poniedziałek, 4 stycznia 2016

Lindt Hello, My Name is Coconut Love biała z kokosem i ananasem

Lubicie pina coladę? Albo tylko połączenie kokosa i ananasa? Ja tak (mimo, że nie zawsze mam na nie ochotę), ale teraz tak sobie pomyślałam, że o tyle, o ile o fanach kokosa się słyszy, to z ananasem już gorzej. O co mi chodzi? No powiedzcie, znacie kogoś, kto na pytanie o ulubiony owoc odpowiedziałby "ananas"? W kwestii dodatku do czekolady to w ogóle jest on pomijany... ciekawe tylko, czy jest tak samo jak z aronią (pyszne a niedocenione połączenie), czy ananas po prostu do czekolady nie pasuje?

Mam nadzieję, że będę mogła ukierunkować w jakąś stronę moją opinię o tym, chociażby dzięki Lindt Hello, My Name is Coconut Love. Jest to czekolada biała z kokosem i ananasem, której otwarcie przekładałam z dnia na dzień po niezadowalającej mnie całej serii owocowych Lindt'ów. Trzeba w końcu tę złą passę jakoś przerwać, prawda?

Kiedy wyjęłam z nieprzekombinowanego kartonika tabliczkę z żółtawym złotku, myślałam, że zmysły mi wariują. Czyżbym już czuła zapach kokosa i ananasa? Otworzyłam, a wtedy to już w ogóle zostałam porażona niesamowicie smakowitym zapachem. Poczułam mleczny, lekko waniliowy zapach dobrej białej czekolady i bardzo silny kokosowy zapach (co skojarzyło mi się z moją ukochaną Lindt Cocos), ale... wzbogacony o soczystą, ananasową sugestię.


Czym prędzej władowałam kostkę do ust, a czekolada od razu zaczęła się rozpuszczać w cudownie maślano-mleczny sposób. Bardzo słodka, ale nie cukrowa. Mlecznie-śmietankowa z akcentem waniliowym, czyli po prostu taka, jaka powinna być biała czekolada. 
Czuć od pierwszych chwil, że przesiąkła odrobinkę kokosem i soczyście kwaskowatym ananasem. 

Kiedy w końcu odsłania się nadzienie, smak kokosowy zaczyna powoli wykradać "terytorium" śmietanki, więc połączenie robi się wyraziście mleczno-kokosowe. Czuć nutę mleka kokosowego. Wtedy też rozlewa się kwasek świeżego ananasa, który skutecznie przełamuje słodycz, a po pewnym czasie, kiedy delikatne nadzienie zanika, słabnie.

Krem jest tylko odrobinę tłustszy od czekolady i gładszy od niej. Jak już pisałam, znika dość szybko, pozostawiając twarde, chrupiące, wiórki kokosowe. Gryząc je, po ananasowej fali, znów to kokos jest silniejszy.

Wszystko lekko udekorowane słodyczą, ale za sprawą soczyście kwaśnego motywu owocowego, wcale nie odebrałam tej czekolady jako przesłodzoną. Ten ananasowy kwasek także nie jest zbyt ordynarny, wpada w lekką słodycz dojrzałego owocu. Kokos przy nim nie zanika. Właściwie... całość jest wręcz idealnie wyważona. 

Czekoladę odebrałam jako bardzo naturalną i... mimo, że podchodziłam do niej bardzo sceptycznie, nie mam się do czego przyczepić i wątpię, by w tej cenie dało się zrobić lepszą czekoladę o tym smaku. 
Dałam kostkę osobie, która nie przepada za białą czekoladą i nie lubi słodyczy z ananasem czy kokosem... stwierdziła, że jest pyszna i była tym faktem trochę zszokowana.

