piątek, 8 stycznia 2016

Lindt Excellence 70 % & 85 % ciemne i Extra Creamy mleczna

Ostatnio tak sobie myślałam, że właściwie nie warto sięgać po tanie czekolady... jakiekolwiek (no, chyba że do wypieków). W ramach serii recenzji "przyziemnych" ciemnych tabliczek, próbowałam wyłonić te lepsze od innych, bo wiadomo, że nie każdy jest gotowy płacić 20 zł za czekoladę, ale... osobiście wolałabym zjeść mniej i rzadziej, niż dużo i codziennie. Miałam jakieś zwykłe ciemne, które a to wygrałam w konkursie, a to dostałam, ale w końcu i tak ich nie otworzyłam, a oddałam babci. Po prostu wiem, że mi nie posmakują.

Po zwykłe czekolady bez dodatków sama z siebie nie sięgam prawie w ogóle. Mają one prosty smak, a taki mnie po prostu nudzi.


Jednak, gdy zobaczyłam limitowaną edycję Lindt'a, zawierającą kilka małych deserowych czekoladek, w głowie zrodził mi się pomysł na recenzję czekolady ciemnej zwykłej, ale już nieco lepszej, a przynajmniej najlepszej z tego, co możemy dostać w marketach.
W końcu jest to szansa na zjedzenie czegoś smacznego i prostego. W końcu to jedynie 88 g wszystkich smaków, które są za nudne, bym kupiła 100-gramowe wersje.

W dzisiejszym wpisie dowiecie się, jakie jest moje zdanie na temat Lindt Excellence 85 % i Lindt Excellence 70 %, czyli dwóch ciemnych czekolad bez dodatków, ale o różnej zawartości kakao.
Kiedyś tam pewnie dodam także recenzję czekolady z pomarańczą, jednak jest to jeden z tych Lindt'ów, które naprawdę słabo mnie ciekawią.

Zaczęłam od Lindt Excellence 70 %.

Gdy otworzyłam opakowanie, poczułam lekko kakaowy i zarazem lekko kwiatowy zapach. Delikatny i przyjemny, a ciemna czekolada wydawała się idealnie gładka. Przy łamaniu kostki, usłyszałam głośny, porządny trzask, więc na razie wszystko było jak należy.
Kiedy umieściłam kawałek w ustach, rozpuszczać zaczął się dopiero po jakimś czasie. Działo się to powoli, ale nie było dla czekolady problemem. Za sprawą dobrego tłuszczu było to łatwe i przyjemne rozpuszczanie.
W pierwszym momencie poczułam lekką gorzkawość, która rozeszła się po ustach wraz z odrobinę mulistą czekoladą.
Po chwili nadeszła także słodycz - o wiele słabsza, niż w typowym deserowym Lindt'cie, z nutami lekko karmelowo-waniliowymi. Wydawało się, że szuka ona drogi do przebicia się przez gorzkawość.
Z kolejną falą, słodycz przybrała odrobinę śmietankowy wyraz i udało jej się przełamanie cierpkości, która swoją drogą cały czas była na stonowanym poziomie.
Słodycz właściwie także nie wywyższała się. Subtelnie otaczała gorzkawość i tyle.
Całość jest stonowana, bardzo delikatna i właściwie... przypomina czekoladę deserową. Albo inaczej: chciałabym, żeby to ona była bazą pod wszystkie Lindt'y z dodatkami.
Oceny nie da się porównać do Zottera, Domori i Amedei, bo w porównaniu z nimi, czekolada wypada gorzej, ale... oceniam biorąc pod uwagę to, co mogę dostać w zwykłych marketach w cenie nie wyższej niż 10 zł za 100 g.


ocena: 9/10
kupiłam: Kaufland
cena: około 11 zł
kaloryczność: 566 kcal / 100 g
czy kupię znów: możliwe

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, naturalna wanilia Bourbon


Jako, że uwielbiam ciemne czekolady, 85-tka, Lindt Excellence 85 %, powinna posmakować mi bardziej, prawda?

