poniedziałek, 25 stycznia 2016

Pralus Trinidad 75 % ciemna






Na wstępie chciałabym Was bardzo przeprosić za wczorajszy wstęp: obiecałam recenzję pewnej czekolady, ale... pomieszałam kolejność wpisów, a bardzo nie chcę zaburzyć sobie kolejności i czasu dodawania recenzji czekolad Pralus. Powiem teraz tylko, że to jedna z tabliczek Belgian, którą... postaram się dodać możliwie jak najszybciej.

Są trzy typy kakao: criollo, forastero i trintario. To trzecie jest mieszanką dwóch pierwszych, łączącą smak criollo i wytrzymałość forastero, a swoją nazwę zawdzięcza miejscu pochodzenia, czyli Trynidadu. Trynidad to największa wyspa państwa Trynidad i Tobago, położona na Atlantyku, u północno-wschodnich wybrzeży Ameryki Południowej.
Piszę to wszystko, by przybliżyć Wam, z jakim kakao stykam się przy okazji tej recenzji. Dziś mam zaszczyt przedstawić Wam czekoladę z ziaren kakao typu trinitario, prosto z ich ojczyzny.

Pralus Trinidad 75 % to czekolada ciemna, zawierająca 75 % kakao właśnie tego wspomnianego w poprzednim akapicie. Niestety dysponuję tylko neapolitanką ważącą 5 g, tak jak w przypadku innych czekolad Pralus.

Po rewelacyjnej i zaskakującej Papuose do tej neapolitanki podeszłam z nowym, ogromnym entuzjazmem.

Otworzyłam papierek i zaciągnęłam się głębokim i cudownym ziołowo-kakaowym zapachem. Znalazł się tu też lekki kwasek. Bogactwo kakao (i ziół?) - to jest to! Aromat ten rozchodził się od ciemnej czekolady, która w dotyku sprawiała wrażenie suchej, co tylko nasiliło skojarzenie z suszonymi ziołami.

Po znalezieniu się w moich ustach, kawałek potrzebował chwili, by zacząć się rozpuszczać. Nawet, gdy ten proces już się zaczął, czekolada wydała mi się taka... leniwa.

W końcu nadciągnął i smak, równie silny i głęboki co zapach. Od razu czuje się tu korzenne przyprawy, głównie cynamon, ale także lekką goździkową słodycz i charakterek imbiru. Aż dziwne, że tak naprawdę ich tam nie ma! Jak pięknie się ze sobą łączą...
W tym tańcu korzeni szybko pojawiają się także suche zioła, a po zamknięciu oczu, widzę tradycyjną, malutką aptekę sprzed wielu lat, albo raczej zielarnię, gdzie jest całe mnóstwo leczniczych skarbów natury.
Mimo pierwszego wrażenia, czekolada nie jest ani sucha, ani oporna w rozpuszczaniu. Zrobiła się kremowa i oczywiście gładka, ale to rozkoszne lenistwo nie zmieniło się.
W tym wszystkim wyraźnie narasta słodycz, aż dochodzi do momentu, w którym mogę powiedzieć "pikantna słodycz" - wiecie, taka korzennie cynamonowa.
Od tej cudnej, lekko rozgrzewającej, "zdrowej" kompozycji przechodzi się do wrażenia posmaku tabaki, ale po chwili zalewa ją słodycz w nieco waniliowym wymiarze.
Słodycz rośnie, rośnie i w mojej wyobraźni zobaczyłam słodkie ciasteczka korzenne.

Z takim, ciasteczkowo-korzennym i oczywiście wciąż bardzo kakaowym, posmakiem pozostałam jeszcze dłuższą chwilę. Ależ to było pyszne! Dobra passa trwa. Ciekawe, co jeszcze bym odkryła przy możliwości radowania się pełnowymiarową tabliczka?


ocena: 10/10
kupiłam: dostałam od Sekretów Czekolady
cena: -
kaloryczność:  nie podana
czy kupię znów: w przyszłości bardzo bym chciała

Skład: kakao, cukier, czyste masło kakaowe, lecytyna sojowa bez GMO

25 komentarzy:

  1. Oj, no trudno-przeciez swiat sie nie zawali, jak dasz te recenzje jutro, najwyzej przeczyta sie jeszcze raz wstęp tamtej ;)
    A ta czekolada wydaje mi sie idealna na zime -spokojna, korzenna, leniwa-tak jak ja w tej porze roku ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja mam recenzje na cały miesiąc zaplanowane, więc jednak czasu trochę minie. :P
      Po tym kolorze spodziewałam się czegoś zupełnie innego, tak jakoś wbiłam sobie do głowy, a tu zimowe cudo.

