czwartek, 12 listopada 2015

Lindt Amarena-Kirsch mleczna z nadzieniem wiśniowym i kawałkami wiśni

Pierwszy raz od lat się tak skrzywdziłam w to lato... Nie zjadłam ani jednej wiśni! Słodkie, wielkie czereśnie - a i owszem, ale wiśnie jakoś przegapiłam. Kiedy wróciłam z USA, dowiedziałam się, że wiśnie już się skończyły i nie mogłam sobie tego wybaczyć. Uwielbiam ten ich mocny kwach, mogłabym je jeść kilogramami, a tutaj takie coś... Przez to nawet nie mogłam patrzeć na słodycze z wiśniami. Po prostu nie. Nawet najlepsza czekolada z wiśniami nie jest w stanie zastąpić chęci na prawdziwe, surowe owoce. Teraz, jak już moja chęć na określony smak poszła w jednym kierunku: korzennym, postanowiłam przeprosić się z dzisiejszą bohaterką recenzji.

Lindt Amarena-Kirsch to mleczna czekolada z nadzieniem wiśniowym (42%) z kawałkami wiśni (2%) jeszcze z letniej serii, z której jadłam Eiscafe i tu pojawia się drugi powód, dla którego wcale nie było by spieszno do tej czekolady - tamta była strasznie przesłodzona, więc... no cóż, pozostaje mieć nadzieję, że w tej kwaśna wiśnia będzie kwaśna, a nie cukrowa.

Wydobyłam tabliczkę z szuflady i zabrałam się za otwieranie. Gdy tylko naderwałam (!) sreberko, dobiegł do mnie mdlący wiśniowy zapach w towarzystwie dobrej czekolady (której efekt niestety został zepsuty). Zalatywało mi to trochę tanim, cukrowym jogurtem wiśniowym.

Chcąc nie chcąc podzieliłam na kostki i ugryzłam pierwszą z nich, łudząc się, że może smak będzie lepszy. 
Zanim przejdę do smaku... spójrzcie tylko na kolor nadzienia: blady, nieapetyczny beż wpadający w brudny, wyprany róż, ale tylko wtedy, gdy sobie wmówimy, że mamy tam widzieć róż.
Najpierw poczułam przyjemną słodycz czekolady, była ona silna, ale idealnie zgrana z nutką kakao i pełnym, mlecznym smakiem. 

Przełknęłam ślinę i nadciągnęła kolejna fala słodyczy, już nie taka miła. Była niczym prosto wyjęta z tych sztucznych, sklepowych jogurtów owocowych. I gdyby to na słodyczy się skończyło... także ten owocowy posmak też się pod nią krył, więc skutecznie zepsuł odbieranie czekolady. W tym momencie nawet określenie, czy to wiśnia, malina czy jeszcze jakaś inna truskawka, nie byłoby zbyt łatwe.

Oto jednak tłustawa, bagienkowato rozpuszczająca się tłustawa czekolada, rozeszła się nieco, zaklejając minimalnie usta. Odsłoniła mleczno-owocowe nadzienie, które nie było tłustą grudą, jak się spodziewałam. Wręcz przeciwnie: było dość lekkie, przypominające koktajl mleczny.

Spod zbyt silnej słodyczy wydobywał się posmak taniego wiśniowego jogurtu. Takiego, w którym wiśnie to jakiś 1 %, 9 % to może rzeczywiście jogurt, a cała reszta - cukier. Był to smak mdląco cukrowy, z nutą lekko owocową. Na pewno nie był to smak pysznych, kwaśnych wiśni.
W nadzieniu znalazło się kilka twardo miękkich grudek - kawałków wiśni. One były już kwaskowate, a nadzienie przy nich także wydawało się nieco bardziej kwaśne, chociaż w minimalnym stopniu.

