niedziela, 8 maja 2016

Taza Chocolate Mexicano 70 % Chipotle Chili ciemna z Dominikany z chili

Kiedy już wydawało mi się, że skończyłam z bezmyślnym kupowaniem czekolad, postanowiłam zamówić jakieś z zagranicznej strony. Mając tysiące otwartych kart, wiele stronek i recenzji, złożyłam zamówienie, w którego skład weszły dwie "tabliczki" firmy, która... okazała się małym zaskoczeniem.

Kupując czekolady, byłam święcie przekonana, że to meksykańskie tabliczki, a dość szybko okazało się, że wcale tak nie jest. Taza Chocolate to amerykańska firma działająca od 2005 r., której założyciel Alex Whitmore został po prostu zainspirowany Meksykiem podczas jednej ze swojej podróży. Wcale mu się nie dziwię, że postanowił przekazać trochę Meksyku w czekoladzie, wyrabiając ją przy użyciu tradycyjnego meksykańskiego kamiennego młyna i dodając charakterystycznych przypraw. Szkoda tylko, że nie zatroszczył się o kakao z rejonu, ale...
...taka nie do końca przemielona czekolada mająca przypominać kamienną płytkę wciąż jest dość ciekawa.

Taza Chocolate Mexicano 70 % Chipotle Chili to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao pochodzącego z Dominikany z papryczką chili chipotle w proszku.

Mały okrągły papierek skrywa... równie okrągłą czekoladę, a właściwie... dwa średniej grubości czekoladowe dyski, z delikatnym podziałem na trójkąty. Są ciężkie, jak na takie maleństwa - razem ważą 77 g. Kolor mają głęboki, taki... żywy, jak polerowane, lśniące ciemne drewno.
Podobnie też pachną. To intensywny, ale nie natarczywy, aromat z nutami palono-drewnianymi, w których można wyodrębnić mahoń czy zapach rodem ze sklepu meblowego, a także... odrobinę wilgotnego razowca, okraszonego odrobinką ostrości i owocowej świeżości.

Przełamałam, a czekolada chrupnęła i... osypały się z niej kawałeczki oraz kryształki cukru. W przekroju wygląda na nie całkiem przemieloną, a ja zaintrygowana wgryzłam się w nią...

...i to był chyba błąd. Kryształki cukru i chili w proszku wleciały prosto do gardła, a mnie chwyciła taka ostrość, że myślałam, że nie wytrzymam i zaraz wypluję ten kawałek. Na szczęście tego nie zrobiłam, a po moich ustach rozszedł się niezwykle soczysty i świeży smak wiśni, przechodzący powoli w wiśnie w alkoholu.
Czekolada rozpuszczała się w bardzo dziwny sposób. Przez pierwszą chwilę wydaje się normalna, ale zaraz ujawnia się jej sucho-szorstka struktura. Jest zupełnym przeciwieństwem gładkości i kremowości. Pełno tu różnych drobinek i kryształków cukru. Wszystko jest tu nierównomierne, chaotycznie przemieszane - raz więcej cukru, raz mniej i odzwierciedlało się to w smaku. Ależ "kolorowo" wyszło!
Właśnie te cukrowe elementy konsystencji nasiliły skojarzenie z wiśniami w alkoholu z warstwą skrystalizowanego alkoholu (lub cukru z niego). W pewnym momencie w głowie pojawiło mi się słowo "gorzała!" - bo to był właśnie ten czysty smak, ale dosłownie przez ułamek sekundy.

Silna ostrość cały czas panoszyła się w gardle i szczypała w język. Wyraźnie czułam smak chili, był on tu głównym motywem, ale dało się też wyczuć mnóstwo smaków płynących z samego kakao. Te zaczęły wchodzić w bardziej słodką, czereśniową, strefę. Gorzko-słodka czekolada za każdym kęsem w pewnym momencie robiła się bardzo słodka, przechodząc w gorzkość.
Przy kolejnej kostce (i każdej następnej) zaczynało się od delikatnej słodyczy, potem rozbrzmiewała ostrość i nadchodziły świeże, słodko-kwaskowate owocowe elementy. Truskawki, arbuz... te smaki były wręcz orzeźwiające! A obok - piekące chili. Przewijało się tu dużo elementów, które ciężko było wyodrębnić spod chili, ale niewątpliwie czekolada posiadała głębię i drugie dno. Po pewnym czasie, gdy przyzwyczaiłam się nieco do tej ostrości, mignęły mi tu także słodkie gruszki i powidła śliwkowe, a całość zamknęła gorzkość i pikanteria wyczuwalna w gardle.

