poniedziałek, 9 maja 2016

Lindt Cognac mleczna z koniakiem; Lindt Kirsch mleczna z likierem wiśniowym

Nie wiem, jak doszło do tego, że tyle czasu nie publikowałam tych recenzji. Zupełnie o nich zapomniałam - zostały napisane rok temu i jakoś je przeoczyłam. A byłam święcie przekonana, że opublikowałam je razem z innymi alkoholowymi Lindt'ami.


Lindt Cognac, to bardzo prosta czekolada, bo po prostu mleczna z koniakiem. Tutaj warto wspomnieć, że nazwa "cognac" jest zastrzeżona dla trunków, pochodzących z okolic okręgu Cognac we Francji, a powszechnie mamy koniak. Jedno i drugie można nazwać winiakiem, ale większości pewnie bardziej spodoba się określenie - wytrawna wódka, przy której produkcji wykorzystuje się winogrona.

To właśnie winogrono towarzyszy kostkom w kształcie pigułek z, jak to mówię, płynnym szczęściem, oraz kieliszkowi na bardzo eleganckim, tekturowym opakowaniu, które czym prędzej otworzyłam.
Kolejna bariera dzieląca mnie od obiektu dzisiejszej recenzji to sreberko, rozerwane przeze mnie w trybie natychmiastowym. 
Czekoladę połamałam na kostki, z czym, mimo ich kształtu, nie było większego problemu i włożyłam jedną z nich do ust.

Czekolada rozpuszcza się dość powoli, uwalniając stopniowo słodycz, mleczność i kakao. Dobry, mleczny Lindt.

Gdy jednak kostka rozpada się (bądź zostaje przegryziona), w ustach rozlewa się alkoholowy smak, który nie ma w sobie nic wytrawnego. Czuć tu alkohol w postaci wódko-winiacza, ale takiej z najwyższej półki. Nie jest to silne uderzenie, a taki po prostu smaczek, według mnie trochę za mało wyrazisty. W połączeniu ze słodką czekoladą, robi się bardzo stonowany. Tak stonowany, że aż nienadzwyczajny. Mogło być lepiej, według mnie przynajmniej, gdyby albo czekolada była mniej słodka, albo koniak silniejszy.

Pod koniec, gdy znika alkohol, na języku, wraz z czekoladą zostaje jeszcze cukrowo-alkoholowa warstwa (dla mnie to i tak zawsze będzie "szkło"), lekko chrupiąca i raczej niezbyt słodka. Jej obecność zawsze podwyższa produktom moją ocenę. Dodatek do kremowo-rozlewającej się czekolady, smakowe podkreślenie, to jest właśnie to!

Czekolada jest smaczna, z wielką przyjemnością zjadłam ją całą (nie oddałam!), ale nie ukrywam, że czegoś mi w niej brakowało. Liczyłam na naprawdę silnego kopa od nadzienia, jednak niczego takiego nie było. Prawda, koniaczek był silny, jednak nie dość silny, bym mogła wystawić wyższą ocenę. A może po prostu koniak nie pasuje do mlecznej czekolady aż tak dobrze, jak whisky?


ocena: 8/10
kupiłam: Kaufland
cena: 10.49 zł
kaloryczność: 467 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale jak np. dostanę, to płakać nie będę

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, Cognac (8%), miazga kakaowa, laktoza, cukier inwertowany, odtłuszczone mleko w proszku, substancja zagęszczająca (guma arabska), lecytyna sojowa, ekstrakt słodu jęczmiennego, wanilina


Likier Kirsch (Kirschwasser) jest wytwarzany z wiśni (lub czereśni), często wraz z ich pestkami. Powinien być zatem gorzki, a nie słodki, ale... nie nastawiajmy się na nic innego, niż typowe alkoholowo-wiśniowe nadzienie.
Lindt Kirsch with a Kirsch liquid filling to czekolada mleczna z płynnym nadzieniem z likierem Kirsch, a jako, że zaczynam powtarzać się w nieskończoność, nadszedł czas, by wreszcie otworzyć czerwone opakowanie.

Delikatnie otworzyłam tekturkę i rozerwałam sreberko. Niestety, "kapsułki" troszeczkę "osiadły" - zapewne skutek kilkugodzinnej podróży nieklimatyzowanym samochodem (nie było gorąco, odczuwałam wręcz chłód, więc nie pomyślałam, że coś takiego może się stać). Trudno, na szczęście alkohol się nie rozlał (zaczęłam się bać, czy się całkiem nie scukrzył). 

Ostrożnie połamałam na kosteczki, pełna obaw, napędzanych dodatkowo przez zapach, który od kilku chwil unosił się nad czekoladą. Miałam co do niego sprzeczne uczucia, ponieważ w dużej mierze był to zapach taniej bombonierki z wiśniami w likierze, jednak o swoje miejsce dzielnie walczyły także smakowite, mleczno-czekoladowe lindt'owskie nuty. 