Jedząc tę czekoladę po około dwóch kostkach byłam nią zmęczona, zemdliło mnie od tego słodkiego, pseudo-owocowego smaku, którego nawet smaczna czekolada mlecza nie rekompensowała. To on się w nią gryzł i stłumił wszystko, co dobre. Poza tym, nie będę podciągać oceny za "dobrą mleczną czekoladę", bo... to u Lindt'a standard.
Ogólnie nie mogę powiedzieć, że to jedna z najgorszych czekolad, jakie jadłam, ale jest to najgorszy z Lindt'ów, które jadłam. Był chyba nawet gorszy od czekolady z Cointreau, bo w tamtej była przynajmniej możliwość "obgryzienia" samej mlecznej czekolady, a i to, że mi nie smakowała zwaliłam na fakt, że po prostu nie lubię owocowych likierów (a za mój gust ciężko Lindt'a ganić).


ocena: 5/10
kupiłam: sklep z niemieckimi słodyczami
cena: 12 zł
kaloryczność: 569 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, masło kakaowe, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, masa kakaowe, śmietanka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, puree z kwaśnych wiśni (1%), aromaty, lecytyna sojowa, laktoza, zagęszczony sok cytrynowy, koncentrat soku z kwaśnych wiśni (0,1%), naturalne aromaty, pektyna

26 komentarzy:

  1. charlottemadness12 listopada 2015 05:33

    Czytając tytuł wpisu przypomniał mi się smak bardzo dojrzałej, podchodzącą pod czerń wiśni, która mimo swej dojrzałości jest jest i tak bardziej kwaśna niż słodka. Kocham wiśnie.Jedynie gdzie ich nie toleruję jako dodatek to alkoholowe czekoladki itp.W sumie też nie przepadam za tego typu "rarytasami". Czytając nagłówek zaśliniłam się, ale tylko przez moment.Emocje opadły, gdy posmak nadzienia został porównany do taniego jogurtu wiśniowego.Miałam wielkie nadzieje i sądziłam,że przemówi przeze mnie "zazdro" o tą tabliczkę, ale jednak nie mam czego żałować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... te wielkie, niemal czarne sztuki, mm... rozmarzy się tylko człowiek o poranku. :D
      Wiśnie z alkoholem często po prostu swój charakterek tracą, ale ostatnio dochodzę do wniosku, że ogółem połączenie owoców z alkoholem mało któremu producentowi się udaje.

      Usuń
  2. No,wyglad nadzienia nie zacheca-a opakowanie jest takie ładne.... Dziwne, że Lindt zrobił taką czekoladę, oni robią przecież jedne z najlepszych!

    OdpowiedzUsuń
  3. Opakowanie śliczne, grafika śliczna, a rzeczywistość... no jaka jest wszyscy widzą. Szkoda, że Lindtowi ta akurat czekolada się nie udała. Dobra czekolada i kwaskowata wiśnia - to połączenie naprawdę mogło być pyszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wiśnia-chili mnie nie zawiedzie.

      Usuń
    2. charlottemadness12 listopada 2015 16:26

      wiśnia chilli nie powinna zawieść ;) Mi bardzo smakowała. Może nie na 10/10 ale 8-9 na pewno ;)
      Co do jogurtów, bo ta mi się skojarzyło w związku z recenzją dzisiejszej czekolady.Próbowałam jogurtu Sobbeke.Na początek jagoda i czarna porzeczka.Sma jak dla mnie rewelacja.Nie narzuca sie tu sztuczny smak owoców( w końcu eko) a co za tym idzie nie ma tu syropu g-f ,który daje okropny posmak w jogurtach.Owoce jędrne jest ich dość sporo. Nie czuć słodyczy, sama natura pomimo dodatku cukru trzcinowego.W najbliższym czasie planuję zakupić kokosowy.Żałuję,że nie zakupiłam go za 1-wszym razem.Poczyniłam tak bo owocowy był tańszy o 1zł :v

      Usuń
    3. Ileż bym dała, żeby były gdzieś w moim mieście! No nic, przy okazji jakiegoś wyjazdu rozejrzę się po sklepach.