Ta czekolada jest niezwykła, ciekawa. Wydaje się taka... pierwotna, nieprzetworzona, naturalna dzięki tej konsystencji, ale jeśli mam być szczera... nie za bardzo podobają mi się kryształki cukru w czekoladzie. Tak czy inaczej, ma także interesujący, słodko-gorzki i niezwykle owocowy smak, mimo silnej ostrości chili. Nie jest to najbardziej pikantna czekolada jaką jadłam, ale jest dość mocna.
Bardzo smakowała mi jako ciekawostka, ale żebym miała częściej takie jadać, albo próbować wszystkie smaki... no, nie widzę w tym większego sensu.


ocena: 8/10
kupiłam: cocoarunners
cena: 5.95 £
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: nie

Skład: organiczne ziarna kakao, organiczny cukier trzcinowy, organiczne chili chipotle w proszku

14 komentarzy:

  1. charlottemadness8 maja 2016 07:09

    Te kryształki cukru z pewnością mi by przeszkadzały.Zaraz mi na myśl przychodzi Zotter Cacao Nature 75% with Muscavado Sugar Crackers,w którym ów kryształki przeszkadzały w odbiorze samej czekolady.Zamówiłam ją,bo myślałam,że kryształki nie będą "nachalne" i nie będą władać zbytnio nad całością,tylko będą ciekawym dodatkiem w tle. Niemniej jednak prezentowaną tabliczkę bym z chęcią spróbowała ze względu na chilli i owocowość wydobywającą się z czekolady ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj, jak człowiek nastawia się na swoistą pierwotność (niby pierwotność), podchodzi jak do ciekawostki... no, to jakoś to tam jest. Ważne, że one nie przeszkadzały w czuciu smaku. W jedzeniu, owszem, trochę irytowały, ale jak sobie powiedziałam, że to ciekawostka, w końcu się przyzwyczaiłam do tej dziwności. ;)
      A na tego Zottera jakoś ochoty nie mam...

      Usuń
  2. A niech cię, teraz będę przeglądać tą stronę walcząc z sobą by nic nie zamówić.
    Czekolada z chili? Wiadomo, lubię. Tylko te kryształki cukru pewnie by mnie irytowały podczas jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, one były strasznie irytujące, ale... jako ciekawostka starałam się na nie inaczej trochę patrzeć.

      Usuń
  3. Już kształt bardzo nam się podoba, bo znów prezentujesz coś nietypowego :) Kryształki cukru nas też pewnie by bardzo irytowały a jedna z nas wybitnie nie lubi czekolady z chili, więc i tak to nie jest tabliczka dla nas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej sobie poczytałyście i popatrzyłyście. :P

      Usuń
  4. Przepraszam, ale ta czekolada aż krzyczy: Olga, bierz nogi za pas! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Do chili w czekoladzie już się przyzwyczaiłem i polubiłem, ale kryształki cukru rzeczywiscie jakoś do czekolady nie pasują. Dominikana ma świetne kakao, ale szkoda, że to nie meksykańskie, jakoś mało jest czekolad z kakao z tego kraju. Jedyna chyba jaką próbowałem to był Cluizel Mokaya, ale tylko neapolitanki. W Stanach jest masa takich małych producentów bean-to-bar, robią świetne czekolady, ale u nas to egzotyka, a teraz, ze względu na temperatury, będzie problem z zamawianiem czekolad. Chyba na lato trzeba się przestawić na lody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mokayę też jedynie w wersji neapolitanki próbowałam i wiem, że koniecznie muszę się z czasem w pełnowymiarową tabliczkę zaopatrzyć! :D
      Zaintrygowała mnie, jak i kakao z Meksyku. Zgadzam się, że czekolad z niego jest zdecydowanie za mało.

      Usuń
  6. Tą bym zjadła bez wahania cos wspaniałego:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szlag, teraz doszłam do wniosku, że dopiero spróbowanie konkretnego ziarna kakao w typu czekoladzie może dać nam pełen obraz jego charakterystyki. Zupełne inne rzeczy się tutaj pojawiają, a nierównomierne wymieszanie z cukrem choć przeszkadza - to pozwala wypłynąć na wierzch wiodącym nutom z kakao. Spróbowałabym tego dominikańskiego skubańca. Coś mi mówi, że to zupełnie coś innego niż moja Maria Tepoztlan. Zresztą, peruwiański Zotter z gościem w gaciach też był przecież zupełnie inny - a wykonany na podobną modłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, konkretne ziarna i... już coś kompletnie innego. Tak, to diametralnie inne tabliczki, ale zarazem i paradoksalnie... podobne (przynajmniej po opisie Twojej).
      Swoją drogą, ta czekolada jest chyba stworzona dla Was - nie dość, że coś tam z Meksyku w sobie ma, to jeszcze te dwa dyski. :D

      Usuń
  8. Cóż, kolejna czekolada, której bałabym się spróbować :D

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)