niedziela, 20 marca 2016

Zotter Labooko For Those In Love: Ecuador Dark 60 % & Raspberry ciemna 60 % i malinowa

Kiedyś myślałam, że nie ma nic gorszego, od chwili, w której mam na coś ochotę, ale sama nie wiem na co. Teraz wiem, że jest coś jeszcze gorszego, z czym trudniej sobie poradzić. Jest to taka straszliwa chęć na coś skomplikowanego, ambitnego wręcz, ciekawego i prostego. Zwykła, nawet dobra, czekolada nie wystarczy, a ręcznie czerpany Zotter to już za dużo wszystkiego. Kiedy ostatnio znów mnie coś takiego złapało, byłam już dobrze przygotowywana.

Na tę okoliczność, do mojej szuflady, dokupiłam kiedyś czekoladę, jako promocyjny bonus do zamówienia (który swoją drogą teraz nie wydaje mi się już tak dobrą okazją, jak wtedy). Zotter w cenie niższej, niż normalnie? Dlaczego nie? Zotter Labooko For Those In Love (prezent ode mnie, dla mnie z okazji mojej miłości do czekolady) to dwie 35-gramowe tabliczki: jedna ciemna Zotter Labooko Ecuador 60 %, a druga, Zotter Labooko Fruit Raspberry, malinowa. Zjadłam je podczas jednej degustacji, jedną po drugiej, bo uznałam, że to wyjątkowo obiecujący duet.


Zaczęłam od czekolady Zotter Labooko Dark Ecuador 60 %.

Gdy rozchyliłam złotko, wzięłam porządny wdech... poczułam gorzkawo kwaskowaty i zarazem łagodny aromat. Skojarzył mi się ze skórką cytryny i łąką polnych kwiatów. Zapowiadało się dobrze, więc poczyniłam pierwszy kęs.

Na samym początku czekolada wydała mi się niemal sucha, jednak to uczucie zniknęło momentalnie, a na "arenę" weszła gładka i kremowa maślaność. Nie nazwałabym tej czekolady tłustą, ani nawet tłustawą. Ona była... jakby nieco śliska i rzadka.
Czekoladowa masa rozpuszczała się powoli, ale kiedy już się przemogła, to popłynęła niczym sos czekoladowy.

Słodycz, na dość wysokim poziomie, rozeszła się najszybciej. Nie była ostentacyjna, sprawiała wrażenie kameralnej, wykwintnej. W dużej mierze po prostu surowa. Może minimalnie przypominała mi  karmel, ale tylko w znikomym stopniu. Tu znowu pojawiło się skojarzenie z sosem. Wyobraźcie sobie ciemny, czekoladowy sos, który jest dodawany do deserów w ekskluzywnych restauracjach - to było właśnie to.

Niezbyt ostra gorycz wreszcie się przebiła i rozeszła z łatwością, a gardło wypełniła wyrafinowana cierpkość. Pojawiała się już wcześniej, owszem, ale dopiero po debiucie słodyczy, można było ją podziwiać w całej okazałości. Były to nuty wyraziście kakaowe, może odrobinkę drzewne.
Na samym końcu, wychwyciłam jeszcze słonawy element, którego zupełnie się tam nie spodziewałam. Później zostało już tylko wrażenie cierpko-słodkiej suchości w ustach.

Ta czekolada to wytrawny sos czekoladowy w formie tabliczki. Jest tu i subtelna słodycz, i cierpkość.


ocena: 9/10
kupiłam: LeChocolate
cena: kupiłam dwie różne tabliczki, łącznie chyba 32 zł, a normalna cena w tym sklepie to 18 zł za sztukę (nie wiedziałam jeszcze, że w innych miejscach jest taniej)
kaloryczność: 588 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: masa kakaowa, surowy cukier trzcinowy, masło kakaowe, sól


Zotter Labooko Fruit Raspberry

Czekolada, która ciekawiła mnie w tym samym stopniu, a kiedyś może nawet bardziej to czekolada ze sproszkowanymi malinami.
Po wydobyciu jej z papierka, trochę zdziwiłam się jej kolorem. Nie był to intensywny róż, a taki pudrowy, stonowany odcień. Zapach był oczywiście silnie malinowy - w pełni naturalnie.

