piątek, 18 marca 2016

Lindt Excellence Blueberry Intense ciemna z borówkami i migdałami

Dziś znów czeka nas trochę sklepowej klasyki, czyli czekolada, która w 100 %-ach wydaje się trafiać w mój gust, ale której nigdy nie jadłam. Ona po prostu zawsze jest w sklepach, przez co kupno odkładałam na "kiedyś tam". Tutaj pojawia się kwestia dodatków. Czekolady z orzechami owocami nigdy nie wydawały mi się specjalnie interesujące. Tabliczki z ogromną ilością migdałów czy orzechów, w których jest "chrupaczy" tak dużo, że prawie nie czuć samej czekolady? Jak najbardziej! Ale w góry, żeby chociażby odpocząć, pochrupać i nie mieć mdłości z przesłodzenia. Na co dzień sięgam raczej albo po czekolady z nadzieniami albo po czyste tabliczki. Nigdy nie lubiłam wszelkich rodzynek, żurawiny itp. w czekoladzie. Owoce w niej nigdy mi szczególnie nie podchodziły, ale... moje podejście zarówno do samej czekolady, jak i dodatków uległo zmianie, więc dlaczego nie dać szansy borówce? W końcu to jeden z moich ulubionych owoców.

Lindt Excellence Dark Blueberry Intense to ciemna czekolada (o tradycyjnej dla tej serii zawartości kakao: 47 %) z borówkami amerykańskimi i migdałami.

Kiedy rozerwałam sreberko, poczułam smakowity zapach słodkiej, ciemnej czekolady Lindt zmieszany z owocową nutką borówek i... wiśni?! Tak, coś mu tu jakąś wiśnią zawiało.
Czekolada ma ładny, ciemny kolor, a po połamaniu na kostki uznałam, że wnętrze także jest na poziomie. Widać dużą ilość migdałów (właściwie, to widać je już przebijające się ze spodu) i kilka cząsteczek o jasnofioletowym kolorze, czyli tytułowych borówek.

Pierwszy kwadracik wylądował  w ustach. Czekolada dość szybko zaczęła się rozpuszczać w przyjemny, tłustawy sposób, zaklejający na sposób typowy dla deserowych tabliczek. Oprócz przyjemnej gorzkawości kakao, od początku raczyła mnie także słodycz. Tutaj warto się zatrzymać, bo nie jest to najsilniejsza słodycz, jaką w Excellence można spotkać, ale jak dla mnie i tak za silna.

Gdy czekolada się rozchodzi, zaczęłam wyczuwać na języku słupki migdałów. Nie tylko fizycznie, ale także charakterystyczny dla prażonych migdałów posmak. Kawałki przyjemnie chrupały i sprowadzały słodycz do poziomu swoją neutralnością, chociaż nie można powiedzieć, by specjalnie dużo do całości wnosiły. Były po prostu uzupełnieniem, czy urozmaiceniem konsystencji.

Najmniej w tym wszystkim było kawałków borówek, które z wierzchu wydawały mi się suche i cukrowe, a w środku okazywały się raczej prawie soczyste. 

Kojarzyły mi się trochę z suchą galaretką. Niewątpliwie dodawały jagodowego smaku, ale razem z nim przemycały kwaskowato-jabłkową nutę. Po tym, jak trafiłam na jakiś większy kawałek wydawało mi się, że cała tabliczka jest przesiąknięta smakiem bardziej jabłkowo-ananasowym niż borówkowym. A i to zanikał on czasem w samej słodyczy czekolady.

Całość jest niezła. Bardzo silna słodycz łączy się z gorzkawością kakao, migdałami i owocowym kwaskiem z także owocową słodyczą. Nie powiedziałabym, że to czekolada z borówkami. Raczej połączenie różnych owoców (borówki, ananas, jabłko) i cukru. Dodatek owoców nie spełnił moich oczekiwań, były one tłumione przez samą słodką czekoladę i resztę składu. Może być, ale trochę się rozczarowałam.


ocena: 7/10
kupiłam: Tesco
cena: 5.99 zł (chyba jakaś promocja kiedyś była)
kaloryczność: 523 kcal / 100 g 
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, migdały (7%), tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, borówka amerykańska (2%), jabłko, ananas, lecytyna sojowa, substancje zagęszczające (alginian sodu, fosforan monowapniowy), naturalny aromat z borówki amerykańskiej, wanilina, kwas cytrynowy, barwnik (antocyjany)

28 komentarzy:

