon

czwartek, 19 stycznia 2017

Bellarom Weisse Kokos & Flakes biała z kokosem i płatkami kukurydzianymi

Z białymi czekoladami miałam mały kryzys, bo swego czasu ogarnęła mnie ogromna niechęć do nich. Zwłaszcza do kokosowych białych przez paskudnego Zottera Mitzi Blue Softly Falls the Snow (i nielubianego Labooko Kokos). Właśnie dlatego ta tabliczka czekała na swoją kolej bardzo, bardzo długo. Jako jednak, że to Bellarom, w dodatku łudząco przypominająca jedną z moich ulubionych kokosowych czekolad Chateau Weisse Kokos - w końcu sięgnęłam po nią nawet z ochotą.

Bellarom Weisse Kokos & Flakes to biała czekolada z wiórkami kokosowymi i płatkami kukurydzianymi.

Po rozchyleniu złotego papierka poczułam wyrazisty zapach prażonych wiórek kokosa w otoczce słodkiej, maślanej białej czekolady.

Przy łamaniu zaskoczyła mnie swoją miękkością; wydawało mi się, że lada chwila zacznie się rozpuszczać.
Przekrój ukazał mi cały ogrom wiórek i nieco mniejszą ilość rozdrobnionych płatków kukurydzianych.

Spróbowałam. Czekolada okazała się bardzo tłusta, co w pierwszej chwili mi przeszkadzało. Bardzo szybko jednak odsłaniała chrupiące dodatki, którymi była solidnie wypełniona, a tłustość schodziła na dalszy plan, bo miałam wrażenie że są w proporcjach 1:1 z czekoladą.

W smaku z kolei w pierwszej chwili to silna słodycz wydała mi się przesadzona.
Szybko dochodził jednak do niej leciutko orzechowo-maślany smak tłuszczu kakaowego i kokos, którym mocno nasiąkła cała tabliczka. Chrupiąco-chrzęszczące, mocno podprażone, wiórki kokosowe bardzo szybko przebijały się dominując w smaku i tworząc z czekoladą pozytywnie zasładzające, przede wszystkim kokosowe, połączenie. 

Z czasem to zasłodzenie dodatkowo przełamywały płatki kukurydziane, które wydały mi się nieco podprażone / skarmelizowane, przez co ich smak był naturalnie podkreślony. Świetnie sprowadzały słodycz do porządku i chyba jeszcze bardziej podkreślały kokosa. "Corn flaksowa" nuta zaskakująco ważną rolę tu odegrała.

Całość była bardzo słodka i tłusta, ale... czuło się to mocno tylko w pierwszej chwili. Potem robiło się cudownie kokosowo, a w konsystencji chrupiąco-chrzęszcząco. Kiedy do akcji wchodziły płatki kukurydziane - już w ogóle było smakowicie.

Porównując ją do wspomnianej Chateau - wydaje mi się, że tamta była jakoś tak mniej tłusta, płatki były mniej podrobnione, ale i Bellarom bardzo mi smakowała. Jej atutem jest kształt wielkich, kwadratowych kostek.


ocena: 9/10
kupiłam: niemiecki Lidl (ktoś kupił na moją prośbę)
cena: 10 zł (właściwie to dałam 20 zł za dwie czekolady + za fatygę)
kaloryczność: 566 kcal / 100 g
czy znów kupię: mogłabym

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy 28 %, wiórki kokosowe 17 %, pełne mleko w proszku, płatki kukurydziane 7 % (93 % kukurydza, cukier, sól, słód), śmietanka w proszku, serwatka, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat waniliowy, aromat kokosowy

środa, 18 stycznia 2017

Zotter Mango and Mace ciemna 70 % z kremem z mango, orzechów nerkowca i soku cytrynowego oraz kremem z mlecznej czekolady, nugatu migdałowego, karmelu i korzenia maca

Z niektórymi owocami mam tak, że lubię je tak bardzo, że jak tylko kupię, to jem je osobno (nie dodając ich do żadnych kasz, sałatek, jogurtów itp.). Mango zalicza się właśnie do takich owoców i zawsze postrzegałam je jako owoc niepasujący do czekolady (mimo że Zotter Labooko Mango Lassi mi smakowała, chociaż chyba głównie dlatego, że to była pierwsza taka owocowa czekolada i wydała mi się po prostu bardzo niecodzienna).