Spróbowałam, a gdy tylko kawałek znalazł się na języku, zaczął się rozpuszczać w niecodzienny proszkowato-kredowy sposób, który jednak odebrałam jako całkiem przyjemny.
Czekolada rozpuszczała się szybko, trochę podobnie do tabliczki opisanej wyżej.
Po ustach rozlała się czekoladowa fala, w tym przypadku - bardzo kwaśna.
Był to kwasek orzeźwiający, w pełni owocowy. Tak soczystej czekolady nie jadłam chyba nigdy!
W smaku wyłapałam także minimalistycznie cytrynową nutkę, ale to mogę Zotterowi wybaczyć, ze względu na ogólny smak.

Maliny grają tu pierwsze skrzypce i zupełnie nic ich nie zakłóca. Smak jest tak wyrazisty, jak w przypadku liofilizowanych owoców. Naturalna słodycz malin oczywiście także się tu znalazła. Gdy zamknęłam oczy, widziałam soczyste, gigantyczne czerwone maliny, tylko co zerwane. Delikatnie wzmocniono ten słodki efekt cukrem, co niestety wywołało skojarzenie z cukierkami pudrowymi.

Czekolada ma w sobie jeszcze mleczny akcent. To smakuje trochę tak, jakby zrobić koktajl z malin, soku z malin i dodać odrobinę mleka. Nie ma tu zupełnie nic z tłustości. Wszystko jest lekkie i po prostu owocowe, chociaż z nieco "pudrowym" cieniem.

Ta czekolada jest naprawdę niezwykła. Maliny, razem z ich kwaskiem i słodyczą, z odrobiną mleka tworzą intrygującą kompozycję. Kolejna, smaczna czekoladowa ciekawostka od Zottera. Dodam jeszcze, że smakowała mi mniej, niż wersja Mango, ale mango, jako owoc, jest w mojej hierarchii najlepszych owoców znacznie wyżej, niż maliny, a i była to pierwsze tego typu próbowana przeze mnie czekolada, więc doszło tam "zaintrygowanie".


ocena: 8/10
kupiłam: LeChocolate
cena: kupiłam dwie różne tabliczki, łącznie chyba 32 zł, a normalna cena w tym sklepie to 18 zł za sztukę (nie wiedziałam jeszcze, że w innych miejscach jest taniej)
kaloryczność: 570 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, masło kakaowe, suszone maliny (11%), odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, proszek cytrynowy (cytryny, skrobia kukurydziana), wanilia, sól

To zestawienie tabliczek sprawdziło się wręcz doskonale! Zasłużona, mocna dziewiątka, bo przy ciemnej malinowa nabiera charakteru. ;)

23 komentarze:

  1. Najbardziej ciekawila mnie ta malina i widze, ze odebralas ją podobnie jak ja marakujową-obydwie sa meeega orzeźwiające i kwasne,ale rownoczesnie smaczne.jak bedziesz miala okazje,to moze sprobuj marakujowej i porownaj?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, nie ciekawią mnie już te owocowe. Jedna, dwie... ale więcej nie. Tym bardziej, że za marakują specjalnie nie przepadam. :P

      Usuń
  2. charlottemadness20 marca 2016 07:11

    Ecuador Dark 60 % sądzę,że by mi posmakowała i to bardzo.Subtelna słodycz w powiązaniu z cierpkością,jako wytrawny sos czekoladowy w formie tabliczki brzmi ciekawie :> Do tej pory jadłam tylko Nicaraguę 60%,a to całkiem inna bajka :>
    Malinowa czekolada brzmi świetnie,gdy zamknę oczy i wyobrażę sobie soczyste maliny..Mmm,chcę lato! Chyba muszę kiedyś na własnej skórze się przekonać jak smakują owocowe Zottery :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nicaragua 60 % jeszcze przede mną, ale dziwne by było, gdyby mi nie smakowała.
      Tylko o niektórych owocowych są różne opinie, więc jak już będziesz jakąś zamawiać, to dobrze przemyśl którą. :P

