sobota, 21 listopada 2015

Dr.Oetker Słodka Chwila Świat Pralin budyń marcepan w czekoladzie z płatkami czekolady

Dzisiejsza recenzja jest ze specjalną dedykacją dla Olgi, która musi mieć świadomość, że pisząc ten wpis strasznie cierpię - w końcu wracanie do traumatycznych przeżyć powinno odbywać się u psychologa, a nie w samotności, w ciemnym pokoju, gdzie człowieka mogą dopaść myśli samobójcze.
Ale po kolei...

Razu pewnego byłam w Warszawie, a jako, że źle wyliczyłam czas (wyliczyłam, że będą korki, a tu cud i korków nie było) i nie miałam się gdzie podziać przez około godzinę, a Złote Tarasy były najbliżej, a tam... Carrefour. Miały być moje herbaciane grzańce Loyd'a, więc wybrałam się po nie. Przypadkiem, trafiłam w dział, w którym nie byłam od wieków. Budynie i kisiele. Chemiczne obrzydliwe gluty. Nie powiem, zimą, raz do roku najdzie mnie i na coś takiego ochota, ale zazwyczaj reszta kończy spuszczona w toalecie / zlewie / śmietniku. Wiadomo, że to paskudztwa, które mogłyby miseczkę szorować np. kisielowi zrobionemu z owoców, soku i siemienia lnianego, czy budyniowi z kaszy jaglanej. Wiem, że jadłam jakiś budyń około roku 2010 (znalazłam torebkę z taką datą na szafą). Dokładnie waniliowy. Czekoladowego? W życiu chyba nie jadłam i... moje rozmyślania przerwało mi coś, co dostrzegłam na półce.

Mianowicie Dr. Oetker Słodka Chwila Świat Pralin budyń z płatkami czekolady smak: marcepan w czekoladzie. Jedzenie, które ma się samo zrobić z proszku nie przekonuje mnie, ale... marcepan? Byłam po prostu ciekawa!
W domu rzuciłam do szafki "na święte nigdy".
Pewnie nie byłoby tej recenzji, gdyby nie pewien zabiegany czwartek, kiedy wpadłam po całym dniu do domu i miałam około 5 minut na kolację i znów musiałam gdzieś lecieć. Tego dnia jadłam jedynie śniadanie, więc... postanowiłam przekąsić właśnie budyń i złapać jabłko już na drogę.  Dzień dobrych wyborów żywieniowych normalnie!

Instrukcja... co? Wlać do kubka wrzątek, wsypać i wymieszać? A czy przypadkiem budyniu w proszku nie gotuje się jakoś na mleku? Dobra, nie znam się.

Otworzyłam torebkę. Zapachniało... nawet smakowicie, bo marcepanowo. Nuta czekoladowa była płaska, bez wyrazu, ale ogólnie nie było aż tak źle, jak myślałam.
Zrobiłam jak kazali, wymieszałam. W jasnobrązowej masie pojawiły się ciemnobrązowe plamki - oho, płatki czekolady pewnie się rozpuściły. Zapach? Zajechało wyrobem czekoladopodobnym i gumą, z domieszką sztuczności.

Pierwsza łyżka wylądowała w ustach i... poczułam coś obrzydliwie tłustego, glutowatego o smaku... ja wiem? gumowej podeszwy z kalosza starego dziada z czymś, od czego licznik Geigera na pewno by zwariował. Oprócz tego oczywiście tona cukru i smak odtłuszczonego mleka wymieszanego z wodą. Chemia, chemia, chemia. 
Druga łyżeczka. Oho, zajechało gumowym, sztucznym... marcepanem? Na pewno nie! Sztucznym... stęchłym kaloszem. Posmak odtłuszczonego kakao i wody. Ciemne plamki były chyba jeszcze słodsze od reszty. To ma być czekolada? Haha.

Po drugiej łyżeczce się poddałam. Wylałam. Nie dałam rady. A pamiętajcie, że byłam cholernie głodna, a mówią, że jak człowiek jest głodny, to wszystko zje. To było za paskudne. Stara gumowa podeszwa z cukrem i czymś pseudo-czekoladowym.
Poczułam potrzebę zagryzienia czymkolwiek, ale nawet jabłko nie dało sobie rady z zabiciem smaku gumowej podeszwy (a zjadłam tylko dwie łyżeczki!).
Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do tego, czym właściwie są budynie w proszku... już teraz powinien mieć jasną sytuację. Doskonała odpowiedź na to, dlaczego nie jem takich produktów, a na blogu pojawiają się coraz lepsze czekolady (i prawie nic innego).


ocena: 1/10 (z chęcią dodałabym skalę ujemną dla tego produktu)
kupiłam: Carrefour
cena: 1.30 zł (coś koło tego)
kaloryczność: 80 kcal / 100 g (porcja - 174 kcal)
czy znów kupię: Nie.

