sobota, 13 lutego 2016

Pralus Tanzanie 75 % ciemna z Tanzanii

Kolor żółty mnie odstrasza. To najbardziej bezsensowny powód, który przyciągnął mnie do tej neapolitanki. Dlaczego? Pomarańczu też nie lubię, a Indonesie 75 % była arcypyszna, więc może i żółta (mam na myśli kolor papierka neapolitanki) Tanzania zaserwuje mi coś pysznego po monotonnej kolumbijskiej czekoladzie?

Pralus Tanzanie 75 % to ekologiczna czekolada ciemna z ziaren forastero, która znów przenosi nas do gorącej Afryki. Nie wiem dlaczego, ale Tanzania w ogóle mi się nie kojarzy z kakao. Może to jeden z powodów, dla którego moja podświadomość szeptała mi, że to może być coś nowego (czyt. interesującego)?

Rozchyliłam papierek i zobaczyłam dość jasną czekoladę o zapachu wskazującym na coś o wiele bardziej ciemnego. Unosiły się tu kwaskowate nuty, których nie mogę nazwać owocowymi. Sęk w tym, że siarkowe też nie były. Wydały mi się niemożliwe do zaklasyfikowania, więc czym prędzej przełamałam kostkę.
Głośny, satysfakcjonujący trzask i kawałek wylądował w ustach.

Dość szybko zaczął się rozpuszczać w przyjemny kremowy sposób. Skojarzył mi się z kremem zrobionym na śmietance, ale w smaku nie znalazłam nic z takiego kremu (i dobrze, bo nie lubię takich kremów).
Od razu poczułam tu kwasek, który najpierw jednoznacznie wskazał żurawinę. Suszoną, pyszną, jednak wysuszoną tak, że zostało w niej mało z soczystego owocu.
Przebłysk słodyczy... i duża dawka posmaku octu balsamicznego. Robi się ciekawie.
To wszystko bazowało na kakao, wydawać by się mogło, że prostym i statecznym.
Tu jednak wyłoniła się wreszcie typowa dla kakao gorzkość, jednak z taninową, wręcz winną, cierpkością. Ta cierpkość... ani to czyste kakao, ani to... No właśnie: co? Coś mi tu po głowie zaczął chodzić orzech laskowy z tą taką jego skórką. Zwykły orzech, ani prażony, ani nic. Leciutki w smaku i zagłuszany przez cierpkość.
Tą cierpkość posądziłam o wyjątkowo podejrzane pochodzenie. Trochę takie rozgryzione pestki winogron? Nie wiem, skąd mi to do głowy przyszło.
Nie pomyślcie tylko, że ta czekolada jest strrasznie cierpka. Ta goryczka jest silna, owszem, ale to nie dominujący smak. Po prostu jest warta większej uwagi ze względu na pewną niecodzienność.
Czekolada cały czas pozostaje słodka, i to nie byle jak słodka. Najpierw jest to słodycz, którą mimo wszystko można odnaleźć w głównie kwaśnej żurawinie, ale nawet nie zauważyłam, kiedy przybrała postać maślanego karmelu.

Po zniknięciu ostatniego kawałka, wszystkie poszczególne nuty smakowe połączyły się tworząc niecodzienny zespół. Żurawina, ocet balsamiczny, karmel i... hm, to była taka czekoladowa mrożona herbata "z czymś" może z cytryną, a może ktoś się pomylił i dodał tam coś innego... Kto to może stwierdzić po 5 gramach? Z całą pewnością mogę powiedzieć, że było to coś barrdzo ciekawego. Dlaczego nie 10? Coś tak czuję, że w większej ilości ta czekolada by smakowała jeszcze lepiej.


ocena: 9/10
kupiłam: dostałam od Sekretów Czekolady
cena: -
kaloryczność:  nie podana
czy kupię znów: w przyszłości bardzo bym chciała

Skład: kakao, cukier, czyste masło kakaowe, lecytyna sojowa bez GMO

17 komentarzy:

  1. charlottemadness13 lutego 2016 06:24

    Czuję,że te 5g nieba zasmakowałoby mi, i to bardzo :>
    Na razie w moich degustacjach same pozytywy.Wczoraj "na języku" Zotter Pear cardamon.Szkoda,że już nie ma ani okruszka xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Mniam,na pocztaku zaczelam czytac sceptycznie, ale pozniej sobie to wyobrazilam i musze przyznac, ze nabralam na taka ochoty! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie magia pysznych czekolad. :D

      Usuń
  3. Nawet jeżeli gorycz nie dominuje to jednak przeczuwam, że dla mojej tolerancji na nią jest już jej za dużo. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tutaj... mogłoby tak być, ale nie musiałoby. :P

      Usuń
  4. No i to jest ten moment kiedy chciałoby się sięgnąć po następną kostkę, jak to bywa przy czekoladach a tutaj koniec... nie ma więcej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, dlatego zrezygnowałem z neapolitanek, tylko można sobie smaku narobić. To już lepsze są te małe testowe tabliczki, takie jak ma Zotter albo Pacari.

      Usuń
    2. Sama bym neapolitanek na pewno nie kupiła, ale każdy czekoladowy prezent cieszy. ;)

      Usuń
  5. Podziwiam cię za wyłapanoe tych smaków w 5-ciu gramach. Nie twierdzę, że jest to jakieś niemożliwe, ale dla mnie poznanie i rozkoszowanie się 18g tabliczką trwało zdecydowanie za krótko.. Co dopiero 5g :P ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej postawiłam tu sobie pytań, niż odpowiedzi i... z ogromną ochotą bym przyjrzała się tej czekoladzie w wersji 100 g właśnie pod kątem skojarzeń z tej recenzji. :P

      Usuń
  6. Biorąc pod uwagę, że ta czekolada pozostawiła cię z wieloma pytaniami to wiesz chyba, że nie masz wyjścia i musisz kupić większą wersję. Dla nauki, oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę. Niech no ja tylko znajdę polską stronę sprzedającą te czekolady... :D

      Usuń
  7. Po przeczytaniu recenzji Linta ta wydaje mi się taka nudna i zwykła. To chyba dobry dowód moich nadzieniowych upodobań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego komentarza to się tu nie spodziewałam, haha. :P

      Usuń
    2. Umiem zaskoczyć :D A za rozpiskę Lindt-Ritter dziękuję ;*

      Usuń
    3. Udowodniłaś to już nie raz! ;)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)