poniedziałek, 30 listopada 2015

Domori Cacao Criollo 70 % Porcelana ciemna z Wenezueli

Cztery neapolitanki Domori, jakie próbowałam, były doskonałym wstępem do całej serii degustacji, jaką będę mogła sobie zorganizować dzięki Piotrowi z Sekretów Czekolady i prezentowi od I. ze Stanów. Czeka Was (łącznie z tą) 21 recenzji, więc mam nadzieję, że się cieszycie. O Domori możecie przeczytać przy mojej pierwszej recenzji czekolady tejże firmy - Domori D-Fusion Pralinato. Po dymno-owocowej Javablond 70%, w której zakochałam się na zabój, czy szalonej Canoabo 70%, właściwie nie miałam pojęcia, po którą by tu teraz sięgnąć. Miałam mały pokaz tego, co potrafi Domori, a teraz...? Po prostu nie wiedziałam od czego zacząć.
Z pomocą przyszedł mi nieoczekiwany, a mianowicie tabliczka Amedei Porcelana, która miałam już okazję jeść i opisać, ale której recenzję postanowiłam zaktualizować, dodając nowy akapit (możecie o niej przeczytać tutaj). Tym samym, trafiła mi się świetna okazja do małego porównania.

Domori Cacao Criollo 70 % Porcelana to ciemna czekolada z 70 %-ową zawartością kakao rodzaju criollo typu porcelana. To pierwsza tabliczka, jaką stworzyli z właśnie tej odmiany ziaren, pochodzących z Wenezueli z plantacji Hacienda San Jose, gdzie od 2004 w najlepszych warunkach i z największą dbałością hodowane są rozmaite gatunki kakao.

Otworzyłam przepiękny i skromny kartonik ze złotymi, połyskującymi napisami. Wyjęłam złotko przyozdobione delikatnym logiem. Już w tym momencie było widać poziom czekolady, a kiedy wydobyłam połyskującą, ciemną tabliczkę... w ogóle się zakochałam. Była tak gładka, że kiedy spojrzałam na nią pod odpowiednim kątem, działała jak lustro. Głębia brązu i intensywność zapachu pokazywały pełnię klasy.
Unosił się nad nią aromat lekki i świeży, odrobinę kwaskowaty w pełni owocowym kontekście. Postawiłabym tu na morele. Oprócz tego zapach... ciężko to nazwać, ale to był zapach śniadania na słodko jedzonego na balkonie w ciepły, słoneczny poranek. 

Przy łamaniu, słyszałam wyraźne głośne trzaski, a już po pierwszym kęsie zachwyciła mnie czysta jedwabistość kawałka. Stwierdzenie, że jest ona idealnie gładka czy kremowa, nie oddaje w pełni jej konsystencji. Jedwab - najprawdziwszy i najdelikatniejszy, rozpuszczający się w najprzyjemniejszy, lekko lepiący i powolny sposób. Jest maślana, co odgrywa bardzo znaczącą rolę w smaku.

W pierwszym momencie zawisło jakby pytanie: słodko czy gorzko? - tak, jakby czekolada nie mogła się zdecydować, a potem popłynął lekki kwasek.
On zaserwował mi przejście do kromki wilgotnego chleba - żytniego na zakwasie ze sporą ilością masła i dżemu owocowego. 
Co do owoców, one nie był już tak jednoznaczne, jak zapach. Najpierw poczułam słodki dżem truskawkowy, potem zaczęłam się wahać, czy aby na pewno nie są to morele. W końcu już nie byłam niczego pewna. Obok tego lekko gorzkie nuty wciąż wynosiły wytrawny smak na wierzch.
Do naszej "kanapki" dorzucono posiekane orzeszki - zwłaszcza przy drugiej kostce ukazała mi się orzechowa, lekko słodkawa nuta. W tej słodyczy można było utonąć, bo nie była ona czysto słodka - o nie! Smakowała mi gorzkawym miodem, o w pełni stonowanym smaku.

Potem zaczęłam się zastanawiać, czy chleb żytni jest odpowiednim porównaniem - bądź co bądź ma on silny i charakterystyczny smak, tutaj wszystko opiewało raczej słodkie klimaty.

Zakończenie było najbardziej gorzkie, wyraźnie kawowe. Czułam się, jakbym całość poczuła dobrą, głęboką w smaku kawą, chociaż nie żadnych siekierowato gorzkim espresso. 