Zotter Mango and Mace to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z kremem z mango, czekolady Mango Lassi, orzechów nerkowca i soku cytrynowego oraz kremem z mlecznej czekolady, nugatu migdałowego, czekolady karmelowej i korzenia maca.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach smakowitej, ciemnej czekolady oraz, który to nasilił się znacznie po przełamaniu, orzeźwiająco-słodki zapach mango z akcentem cytryny, przypraw korzennych i orzechów.

Czekolada rozpływała się powoli w kremowy sposób, roztaczając wokół mocny smak kakao, minimalnie dosłodzony i niemalże orzechowo-kawowy.

Po jakimś czasie spod czekolady przebiła się słodycz mango i narastała aż do chwili, w której to soczysty owoc dominuje, a wtedy doszła do niego lekka, słodka pudrowość.
W niej przemycona została także cytryna - niezwykle wyrazista i orzeźwiająca, ale ani zbyt kwaśna, ani zacukrzona. Gdy już kubki smakowe oswoiły się z cytryną, wychwyciłam także kwasek jogurtu i mocniejsze, mleczne nuty.
Żółta warstwa przypominała łagodnie słodki jogurtowo-mleczny koktajl z ogromną ilością owoców. Mimo tłustości (co prawda głównie mlecznej) wydawało się soczysto-lekkie.

Po czasie, gdy ta warstwa się nieco "rozproszyła", na wierzch wychodziła nieco korzenna goryczka, przyprawy. Zakładam, że to właśnie smak korzenia maca, jednak tutaj wystąpił w towarzystwie cynamonu, leciutko orzechowych nut (czy to nerkowce, migdały nie było czuć; tylko taka "orzechowość" w tle) oraz palonego, goryczkowatego posmaku. Było tu coś lekko karmelowego, ale bardzo palonego. 

Gdy pojawiały się te nuty, wraz z pewną szorstkością urozmaicającą gładkie i tłuste nadzienie, słodycz niemal natychmiast znikała.

Ni stąd ni zowąd robiło się gorzko w sposób palono-korzenny i czekoladowy oraz nadciągał mocny, soczysty kwach cytryny.
Na koniec to łagodna, ale charakterna ciemna czekolada zamykała kompozycję.

Muszę przyznać, że ta czekolada była bardzo miłym zaskoczeniem. Bałam się, że nadzienia będą zasłodzone, a tymczasem całość okazała się bardzo mało słodka. Pewnie, ma moment tej owocowo-pudrowej słodyczy, ale wszelkie goryczki, kwasek świetnie to przełamują.
Co prawda, nerkowców i migdałów jako takich prawie nie czułam, ale nie szkodzi. Bez nich też było pysznie, tak owocowo i z gorzko-korzennymi przyprawami.

Ta czekolada idealnie potwierdza to, że do nadziewańców świetnie pasuje ciemna czekolada, a nie mleczna, jaką Zotter coraz częściej daje. Mimo to, mam zamiar dokupić też mleczną z samym mango nadzieniem, bo tam zostało wzbogacone także o chili.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 505 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, puree z mango, suszone mango, mleko, jogurt o obniżonej zawartości tłuszczu w proszku, pełne mleko w proszku, orzechy nerkowca, koncentrat soku cytrynowego, karmel w proszku (odtłuszczone mleko, serwatka, cukier, masło), migdały, lecytyna sojowa, słodka serwatka w proszku, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), sól, korzeń maca, pełny cukier trzcinowy, kurkuma, wanilia, cynamon, płatki róż

wtorek, 17 stycznia 2017

Michel Cluizel Mokaya 66 % ciemna z Meksyku

Czasami mam wrażenie, że podczas zakupów wybierając coś w ciemno, zazwyczaj wybieram źle. Czasem coś wydaje się "moje", a okazuje się paskudne lub omijają mnie jakieś smakowitości, bo brzmią / wyglądają niepozornie, na "nie w moim guście". Kiedyś zamawiając czekolady Cluizela postanowiłam wybrać trzy na podstawie tego, co przeczytałam w internecie. "Kawa, suszone owoce i silna słodycz? Fajne, ale nudne" - to pomyślałam o czekoladzie z Meksyku i postanowiłam zadowolić się neapolitanką. Jakież było moje zdziwienie, gdy to właśnie neapolitanka smakowała mi najbardziej i, co ważne, zupełnie inaczej niż przedstawiono ją w paru miejscach, gdzie o niej czytałam. Czy to kwestia rozmiaru, czy rzeczywiście zrezygnowałam z najlepszej tabliczki z serii? W końcu w 2013 zdobyła srebro w Akademii Czekolady.

