poniedziałek, 21 września 2015

A. Morin Perou Chanchamayo 63 % ciemna z Peru

Pod koniec sierpnia dotarło do mnie, jak długą przerwę od czekolad Morin miałam. Mniej więcej w tym samym czasie zorientowałam się, że na moim blogu przerwa ta zapewne będzie jeszcze dłuższa. Przyznać muszę, że już się stęskniłam, a podczas letniego wyjazdu jakoś mi tych ciemnych, głośno trzaskających tabliczek w skromnym opakowaniu brakowało. Co jednak zrobię, gdy mi się skończą? W końcu połowę mam już przejedzoną... Na samą myśl o tym przeszły mnie ciarki. Nie ma jednak co odkładać spotkań z coraz to kolejnymi tabliczkami, bo terminy nieubłaganie lecą.

Tego dnia miałam co prawda ochotę na jakąś gorzką czekoladę, ale mimo to, sięgnęłam po tabliczkę z mniejszą zawartością kakao. A. Morin Perou Chanchamayo noir 63 % to ciemna czekolada francuskiej czekoladziarni A. Morin z ziaren kakao z prowincji Chanchamayo. Jak wiadomo, pochodzenie ma znaczenie (przynajmniej w odniesieniu do czekolad), więc wciąż pozostawało zagadką, co też przyniesie ze sobą ta konkretna czekolada.

Kiedy wyjęłam tę tabliczkę z szuflady, byłam właściwie skrajnie wykończona. Zrobiłam zdjęcia i ległam na futonie. Zbliżyłam czekoladę do nosa i... odpłynęłam. Zapach był kwaskowaty, pierwszym wrażeniem było, że nawet "mało czekoladowy". Nie brzmi to zachęcająco? Wyobraźcie sobie kwaskowatość świeżo zerwanych malin i poziomek, z których duża część jeszcze całkiem niedojrzała. 
W dotyku czekolada była idealnie gładka, jakby wypolerowana. Potem nadeszło skojarzenie z chłodnym metalem. Połamałam ją. Twarda, bardzo twarda. Trzaskała, aż miło. Był to dźwięk odrobinę "pusty" i raczej niski. 

W końcu umieściłam pierwszą kostkę w ustach. Po pierwszej, dość gładkiej warstwie, nadeszła sucha szorstkość. Następnie to się jakby wymieszało i czekolada nie była ani do końca gładka, ani do końca szorstka. Wydała mi się jakby... zakurzona? Chyba tak, dokładnie to słowo przyszło mi do głowy. 

Delikatna słodycz rozchodziła się już od początku kontaktu z językiem. Kryła się tutaj odrobinę maślano-biszkoptowa nuta. Może nawet toffi; nie karmel (palony cukier), a właśnie maślane toffi. Albo wręcz kajmak. Po chwili jednak pomyślałam: "kajmak? chyba zwariowałam, uroiłam to sobie". 
Wtedy moje rozmyślania przerwała kolejna fala smaków, tym razem słodko-kwaskowatych. Natychmiast nadeszło skojarzenie ze słodkimi naleśnikami z twarogiem i jabłkami. Lekko tłustawe ciasto; typowo polskie, bo cienkie i delikatne, a po bokach nawet minimalnie chrupiące. Jabłka? Oczywiście te kwaśne i zielone, a twaróg... hm, do tego chyba dodano śmietanki. 

A może ta śmietanka była dodatkiem do poziomek posypanych cukrem? To właśnie było kolejne skojarzenie. Malutkie, czerwone dary lasu z cukrem. 
Nadciągnęła minimalistyczna goryczka, która sprawiła, że całość skojarzyłam sobie z jedzeniem wyżej wymienionych smakołyków, podczas czytania starej książki, której cudowny zapach można było jakby wyłapać w smaku... sama nie wiem, jak to określić. 

Po chwili gorzkawość zrobiła się typowo kakaowa i lekko ściągająca. 
Nie trwało to zbyt długo, bo znów na wierzch wyszedł słodko-owocowy kwasek i tak pozostało już do zniknięcia kawałka. Ostatnie tchnienie kostki: goryczka jednak znów ściągnęła usta, ale tak ledwo zauważalnie.

