poniedziałek, 2 listopada 2015

Michel Cluizel Mangaro 65 % ciemna z Madagaskaru

Michel Cluizel to francuska rodzinna firma zajmująca się wyrobem czekolady już od lat czterdziestych. W 1949, zaledwie 16-letni Michel Cluizel zdał sobie sprawę, że czekolada to jego życie, by jakieś kilkanaście lat później zająć się czekoladą już na poważnie, budując razem z ojcem fabrykę. W ciągu następnych lat firma rozrastała się i stawała się coraz popularniejsza, ale nigdy nie odeszła od podejścia do czekolady i przywiązywania ogromnej wagi do wyrobu jej. Dziś możemy oglądać efekty tego. Czekolady tej firmy zdobywają naprawdę sporo nagród, więc niewątpliwie są warte uwagi.

Czeka Was kilka recenzji czekolad Michel Cluizel - to jest pewne, jednak nie wiem, jak to w czasie rozłożę. Na pierwsze spotkanie wybrałam raczej spokojniejszą tabliczkę, nie najbardziej znaną czy popularną, ale też nie zbyt zwykłą. Czytając o niej w sieci pomyślałam, że będzie dobrym punktem wyjściowym.

Mówię tutaj o Michel Cluizel Plantation Mangaro 65 %, czekoladzie z zawartością 65 % kakao z plantacji Mangaro na Madagaskarze, która przeleżała w mojej szufladzie parę miesięcy. Takie cudo i nie zostało otwarte? Czekałam na dzień, w którym wreszcie zamówię też inne do porównania, aż w końcu do zamówienia z Sekretów Czekolady dodano bonus w postaci czterech neapolitanek. One, a także ich recenzje na blogu Sex, Coffee & Chocolate, przesądziły o o wiele szybszym rozpoczęciu przygody z Michel'em, niż myślałam.

Z prostego, bez żadnych zbędnych udziwnień, opakowania wyjęłam cienką tabliczkę, zapakowaną w sreberko. Gdy je odwinęłam, czekolada wydała mi się strasznie lekka i cienka, a jej zapach... wskazywał na coś znacznie mocarniejszego. Czarne porzeczki i wiśniowa brandy - to dotarło do mnie najszybciej. Przy kolejnych wdechach wyłuskałam odrobinę wanilii, zapach lodów śmietankowych i coś... czego się nie spodziewałam zupełnie. Zapach chodnika po deszczu. Zapach był lekki, owocowy, ale z taką "chodnikową"... ja wiem? Solidnością.

Tabliczka była idealnie gładka, przy łamaniu wydawała trzaski, jakby była pusta w środku. Jej kolor to piękny, głęboki brąz, czego zdjęcia niestety nie oddają.

Kiedy umieściłam pierwszą kostkę w ustach najpierw przemknęło poczucie gorzkawości, później ewidentnie smak jagód, który błyskawicznie przeszedł w smak rodem z wędzarni wyjęty i tytoń. "Co jest?" - zdziwiłam się, a wtedy nadeszła aronia... albo raczej konfitura z aronii z ogromną ilością miodu.

Tym miodowym akcentem czekolada przeszła, krokiem bardzo powolnym, przez bramę słodkości. Można było utonąć w smaku karmelu, nie tego palonego, charakternego, a raczej kajmakowego, okraszonego wanilią. Wraz z tym, jak czekolada się rozpuszczała, coraz wyraźnie czułam daktyle, element bardzo dojrzałego kaki i niemal sczerniałego banana.
Czekolada była tłustawa i tym samym przypominała lody zrobione na bazie tłustego mleka - była dość rzadka, a jednak w miarę zbita. Idealnie kremowa i delikatna. Mleczny akcent przywołał skojarzenie z Desellą, którą kiedyś jadłam i bardzo mi smakowała. Chwila namysłu. Orzechowa nuta? Tak, tak, coś jak właśnie orzechowa Desella, czyli czekoladowy deser z silnym akcentem orzechów laskowych.
Po chwili moje myśli poszły w nieco innym kierunku. Czy to przypadkiem nie były prażone orzechy laskowe zatopione w słodkiej, karmelowo-czekoladowej masie?

Tutaj moje rozmyślanie przerwał nagły kwasek. Świeży i orzeźwiający. Najpierw mleczny deser zmienił się w kwaśny jogurt naturalny ze słodkimi dodatkami, jak np. ... zielonymi winogronami? Najpierw nie umiałam sprecyzować, to skojarzenie przyszło dopiero później, jak te owoce jadłam. Albo raczej jak jogurt z przecierem z jabłek i gruszek, dosłodzonym... czymś. Na pewno nie cukrem - nie było tu jego ordynarności.
Kwasek nasilił się. Szybko przeszedł w coś bardziej przypominającego cytrynowy sorbet z dużą ilością mango. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że można było wyczuć też smak grejpfruta, wraz z posmakiem skórki cytrusów.