Otworzyłam, powąchałam. Zapach ma ciężkawo kakaowy z kwaskowatymi nutami. Obstawiałabym tu cytrusy. Wywołuje wrażenie, że czekolada jest sucha.
Żeby się o tym przekonać, władowałam gładką i niemal czarną, kostkę do ust.
W pierwszej chwili było po prostu gorzko. Nie przenikliwie, a po prostu gorzko. Jedynie gorzko, gdy chcemy odnieść się do lepszych czekolad, a aż gorzko, jeśli do przesłodzonych "gorzkich" w cenie 2-5 zł.
Czekolada rozpuszczała się powoli, lepiąco-klejąco. Kawałek czekolady roztaczał wokół siebie mulistą "zawiesinę". Czuło się "uładzenie" dla konsystencji, które nadaje tłuszcz kakaowy.
Lekki kwasek wyłania się spod gorzkiej przykrywki i wtedy na jaw wychodzi jeszcze jednak nuta. Robi się coraz wyraźniejsza.
To kiepski smak odtłuszczonego kakao. Zamiast głębi i bogactwa kakao, Lindt zaserwował nam mdłą gorzkość z, za przeproszeniem, wykastrowanym smakiem.
Gdzieś z tyłu doszła mnie ziołowa nuta i subtelna słodycz.
I dochodzimy do tego momentu, w którym mówię: lubię czekolady z bardzo wysoką zawartością kakao, ale... lubię dobre czekolady z bardzo wysoką zawartością kakao. Co więcej: wolę dobrą białą (np. Wiellie's Cacao, Vivani), niż kiepską ciemną, a ten Lindt jest właśnie taki. Ten posmak odtłuszczonego kakao irytował mnie przez prawie cały czas.
Nie wiem nawet, jak to ocenić... chyba adekwatnie, sumując smak z przedziałem cenowym. Nie mogę jednak pominąć tego, jak Lindt potraktował nas, konsumentów, wrzucając tak wysoko w składzie odpad kakao.


ocena: 5/10
kupiłam: Kaufland
cena: około 11 zł
kaloryczność: 530 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz kakaowy, cukier demerara, naturalna wanilia Bourbon


Reasumując, z gorzkich Lindt'ów ten z mniejszą zawartością kakao będzie lepszym wyborem. Tam mamy po prostu kakao, cukier i jest delikatnie, ale bardzo smacznie. 85-tka to czyste oszustwo.
Na czekoladach z wysoką zawartością kakao lepiej nie oszczędzać i jeśli nie umie się takowej zrobić, lepiej się za to nie brać. Czeka mnie jeszcze 99%, ale już wiem, że to będzie pogrom Lindt'a - na potrzeby bloga i by uświadomić czekoladowych konsumentów.



Teraz jeszcze mały bonus, którego nigdy bym nie kupiła (zwykła mleczna jest za nudna), a który dostałam i całkiem nieźle się tu wpasował.

Lidt Excellence Extra Creamy Milk, czyli, rzekomo, bardzo kremowa czekolada mleczna z 30 % zawartości masy kakaowej i 20 % masy mlecznej. Mamy więc do czynienia z po prostu mleczną czekoladą, bez szaleństwa w postaci podwyższonej zawartości kakao.

Gdy tylko rozerwałam papierek, poczułam z początku przytłumiony, zapach mleka i kakao. Odwinęłam sreberko, a zapach uwolnił się, unosząc się ku moim nozdrzom. Mleko, śmietanka... rozkoszna słodycz. A to dopiero sam zapach!

Połamałam czekoladę na kostki i zabrałam się do pałaszowania. Pierwsza bardzo prędko powędrowała do moich ust, a pierwszym, co poczułam była... rozkoszna słodycz. W minimalnym stopniu kojarzyła mi się z wyidealizowanym smakiem kinderek z dzieciństwa. Znalazła się tu całkiem pewna sugestia kakao, mimo, że po tej zawartości człowiek by się tego nie spodziewał.
Kiedy pierwsza słodycz rozniosła się po ustach, a kosteczka powoli i odrobinę zaklejająco zaczęła się rozpuszczać, nadciągnął smak świeżego mleka, a potem wszystko zalała lekko śmietankowa fala.

Raz po raz, na powierzchnię wyłaniała się nieco silniejsza kakaowa nuta. Niby była obecna cały czas, ale momentami stawała się bardziej dosadna.
Czekolada jest dość tłusta, ale nie ma mowy o jakimś oleju, czy margarynie. Ta tłustawość skojarzyła mi się z lekko ciepłym, tłustawym mlekiem. Była naturalna i przyjemna. Na swój sposób, w połączeniu z kakao i słodyczą, wydała mi się odrobinę rozgrzewająca.
Czułam się trochę, jakbym piła słodką, gorącą czekoladę z mlekiem.
Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych czystych czekolad mlecznych w tej cenie.