      Usuń
  2. charlottemadness25 stycznia 2016 06:23

    Korzenne przyprawy i gama ziół...Z takim zestawieniem się jeszcze nie spotkałam.Brzmi wybornie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Korzenna, ziołowa, słodka - wypisz wymaluj coś, co bym chętnie przygarnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie tylko przygarnęła, ale zrobiłabym wiele dla takiej tabliczki!

      Usuń
  4. Trochę nie wiedziałabym czego się spodziewać po tym posmaku ziół, ale korzenność bez udziału przypraw? - jestem na tak :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli tam jest korzenna nuta to ta czekolad musi być pyszna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle najbardziej zachęca mnie... wygląd. :D W takich chwilach przekonuję się, że jestem rasową kobietą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że chociaż wygląd. Chyba zaczęła bym się martwić, gdyby kogoś w ogóle nie zachęcała.

      Usuń
  7. Korzenne smaki i zioła? Aż dziwnie to brzmi ale naprawdę nabrałyśmy na nią ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że to tylko neapolitanka, przy większej ilości czekolady smak potrafi się czasami zaskakujaco zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dlatego liczę, że kiedyś będę mogła spróbować pełnowymiarową i porównać - byłoby dużo zabawy.

      Usuń
    2. Pralus na taki zestaw 10 małych tabliczek 50g różnych smaków, cenowo wychodzi w miarę korzystnie. Nazywa się to "Piramida tropikalna".

      Usuń
    3. Widziałam, ja miałam wersję mini (50 g to była waga łączna) i nie mam za bardzo gdzie kupić czekolady Pralus, a nie do wszystkich z tych dziesięciu chcę wrócić.

      Usuń
    4. Muszę kiedyś kupić dwie takie piramidy, po jednej dla mnie i Męża :D

      Usuń
  9. Pięknie wygląda, zwłaszcza w "przekroju" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zioła i korzenie? O tak, tak, tak! Chcę! Kolejna na listę do wypróbowania...

    Trinitario to taki kakaowy kompromis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie spodobało mi się to określenie! :)

      PS Moja lista czekolad, które chcę spróbować, albo zrobić podejście do pełnowymiarowej... Chyba porywam się z motyką na słońce... ale trzeba do czegoś dążyć.

      Usuń
    2. Cóż, dla mnie to po prostu jedna dla wielu rzeczy, dla których warto żyć :D

      Usuń
    3. Dla mnie jedna z nielicznych. :P

      Usuń
    4. Dobra, w sumie u mnie też, ale to na tyle istotne rzeczy, że warto :D

      Usuń
    5. Warto, warto! Tylko czasem mi smutno,jak czegoś zdobyć nie mogę.

      Usuń
  11. Nie, są dwa rodzaje kakao: do picia i w produktach stałych :P Co do czekolady, pewnie bym tego wszystkiego nie poczuła, ale korzenne nuty kocham, jak zawsze powtarzam, więęęęc... Nie no, nie chciałabym takiej miniatury. I tak ledwo zniosłam Dolfiny. Nienawidzę takich maleństw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze takie osobno! Same ziarna.

      Ja się zawsze przy takich miniaturach stresuję za bardzo. Jestem ich za bardzo ciekawa, by nie skosztować, ale strasznie się boję, że coś mi umknie, że za mało... Wolę móc się wczuć i mieć pewność co do tego, co czułam, ale... Pralusy są po prostu boskie: duże czy małe.
      Miałaś miniaturki Dolfina? Trzymałam je w rękach, ale właśnie przez rozmiar nie wzięłam. Pralusa żadnego przegapić nie mogłam, ale jednak wolę większe czekolady.

      PS Myślę, że na pewno byś coś wyłapała. ;)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)