sobota, 7 listopada 2015

Zotter Pear Cardamon ciemna mleczna z gruszkowo-kardamonowym nadzieniem i kremem z gruszek z brandy

Jesień jest moją ulubioną porą roku. Smaki, zapachy, kolory jesieni... Czyż nie są piękne? Dynie, gruszki, jabłka, przyprawy korzenne... Wilgotne powietrze, ciężka mgła, nadająca światu szarego, melancholijno-depresyjnego kolorytu. Albo połączenie tego. Siedzenie w cieplutkim mieszkanku, w którym unosi się woń ciepłej owsianki, czy jakiegoś dania gruszkowego, czy dyniowego z wachlarzem przypraw korzennych, w momencie, gdy za oknem wilgotna mgła potęguje uczucie odosobnienia. Czyż to nie jest cudowne? Niby marznę, gdy tylko wyjdę z domu, ale dla takiego klimatu... warto się trochę poświęcić. Nieodłącznie z jesienią kojarzą mi się gruszki i kardamon. Nie mogę pojąć ludzi, u których nie goszczą w kuchni. A gdy do tego doda się jeszcze jakiś rozgrzewający alkohol... Fakt, Lindt z gruszkową brandy niespecjalnie mi smakował, ale nie powiedziane, że z inną czekoladą z tym dodatkiem będzie tak samo.

Zotter Pear Cardamon to ciemna mleczna czekolada (z zawartością 50 % kakao) z gruszkowo-kardamonowym nadzieniem i warstwą ganaszu z gruszek z dodatkiem gruszkowej brandy. To ręcznie czerpana tabliczka z jesiennej linii, bez której moje zamówienie byłoby po prostu niepełne, choćbym wykupiła wszystkie inne czekolady Zottera. Ta czekolada po prostu doskonale wpasowuje się w moje wizje o idealnej jesieni.


Kiedy rozłożyłam złotko i zobaczyłam ciemnawą tabliczkę, poczułam zapach równie ciemnawej czekolady, wzbogacony o nuty kardamonowo-alkoholowe. Zapowiadało się smakowicie, toteż rozłamałam tabliczkę, a tam... czekały mnie dwie warswy: ganaszu, będącego wręcz plastycznym jasnym kremem i części gruszkowej, przypominającą idealnie zmiksowaną gruszkę, w formie może odrobinę galaretkowatej. 
Odgryzłam kawaleczek czekolady. Nie będzie chyba zaskoczeniem, jak napiszę, że była świetna? Lekko słodka, delikatnie gorzkawa z bezkresnie maślaną nutą i mlekiem, gdzieś tam w tle. Cierpkość nie była zbyt wyraźna, ale gorzkość (wbrew pozorom jest minimalna różnica między czymś gorzkim, a po prostu cierpkim) połączona z mlekiem wynagrodziła mi to. Czekolada sprawiała wrażenie rzadkiej, nie zalepiała, nie tworzyła "bagienka". Jej warstwa była solidnie gruba.

Pod nią, na dole, krył się ganasz, czyli gruszkowy krem z gruszkową brandy.
Jego lekka konsystencja była przyjemnie tłustawa, maślana. Pierwszym wyczutym smakiem była tu słodycz, naprawdę dość silna. Ta warstwa miała w sobie całkiem sporo motywu mlecznego, ale gościł tu także lekko gruszkowy akcent (sok z gruszki?). Ta słodycz nie wydała mi się w 100 %-ach owocowa, ale przyjemnie komponowała się z... mocnym alkoholem, który także skrywał w sobie gruszkowy szczególik. Nie było to tak ordynarne, jak w przypadku Lindt'a. Tu miałam do czynienia z rozgrzewającym, wybitnie alkoholowym smakiem, który świetnie wpasował się w słodycz kremu.