ocena: 9/10
kupiłam: dostałam
cena: jak wyżej
kaloryczność: 567 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, laktoza, odtłuszczone mleko w proszku, ekstrakt słodowy jęczmienny, lecytyna sojowa, wanilia

30 komentarzy:

  1. Masz racje,70% to lepszy wybor. A 99 to juz porazka, samo gorzkiie kakao! (probowlaam i nigdy wiecej :p) .a klasyczna mleczna... No klasyczna, dobra. Swoja droga, dawno nie jadlam takiej zwyklej, melcznej czekolady, chyba sobie kupie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, samo kakao, ale jakie? Tyle odtłuszczonego to dawno nigdzie nie widziałam. :(

      Usuń
  2. charlottemadness8 stycznia 2016 06:08

    Jako miłośniczka gorzkich czekolad, nie mogłam dopuścić do tego, by nie spróbować podstawowej "gorzkiej oferty" Lindta.Szczerzę lubię obie wersje 70% i 85%. W 85% nie czułam żadnego wstrętnego posmaczku odtłuszczonego kakao, jednak z firmy J.D.Gross z Lidla, ją przebija.Wyczuwam w niej wyraźniejszą głębię kakao.Oba Lindty jadłam ostatnio dobry rok temu.Skupiłam się na innych czekoladach.Sądzę,ze powinnam zakupić na próbę tabliczkę i ocenić od nowa.Może też "rozbestwiły mi się" kubki smakowe i wszystko jest be :P
    Co do mlecznej, to nie jadłam, bo wydaje mi się taka prosta, bez ekscesów.Może po okazyjnej cenie kiedyś zakupię ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok temu w 85 też bym tego nie czuła. A co do mlecznej... ostatnio zaczęłam się obawiać, że w samej mlecznej coś "grzebali" (Lindor'y rzekomo się zepsuły), ale na szczęście nie, chociaż nie jest to czekolada, którą sama bym kupiła w wersji pełnowymiarowej.

      Usuń
  3. Zdecydowanie 85% i 99% od Lindta to największe czekoladowe oszustwa świata. Jak można zgrywać ekskluzywną markę i walić taką ściemę. Nie lubię, kiedy marnuje się żywność, więc odtłuszczone kakao w proszku jako odpad też powinno być używane, ale... jako dodatek do wypieków, a nie w pełnej czekoladzie...

    70% i mleczna od Lindta to za to absolutne klasyki i rzeczywiście w swojej skali cenowej chyba nie mają sobie równych. Też żałuję, że to 70% nie jest bazą pod Excellence z dodatkami. No ale wiadomo... wszędzie oszczędności :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widziałaś na ich stronie poradnik "jak degustować" te ich ciemne "cuda"? Komedia.

      Wydaje mi się jednak, że czekolady z Lidla mogą konkurować (Bellarom i J.D.Gross), dlatego dziesiątek nie wystawiłam.

      Usuń
    2. Bellarom ciemna z tego co kojarzę też ma kakao w proszku :/

      Usuń
    3. Bellarom ciemnej nie sprawdzałam; chodziło mi raczej o np. Rich Chocolate w porównaniu do mlecznego Lindt'a.

      Usuń
  4. W różnych miejscach przytaczałam historią jak mój brat kiedyś kupił Lindta z wysoką zawartością kakao. Chyba to była 90%. I chyba nigdy nie miałam takich problemów by przełknąć kostkę czekolady, zamiast ją wypluć. Była po prostu wstrętna. Ta 70% wydaje się dość przyjazna na moje kubki smakowe, a mleczna to w ogóle :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dlatego, że 90 Lindt to oszustwo i odtłuszczone kakao, więc nie dziwne, że tak ją odebrałaś. Założę się, że przy normalnym kakao lepiej byś taką zawartość zniosła.

      Usuń
  5. Tylko mlecznej z Lindt nie jadłyśmy, bo też jest nam żal wydawać pieniądze na zwykłą tabliczkę ale taką miniaturkę to chętnie byśmy przygarnęły ;)
    Gorzkie już dawno sobie odpuściłyśmy tej firmy na rzecz czekolad Rausch choć odkąd je wycofali z Kauflandu to mamy mały problem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez to, że je wycofali, nawet nie miałam okazji ich spróbować. :(

      Usuń
  6. Ja dziś rano zjadłam kostkę 85% i została mi jeszcze jedna leży przede mną,ale jakoś nie mam ochoty:(. Kiedyś mi smakowała a to opakowanie męczę i męczę. Musze kiedyś kupić tą mleczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuć w niej odtłuszczone kakao i tyle, więc nie dziwię się, że Cię męczy.