Nie spodziewałam się, że wystawię tej czekoladzie taką ocenę, ale cóż... uratowała ona dobre imię Lindt'a, więc niech ma, mimo że o wiele chętniej sięgnęłabym po np. Lindt Cocos, ale to tylko dlatego, że nie jestem największą na świecie wielbicielką ananasów.


ocena: 9/10
kupiłam: kupiłam kilka różnych tabliczek w sklepie z niemieckimi słodyczami
cena: wyliczając na oko... koło 8 zł
kaloryczność: 543 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, masło kakaowe, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcze roślinne (z orzecha kokosowego, palmowy), mleko kokosowe w proszku (2%), masło klarowne, liofilizowane kawałki ananasa (1%), wiórki kokosowe (1%), lecytyna sojowa, glukoza, naturalne aromaty (zawiera orzechy włoskie), syrop glukozowy, skondensowany sok cytrynowy, aromat waniliowy

26 komentarzy:

  1. To jest Lindt, jaki powinien byc! Uwiebiam polaczenie ananasa I kokosa, do tego biala czekolada... Taka pyszna, orzezwiajaca wrecz czekolada. Jak bede w Niemczech, to sie rozejrze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy jedziesz? Obawiam się, że to może być jakaś letnia edycja czy coś.
      Ta, chciałabym, aby Lindt zawsze ten poziom trzymał.

      Usuń
    2. Koniec kwietnia,albo początek maja,nie pamietam.Moze gdzies wypatrzę ,albo beda inne,jakieś wiosenne ;)

      Usuń
    3. O, to może już będą. :D

      Usuń
  2. charlottemadness4 stycznia 2016 06:02

    Brzmi kusząco.Ananasa lubię kokos również,jednak takie połączenia są spotkane raz na milion.Jadłam Lindta deserowego z wersji Creation (Czoko wystawiła jego recenzję) .Jak dla mnie nadzienie miało smak tanich pralinek,a sama czekolada wydawała się byc jakaś plastikowa :/.Zawiodłam się.Moze wersja z ananasem w białej wersji wyszła o niebo lepiej.Przynajmniej,gdy pomyślę o polaczeniu kokosa i ananasa,to moje kubki smakowe wariują :P Musze sprawdzić,czy Zotter ma takie połączenie smaków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o tej deserowej kokosowej? Próbowałam i mi tak sobie smakowała i z czystym sumieniem stwierdzam, że białe kokosowe Lindt ma o wiele lepsze.

      Usuń
    2. charlottemadness4 stycznia 2016 20:02

      tak, tak o tej ;)

      http://www.amazon.co.uk/Lindt-Creation-Refreshing-Coconut-Dark/dp/B013M5OPCI

      Szkoda pieniędzy.Wiedziałam,że dupska może nie urwie ale totalna klapa jednak..

      Usuń
    3. A wkładałaś do lodówki? :P

      Usuń
  3. Ciekawe czy jakbyś dała kostkę osobie, która nie lubi ananasa we słodyczach, a na smak pina colada syczy niczym wystraszony kot (czyt. czoko), to też efekt były zaskoczono-pozytywny. Kurcze, lubią kokosa, lubię białą czekoladę, ale ananas w słodyczach??? Sam ananas uwielbiam, ale do tej pory natrafiałam na ananasowe słodycze, które można by podsumować słowem "fuj". jestem lekko uprzedzona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu o dziwo wyszło bardzo naturalnie. :D

      Usuń
  4. Biała czekolada plus kokos to cudowne połączenie, podobnie jak kremy śmietankowe plus kokos, Raffaello kocham miłością wielką. Tylko obawiam się, że ten ananas by mi tutaj nie pasował, nie przepadam za owocowymi akcentami w czekoladach/pralinkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio uznałam, że owocowe nadzienia mi nie pasują, a potem spróbowałam tę czekoladę i... niemałe zdziwienie mi zafundowała.

