sobota, 14 listopada 2015

Valrhona noir Caraibe 66% Hazelnuts ciemna z orzechami laskowymi

Składając zamówienie w sklepie Sekrety Czekolady, zupełnie nie spodziewałam się, że dostanę kilka miłych bonusików. Traf chciał, że była to między innymi tabliczka Valrhony, francuskiej marki, z którą znajomość już zaczęłam. Była czekolada ciemna, była mleczna... Jakieś tam rozeznanie zrobiłam i dalej jestem ciekawa kilku tabliczek, chociaż nie są to żadne czekoladowe priorytety.

Valrhona noir Caraibe 66% Hazelnuts to ciemna czekolada, o 66 %-owej zawartości kakao, z posiekanymi orzechami laskowymi. Mamy tu do czynienia z karaibskim kakao, a dokładniej z ziarnami trinitario, czyli genetycznej krzyżówki criollo i forastero. Rzekomo, jest to najbardziej aromatyczny rodzaj, mający w sobie coś z delikatnego smaku criollo i wytrzymałości fizycznej forastero (co także na smak i zapach się oczywiście przełożyło). 
Warto zauważyć, że zwykłe, pełnowymiarowe tabliczki Valrhony mają po 70 g, a tutaj... dodano orzechy, ale nie kosztem czekolady, tylko dodatkowo, bo ta tabliczka ma 85 g.

Po tej krótkiej teorii czas na praktykę. Otworzyłam kartonik, zerwałam złotko i... zobaczyłam tabliczkę znacznie ciemniejszą, niż się tego spodziewałam. Z kolei zapach był mniej intensywny, niż myślałam. Nie mniej jednak... czuło się tu aromat czekolady o znacznie wyższej zawartości kakao, z nutami czerwonych, lekko niedojrzałych, owoców i czegoś palonego, ciężkiego. 

Gdy tylko odłamałam pierwszą kostkę, wiedziałam już, że ani zapach, ani wygląd nie przekłada się na smak. Od pierwszych chwil czekolada była statecznie delikatna.

Czułam tu maślany akcent, który zaczął powoli przybierać na sile. W międzyczasie, słodycz rozlała się po ustach, lecz pozostawała w tym samym nasileniu. Była to słodycz najprostsza z możliwych i, na szczęście, delikatna. 
Tutaj rozwinął się trochę ten motyw maślany. Czekolada miała odpowiednią do niego konsystencję; co za tym idzie - zabrakło tu czynnika zaklejającego. 
Gorzkość... także nadeszła, jednak nie było w niej głębi i chociaż była w pewien sposób ujmująca, to wydała mi się bardzo prosta. Pod tym względem przypominała Morina z Sao Tome, jednak pozbawianą śmietankowych nut. Było tu coś kojarzącego się z drzewami, suchą korą, chociaż, jak już pisałam, czekolada jest raczej maślana i nie ma tu miejsca dla suchej konsystencji. 
Gorzkość przypomina mi też nieco tę "skórkę" z orzechów. 
Z czasem słodycz wydała mi się silniejsza, jednak lekkiej cierpkości nie zakłóciła całkiem. Ktoś, kto nie toleruje cierpkości gorzkich czekolad, byłby usatysfakcjonowany. 
Nastąpił przebłysk karmelowej słodyczy, a mój język trafił na małe kawałeczki orzechów, od których bił ich charakterystyczny smak. To były orzechy laskowe, świeżo wybrane z łupinki, lekko miękkie, nieprażone. 

Czekolada zaczęła się rozwijać, grejpfrutowy kwasek zawisł w powietrzu i nagle "bang!" i zostałam z orzechami. Siekanych kawałeczków jest naprawdę sporo i to nimi trzeba się zająć - pogryźć.
Gdy już to skończyłam, w ustach pozostał jedynie gorzko-orzechowy akcent i poczucie, że właśnie zjadłam bardzo słodką ciemną czekoladę. 

Muszę przyznać, że noir Caraibe jest dość delikatna, wyrównana i... mało dynamiczna, a gdy już miałam wrażenie, że zaczyna się coś ciekawego, stłumiły to orzechy. Fakt, bardzo je lubię, mimo, że laskowe nie są moimi ulubionymi, ale... dodatkowo "uzwyczajniły" tę czekoladę. Co prawda nie wiem, czy ten jej rozwój poszedł by w ciekawym kierunku, czy byłby równie nudny, jak tabliczki mleczne. 
Dobra, prosta czekolada i niezłe orzechy. Szczerze? Jakbym miała za to zapłacić te 21 zł / 85 g, to wolałabym chyba kupić zwykłego Rittera z całymi orzechami. Jak już czekolada ma w sobie ten dodatek, to według mnie powinno go być tak dużo, żeby stanowił większość, a wtedy... jest orzechowa rozkosz, a sama czekolada schodzi na drugi plan.


