środa, 27 stycznia 2016

Pralus Venezuela 75 % ciemna z Wenezueli

Mimo małego doświadczenia w temacie ciemnych czekolad (wiem, że niektórych z Was to zdziwi, ale naprawdę, te, które próbowałam to malutka część setna tego, co chcę spróbować), słysząc połączenie słów "Wenezuela" i "czekolada" od razu myślę o czymś pysznym. Jeszcze żadna czekolada z kakao stamtąd nie wydała mi się słabsza niż "arcypyszna". Tak jak Madagaskar kojarzy mi się z czymś diabelsko pysznym i charakternym, tak Wenezuela... tu najszybciej przychodzi skojarzenie z czymś delikatnym (i pysznym), które to skojarzenie wzmacnia kolor opakowania (który mi się straszliwie nie podoba, ale to szczegół).

Pralus Venezuela 75 % to ciemna czekolada z Wenezueli, a dokładniej z Barlovento. Niestety nie jestem w stanie napisać nic bardziej szczegółowego, bo nie mówi mi to za wiele. Z krótkiego opisu na stronie wynika, że to obszar małych wiosek (a moja wyobraźnia już dorysowała troskliwe podejście do kakaowca). Tutaj mamy do czynienia znowu z ziarnami trinitario, czyli najpopularniejszymi z rejonu. 

Otworzyłam kolejną neapolitankę, sama nie wiedząc, czego tym razem się spodziewać.
Po zobaczeniu bardzo ciemnej czekolady, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest ona lżejsza od pozostałych. Niewątpliwie także ma 5g, ale tu chodzi raczej o zapach, możliwe, że także smak.
Co prawda, pachniała soczyście kwaśno, ale... coś mi mówiło, że wcale nie będzie owocowo.

Umieściłam kawałek na języku i tu jakby zawisło pytanie: "cierpkość?". Nie była to pewna tanina, tylko taka lekka sugestia... dość niepewna. Trochę cierpko było, ale jedynie przez moment.
Potem to zanikło, zrobiło się słodko i karmelowo. Kawałek rozpuszczał się dość szybko, trochę zalepiająco (z początku).
Zaczęło się robić jakoś tak... jakby ta czekolada była rzadka, a i smak niezdecydowany.
Karmel, karmel... ale palony. Palone toffi? Tak, zdecydowanie masło. Konsystencja dalej nie taka maślana... albo raczej jak roztopione (palone?) masło? Zupełnie nie umiem tego opisać. Takie dziwaczne przejście od cierpkości, przez słodki karmel po palone toffi.
Smak był zupełnie inny niż zapach.
Pojawiła się lukrecja z chłodną i orzeźwiającą słodyczą. To był efekt, podobny do tego, jaki wywołuje mięta, ale tej nie czułam.
Lukrecja też nie była czystą lukrecją. To była bardzo kakaowa lukrecja, do której dołączyła typowo kakaowa cierpkość i pozostała ze mną już na długo.

Ta czekolada była po prostu dziwna, nic mi tu do niczego nie pasowało, ale przejścia były zaskakująco gładkie. Tak jakby to, co czułam, było zupełnie normalne i oczywiste.
Co tu dużo pisać? Kolejna przepyszna i zaskakująca czekolada, która zainteresowała mnie na tyle, że kupiłabym kiedyś 100-gramową wersję.


ocena: 9/10
kupiłam: dostałam od Sekretów Czekolady
cena: -
kaloryczność:  nie podana
czy kupię znów: w przyszłości bardzo bym chciała

Skład: kakao, cukier, czyste masło kakaowe, lecytyna sojowa bez GMO

16 komentarzy:

  1. Ja tez przy malych wioskach wyobrazam sobie, ze bardzo o cos dbają ;)
    A ta Wenezuelka rzeczywoscoe jest ciekawa, skoro pojawia sie tyle zupelnie innych nut smakowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle i to w dodatku trudnych do odgadnięcia,bo niezły mętlik w głowie mi pozostawiła.

      Usuń
  2. charlottemadness27 stycznia 2016 07:35

    Ów "dziwaczne przejścia" oddają właśnie całą tajemnicę czekolady, której nie da się rozwiązać. Nic do siebie nie pasuje, a ma ukryty sens..Nie muszę chyba pisać,że bym ją chciała spróbować :P
    A co do "bagażu doświadczeń" związanych z czekoladą.Nie mów,że on taki mały.:P Na pewno jesteś w tej dziedzinie tysiące razy lepsza niż ja :P Od Ciebie i Basi można się wiele nauczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po prostu mam bogatą wyobraźnię i od zawsze przychodziły mi do głowy dziwaczne skojarzenia związane z zapachem i smakiem różnych potraw. ;)

      Usuń
  3. Widzę, że ta czekolada pozostawiła cię w lekkim mętliku. Wydaje się lekko chaotyczna, ale również taka spójna. Ciekawe ile byś wyczuła w całej tabliczce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też się nad tym zastanawiam... Może by mi się bardziej wszystko poukładało.

      Usuń
  4. Intryguje mnie to przejście ze smaku kwaśnego do gorzko-palonego. Już mi się co prawda mieszają te neapolitanki, ale jest szansa, że przez tą 'zmianę' akurat tę zapamiętam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście łatwo się w nich trochę pogubić, dlatego cieszę się, że mam swoje notatki. :D

      Usuń
  5. "Arcypyszne" wenezuelskie czekolady bardzo kuszą, muszę się rozejrzeć za tamtejszymi tabliczkami, zajrzę może w weekend do Almy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka dziwność też jest ujmująca na swój sposób :) Ciekawe czy jakbyś zjadła jej więcej czy jeszcze parę ciekawych nut byś odnalazła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi dla odmiany róż tego opakowania całkiem przypadł do gustu.

    Wenezuela? W niedzielę próbowałam Domori Sur Del Lago, a wszystkie wynalazki z ich własnej plantacji dopiero przede mną... Nie mniej, zajrzałam u siebie do zakładki Wenezuela i... hm... Kurde, coś sporo czekolad stamtąd kojarzy mi się z ponętną kobietą w czerwonej sukience, generalnie z czymś seksualnym :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wenezuela jest trochę... nieobliczalna, można by rzec.

      Usuń
  8. Owszem, TAKI wstęp napisany przez CIEBIE mnie dziwi, bo musi oznaczać, że ja w temacie czekolad nawet nie wygrzebałam się z ziemi, a przede mną dłuuuuuuuga droga do rozkwitnięcia.

    Nuty ciekawe, karmel kocham chyba w każdej postaci. Tylko rozmiar na wielkie nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty na razie po prostu specjalizujesz się w... innej czekoladowej galaktyce. :P

      Rozmiar - nie, ale cena pełnowymiarowej... albo właściwie wszystkich, które chcę... przyprawiłaby mnie o ból głowy, bo nie umiałabym wybrać np. dwóch czy trzech.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)