środa, 30 marca 2016

Mount momami Edel-Zartbitter Blutorange ciemna 56 % z pomarańczą

Kilka dni po degustacji Menakao 80 % wciąż chciałam więcej takich soczystych smaków, jednak kolejna tabliczka tej marki musiała w dalszym ciągu swoje odczekać (chciałam ją porównać z innymi setkami, więc musi to być zgrane w czasie). W tygodniu postanowiłam sięgnąć po mały substytut grejpfrutowo-pomarańczowej fuzji z Madagaskaru, mimo że zawartość kakao na starcie wywołała u mnie nastawienie w stylu "meeh, bo ja wieem?"... 

Mount momami Edel-Zartbitter Blutorange to ciemna czekolada, o zawartości 56 % kakao, z pomarańczą w postaci suszonych i zmielonych kawałków, jednolicie wtopionych w czekoladę.
Kupując ją, myślałam, że sięgam po czekoladę z grejpfrutem, ale jak widać się pomyliłam.

Zamiast standardowej tabliczki mamy trójkąt, co w sumie jest dość ciekawym rozwiązaniem i na pewno lepszym, niż trójkątny baton (jak np. w przypadku Toblerone).

Kiedy otworzyłam niewygodne opakowanie, wyjęłam naprawdę bardzo ładną tabliczkę. Miala ciemny, porządny kolor z lekkim połyskiem. Sprawiała wrażenie bardzo tłustej, odkąd tylko wzięłam ją do rąk.
Miała bardzo silny, lecz zrównoważony, zapach. Pierwsza docierała siła pomarańczy: połączenie naturalnego soczystego owocu, ale także zapachu typowego dla sztucznawych pomarańczowych galaretek. Pod tym była czekolada: niezbyt złożona, porządna deserówka. Łatwo na węch zgadnąć zawartość kakao.
Połamałam: była dość twarda, ale bez przesadnych umileń jakimi byłyby głośne trzaski.

Wgryzłam się w grubą, trójkątną kostkę.
Miałam dziwne wrażenie, jakby zapach pomarańczowych galaretek nagle znalazł się w moich ustach i połączył się ze smakami dokładnie odpowiadającymi zapachom.
Czekolada okazała się nadzwyczaj wyważona. Jest gorzka i równocześnie słodka. Smaki te są w jak najbardziej przystępnych proporcjach, nie jest to przesłodzony deserowy Lindt. Słodycz uładza goryczkę, która jest... bardzo przyjazna, lekka, ale wyraźna. Myślę, że posmakuje wszystkim, którzy szukają w czekoladzie takich właśnie delikatnych, nieprzesłodzonych smaków, ale unikają wyższej zawartości.
Dla mnie ta czekolada wydała się bardzo... płaska. Słodko-cytrusowy smak był wyrazisty i w dużej mierze naturalny, chociaż był i posmak olejku.
Przez swoją strukturę, czyli dodanie zmielonych pomarańczy zamiast pomarańczowych kawałków, czekolada sprawiała wrażenie, jakby chciała podrobić takie pomarańczowe nuty z czekolad o dużej zawartości kakao, co wyszło w sumie całkiem nieźle. Trochę orzeźwiająco i prawie soczyście.
Dlaczego prawie? Wydała mi się za słodka oraz za tłusta.
Nie dość, że czuło się za bardzo maślany posmak (czasem pasuje mi on w mlecznych, albo białych czekoladach, ale nie ciemnych), to jeszcze czekolada była tłusta. Może minimalnie mniej, niż deserowy Lindt, ale jednak.
Rozpuszczała się raczej gładko-maślanie, powoli.