      Usuń
  7. Pamiętam jak jadłam ze dwa miesiące wstecz tą 85% i była to moja pierwsza 'tak gorzka' czekolada, toteż pomyślałam, że nie smakuje mi za bardzo ponieważ nie jestem do takich przyzwyczajona..Ale potem mój światopogląd wywrócił Dolfin 88%, bo zobaczyłam, że mocne tabliczki mogą być naprawdę dobre. Teraz mam focha na Lindta :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie czekolady potrafią świetnie wystraszyć ludzi chcących zacząć przygodę z ciemnymi, a szkoda.
      Jak tylko znów pojadę do Krakowa, koniecznie zajadę do Almy po tego Dolfina. ;)

      Usuń
    2. Tak wam naopowiadam o tym Dolfinie.. mam nadzieję, że się nim nie zawiedziecie >.<

      Usuń
    3. Nie myśl sobie, że to Twoja zasługa. :P Mam napisane około 4 recenzji czekolad Dolfina (czekają na publikacje) i teraz to jedne z moich ulubionych czekolad z tego przedziału cenowego. ;)

      Usuń
    4. Hoho, to się bardzo cieszę w takim razie :D

      Usuń
  8. Często piję kakao z wodą i mogę powiedzieć że czekolada Lidnt 85% nie smakuje kakao... kakao jest smaczniejsze. Tak jak moja mama lubi gorzkie czekolady i 81% Gross zjadła z przyjemnością, tak tej kawałeczek (odłamała kawałek z kostki) miała ochotę wypluć - widziałam grymas na Jej twarzy. Jak dla mnie ta czekolada jest niedobra a ja lubię gorzkie czekolady.... Jedna wielka ściema i pieniądze wywalone w błoto... W swojej recenzji dałam jej 4/6 bo jadłam gorsze...

    A co do czekolady Bellarom z Lidla to w tej gorzkiej wyczuwam tłuszcz - tak jakby margarynę i to nie tylko ja ale moi rodzice również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jak smakuje kakao, dlatego napisałam, że ta czekolada smakuje jego wykastrowaną wersją. Oceniłabym ją jeszcze niżej, ale właśnie... też jadłam gorsze.

      Ciemnej Bellarom nie jadłam, więc niestety nie mogę się odnieść.

      Usuń
    2. Rzeczywiście - wybacz umknęło mi... jak "wykastrowana" to masz rację i do tego "zmasakrowana". Ta czekolada to jakaś porażka i ja też oceniłabym ją niżej niż 4 no ale...

      A Gorzką 74% Bellarom odradzam :)

      Usuń
  9. Ja wersji 70% nigdy nie jadłam, ale za to 85% o dziwo bardzo mi do gustu podeszła z tego co pamiętam :D No, ale dawno ją jadłam także może coś się w niej pogorszyło :P

    Ja też wolę wydać trochę więcej i rzadziej podelektować się jakąś pysznością z wyższej półki :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Za gorzką czekoladą przepada moja mama, ja niestety wolę słodsze smaki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najlepsza Lindt'a to właśnie ta 70%. To dla mnie po prostu czekoladowy fenomen. Wiem, że 99% wyrzuciłam, bo nikt jeść nie chciał, a czekolada się przeterminowała, dostała biały nalot więc...:P Mleczna też pyszna, zdecydowanie inaczej smakuje niż Lindory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja coś czuję, że po kostce swoją też wrzucę; tyle tam odtłuszczonego kakao w proszku... albo prędzej jakieś brownie zrobię.

      Usuń
    2. Ja wyrzuciłam, bo po prostu nalot był straszny! Normalnie jak pleśń :(

      Usuń
    3. Ble, to zupełnie się nie dziwię!

      Usuń
  12. Piąteczka za opinie o ciemnych czekoladach, bardzo się z nimi zgadzam. Pomijając fragmenty o wyższości Domori i Zotterów naturalnie, których nie jadłam i mogę się jedynie domyślać, że to inna liga. Mlecznej bym spróbowała, bo w mlecznej Lindt jest moim zdaniem najlepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swoim przedziale rzeczywiście jest najlepszy, ale... nie wiem dlaczego, mleczny wydaje mi się najcudowniejszy dopiero z jakimś nadzieniem czy dodatkiem.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)