51 komentarzy:

  1. Bie(aczka,Kimiko!Ja man tak samo z kislami-nigdy nie zjem calego :)
    A z budyniani to jest tak, ze lubie tylko wanilowy I malinowy, no takie kombinowanie Z jakims,, maecepanowym,, it's. To juz wymyslanie ma potege, zeby cokolwiek sprzedac :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na waniliowym właśnie owsiankę robiłam (kiedyś) i... to przynajmniej jakoś tam smakowało, a nie...

      Usuń
    2. Tez czasem robie i zawsze wychodzi u mnie pierwsza klasa ;)

      Usuń
    3. Ja jednak wolę "czystą" owsiankę na samym mleku. :P

      Usuń
  2. charlottemadness21 listopada 2015 05:50

    A to dopiero poświęcenie :D
    Kijem tego bym nie tknęła.Szybko i smacznie można zrobić swój domowy i rozkoszować się smakiem w tym przypadku nie ''gumowej podeszwy z cukrem'' :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstęp jest swego rodzaju tłumaczeniem. :P
      Chociaż nie wiem, czy domowy czekoladowy z marcepanem byłby sukcesem. Podejrzewam, że marcepan nasiąkłby wszystkim, czym się da i też za dobry by nie był.

      Usuń
    2. charlottemadness21 listopada 2015 13:38

      Marcepanowy to szczerze nie wiem jakbym wykonała,ale inne smaki kokosowy czekoladowy bananowy itp, jak najbardziej ;)

      Usuń
    3. A no właśnie, bo mnie tu skusiło głównie słowo "marcepanowy". ;P

      Usuń
  3. kurde, a mi naprawdę smakowały te budynie dwa, trzy lata temu i zjadłam wszystkie smaki... Zdołowałaś mnie... uciekam xDD

    Olgo jak mogłaś zmusić biedną Kimiko do takich wyczynów :D Hahaha tylko ty masz taką zdolność perswazji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mów... naprawdę? :P Ja chyba po prostu nie toleruję sztuczności.

      Usuń
    2. a ja za to jestem chyba z plastiku O.o

      Usuń
    3. Aj tam, nie przesadzaj. :P

      Usuń
  4. Aż mnie wszystko zabolało! Wyobrażam sobie tą masakrę, gdy jesteś głodna, a tutaj przygotowany "posiłek" nie nadaje się do zjedzenia. Ja to jednak muszę mieć przygotowaną swoją wałówkę na cały dzień poza domem.

    Jak dla mnie, to na Twoim blogu mogą się pojawiać same czekolady. Ba, będę wtedy przeszczęśliwa! Uwielbiam czytać Twoje czekoladowe recenzje i porównywać je ze swoimi, czy też snuć plany o wypróbowaniu tych, których jeszcze nie przetestowałam, a Ty już tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam plan wyskoczenia i zjedzenia czegoś na mieście, ale... na planie się skończyło, bo nie było kiedy wyskoczyć. A nie wzięłam nawet jabłka czy jakiejś mniej ambitnej czekolady. :(
      Teraz, przy tej ilości Domori, jaka do mnie przybędzie... będzie czekoladowo! I to do potęgi. :D

      Usuń
    2. Dlatego nie ma to jak niezawodne kanapki w torebce! :D

      Ile zamówiłaś? Ja muszę się nieźle nagimnastykować z planem wpisów, żeby non stop nie pojawiały się u mnie na przemian tylko Domori i Zottery :D

      Usuń
    3. 11 w Sekretach Czekolady i oczekuję na 3 ze Stanów. ;D

      Usuń
    4. Mąż nie chciał mi pomóc przy wyborze, więc zamówiłam praktycznie wszystkie warianty ;).

      Usuń
    5. (prócz smakowych neapolitanek i Il100% Criollo, którą już próbowałam)

      Usuń
    6. Może właśnie dlatego, żeby zamówić wszystkie, nie chciał pomóc. :P Ja się szczerze mówiąc w finansowy róg zapędziłam i musiałam wybierać najciekawsze... a to było dość bolesne!

      Usuń
    7. Wraz z Mężem zbieramy teraz kasę na kilka ważnych wydatków, ale Domori nie mogłam odpuścić. Najpierw był nieco zły, że tyle pieniędzy na nie wydałam, ale wiem, że będzie zadowolony :). Zresztą widzi, jaka jestem szczęśliwa, że jutro przyjdzie do mnie czekoladowa paczka :)

      Usuń
    8. Mam Je. Kocham Je, ojejejjeje! :D

      Usuń
    9. Nie mogę się na nie napatrzeć :D. Nie wiem, po którą najpierw sięgnąć w najbliższy weekend!

      Usuń
    10. Ja sobie chyba specjalnie wolne jakieś zarezerwuję, żeby mieć więcej dni na czekoladę. :D Chyba wyliczankę zrobię.