Michel Cluizel Mokaya 66 % to ciemna czekolada o zawartości 66 % kakao pochodzącego z Meksyku z plantacji Mokaya.

Po otwarciu sreberka poczułam wyrazisty zapach łączący w sobie chłodne, lukrecjowe orzeźwienie, ciężką mieszaninę przypraw takich jak pieprz i odrobinka jałowca oraz niepewne ciepło czarnej ziemi i jeszcze czarniejszej kawy. Wytrawnie, ale wciąż dość słodko.

Kolor tabliczki był tak ciemny, że aż miałam problemy ze zrobieniem zdjęcia (to samo przy neapolitance, chociaż na innych blogach ta czekolada nie wygląda na aż tak ciemną). Przy łamaniu trzaskała tylko trochę, ogółem wydawała się miękkawa. Zwłaszcza już w ustach, kiedy to rozpływała się kremowo i zarazem jakby była najeżona idealnie zmielonymi przyprawami - przekrój świetnie to oddaje.

W pierwszej chwili poczułam subtelną słodycz kojarzącą się z dojrzałymi winogronami, a później wokół niej zaczynała się jakby kłębi, również subtelna goryczka. Była to gorzkość ziemi z przebłyskami przypraw. Obie nuty zaczynały przybierać coraz intensywniejszy wyraz, przy czym dominowała raz słodycz, raz gorzkość (i tak na zmianę).

W międzyczasie tu i tam przemykała lukrecja, aż w końcu wyraźnie osadziła się na drugim planie (robiąc wycieczki na pierwszy). Chyba ośmieliła trochę nutę jałowcową, która przez moment też się gdzieś pojawiała, jednak potem tonęła w połączeniu pieprzu i kardamonu.

Zupełnie obok, winogrona bardzo szybko zmieniały się w cały miks suszonych owoców - śliwek, daktyli i fig. Wydawały mi się znikomo owocowe, a jednak wyraźne. Przy nich pojawiało się pewne skojarzenie z likierem, a ten z kolei otwierał drogę kawie.

Gdy już kawa wyszła na przód, nie było litości dla innych smaków. Czułam się, jakbym piła mocną kawę z dużą ilością śmietanki (chociaż bardziej chodzi tu o takie... poczucie? związane z konsystencją? chyba) oraz jakimś syropem... Wytrawnie słodko-gorzkim. Tak, słodycz była silna, ale nie inwazyjna.
Kawa zawierała bowiem w sobie także wiele przypraw, takich piernikowych.

Pieprzna nuta troszeczkę zapiekła, kardamon osnuł wszystko swoim niby dymnym charakterem, w którym odnalazłam odrobinę cierpkości.

Ta cierpkość i wcześniejsze owoce przeszły w suszoną żurawinę, a na końcu, w towarzystwie lekko waniliowej słodyczy przemknęły soczyste, ale jakby podsuszone (może czymś nasączone?) wiśnie.
Lukrecja i ziemisto-kawowa gorzkość nie odpuszczały, a słodycz łagodnie odchodziła w towarzystwie pieprzu i likieru.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 19 zł
kaloryczność: 572,1 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: kakao, cukier trzcinowy, masło kakaowe, strączki laski wanilii

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Pryncypałki wafelki z kremem o smaku o smaku Cappuccino

Nie wiem czy o tym wspominałam, ale pewnie zauważyliście, że ostatnio pojawia się tu więcej produktów "zwykłych", ale jest to spowodowane operacją na szyję / gardło, jaką przeszłam w połowie listopada, a po której jedzenie przez jakiś miesiąc sprawiało mi ogromny ból. Czegoś słodkiego się jednak chciało, a ja... za nic w świecie nie chciałam próbować degustować niczego lepszego bojąc się, że będę za bardzo skupiona na bólu i nie wyłapię tego, co normalnie, a czekolada nie sprawi mi przez to przyjemności. Szkoda tylko, że te "budżetowe degustacje" też za wiele przyjemności mi nie sprawiały...

Pryncypałki z kremem o smaku o smaku Cappuccino to wafelki, w których krem stanowi 42%, są oblane czekoladą ciemną i dekorowane mleczną.

Po powąchaniu paczki otwartej już jakiś jeden dzień, poczułam zapach czekoladowo-wafelkowy z wyraźnym akcentem kawy. Mimo to był średni, niczym mnie nie ujął.