Ta czekolada podniosła mnie na nogi. Po jej zjedzeniu czułam dodatkową dawkę energii, pewnie dlatego, że była taka lekka; słodka i owocowa, jednak nie mogę powiedzieć, że nie znalazłam tu cierpkości. Słabej, bo słabej, ale jednak... Co prawda, ta tabliczka nie była dynamiczna, a po prostu spokojna, chociaż zmienna. Słodycz i kwaskowaty smak mieszały się ze sobą, a czasem dołączała do nich lekka gorzkawość, ale na pewno nie gorzkość. Przyjemna, niezbyt skomplikowana czekolada.


ocena: 8/10
kupiłam: zamówiłam przez e-mail
cena: 20 zł
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy

15 komentarzy:

  1. charlottemadness21 września 2015 05:48

    Morin'y niezwykle mnie kuszą i mam nadzieję,że kiedyś ich skosztuję.
    Też ostatnio mam ochotę na gorzkie ew. deserowe warianty. Na razie nadziewańce poszły na bok, chyba przez to,że potrzeba mi dawki magnezu :v

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czekolady,ale ty to sie nimi delektujesz wyczuwasz całe bogactwo smaków ja aż tak wyrobionego smaku nie mam by wyczuć smak naleśników w czekoladzie:) . Miłego poniedziałku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu mam bogatą wyobraźnię i dziwne skojarzenia. :P A te czekolady można czytać, niczym książki!

      Usuń
  3. http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2015/06/morin-peru-chanchamayo-ciemna-63.html U mnie opis wprawdzie mniej złożony, ale główne nuty wyłapałyśmy te same. Nie jadłaś Peru Pablino, prawda? Masz ją może? Dla mnie Chanchamayo była taką ugładzoną wersją Pablino, mniej bogatą, ale zawierającą te same aromaty wiodące.

    Ja już zjadłam wszystkie moje Moriny :(. Niedługo pojawi się ostatnia recenzja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwnie trochę było czytać znowu tę recenzję, będąc już w kręgu oświeconych, haha. :D

      Niestety nie. :(

      O... u mnie jeszcze ostatnia tabliczka przede mną. Jakoś odkładam ten moment, bo wiem, że będzie mi strasznie brakować tych czekolad.

      Usuń
  4. Powrót do czekolad, które przez wygląd i poziom kakaowości wyższy od jedzonych zazwyczaj Milek zuepłnie mi się mylą. Po wszystkich wpisach Basi, a potem Twoich, już zupełnie nie wiem, która jest która. Jakiś mały ranking? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o zrobieniu czegoś takiego przy ostatniej tabliczce, co nieco porównać, czy coś.

      Usuń
    2. Moim zdaniem świetny pomysł.

      Usuń
    3. i ja się podpisuję! Kocham zbiorowe i porównawcze notki :D Mi też się już trochę pomieszały xDD

      Usuń
  5. Bardzo chciałabym choć skosztować tej czekolady. Co prawda ciemna to nie do końca moje klimaty, aczkolwiek zauważyłam, że totalna słodycz w tabliczkach już mi nie ,,leży" jak kiedyś, a preferuje te bardziej kakaowe. Stąd sądze, że wariant 63% byłby w sam raz dla takiego żółtodzioba jak ja. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę bardzo! Wiedziałam, że się kiedyś w końcu przekonasz. Taak, ta mogłaby Ci przypasować. ;)

      Usuń
  6. Zgadzam się z Olgą, ze przydałby się jakiś ranking. Te czekolady mają tak podobne opakowania i trudne do zapamiętania nazwy, zę mi się już mylą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazw prostszych się już nadać nie dało - miejsce pochodzenia + zawartość kakao ;).

      Usuń
  7. Czyli fajnie byłoby mieć taką tabliczkę w torebce i w szkole dodawać sobie nią energii :)

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)