Górna warstwa ma konsystencję lekko galaretkowatą, jest zbita, lecz miękka. Podczas jedzenia jej, miałam wrażenie, że to... zmiksowana gruszka! Gęsta mikstura z gruszki z charakterystyczną dla tego owocu strukturą. Było to słodkie, jak taka bardzo dojrzała gruszka (a takie potrafią być czasem słodsze od bananów!). Mimo lekkiej wilgoci ta warstwa nie była soczysta, ale i tak mnie zadowoliła. Zwłaszcza, kiedy ujawnił się w niej kardamon. Wyrazista, lekko cierpka nuta, równie rozgrzewająca, co alkohol. Odrobinę ostrawa ciężka słodycz, charakterystyczna dla tej przyprawy, doskonale wpasowała się w gruszkę.

Całość, nie rozdzielana na poszczególne części, momentalnie rozgrzewała, brandy wybijała się ponad kardamon, nie zagłuszając go całkowicie. Słodycz ganaszu łączyła się z kakaowym akcentem samej czekolady, odrobina mleka i silna, ewidentnie gruszkowa słodycz stanowiły hipocentrum jesiennego, smakowego trzęsienia ziemi.


ocena: 9/10
kupiłam: zamówiłam u dystrybutora
cena: 16 zł
kaloryczność: 448 kcal / 100 g
czy kupię znów: kiedyś z chęcią bym do niej wróciła

Skład: surowy cukier trzcinowy, suszone gruszki (15%), masło kakaowe, pełne mleko w proszku, masa kakaowa, syrop fruktozowo-glukozowy, sok gruszkowy (6%), gruszkowa brandy (5%), mleko, migdały, sól, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, wanilia, kardamon (0.03%), lecytyna sojowa, płatki róż, proszek cytrynowy (cytryny, skrobia kukurydziana) 

24 komentarze:

  1. Gruszka kardamon? Ciekawe połączenie, chociaż w składzie kardamonu tylko 0.03% :) Ale mimo wszytko, ja też kocham jesień, na jesień są gruszki, które uwiebiam, a tutaj widzę gruszkowa czekoladę *-* nigdy takiej nie jadłam, mam nadzieję, że jakieś łatwo dostępne marki taka zrobią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet znikoma ilość kardamonu jest w stanie się przebić... on ma przecież całkiem silny smak. ;)
      Ja chyba bym wolała, żeby "łatwo dostępne marki" nie brały się za tego typu połączenia - to może wyjść bardzo źle.

      Usuń
    2. Zgadzam się w 100%! Niech ogólnodostępne marki najpierw zadbają w ogóle o swoją jakość, dopiero potem powinny eksperymentować.

      Ten, kto uważa, że 0,03% kardamonu to mało chyba nigdy go nie używał w kuchni. Jak robię korzenna owsianke z gruszka, to pokrojona gruszke zasypuje fura cynamonu, a kardamonu dodaje jedynie szczyptę. Wystarczy, by intensywnie się odznaczał.

      Usuń
    3. Dokładnie, a za duża ilość może łatwo zepsuć smak całości (i mówię to, mimo że bardzo lubię kardamon).

      Usuń
  2. Ta czekolada może startować w konkursie na wizytówkę jesieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie rozumiem ludzi nie lubiących jesieni. Ja kocham zarówno tą złotą i ciepła, jak i mglista czy też słotną. To jest chyba idealna pora dla outsiderów ;).

    Również napalałam się na tą tabliczkę i oczywiście ją mam, bo to połączenie smaków jawi mi się jako zjawiskowe. Czeka jednak w kolejce i jeszcze trochę poczeka - ukladanie degustacji Zotterow wedlug terminów ważności jest bezlitosne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jak jest trochę takich dni, trochę takich.

      Ja tylko mniej więcej ułożyłam według terminów, dla niektórych robię wyjątki. ;)

      Usuń
  4. Pjona jeżeli chodzi o jesień. Uwielbiam tą jesienną melancholię.
    Przyznam, zę gruszki nie są owocami, po które sięgam w pierwszej, drugie czy trzeciej kolejności. Traktuje je dość obojętnie. Ale w takie mieszance? Hmm, ciekawią. Nawet już obecność alkoholu nie razi dopóki nie jest to wylewające się jezioro ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytać takie słowa napisane przez Ciebie, to dopiero coś! :D Ale w końcu to Zotter, co tu się dziwić.