Ta czekolada jest bardzo, bardzo delikatna, głównie w konsystencji. Smak, również nie jest skrajny, a stonowany, ale ma on pewien wyraz, charakter. To słodko-kwaskowaty ornament delikatności, wzbogacony o kawowy smak, wydobyty z bogactwa kakao. Ta czekolada jest diametralnie inna od reszty próbowanych przeze mnie. Po niej, moje postrzeganie czekolad na pewno ulegnie zmianie.

W odniesieniu do Amedei... Domori jest o wiele bardziej dynamiczna, chociaż wciąż rozkosznie subtelna. Amedei jest słodsza, a przez to wydała mi się bardziej mdła. Moje serce kieruje się raczej ku Domori.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 17,85 zł (za 25 g) - dostałam zniżkę od sklepu
kaloryczność: 554 kcal / 100 g
czy znów kupię: z ogromną ochotą bym do niej wróciła

Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy

20 komentarzy:

  1. charlottemadness30 listopada 2015 05:50

    Brzmi jak bajka.. Smacz czekolady porównywalny do śniadania na słodko, do kromki chleba z dżemem, gdzieś przewija się smak miodu , a do "popicia" kwaka.. Po prostu śniadanie "zatopione " w tabliczce..
    Cena za 25g jest zabójcza ( i to jeszcze ze zniżką) ale dla takich chwil dałabym się pokroić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wyobraź sobie, że zaserwowałam ją sobie z samego rana... okazała się doskonała. :D

      Po spróbowaniu w 100 %-ach zrozumiałam cenę.

      Usuń
  2. Jesteś prawdziwą wielbicielką czekolad, bo nas widmo 21 recenzji by troszkę przeraziło, a konkretnie to czy nie przypadkiem by nam się one nie przejadły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw się wystraszyłam, że ''przejedzą'' Wam się moje recenzje - źle zrozumiałam. :P
      Takie czekolady nigdy się nie mogą znudzić i tyle.

      Usuń
  3. Skład znowu cudowny,ale cena...lepiej opłaca sie zbudować fabrykę i samemu robic xdd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena adekwatna do smaku i jakości! :D

      Usuń
  4. 21 Domori... pewnie szalejesz ze szczęścia :D Wiadomo, brzmi intrygująco i z pewnością jest bardziej przystępna cenowo niż Amedei, plus jeszcze ten skład. No, no, pomyśleć, że kiedyś najwyższa czekoladowa jakość to dla mnie był Lindt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szaleję, szaleję. :D Chociaż dalej mam małe obawy, że np. nie podołam tym wszystkim nutom smakowym, coś mi umknie, czy coś takiego...

      No cóż, część mnie na pewno wolała uważać Lindt'a za najwyższą półkę - ta skąpa, lubiąca się nażreć, część mnie. :P

      Usuń
  5. Porcelanę zostawiam sobie na dużo później. Zresztą, od Amedei też nie próbowałam i póki co wstrzymuję się z zamawianiem. Jakoś trzeba sobie dawkować te NAJ czekolady. Trzeba? :D

    Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam w Polsce też jest duszyczka szalejąca z radości posiadania 21 Domori :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba, jest ich tak dużo, że nigdy nam się nie skończą. :P ...Mam taką nadzieję przynajmniej.

      Taak, bo większego wyboru nie było. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby była możliwość zamówienia jeszcze więcej.

      Usuń
    2. Gdyby były do zamówienia pozostałe D-Fusion, miałabym niezłą zagwozdkę... Bardzo żałuję, że nie ma Javablond!

      Usuń
    3. Ja też, bo chyba skusiłabym się na pełnowymiarową... była taka cudowna...

      Usuń
  6. skład poraża :D Te czekolady trzeba lubieć, ja je lubię, ale tylko z wyglądu :) Zdjęcia masz śliczne ^^ Prezent od I. tylko pozazdrościć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko z wyglądu, bo jeszcze żadnej nie próbowałaś!

      Usuń
    2. no właśnie, dlatego tak napisałam :D

      Usuń
    3. Powiedz, że "jeszcze" jest tu słowem-kluczem i, że weźmiesz się kiedyś za jakieś z lepszej półki...? :D

      Usuń
    4. chciałabym naprawdę, ale wiesz, że my biedni studenci musimy biede klepać xDD Ale mam wyższe stypendium niż w tamtym roku więc może chociaż wszystkie długi spłacę xDD

      Usuń
    5. Zawsze są rodzice i święta. :D ("Wyślę Ci linka")

      Usuń
  7. A może by tak położyć kostki Domori na chlebie żytnim i do piekarnika je, żeby się stopiły w jedno? ;> I do tego posiekane orzeszki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Założę się, że smakowałoby sto razy lepiej niż np. Nutella. :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)