Wreszcie spróbowałam pierwszą kostkę. Mleczna czekolada zaczęła się delikatnie rozpuszczać, za sprawą bardzo przyjemnej tłustawości. Słodycz stała na wysokim poziomie, jednak wciąż był to smaczny Lindt.

Mimo, że warstwa czekolady jest dość gruba, po jakimś czasie pękła, a w ustach rozlał się likier o wiśniowym zabarwieniu z, oczywiście, alkoholową nutą. W tym nadzieniu nie było nic ze spirytusu, to właściwie jego przeciwieństwo. Słodki, odrobinę gorzkawy smak i nuta alkoholu. Był to słaby alkohol, ale nie "kiepskiej jakości", a "mało alkoholowy". Smak wiśni nie udawał świeżych soczystych owoców, a był po prostu smakiem słodkiego likieru. Wielu osobom takie rozwiązanie na pewno przypadnie do gustu.
Warstwa scukrowanego alkoholu była dość cienka i dodała chrupiącego efektu, co bardzo umiliło konsumowanie całości. Wydaje mi się jednak, że podwyższyła także odczuwalność słodyczy.

Całość jest niezła, chociaż bardzo słodka. Nie dałam rady zjeść całej tabliczki (chociaż to chyba lepiej, a i obdarowana przeze mnie mama się ucieszyła :P ). Alkohol jak dla mnie jest zbyt mdły. To znaczy, kiedy się rozlewa, czuć go wyraźnie, ale po chwili znika całkowicie i pozostaje tylko czekolada.
Ja po prostu nie lubię słodkich, owocowych likierów.


ocena: 7/10
kupiłam: firmowy sklep Lindt
cena: 12.49 zł (tak mi się wydaje)
kaloryczność: 467 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, Kirsch (8%), miazga kakaowa, laktoza, cukier inwertowany, odtłuszczone mleko w proszku, guma arabska, lecytyna sojowa, ekstrakt słodu jęczmiennego, wanilina

18 komentarzy:

  1. Czemu one wszystkie nie dla mnie?XD Raczej by mi nie posmakowaly,bo alkohol to nie moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesz się, przynajmniej raz Cię tu nie kuszę. :P

      Usuń
  2. charlottemadness9 maja 2016 06:51

    Seria alkoholowych Lindtów jakoś nigdy specjalnie mnie nie kusiła.Jakoś w głębi czułam,że bym nie była usatysfakcjonowana degustacją.Jednak wnioskuję po Twojej recenzji,że z tą serią nie jest najgorzej,niemniej jednak nie widzę,bym zakupiła je w najbliższej przyszłości.Mogłabym, co najwyżej zostać obdarowana :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest najgorzej - to może być prezent, z którego człowiek się ucieszy, ale żeby kupić to nieee. :P

      Usuń
  3. Ooo, tym razem wpis do mnie. I to podwójny! Najpierw sięgnęłabym po Cognac, z nikim się nie dzieląc, a potem po wiśniową. Lubię, jak alko jest porządny, więc tę drugą może bym się podzieliła. No i szkoda klapniętych kostek, nie lubię uszkodzeń czekolady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdego coś dobrego. :D

      Mnie irytuje nawet złamanie tabliczki, ale... zaraz przypominam sobie mojego Lindt'a Carrot Cake i... już mi lepiej. :>

      Usuń
  4. Jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja miewam chroniczne zaniki pamięci ;) Pewnie się nie zdziwisz, na zdanie, że te tabliczki to nie moja bajka. Alkohol alkoholem, ale płynne nadzienie alkoholowe to ponad moje nerwy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, trzymajmy się razem, my wszystkie z problemami z pamięcią. :P Co to będzie na starość? Haha.

      Usuń
  5. Zupełnie nie ciągnie mnie do czekolad z alkoholowym nadzieniem, zwłaszcza płynnym. Ale musze przyznać, że dla Zottera mogę zrobić wyjątek, zwłaszcza tych jego winnych nadziewańców, Lindt niech sie schowa :)~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te winne Zottery to najlepsze alkoholowe czekolady, jakie w życiu jadłam! (A może i na świecie?)

      Usuń
  6. Wiadomo, że to kompletnie nie nasze smaki i choć lubimy wiśnie w czekoladzie to zmieszane z alkoholem już odpadają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiśnie to wiśnie, a taki owocowy likier... to wiadomo. :P

      Usuń
  7. Dostałam dziś masło czekoladowo-orzechowe z Reese's pytałaś o skład jest hmm długi:). Pierwszą czekoladę bym zjadła,ale druga odpada nie lubię czekoladek z wiśniowym likierem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kirsch to moje marzenie. I może być za słodka i za mdła. Dla mnie i tak będzie bomba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze w takim razie, że Lindt zadbał o różne rodzaje alkoholu w tej serii - każdy sobie coś tam znajdzie. ;)

      Usuń
  9. U mnie często tak posty się gubią, a potem wstyd wstawiać, bo rzeczy daaawno po terminie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Termin jak termin... produkt wciąż ten sam, ale u mnie dochodzi jeszcze problem, że jednak mi się gust ostatnio bardzo zmienił i... ekhem. :P

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)