  1. Ta czekolada jest super, polaczenie jest fajne. Chociaz rzeczywsicie Mali w Normie goscia programu -borowek, to mi jednak bardzo smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. charlottemadness18 marca 2016 06:45

    Ja kiedy jadłam tą tabliczkę,ewidentnie czułam posmak borówek,takich słodziutkich..Możliwe,ze coś pozmieniali..Tymczasem na niekorzyść..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po składach patrząc... nic się nie zmieniło, a i aż się wierzyć nie chce. Ja myślę, że to chyba jednak i nasze gusta tak się rozwijają. :P

      Usuń
    2. Zdecydowanie nasze gusta się rozwijają! Kiedyś bardzo lubiłam tę tabliczkę, dziś wolę nie sięgać ponownie :D

      Usuń
    3. charlottemadness19 marca 2016 07:13

      Możliwe całkiem.. ;> Wiem nie od dziś,że niektóre warianty czekoladowe,które zjadałam ze smakiem,dziś już bym nie tknęła..:P
      Jak to człowiek przyzwyczaja się do luksusów ^__^

      Usuń
    4. Do luksusu bardzo łatwo i szybko się przyzwyczaić, jak na złość. :P

      Myślę, że np. w górach nie odebrałabyś tej czekolady jakoś wyjątkowo fatalnie. :P

      Usuń
    5. W górach na pewno byłaby ok :)

      Usuń
  3. Zawsze mijam ją w sklepie, zazwyczaj nawet w łapki biorę cienką tabliczkę. A potem myślę - nie, nie tym razem. To chyba nie to!
    Jednak czuję że kolejne podejście skończy się przy kasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że chociaż u Ciebie jest dla niej nadzieja. :P

      Usuń
  4. Kiedyś była w Biedronce i to dość tania. Pamiętam, że mi smakowała, ale jakoś nie za bardzo utkwiła mi w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, zdecydowanie jedna z tych czekolad, o których szybko się zapomina.

      Usuń
  5. Kiedyś bym napisała: nie moja bajka, teraz: sama nie wiem. Jedyną obiekcję mam odnośnie czekolady Lindta, która w ciemnych wariantach bywa... każdy wie jaka. Gdybym nie spróbowała w ostatnim czasie innych, pewnie bym nie grymasiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż się boję pomyśleć, co by było, gdybym tę czekoladę zjadła dzisiaj (albo chociaż jakoś niedawno)... :>

      Usuń
  6. Dla mnie szkoda, że ciemna ale z drugiej strony ten gatunek czekolady jakoś bardziej mi do borówek czy owoców leśnych pasuję stąd rozumiem zabieg producenta. :D Dla mnie mogłoby być bardziej słodko. Aczkolwiek te cienkie tafle wyglądają fantastycznie więc chętnie bym przetestowała tak czy siak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak pewnie nie przetestujesz, tak jak inne rzeczy, haha. xD

      Usuń
  7. Miałam tą czekoladę i ktoś mi zjadł, nawet nie częstując a ja ją dostałam:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to to już chamstwo!

      Usuń
    2. Tak i to duże i jak zwykle to mój mąż:(

      Usuń
    3. Niech odkupi jakąś lepszą. :D

      Usuń
  8. Nie szaleję za Excellence, ale ta miałaby szansę mnie uwieźć, gdyby faktycznie było w niej dużo borówek. Uwieelbiam te owoce! No a w czekoladzie jeszcze się z nimi nie spotkałam, więc to mogłoby być super. Szkoda że nie jest :') Ale przynajmniej wiem, żeby się na cuda nie nastawiać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe borówki w czekoladzie - jeej, wyobraź to sobie i ślin się razem ze mną. :P

      Usuń
    2. Taka warstwa czekolady a na niej równie gruba warstwa borówek <3 ;-;

      Usuń
  9. Kiedyś bardzo chciałyśmy ją spróbować, potem oczywiście nasz zapał opadł ale nadal mamy na nią chętkę :) Szczególnie, że dzisiaj na obiad jadłyśmy makaron z jagodami, więc jesteśmy w temacie smakowym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra rzecz taki makaron. :D Nie pamiętam już kiedy ostatnio jadłam go z owocami!

      Usuń
  10. Ostatnio prawię ją wzięłam na przecenie. W kauflandzie czasami rzucają Lindta na promocje, chociaż najczęściej jest to ta z solą morską :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? U mnie (wydaje mi się), jak przeceniają to prawie wszystkie.

      Usuń
  11. Tej JESZCZE nie jadłam, ale kusi mnie już bardzo długą więc jej nie odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę, żeby Ciebie nie rozczarowała. ;)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)