      Usuń
  5. Bardzo lubimy to połączenie ale zawsze obawiamy się, że ananas będzie smakował jak płyn do naczyń lub kostka toaletowa ;P Pewnie tej czekolady byśmy nie kupiły właśnie mając taką obawę ale jak widać pomyliłybyśmy się i to bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że takie coś w słodyczach zdarza się tak często.

      Usuń
  6. Trochę szok, myślałam że w końcu wyjdzie na to, że ananas do czekolady nie pasuje :P Ja lubię go jako owoc, ale okazjonalnie i samego bez żadnych dodatków. A w połączeniu z kokosem, wstyd przyznać, nigdy nie próbowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy polecam szybko to zmienić, bo... ciężko trafić na udane połączenie, ale jak już się na takie trafi to... niebo w gębie. :P

      Usuń
  7. Jeju *.* Strasznie chciałabym jej spróbować. Jak dla mnie ananas do czekolady to całkiem fajny dodatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że jakiś taki pomijany...

      Usuń
  8. Osoby poniżej 18 roku życia proszone są o nieczytanie komentarza.

    Pytasz, czy są osoby, które odpowiedzą, że ich ulubionym owocem jest ananas? Sądzę, że POWINNY być, wszak ananasa zdesperowane kobiety podają swym mężczyznom (i usiłują wprowadzić je na stałe do ich diety), by osłodzić spermę, hihi.

    Czekolada tak mi się podoba i tak dobrze brzmi, że kupię ją pomimo długiej listy, jak tylko gdzieś zobaczę. Problem w tym, że jest mała szansa, że gdzieś ją zobaczę... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w jakiś Almach czy Piotrach i Pawłach kiedyś rzucą - nigdy nic nie wiadomo.

      *Dzieci, scrollować w górę!*
      Haha, no tak, o tym zupełnie zapomniałam! Ale nie wiem, czy to ulubiony owoc tych kobiet - wszak to nie one te ananasy jedzą, a jak już mężczyzn faszerują, to pewnie sobie nic nie zostawiają. xD

      Usuń
    2. Moim zdaniem ananasy nie mają nic do rzeczy :>

      Usuń
    3. Boże mi też od razu na myśl z ananasem przyszło o spermie...mam zboczoną i zrytą głowę :P

      Co do ananasów już na poważnie, to lubię je, ale też nie zaliczam ich do ulubionych owoców. Fajnie przynajmniej smakują w daniach orientalnych. Połączenie kokos-ananas jest spoko, ale zdecydowanie wolę kokos w towarzystwie mango ;)

      Usuń
    4. Kokos z mango? Dlaczego ja jeszcze tego nie próbowałam! Brzmi ciekawie. :D

      Usuń
    5. Natalie, a co jest zboczonego w skojarzeniu spermy z ananasami? Jak kiedyś o tym przeczytałaś, to normalne, że Ci się przypomina ;) Słowo "zboczone" jest głupie, bo ludzie go nadużywają. Zboczenie to jest pedofilia.

      Usuń
  9. http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2013/04/lindt-coconut-love-biaa-z-nadzieniem.html Jadłam ją tylko w formie batonika, bo jak na złość długo nie mogłam dostać wersji 100 g i w końcu kupiłam batonik. Wtedy smakowało mi to bardzo, ale z perspektywy czasu jakoś sceptycznie podchodzę do owej czekolady - chyba musiałabym sobie ją odświeżyć, ale nie ma na to czasu.

    Hah, za czasów nastoletnich kochałam likier pinacolada dostępny niegdyś w Biedronce :D. Jakie to było słodkie! A potrafiłam wypić jednego wieczoru sama całą butelkę. Gdzieś na starym kompie mam nawet swoje fotki z tą flaszką. Fajne miałam ciuchy pod kolor etykiety :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też w sumie bym już do niej nie wracała, ale to o wiele lepszy poziom niż np. ta egzotyczna seria - nie do porównania.

      No ładnie, haha. Taak, za moich nastoletnich czasów u mnie w mieście nawet Biedronek nie kojarzę. :<

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)