Smak skórki zamienił się w... kardamon? Niee... To był raczej imbir, który z kolei nadał czekoladzie inny bieg. Zaczęłam wyczuwać tu wiśnie, kwaśne oczywiście, i lekko gorzkawą aronię (lecz wciąż raczej słodko-kwaśną) i owoce granatu - takie nie całkiem dojrzałe.
Przy którejś kostce z kolei w tym wszystkim mignął mi posmak wiórek kokosowych, który czułam dosłownie przez sekundę.

Na koniec czekolada pozostawiła mnie z posmakiem jogurtu i przyjemną cierpkością w ustach.

Smakami dominującymi są tu na pewno: waniliowa, karmelowo-miodowa słodycz i owocowo-jogurtowa kwaskowatość. Nie ma tu co mówić o gorzkości, ale braku wytrawności tej czekoladzie zarzucić nie można. Świeży jogurt z dodatkiem głównie jagód, aronii i przecieru gruszkowo-jabłkowego; cytryny i mango, a także daktyle z karmelem, deser czekoladowo-orzechowym i zupełnie odbiegające od wszystkiego nuty prażenia, wędzenia... to wszystko aż ciężko zebrać w jedną recenzję. Całość jest przyjemna i delikatna, ale ma w sobie "to coś".

Na dzień degustacji zaplanowałam cztery neapolitanki z różnych plantacji, ale po tej doszłam do wniosku, że trzeba im się przyjrzeć szczegółowiej, oddzielnie. Założyłam, że będzie to dobra i w miarę prosta czekolada. Pomyliłam się w obu kwestiach. Jest to pyszna (a nie tylko dobra) i złożona czekolada. Aż strach pomyśleć, jak długa wyjdzie mi recenzja bardziej obsypanej nagrodami czekolady.


ocena: 9/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 19 zł
kaloryczność: 569,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią bym do niej wróciła

Skład: kakao, cukier, masło kakaowe, strączki laski wanilii

28 komentarzy:

  1. charlottemadness2 listopada 2015 05:40

    Świeży jogurt z dodatkiem jagód, aronii i przecieru gruszkowo-jabłkowego; cytryny i mango, a na osłodę daktyle z karmelem, deser czekoladowo-orzechowy + posmak wędzonki, która ma się nijak do wszystkiego.Opis tej czekolady sprawia,że moje ślinianki pracują szybciej niż zwykle :P Chyba muszę się zabrać za zamówienia tych czekolad ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wędzonka w ogóle zburzyła mi całe wyobrażenie o tej czekoladzie, co sprawiło, że była jeszcze pyszniejsza.
      No wiesz, nie można na niemal samych Zotterach wiecznie bazować. :D

      Usuń
    2. charlottemadness2 listopada 2015 13:38

      No nie można :P "przeplatają się" u mnie pomiędzy nimi Lindty , Manufaktury i jakieś inne "ciekawostki" ;)

      Usuń
  2. Rany boskie. Ile ty tego wszystkiego wyczułaś oO przeklinać i ciebie i Basie, bo przez was będę nie tylko ślinić się do Zotterów ale również do tej firmy. A to oznacza, ze za jakiś czas się złamię i zamówię te bogate w smaki cudo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamów, zamów. Nawet ilość kakao bardzo przystępna! Chyba, że w ogóle będziesz przekonywać się i do tych ciemniejszych.

      PS Są też wysokomleczne czekolady tej firmy, myślę, że te to by Ci już w ogóle smakowały.

      Usuń
    2. Ja już tylko czekam, aż paczka przyjdzie (musiałam się pochwalić :D ).

      Usuń
  3. Jejku, jedna czekolada, w dodatku taka bez wsadu ani nic innego, a tyle smaków?! Jejku, magia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie potęga kakao i dbałość, jaką przywiązują do wyrobu czekolady. "Magia" to bardzo dobre słowo.