Wafelki były cienkie (czekolada na nich również była bardzo cienka) i miały lekką strukturę, powiedziałabym, że taką wręcz "napowietrzoną". Były kruche i chrupiące, a dzięki dużej ilości kremu nie sprawiają wrażenia zbyt suchych.

Wreszcie, zamiast oglądać pały wafelki, spróbowałam.

Bez specjalnego rozdzielania na warstwy (bo i raczej się nie da), wywnioskowałam, że czekoladę przesłodzili i to bardzo. Sama ciemna by wystarczyła zdecydowanie, bo wzorek z mlecznej mlecznego smaku nie dodał, a na pewno dosładził.

Same wafelkowe warstwy smakowały bardzo delikatnie, wręcz neutralnie.
Poszczególne rozdzielały tłusty krem, w którym nie czaiło się nic obrzydliwego. Był jednak bardzo słodki i dość mdły. Przypominał typowy bardzo słodki krem tego typu o smaku "kakaowo"-czekoladowym, w dodatku takim podchodzącym pod te tzw. mleczne (czyt. białe) kremy. Lekki posmak kawy pojawiał się dopiero na sam koniec i był ledwo wyczuwalny w całej słodyczy.

Ogółem nie miałam wrażenia, że jem coś kawowego; czułam się, jakbym jadła najzwyklejsze przesłodzone czekoladowe wafelki. Przeraża mnie, że już jeden mnie zasłodził i po drugim nie miałam ochoty na nic słodkiego więcej.
Rozumiem, że cappuccino to mleczna kawa, ale zazwyczaj w słodyczach ten smak i tak jest bardziej kawowy i, skoro są też zwykłe pryncypałki czekoladowe, to te powinny być o wiele bardziej kawowe. Po co dublować czekoladowy smak i jeszcze określać go mianem cappuccino?
Nie aż takie niesmaczne, jak na taki skład, ale i niewarte polecenia przeciętniaki.

ocena: 5/10
kupiłam: moja Mama kupiła
cena: -
kaloryczność: 539 kcal / 100 g; 2 sztuki, czyli 21g - 113 kcal
czy kupię znów: nie (ja bym nawet tych nie kupiła)

Skład: krem o smaku cappuccino 42 % [cukier, tłuszcze roślinne (palmowy, shea), serwatka w proszku, mleko w proszku odtłuszczone, pasta kawowa 3,2%, mąka pszenna, lecytyna sojowa, aromaty, sól], czekolada 37 % [cukier, miazga kakaowa, tłuszcze roślinne (palmowy, shea), tłuszcz mleczny, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, E476, aromat], wafel 18 % [mąka pszenna, olej słonecznikowy, skrobia ziemniaczana, mleko w proszku odtłuszczone, zółtko jaja w proszku, ecytyna sojowa, sól, substancje spulchniające (E500, E503) barwnik (karoteny)], czekolada mleczna 3 % [cukier, mleko pełne w proszku, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, lecytyna sojowa, aromat]

sobota, 14 stycznia 2017

Zotter Labooko Soy milk / dark sojowa ciemna "mleczna"


Z o wiele większym entuzjazmem myślałam o ciemnej sojowej niż o białej, bo sojowe księżyce ze Starry Sky już znałam i mi smakowały. Zmieniło się to jednak po spróbowaniu białej. Wspomnienie księżyców wypadało przy niej dość blado i... do bohaterki dzisiejszej recenzji, czyli drugiej sojowej tabliczki, podeszłam właściwie będąc w punkcie wyjścia - nie wiedząc, czego się spodziewać. W końcu "ciemna" to ona jest tylko w porównaniu do białej i bo nie ma w niej mleka. Zawartość kakao sugeruje raczej "udawaną mleczną dla wegan" czy coś takiego.

Zotter Labooko Soy milk / dark to czekolada sojowa o zawartości 40 % kakao.
Poniekąd można ją więc nazwać wegańską "mleczną" lub też "sojową ciemną", no... na pewno niebanalną.

Po otwarciu poczułam słodko-wytrawny zapach o orzechowym charakterze, przypominającym też jakiś właśnie orzechowy deser roślinny ze szczyptą cynamonu i, nieco mniejszą, anyżu.

Przy łamaniu trochę trzaskała, a w ustach rozpuszczała się powoli, tłustawo i dość podobnie do mlecznych, chociaż z taką lekką suchą opornością.