      Usuń
  5. Lubię kardamon i brandy, ale ta gruszka troszkę mi przeszkadza. Nie lubię gruszek od dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. charlottemadness7 listopada 2015 10:34

    Pewnie z zamówienia w październiku?:P Takowej niestety ja nie mogłam zamówić ;/ Na razie mogę ''nacieszyć" oczęta :P Przekrój wygląda bosko, a na samą myśl o gruszkach i kardamonie.. mmmm..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, musiałam je od razu kupić, jak tylko weszły. :D

      Usuń
  7. Gruszki oczywiście też bardzo lubimy choć z jabłkami nie wygrywają :P Czekolada z takim ganaszem musi smakować wyjątkowo, tylko... znów ten alkohol :P Chyba chcą nas wszyscy dołować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jabłka teraz zajadam niemal codziennie! :D
      No, co zrobić, skoro alkohol z przyprawami korzennymi jesienią tak cudownie podwójnie rozgrzewają...

      Usuń
  8. To naprawdę ciekawe połączenie. Ba! Już sama gruszka wydaje mi się ciekawa, a w połączeniu z dobrą przyprawą to już w ogóle strzał w dziesiątkę. Trochę mi alkohol przeszkadza, ale z drugiej strony taka pijana gruszeczka? Na jesień jak znalazł. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak doszłam do fragmentu o brandy, to już byłam kupiona :D Czekolada jak najbardziej dla mnie, zabrałabym się zwłaszcza za ten ganasz <3

    OdpowiedzUsuń
  10. No jak tam jest alkohol to ja wpadłam jak gruszka w kompot:) . Fajna czekolada. Jesień lubię tak jak ty za gruszki,dynie i przyprawy korzenne i litry pysznej herbaty,ale nie lubię mgły i wilgotnego powietrza,mam kręcone włosy i przy takiej wilgoci nastraszają się przy skórze głowy i wyglądam jak szop pracz:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Te zottery zawsze wyglądają tak kusząco *.*
    I ta mała liczba kalorii!

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja nie cierpię jesieni! Szaro, buro, wszędzie przyklejające się liście, deszcz, mgły...masakra :/ Nie ma co, to okres kiedy najwięcej się choruje i ma się najwięcej depresji :(
    A czekolada nie kusi,jakoś nie miałam jeszcze styczności z dobrą gruszkową czekoladą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam właśnie lubię depresyjne klimaty, a choruję tylko wiosną, więc... :D
      Wierz mi, to JEST dobra czekolada.

      Usuń
  13. Gruszka z kardamonem, i jeszcze brandy do tego, obśliniłam siebie, pościel i komputer :<
    A jesień lubię. Nie tak, jak lato, ale ma swój urok. Mgliste poranki, deszcze, ciepłe swetry i szaliki, które tak uwielbiam i w końcu mogę palić jesienno-zimowe korzenne woski :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle woski palę tylko jesienią i zimą, to mi się nieodłącznie z tymi porami kojarzą. Korzenie w każdej możliwej formie!

      Usuń
  14. Nie wiem czy to kwestia tego, że jadłam bardzo 'świeżą' tabliczkę, ale w mojej czekoladzie smak brandy zdominował wszystko. A szkoda, bo warstwa gruszkowa jedzona oddzielnie zapowiadała ciekawą kompozycję. Jestem ciekawa czy z upływem czasu siła alkoholu zmalałaby na tyle, żeby dać pole do popisu gruszce z kardamonem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po prostu w tym roku zrobili ją mocniejszą?
      Wiem na pewno, że alkoholowe Zottery zmieniają swoją konsystencję blisko terminu ważności, więc możliwe, aczkolwiek ja swoją też dość świeżą jadłam (mniej więcej jak wszystkie inne Zottery).

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)