ocena: 7.5/10
kupiłam: dostałam od sklepu Sekrety Czekolady
cena: około 20 zł (ja nie płaciłam)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier, orzechy laskowe (15%), tłuszcz kakaowy, skoncentrowane masło, lecytyna sojowa, naturalny ekstrakt z wanilii

21 komentarzy:

  1. charlottemadness14 listopada 2015 05:43

    Szkoda,że nie zaskoczyła smakiem.Sama w sobie dobrze wykonana "prostota" jest dobra i dobrze taki oklepany wariant zjeść.Też bym oczekiwała fajerwerków ale bądź co bądź dostałaś ją w prezencie, więc nie ma takiego bólu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Tym bardziej, że była smaczna tylko no właśnie... taka zwyczajna.

      Usuń
  2. Po przeczytaniu recenzji czuję, że mi by nawet smakowała, nie udaje mi się, że jest taka... delikatna... Ale jednocześnie gorzka. No, ale 21 zł? To trochę przy dużo :/
    PS. Od 2 dni nie odpowiadasz tylko na moją komentarze :(.Jakos piszę bez sensu czy się obraziłaś? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mi smakowała, ale uważam, że nie jest to nic aż tak cudownego, za co wydałabym 21 zł.

      Przepraszam, w czwartek dotarł do mnie kociak i czytam wszystkie komentarze z zamiarem "odpowiem później" i potem tak wychodzi. :P

      Usuń
    2. To dobrze, bo już się martwiłam, że masz focha, bo wszystkie inne komy miały odpowiedzi oprócz moich ;D

      Usuń
    3. Nie wszystkie. :P A niektóre są aż tak trafne, że nie mam już co dopisywać!

      Usuń
  3. Czyli kolejna Valrhona nie do kupienia. Z opisu wynika, że dobra, ale co z tego skoro cena jest zaporowa i nie odpowiadająca smakowi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam się obawiać, że trafiła im się jedna-dwie dobre czekolady, a reszta jest mocno przeciętna, a nie odwrotnie... No nic, spróbuję jeszcze może ze dwie ciemne. Obym była pozytywnie zaskoczona.

      Usuń
  4. 21 zł za posiekane orzechy? O nie, wolę 5zł za Whole Nuts Rittera xD Chociaż przyznać muszę, że bardzo podoba mi się opakowanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. No ja z orzechami się nie polubię raczej nigdy, ale wierzę, że jest naprawdę smaczna chociaż trochę nudna... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, jakiś czas temu pisałaś, że nigdy się nie przekonasz do ciemnych tabliczek, więc kto wie? :P

      Usuń
  6. Jak widzimy orzeszki to od razu jesteśmy na tak, tylko szkoda, że tak mocno pociachane. Z drugiej strony masz rację, wydać około 20 zł za tak klasyczne połączenie? Chyba jednak nie :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie za wysoka cena. Ale zawartość kakao na plus, 60-65% to dla mnie w sam raz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurde, niedługo będę zamawiać czekolady z Sekretów i muszę dorzucić jakoś Valrhonę. Czas najwyższy przekonać się na własnym podniebieniu, jak to z nią jest.

    A co do Lindtów, o które pytałaś - przeciętna była ta seria, aczkolwiek jadłam słabsze :) Jeśli skład się nie pogorszył, to można próbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To od razu poradzę sięgać po ciemne tabliczki, bo jak na razie jadłam jedną czystą ciemną i to ona mnie zachwyciła.

      No, to może zamówię sobie jako proste "zasładzacze".

      Usuń
  9. To akurat tabliczka nie dla mnie, zdecydowanie wolę wiórkową poprzedniczkę. Inna rzecz, że zazdroszczę Ci zamówień, bo z moimi niekończącymi się zapasami nigdy nie doczekam chwili większych zakupów. Miałam takie zrobić w ramach samoprezentu mikołajkowego, ale... cóż, trochę znów podpadało do koszyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj jest niebezpieczeństwo pogubienia się w zamówieniach. :P "Ma do mnie przyjść jeszcze cztery czy pięć paczek? Hmm... No nic, zamówię jeszcze coś". Internet daje (dla niektórych) za duży wybór... a lista z datami rośnie, rośnie i rośnie.

      Usuń
  10. No, no, ładnie to ze strony firmy! Chwali się :) Bo przecież nie ma to jak dostać bonusy za zakupy :D A co do czekolady, nie kusi, szczególnie za tą cenę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie kupiła bym tej czekolady nie lubię tak pokruszonych orzechów gdyby były całe...

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)