W smaku dominowała niejednoznaczna orzechowość. 
Zawierała specyficzną roślinność soi, subtelny akcent czekolady, a dokładniej mieszaniny kakao i tłuszczu kakaowego w niej zawartego, bo o zdecydowanym smaku kakao nie było mowy. 

Silna słodycz dała natomiast smaczek kojarzący się z tymi wszystkimi smarowidłami czekoladowymi (nie jadłam ich całe wieki; nie przepadam za nimi, ale jako nuta to nie było ani negatywne, ani pozytywne).

Wraz z roślinością słodycz dała nieco kwiatowy efekt, do którego przyłożył się także mglisty posmak anyżu. Był on jednak bardzo ulotny, więc na pewno nie tylko anyż się na te kwiatki "złożył".

Słodkawy cynamon dość szybko zaczął tę kwiatowość zagłuszać. Łącząc się z orzechowym smakiem, obudził skojarzenie z orzechami włoskimi. Może nie były one niezwykle wyraziste, ale jednak jak najbardziej do rozpoznania bez szczególnego zastanawiania się nad tą nutą.

Na końcówce znów wychodził czekoladowy, bardzo słodki krem, łączył się z roślinnością i... nie wiem, kojarzył mi się z czymś a'la roślinna Nutella. Bardzo słodko, specyficznie i całkiem przyjemnie, ale... jakoś mnie nie porwało. 

Ta czekolada była w dużej mierze orzechowa, trochę roślinna i cynamonowa i... i tyle. Kakao, jak dla mnie, za mało i wydała mi się jakoś tak... mniej specyficzna i niezwykła niż biała. Paradoksalnie, wydała mi się nawet słodsza, chociaż równocześnie prawie zupełnie nie waniliowa, a taka zwykła (a może to dlatego, że widząc brąz, a nie biel, zmniejsza się moja tolerancja na słodycz?).


ocena: 8/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł (za obie oczywiście)
kaloryczność: 593 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, proszek sojowy (soja 22%, maltodekstryna, syrop kukurydziany), miazga kakaowa, lecytyna sojowa, wanilia, sól, anyż, cynamon

piątek, 13 stycznia 2017

Zotter Labooko Soy white sojowa biała

Po okropnych białych roślinnych Zotterach Mitzi Blue (Starry Sky i Softly Falls the Snow) do każdej "innej" czekolady byłam bardzo nieufna. Niestety traf chciał, że jeszcze jedna taka od dawna mi zalegała w szufladzie. O ile ciemne sojowe księżyce w Starry Sky mi smakowały, tak nie miałam pojęcia czego się spodziewać po białej sojowej czekoladzie i to właśnie od niej postanowiłam rozpocząć spotkanie z tym duetem (ja mam w wersji Contest, ale Zotter niedawno wprowadził je jako osobne Labooko).

Zotter Labooko Soy white to biała czekolada zrobiona na napoju sojowym zamiast na mleku. 
Jest więc wegańska.

Po otwarciu opakowania poczułam intensywny zapach będący mieszaniną wanilii i anyżu z ewidentnie roślinnymi nutami soi. Ten zapach był słodkawy, ale moje zmysły rejestrowały go jako coś neutralnego, nawet nie potrafię tego wytłumaczyć - takie to było dziwne!

Wydawała mi się tłusto-sucha, ale przy łamaniu trzasnęła całkiem głośno.
Rozpuszczała się o wiele łatwiej niż czekolady ryżowe, ale także bardzo powoli. Wydała mi się bardzo gęsta, trochę lepiąca i minimalnie sucha. Po chwili mnie olśniło. Przecież to budyń! Najprawdziwszy, najwyższej jakości, choć wciąż trochę proszkowy, budyń w formie tabliczki.

W smaku od samego początku było po prostu dziwnie i mało czekoladowo. Lekka słodycz pojawiła się bardzo szybko, ale całość nie była taka po prostu słodka, co sugerowałaby biel. W dodatku, była rześka i orzeźwiająca dzięki wyraźnej nucie anyżu. Pojawiał się szybciej niż wanilia, ale nie wyprzedzał jej.

