czwartek, 10 marca 2016

Lindt Excellence Sea Salt ciemna z solą morską

Gdy popadam w słodką rutynę, spowodowaną zbyt dużą kumulacją słodkości, zawsze staram się sięgać po coś, co odbiega od normy, od wszystkiego innego. Dawno temu, pewnego ponurego, najzwyklejszego na świecie dnia, przemierzając jakiś dział ze słodyczami, natknęłam się na tabliczkę Lindt Excellence A Touch of Sea Salt, czyli czekoladę deserową 47 % z kryształkami soli morskiej Fleur de sel z Francji.
Ta czekolada odmieniła moje spojrzenie na czekoladę. Dzięki niej zaczęłam poszukiwać tabliczek z niecodziennymi dodatkami, bo w połączeniu czekolady i soli po prostu się zakochałam.
Niegdyś była dla mnie kontrowersyjna, a teraz...? Wydaje się bardzo pospolita. Moja ciekawość tym razem poszła w kierunku: "a jakbym odebrała ją dzisiaj"? czyli po tym wszystkim, co już próbowałam.
No nic, i tak miałam ochotę na jakąś zwyklejszą czekoladę.

Wróćmy jednak wreszcie do tej konkretnej czekolady. Otworzyłam kartonik i rozerwałam sreberko. Moim oczom ukazała się cienka, ciemna tabliczka o miłym dla nozdrzy zapachu słodko-kakaowym.
Ułamałam pierwszą kostkę i umieściłam ją w ustach.

Czekolada dość szybko zaczęła się rozpuszczać w przyzwoicie mazisty sposób. Było w niej coś przyjemnie maślano-tłustawego, ale i trochę miękkawego, podchodzącego pod ulepek.
Cierpkość kakao była w miarę wyczuwalna, jednak tej czekolady gorzką nie nazwę. Słodycz dominowała tu ponad wszystko, jednak do pary z leciutką cierpkością i... solą, dało się ją przełknąć.
W tabliczce zatopione są bowiem kryształki soli - i to wcale nie takie drobne! Znajdowały się w każdej kostce i przełamywały dobrze mi znany smak deserowego, przesłodzonego, Lindt'a.
Kiedy kostka rozpuszcza się, emanując nasilającą się słodyczą, która zdaje się pozostawiać goryczkę daleko w tle (prawie ją zabijając), sól trochę sprowadza ją do poziomu. Nie jest to żadna słona bomba, a takie... nagłe ukucie, które powoli rozchodzi się, wplatając w czekoladę. Jak dla mnie, powinno jej być tam znacznie więcej.

Lindt'owska (wcale nie taka najlepsza, jak ją kiedyś postrzegałam) jakość i dodatek soli tworzą smaczną i prostą czekoladę. Mam zastrzeżenia do ilości cukru, przez który momentami odebrałam ją jako zbyt słodką. Wolałabym, żeby goryczka była choć odrobinę silniejsza. Ilość soli byłaby natomiast idealna (gdyby nie zbyt duża ilość cukru), a tak było jej po prostu za mało. Nie zaburza smaku czekolady, ale też sama nie jest aż tak bardzo zakłócana, nawet mimo cukru.


ocena: 7/10
kupiłam: Tesco
cena: około 6 zł w promocji
kaloryczność: 529 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, odwodniony tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, sól (0,3%), wanilina

25 komentarzy:

  1. To ja chyba nie mam smaku :p Bo jak dostalam wersje miniaturowa tej tabliczki i zjadlam, to w ogole zadnej soli nie czulam :( A szkoda, bo to ciekawe doznanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej miniaturowej wersji też soli prawie wcale nie było. Duża jest lepsza, mimo że też za słodka.

      Usuń
  2. charlottemadness10 marca 2016 06:38

    Właśnie niektóre czekolady z serii Excellence nie są sobie równe w smaku,czego wielokrotnie doświadczyłam.Chyba najmniej słodka jest z sezamem,a zaraz po niej z borówkami :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z borówkami? Mi za słodka się wydaje, chociaż z sezamem to się zgodzę, że jest najmniej słodka. I przez to chyba najlepsza.