      Usuń
  4. Czyli co? Zadecydowałaś, że zamawiasz duże odpowiedniki tych neapolitanek? :D

    Czytając Twoją recenzję widzę, jak wiele mi umknęło gdy miałam do dyspozycji jedynie 5 g. Trzeba będzie wrócić do tych czekolad, obowiązkowo. W zasadzie to miałam szansę wyłapać tylko główne nuty, wszystko szybko umykało bez możliwości powrotu, zatrzymania się. U mnie jeszcze fakt przyrównywania czterech neapolitanek do siebie skomplikował sprawę. Pewnie dlatego w Managaro nie wyczułam takiej wędzoności, bo inne czekolady miały w sobie wyraźniejszą ową nutę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo dzień później zjadłam neapolitankę Mangaro i, podobnie jak Ty, czułam tylko główne nuty, a reszta, mimo wspomnień i skojarzeń, nie była aż tak wyraźna, albo w ogóle umykała.

      Chyba tylko w przypadku Mokayi na razie poprzestanę na neapolitance, bo szczególnie mnie nie zaciekawiła.

      Musisz koniecznie do tych czekolad wrócić. Spodoba Ci się ta ilość smaków, posmaków i akcentów w dużych tabliczkach. :D

      Usuń
    2. Uważaj, żeby i Mokaya Cię nie zadziwiła! :)

      Jaką porcję tej czekolady zjadłaś podczas jednej degustacji?

      Usuń
    3. Jestem pewna, że także zadziwi, ale biorąc pod uwagę, że na dniach chcę jeszcze zamówić 20 Zotterów, muszę kalkulować. :P

      Całe 70 g. Najpierw zjadłam połowę tabliczki, potem zrobiłam przerwę (chcąc wrócić do niej albo następnego dnia, albo za parę godzin), jednak szybko wróciłam i dokończyłam.

      Usuń
  5. Ta czekolada jest niesamowita! Faktura, ilość smaków, które jest w stanie wydobyć z siebie...
    Ja się tylko pytam dlaczego 9, a nie 10? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że może być jeszcze lepiej, dlatego nie 10. ;)

      Usuń
  6. Jak przeczytałam porównanie do orzechowej Deselli, która jest jednym z moim ulubionych serków to już wiedziałam: będzie dobrze. :D Myślę, że by mi smakowała, bo nie jest nadto gorzka, a i wachlarz smaków jakie można z niej wyczuć powala absolutnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już w recenzji Desselli zastanawiałam się, czemu wyczuwasz melczność, a teraz znów to napisałaś. Dla mnie deser ma smak głębokiej ciemnej czekolady, w której nie ma nawet odrobiny mleka. A co do historii ze wstępu, ja zdałam sobie sprawę, że blog to w tej chwili całe moje życie, więc może podzielę sympatyczny los pana Miszela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dla mnie Dessella jest mleczno-głęboko czekoladowa. Najlepiej mi tu pasują do porównania bardzo ciemne mleczne tabliczki. Może to, że ten deser nie jest dla mnie deserem czysto ciemno czekoladowym, jest przez większe doświadczenie z ciemnymi czekoladami?

      Taki los to i ja mogłabym dzielić. Chociaż, gdyby samemu robić czekoladę, straciłyby one część swojej magii.

      Usuń
  8. No nie, teraz Ty będziesz kusiła tymi czekoladami ? To są smaki dla nas i mamy nadzieję, że kiedyś wpadną w nasze ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę. :D Nawet cytrynowa nutka Wam nie przeszkadza? :P

      Usuń
    2. Generalnie jak nie ma chamskiego sztucznego aromatu i olejku to nie mamy wielkich zastrzeżeń :P

      Usuń
  9. Chyba stanę się fanką Michela Cluizela! Sama z ogromną chęcią założyłabym firmę z czekoladami. Nawet przedstawiałam rodzicom ów pomysł ale dla nich to "dodatkowe zajęcie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale myślałaś o wyrobie czekolady, czy prowadzeniu sklepu z czekoladami? W każdym razie, jedno i drugie byłoby ciekawe.

      Usuń
  10. Kupiła mnie ta czekolada:) smakiem miodu:) . Ja wczoraj kupiłam Ambiente Speculoos Lait mleczna z ciastkami korzennymi ,pojechałam do Alidka i znalazłam w koszach z resztkami produktów limitowanych:) . Pyszna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, u mnie ostatnio co czekolada, to pyszniejsza. :D

      Usuń
  11. Pana Michela poznałabym z przyjemnością, ale tak ciemnej czekoladzie... niestety nie wiem czy powiedzieć tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tak ciemnej"? Masz to w głowie! :P Z taką ilością kakao wiele tabliczek wciąż jest bardzo słodka, więc naprawdę nie masz czego się obawiać. A poza tym, pan Michel pomyślał też o maniakach mlecznych czekolad, bo także takie są w ofercie.

      Usuń
    2. ooo gadasz do rzeczy :) Może i mam w głowie, ale zbyt dużo razy się sparzyłam ;)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.