Czekolada jest w porządku, zrównoważona o przyjemnej pomarańczowej nucie.
Olejek najbardziej mi tu przeszkadzał, wolałabym większą zawartość kakao i mniejszą tłustość. 


ocena: 7/10
kupiłam: nie pamiętam, ale chyba w Carrefourze
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 553 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, suszone i mielone kawałki pomarańczy (koncentrat soku pomarańczowego, kawałki pomarańczy), lecytyna sojowa, olejek pomarańczowy 0,5%

21 komentarzy:

  1. Olejek czasami bardzo przeszkadza w czekoladzie :( Widziałam taką w Auchan i podoba mi się ich tylko tabliczka, bo ot tak po nią nie sięgnę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, jak nie smakiem, to chociaż próbują wyglądem nadrobić. :>

      Usuń
  2. http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2014/04/mount-momami-ciemna-z-pomarancza.html Ło Jeżu, kiedy to było? Gdzieś na szlaku w Górach Bialskich bodajże. Smacznie, prosto, ale poza szlakiem już bym jej jeść nie chciała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam. ;P
      Oj, domyślam się, że byś nie chciała. Ja w sumie po prostu byłam zmuszona powyjadać to, co kupiłam parę miesięcy temu, a o tyle, o ile mam kilku chętnych na mleczne i białe, tak ciemne... z tymi już gorzej.

      Usuń
  3. charlottemadness30 marca 2016 07:05

    Tak jak już Ci pisałam,sądzę,że czysta deserówka Mount momami Ci by przypadła do gustu :> Do tej z pomarańczą miałam mieszane uczucia,wiec wolałam poeksperymentować z czystym wariantem :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czysty ile właściwie ma kakao?

      Usuń
    2. charlottemadness30 marca 2016 20:24

      Tyle samo,ale sądzę,że olejek pomarańczowy wpływa na ów "niesmak".
      Czysta deserówka Mount Momami świetnie moim zdaniem nada się więc,gdy zaburczy w brzuchu,a nie ma się czasu na głębsze delektowanie się każdym kawałeczkiem jak u Zottera czy innych wyższych rang czekolad :>

      Usuń
    3. Łe, to i tak się nie skuszę - jak na czystą to za słodko i za tłusto. Zdecydowanie teraz szukam takich z minimum 70 %, bo po " wielkim wykańczaniu zapasów" już wiem, że nie po drodze mi z tymi słodszymi. :>

      Usuń
    4. charlottemadness31 marca 2016 20:19

      Ja też jestem w poszukiwaniu takich min.70%,bo nie długo skończą się zapasy gorzkich i nie będę miała co jadać w tygodniu xd,bo zazwyczaj słodsze wersje,typu nadziane Zottery itp. zostawiam na weekend :>

      Usuń
  4. Mmm bardzo się cieszę z tej recenzji, czułam że prędzej czy później uległabym tej czekoladzie, mimo dziwnego kształtu i dziwnej (dla mnie) zawartości kakao - no bo halo, dodatek grejpfruta, to musi być coś super egzotycznego xD Masz może jeszcze inne tabliczki z tej serii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, to być się z tym grejpfrutem zdziwiła. :>
      Nie i nie planuję próbować.

      Usuń
  5. Widziałam ją parę razy w PiP i nada nie wiem czy chcę ją kupić, czy też nie. Ocenia niby dobra, ale jakość opis nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na takie sklepowe tabliczki jest dobra, a że ja się dużo czepiałam... po boskiej Menakao chyba nie mogło być inaczej.

      Usuń
  6. Jak mnie denerwuje, że zamiast skupić się na wyrazistości i soczystości pomarańczowych - czy jakichkolwiek innych - kawałków, producenci wolą walić olejek. Szkoda, bo lubię czekolady z pomarańczą, ciemne również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tu olejek nawet całkiem pasował :)

      Usuń
    2. No tak, bo nikt nie zauważy, że to olejek a nie pomarańcza.

      Dwa ostatnie słowa Twojego komentarza - bezcenne! Wiedziałam, że w końcu to przeczytam. :D

      Usuń
    3. Mi nie przeszkadzał, ale zdecydowanie wolałabym soczystą pomarańczę. :P

      Usuń
  7. Może i przeciętna, ale kształt mi się podoba, szkoda, że Zotter nie robi takich trójkącików :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, kształt bardzo przyciągający wzrok. Chociaż akurat u Zottera wolałabym (jak już) trójkąt bez podziału na trójkątne kostki. :P

      Usuń
  8. Wystarczy nam po jednej kostce i już olejek odbija nam się przez cały dzień :/ To zdecydowanie nie tabliczka dla nas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję... No cóż, i tak za cytrusami w czekoladzie nie przepadacie. :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)