      Usuń
  3. Hmm, malinowa. Z tych dwóch to właśnie ta bardziej ciekawi. Mam jeszcze w pamięci malinowy baton Deli, a jestem pewne, że Zotter jeszcze lepiej sobie poradził z tym owocem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja (jeszcze?) nie mam takich chwil. Albo bierze mnie ochota na słodkie, albo na niesłodkie. Nie rozróżniam jej (jeszcze?) na podtypy. Jak zacznę, będzie źle :P

    Pierwsza jeszcze jako tako, ale druga... nawet bardziej oczywiście, jakby to ktoś ładnie ujął ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie aż tak źle, jak myślisz. :P

      Ja wiem, że już się tam z zachwytu nad tą malinową ślinisz w ukryciu. Tylko udajesz, że nie. :>

      Usuń
  5. Bardzo lubię maliny w czekoladach, bo choć są zwykle kwaśniejsze, a ja lubię słodycze słodkie to jednak bardziej interesujące niż oklepana i nudna do bólu truskawka. Więc tym samym wersje malinową z przyjemnością bym spróbowała zwłaszcza widząc jej przekrój. Kojarzy mi się z jakimś cudnym wypiekiem wypełnionym po brzegi dżemem, omomomomom. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby zwykła tabliczka (w końcu nie jest nadziewana), a rzeczywiście tak w przekroju wygląda... :P

      Usuń
  6. Tym ciemnym czekoladowym sosem to nas kupiłaś :D Mamy w zamrażarce lody orzechowe i tak nam się zamarzył taki sos do nich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już i za mną zaczynają lody chodzić! Chyba naprawdę wiosna się zbliża. :D

      Usuń
  7. Pierwsza z nich to pikuś.. Czytając o drugiej mój mózg się uaktywnił i aż ślinka naleciała do ust ! Kurcze wygląda pysznie i z opisu sądzę że była naprawdę ciekawa :)
    Ach te Zottery, chyba tylko ja nie próbowałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem - kusicie! Muszę przyoszczędzić ;)

      Usuń
  8. Choć bardzo podoba mi się opakowanie tego zestawu, to zawsze chciałam sięgnąć po te czekolady osobno. Do teraz... To rzeczywiście może być wspaniałe zestawienie.

    Poza tym, czytając Twoją recenzję tabliczki malinowej, po raz kolejny dochodzę do wniosku, że powinnaś spróbować Cheeky Fruits!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też koniec końców do takiego wniosku doszłam, ale tak się w czekolady ostatnio obkupiłam... kolejne zamówienie Zotterów dopiero w kwietniu zrobię (tak, czaję się na tą z bzem :D ).

      Usuń
    2. Cheecky Fruits dużo lepsza niż ta malina, a jabłko z rokitnikiem też świetna, smakowała mi jeszcze bardziej.

      Usuń
    3. Na pewno ciekawsze, tu wystarczy tylko rzucić okiem. No, to jak tak przekonujecie... trzeba będzie się za nie wziąć!

      Usuń
  9. Ecuador jest bardzo sympatyczny, odebrałem go podobnie. Natomiast dla mnie malinowa to było duże rozczarowanie. Zamiast delikatnego smaku malin, nachalny kwasek i proszkowatość, kojarzył mi się to wszystko z tabletkami multiwitaminowymi. Świeże, dojrzało-przejrzałe (takie lubię najbardziej) maliny są mało kwaskowate i delikatnie słodkie, tu było za dużo cytrynowości, mogli sobie darować ten kwasek. I to nie jest tak, że trafiła mi się tabliczka, gdzie im się bardziej sypnęło, bo niestety miałem trzy i wszystkie takie same.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi właśnie ten kwasek przypasował. :P Może dlatego, że nie miałam ochoty na delikatną czekoladę, ale jeśli o owoce chodzi... to też często wolę takie bardzo niedojrzałe, żeby kwasek był silniejszy.

      Usuń
    2. Tez lubię kwasek , ale mnie rozczarowała właśnie dlatego, że była za bardzo podobna do cytryny, a za mało do malin. Gdyby to była jakaś cytrusowa, to byłbym oczarowany, a tak smuteczek :(

      Usuń
  10. Zawsze chciałam ugryźć tak 2 tabliczki jednocześnie :D To musi być moc i petarda smaku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malinowa petarda w dodatku! Haha (w związku z moją dzisiejszą recenzją Twój komentarz wyjątkowo poprawił mi humor). :D

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)