      Usuń
    2. charlottemadness10 marca 2016 17:22

      Z serii Excelence jadłam wszystkie podstawowe derówki, ale to było jakiś czas temu.Najbliżej smakowo pamiętam i na pewn zapamiętam smak sezamowej,bo była świetna.Ale jak tak sięgnąć pamięcią wstecz to z deserówek z borówkami jeszcze jako tako nie przesłodzona ale istnieje ryzyko,że Lindt produkuje je słodsze niż poprzednio,bo już kilka razy słyszałam o różnicach.:>

      Usuń
    3. Załamać się idzie... jak już chcą robić cięcia to niech po gramaturze lecą, a nie składzie. -.-

      Usuń
    4. charlottemadness10 marca 2016 20:06

      No niestety lecą na jakości..Dziś sobie otworzyłam Mount Moami- zwykłą deserówkę, o której Ci pisałam kiedyś i mnie oczarowała swoją prostotą i kakaowością.Już po otwarciu opakowania nasuwa się zapach kakao z nutką słodyczy.Kostki są grubachne,co mi się podoba.Czekolada łamie się opornie,jak i się rozpuszcza.Na początku pojawia się lekka goryczka kakao finiszująca posmaczkiem wanilii.Bardzo dobra deserówka.Nawet lepsza od Lindta,choć Moami ma większą zawartość kakao.

      Usuń
    5. A ja czystej Momami nie widziałam nigdy. Tamta pomarańczowa niby nie była taka najgorsza, ale olejek mi wszystko psuł. Cóż, przynajmniej wiem, że jak znajdę czystą, to jednak warto dać jej szansę.

      Usuń
  3. Jadłam ją jakoś rok temu i pamiętam,że za słodka była i mi średnio pasowała ta słodycz w towarzystwie soli . Mniej cukru i było by fajnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam jak w czasach gimnazjum oglądałam program podróżniczy i tam pokazali czekoladki z solą. O jakże byłam bardzo na NIE i FUJ.Wiesz, że ja chyba tej akurat tabliczki nie jadam? :D Co jest dziwne, ale jakoś zawsze odkładałam ją na później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, aż się wierzyć nie chce! I że byłaś "na nie" i że akurat tej nie jadłaś.

      Usuń
  5. Jadłam jadłam ! I szczerze muszę przyznać, że chyba jestem jakaś dziwna ale lubię combo słodkie - słone :) Całość - o ile dobrze pamiętam - na serio mi smakowala :) Ale mam oooo tyle mniejsze doświadczenie w czokosach od Twojego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam to połączenie, ale tutaj było za słodko. :P
      Wróciłaś! :D

      Usuń
  6. Kiedyś uwielbiałam, ale po rocznej przerwie od słodyczy niemal wszystko jest dla mnie wręcz obrzydliwie słodkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No i my nie mogłyśmy jej przełknąć :P Zjadłyśmy dosłownie po jednej kostce i resztę siostra wykorzystała do polewy na placek :P Po prostu kiedy poczułyśmy sól, to było takie bleh :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wy przynajmniej poczułyście, a są głosy, że w ogóle jej nie czuć. :P

      Usuń
  8. Mnie też nie urzekła jak jadłam ją parę dni temu. Robiłam do niej parę podejść, ale w końcu resztę rozdałam :/ Tak jak mówisz, zły był stosunek cukier-sól przez nadmiar tego pierwszego. Ta czekolada była zbyt dziwnie słodka jak na deserówkę :P Ciekawe, czym się różni w składzie od Lindta z karmelem i solą, bo pamiętam je jako zupełnie inne (tą drugą jako pyszną). Ale może pamięć płata mi figle xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karmel bardzo dużo wnosi... palone nuty same w sobie są słonawe zazwyczaj, więc tam proporcje pewnie lepiej się ułożyły.

      Usuń
  9. Kiedyś ją bardzo lubiłam, dziś boję się sprawdzić jeszcze raz jakbym ją odebrała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jako przesłodzony ulepek. :P

      Usuń
  10. Chciałam ją kupić, ale stwierdziłam, że sobie jeszcze poczekam. Mam tyle tabliczek, że nie wiem które otwierać :P Na szczęście one są teraz często w promocji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam: taki wybór, że nie wiem za co się brać. :D Ale ja tak lubię.

      Usuń
  11. Uff, to się cieszę, że miałam miniaturki! Duże kryształki soli by mnie obrzydziły. Już było dziwnie, jak się natykałam na słone okruszki w miniaturkach, ale dało się przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że aż tak dużo większe by Ci się nie wydały, bo ta czekolada i tak jest bardzo słodka.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)