Wanilia po prostu wolniej się rozwijała. Rozwijała, dosładzała, ale nie udało jej się nadać kompozycji mocno słodkiego wyrazu. 
Ta czekolada była bowiem bardzo wyraźnie roślinna. Po prostu czuć w niej soję, autentycznie, wraz z delikatnie orzechowym posmakiem - prawdopodobnie częściowo z samej soi, a częściowo z tłuszczu kakaowego. 
Co więcej, budyniowo-sucha konsystencja sprawiła, że ta roślinna nuta wydała mi się odrobinkę mączna.

Ta mieszanina smaków przy drugim kęsie skojarzyła mi się z surowym ciastem, które zamiast chrzęszczącym cukrem posłodzono szczyptą wanilii. I to skojarzenie pozostawało ze mną do końca intrygującej, sprawiającej mi niezwykłą przyjemność, degustacji.

To była bardzo, bardzo dziwna, niepowtarzalna czekolada. To właściwie... budyń o smaku waniliowego surowego ciasta z akcentem anyżu. Mało słodkie, raczej "wytrawne", mało "białoczekoladowe". Zakochałam się! Ta specyficzność... no, i anyż, wanilia i surowego ciasto... uwielbiam! Aż mi się przypomniało, jak kiedyś rodzicom ukradkiem surową masę na ciasta podjadałam.


ocena: 10/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł (za obie oczywiście)
kaloryczność: 592 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią bym do niej wróciła

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, proszek sojowy (soja 25%, maltodekstryna, syrop kukurydziany), lecytyna sojowa, wanilia, sól, anyż, cynamon

środa, 11 stycznia 2017

Original Beans Grand Cru Blend No. I 80 % ciemna

Zaczynałam już tęsknić za Original Beans, kiedy trafiły do mnie dwie nowości. To stało się kolejnym powodem dla otwarcia akurat tej czekolady. Pierwszym był Pralus Fortissima 80 %, czyli również blend o tej samej zawartości kakao, który mimo ładnie wyglądających procentów "80", nie spełnił moich oczekiwać.

Original Beans Grand Cru Blend No. I 80 % to ciemna czekolada o zawartości 80 % kakao pochodzącego z Ameryki Południowej i Afryki.

Po otwarciu sreberka poczułam subtelną woń mocno palonej kawy znacząco przysłoniętą zapachem nagrzanej ziemi i suszonych, albo raczej wędzonych, owoców. Śliwki, może żurawina z akcentami dymno-różanymi. 
Wraz z dość ciemnym kolorem prezentowało się to znakomicie, a wszystkiego dopełniał głośny trzask towarzyszący łamaniu.

Rozpuszczała się opornie, dość sucho ale z czasem miękła i przypominała "gęste", lepiące mleczne czekolady.

Znalazłszy się w ustach, czekolada wydała mi się nieco "przeprażona", chociaż dość mocno słodka, jak na 80 %. Nie znaczy to jednak, że któraś z nut była według mnie za silna.

Z "przeprażonego" smaku popłynęła kawa - mocna i wyrazista. Przy niej znalazła się ciepła nuta wytrawnego sosu czekoladowego, przechodzącego z czasem w ziemisto-asfaltową nutę. Taki kawowy asfalt, gęsty i gorzki.

Obok tego cały czas powoli rosła podpalana słodycz, wkradająca się w końcu w owocową nutę.
Wyraźnie czułam kwaskawe wędzone śliwki i również kwaskawą, trochę cierpką, suszoną żurawinę. W tych kwaskach zaczynały się plątać inne czerwone owoce, czyli jakieś maliny, truskawki, może nawet i wiśnie. W cierpkim posmaku miejsce znalazły jakby... jeżyny? Jakaś leśna drobnica.
Nie były jednak tak jednoznaczne jak śliwki i żurawina.
Te zostały przyjemnie dopełnione jakby przez przyprawy - może cynamon? - wypływające z kawy i ziemi.

Wydawało mi się, że przez mocno prażoną nutę ta czekolada nie miała zbyt wielu nut, ale... żeby było pysznie wcale ich tak dużo nie potrzeba.

Original Beans zaserwowało mi proste, zimowe smaki - wyraziste śliwki i żurawinę w charakternym towarzystwie ziemistej palonej kawy i owoców leśnych.
Dość łagodnie jak na 80 %, ale wciąż z charakterem, dzięki któremu wyszła lepiej niż Pralus.


ocena: 9/10
kupiłam: Smakowe Inspiracje
cena: 112 zł / zestaw 4 różnych tabliczek (po 70 g) - zniżka
kaloryczność: 569 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, surowy cukier trzcinowy