      Usuń
    4. charlottemadness13 listopada 2015 17:01

      Jak dla mnie warto ;) Pora też się zabrać za desery ryżowe i puddingi ich produkcji ^__^

      Usuń
    5. Szczęście, że mają bogatą ofertę, to masz co próbować. :D

      Usuń
  4. Opakowanie bardzo ładne, ale... jak ja nienawidzę wiśni :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Łe a opakowanie tak nam przywodzi na myśl pyszne lody. Wiązałybyśmy z tą tabliczką naprawdę spore nadzieje a tu takie rozczarowanie. Zawsze uważałyśmy, że jedno z lepszych połączeń to właśnie wiśnia i czekolada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobre połączenie, ale... chyba, jak się okazuje, także ryzykowne, bo może wyjść... właśnie tak jak ta czekolada.

      Usuń
  6. Gdybym miała okazję kupić batonika (gdyby istniał), to pewnie bym się skusiła. Ale za 12 zł za tabliczkę to nie. Chyba że nie byłoby to moje 12 zł :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy kiedy. Gdyby to była Milka, pewnie nie byłoby mi aż tak żal tych 12 zł :P Moja logika jest pokręcona. Kupuję obleśne sojowe deserki za 7 zł, a na czekoladę tyle nie wydam.

      Usuń
    2. Dla mnie to pozostaje nie do pomyślenia i po prostu nie mieści mi się w głowie. Zawsze pozostaje jeszcze kwestia, że obleśną czekoladę można oddać komuś, a sojowy deserek... z tym to już gorzej.

      Usuń
  7. Jak zobaczyłam opakowanie, to myślałam ze ów tabliczka będzie fenomenem a tu sie okazuje że taka... rozczarowująca. Eh :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdza się "nie oceniaj czekolady po opakowaniu"... Zdecydowanie wolę niespodzianki w odwrotną stronę (jak chyba każdy).

      Usuń
  8. Ja za to w tym roku pobiłam swój rekord w jedzeniu wiśni. Sama opędzlowałam wszystkie trzy drzewka wiśniowe z mojego ogrodu. Przez cały wiśniowy sezon codziennie jadłam na śniadanie kakaową owsiankę w wiśniami, orzechami i serkiem homo. Miseczka wiśni schodziła dzień w dzień. Najbardziej zdziwił mnie fakt, że w tym czasie, gdy codziennie drylowałam ręcznie miseczkę wiśni w ogóle nie musiałam używać kremu do rąk - tak dobrze sok z wiśni działał na moją skórę!

    Co do czekolady - Amarena Kirsch to zdecydowanie najsłabsza wiśniowa tabliczka Lindta. Jadłam ją kilka lat temu i zawiodła mnie chyba najbardziej z całej tej serii (nawet nieco bardziej niż Eiscafe, z tego co pamiętam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kakaowa owsianka z wiśniami... Ja takie kolacje jadłam w zeszłym roku prawie codziennie! Cudowne połączenie - aż ślinka na samo wspomnienie leci. Swoją drogą... nigdy nie zastanawiałam się, jak działa sok z wiśnia na skórę.

      Mnie o wiele bardziej niż Eiscafe. Tamtej wystawiłam 7/10 i pierwszą kostkę zjadłam nawet ze smakiem, dopiero po drugiej zaczęła mi nie pasować, a ta... szybciej ukazała swoją ciemną stronę.

      Usuń
    2. Też się nie zastanawiałam, póki sama nie odkryłam efektów :D. Tęsknię bardzo za tymi owsiankami, cudnie mi się kojarzą...

      Usuń
  9. Szczerze? Mnie owocowe Lindt prawie wcale nie kuszą! Szkoda mi na nie kasy, niestety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam kilka sztuk (różnych), a dopiero potem zaczęłam je próbować... Ogólnie trafiłam na kilka cudownych i... no właśnie tę, bądź parę innych kiepskich (ale nie aż tak jak ta), więc to istna loteria.

      Usuń
  10. Teraz widzę,że na moje szczęście,osoba którą prosiłam o kupno tej czekolady nie znalazła jej:)

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)