      Usuń
  5. Podziwiam Cię za spróbowanie tego czegoś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po zapachu po rozmieszaniu nie spróbowałabym chyba, gdyby nie "blogerskie poświęcenie" haha. :P

      Usuń
  6. Kimiko czytając ten opis wzdrygam się z obrzydzenia:( . Jeszcze taki słodki kubek kisiel mogłam kiedyś zjeść ( 4lata temu),ale budyń jadłam raz i było to ohydne przeżycie. Właśnie mnie mdli bo zrobiłam sobie wstrętne śniadanie zjadłam małego gofra( ze sklepu) posmarowanego masłem orzechowym obleśnie to smakowało,ten pseudo gofr jest cukrem wymieszanym z mąką i upieczony. Śniadanie siłą rzeczy poszło do kibelka bo nie mogłam znieść tego,że to siedzi we mnie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz u mamy jadłam gofra z Lidla (nie lubi gotować, więc cóż...) i... to prawda, nawet najlepszy dżem czy masło orzechowe nie jest w stanie tego uratować. Paskudztwo. I weź tu człowieku coś zjedz, jak nie ma czasu na gotowanie czy chce się wypocząć...

      Usuń
  7. Jak ja nie lubię takich wynalazków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ja też... ale czasami muszę dać się naciąć.

      Usuń
  8. Hmm kisielu to nie zjem, ale budyń lubię. Zwłaszcza waniliowy i jest taki jeden, który mi smakuje. Zakręć łyżeczką czy jakoś tak od Gellwe bodajże? Niemniej ciężko znaleźć dobry budyń, ja chcę przetestować Szybki budyń od Delecty biała czekolada i śmietankowy, ale już się boję. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, ja już żadnego budyniu nie spróbuję! Przez kolejne parę lat oszczędzę sobie tego.

      Usuń
  9. I co my mamy biedne napisać? Nam smakował ten budyń :P Co prawda jadłyśmy go razem na pół ze dwa lata temu ale pamiętamy, że był nawet bardzo dobry :P Do tego stopnia, że inne warianty smakowe wypróbowałyśmy :P Ten marcepanowy i truflowy był najlepszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blee, ja o innych nawet myśleć nie chcę. :P

      Usuń
  10. Dobrze wiedzieć..nigdy nie kupie budyniu w proszku..bleeeeee.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rany, pamiętam jak jadłam budyń z tej serii, ale nie marcepanowy, tylko jakiś inny. Nie pamiętam dokładnie swoich wrażeń, ale pamiętam, że byłam strasznie rozczarowana i połowę wylałam, bo stwierdziłam, że jak już się tuczę chemią i kaloriami, to niech to chociaż będzie smaczne. A jak dobrze wiesz ja kocham wszelkie gotowce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego ja gotowców nie lubię... rozczarowanie w tym wszystkim jest chyba najgorsze.

      Usuń
  12. Ej, weź, co mi dedykujesz takiego babola z jedynką? :D Przez chwilę myślałam, że po tej pierwszej koszmarnej łyżce weźmiesz drugą i Ci posmakuje, ale jednak nie. U mnie budyń też zjedzony, czeka w kolejce do publikacji. Tzn. czeka notatka, żeby napisać recenzję, a dopiero potem opublikować. Zdradzę, że odebrałam go LEKKO inaczej niż Ty. No dobra, nie lekko. Zupełnie. Lubię go :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyyli... poniekąd dobrze trafiłam, że dedykacja jest dla Ciebie. :P
      A jadłaś go na zimno czy na ciepło?

      Usuń
    2. Tak... hmm, letnio. Bo zawsze zostawiam budyń na 15-20 minut (jak lody), żeby zrobił się kożuch i można go było wszamać najpierw.

      Usuń
  13. Ojeeeej, ja znam te budynie! Jadłam każdy smak z tej serii i dziwię się, że dałaś AŻ 1/10! :) To chyba najgorszy gotowiec jaki można zjeść :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam sobie, że nie dam niczemu 0/10, bo to byłoby sztuczne podwyższenie jednej Milce, która do pary z tym jest chyba najgorszym paskudztwem, jakie jadłam. ;P

      Usuń
  14. Gdybym go zrecenzowała, kiedy jadłam ten wyrób pierwszy raz, a np. Ty czy jakiś inny konsument może nie popełniłby błędu kupienia go. Nie dałam rady dojeść do końca, więc nie dziwię się Tobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, cieszę się przynajmniej, że może dzięki mnie ktoś oszczędzi sobie tego czegoś.

      Usuń
    2. O ile postanowi sprawdzić w internecie. ;) Czasami trzeba się poświęcić.

      Usuń
    3. Z naszych "blogerskich kręgów" to może i ktoś sprawdzi przed zakupem. :P

      Usuń
  15. Gotowe budynie to po prostu syf nad syfami. W życiu nie zjadłabym takiego tylko na zalanie. Rzeczywiście sam dość ciekawy smak przekłuwa uwagę ale wykonanie i efekt końcowy. Podziękuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100 %-ach! (i zadaję sobie pytanie: "czemu ja to sobie zrobiłam?" haha)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)