środa, 29 czerwca 2016

A. Morin Madagascar noir 70 % ciemna z Madagaskaru

Są takie marki czekolad, które mimo że nie zdobywają u mnie samych dziesiątek, na stałe zagościły w moim sercu. Oceniając prawdziwe czekolady biorę pod uwagę konsystencję, wygląd, ale tym, czym głównie się kieruję przy wystawianiu oceny jest smak: poszczególne nuty smakowe. Nie chodzi o to, że jakieś są złe, czy dobre. Po prostu np. czekolada mająca 7/10 to taka, której nuty smakowe mi odpowiadały, ale nie są w 100 %-ach "moje", co nie zmienia faktu, że wszystkie z tej kategorii są dla mnie bezcenne. Oceniając zwykłe czekolady, staram się oceniać bardziej ogólnikowo w stylu: "czego oczekuję od tej ceny". 
A. Morin jest właśnie taką firmą, która mimo że bez samych 10/10 trafiła do mojego serca i chociaż o tych czekoladach nie śnię po nocach (jak np. Akesson's, Menakao), to wiem, że zawsze mogę liczyć na pyszną tabliczkę.

A. Morin Madagascar noir 70 % to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao pochodzącego z Madagaskaru. 

Otworzyłam proste, ale według mnie piękne, opakowanie i rozchyliłam tradycyjne sreberko. Zobaczyłam czekoladę o niezwykle ciekawym kolorze. Była bardzo ciemna, jednak z przebłyskami czerwonawymi i fioletowymi. Miałam nawet problem z określeniem, czy to odcienie ciepłe czy zimne. Zapach... ten to już był łatwiejszy, bo bardziej jednoznaczny do określenia.
Soczyste i orzeźwiające grejpfruty, goryczkowata skórka pomarańczy i ciepłe nuty w klimatach skórzano-torfowo-drewnianych wychodziły na pierwszy plan, pozostawiając pewną owocową słodycz i kwaskowatość w tle. 
Przełamałam czekoladę, usłyszałam jedynie chrumknięcie, chociaż była twarda. 

Gdy tylko kostka spoczęła w ustach, zaczęła się rozpuszczać w umiarkowanym tempie. Wydała mi się niby-gładka, a po chwili już zupełnie skierowała się w przeciwnym kierunku tworząc coś trochę bagnistego i bardzo kojarzącego się z mokrą ziemią.

Smak od razu pomknął równolegle w dwóch płaszczyznach. Z jednej strony zawitała tu kwaskowata, egzotyczna i orzeźwiająca trawa cytrynowa, zmieniająca się powoli w soczystą cytrynę, a z drugiej nuty tabaki z dużą ilością dymu.
W końcu połączyły się, tworząc wyobrażenie goryczkowatej skórki pomarańczowej otoczonej gęstym dymem. Nie wiedzieć czemu skojarzyło mi się to z babciną szafą pełną wysuszonych skórek pomarańczy i skórzanych ubrań. 

W pewnym momencie wszystko zalała dość silna słodycz, do której dołączył przenikliwy smaczek jeżyn. Takich już miękkich, długo leżących na słońcu. Przy tym mignęło mi skojarzenie z rozgrzanym asfaltem i ziemią, z lekką goryczką. Tu warto wspomnieć, że ogółem czekolada jest raczej kwaśno-słodko-dymna, niż gorzka.

Ze słodyczy znów wypływają owoce, tym razem jeszcze silniejsze. Jest tu cały bukiet cytrusów (głównie miąższu pomarańczy) i owoców leśnych z wyraźnym wskazaniem na maliny i trochę czerwonych porzeczek. Przy malinach zaczęłam doszukiwać się nut syropu, może nawet malinowego octu balsamicznego (skojarzenie z Zotter Basmati Rice with Saffron), aż w końcu, ze znów nasilającą się słodyczą, pomyślałam także o śliwkach - słodkich i soczystych. 

Gdy kawałek czekolady znikał, w ustach pozostawał posmak bardziej wytrawnie-gorzkawy, chociaż w sumie wciąż także słodkawy, trochę kawowo-fusiasty. 

Czekolada miała intensywny, zdecydowany smak. Podobały mi się smaki jakby grające w dwóch drużynach: ziemisto-dymnej i cytrusowej. Taki kontrast między powagą, ciepłem, a świeżą kwaskowatością. 
Przepyszna, ale 10-tki jej nie wystawię, bo chcę wyróżnić jakoś Akesson's Criollo Madagascar, która zwaliła mnie z nóg i niemal sparaliżowała swoją pysznością. Menakao 72 % z kolei... to zupełnie inna, wyjątkowa, dziko-kefirowa, bajka z zasłużoną 10-tką, więc nawet nie spróbuję porównać.


ocena: 9/10
kupiłam: cocoarunners
cena: 5.95 £
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna

18 komentarzy:

  1. Chciałabym móc docenić taką czekoladę jak Ty. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd masz pewność, że byś jakiejś tego typu nie doceniła? :P

      Usuń
  2. Ciekawe smaki, kwaski i owoce, chyba bym polubił :) Czekolady z Madagaskaru można spokojnie kupować, trudno się na nich zawieść. A niektóre mleczne z madagarskiego kakao są niesamowite, poprzez połączenie tego chrakterystycznego smaku z mlekiem (np. Cluizel).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, że na neapolitance Pralusa z Madagaskaru się zawiodłam. Jednak chyba właśnie dlatego jeszcze bardziej mnie teraz zaintrygował. To znaczy... chcę przy wersji 100 g sprawdzić, co mi też tam nie pasowało. A może się wczuję i odkryję coś nowego? Ah, jak ja kocham tę niejednoznaczność czekolad!

      Usuń
    2. Zdarza się, ale czy to był mleczny Pralus? Bo mleczny z Madagaskaru jest ciekawy (choć Cluizel lepszy, ma więcej kakao).

      Usuń
  3. charlottemadness29 czerwca 2016 11:03

    Podoba mi się ta kompozycja i dynamika tej czekolady.Jetem pewna,że nie byłabym zawiedziona :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy bym chciała ją zjeść czy nie. Znaczy inaczej, zjeść bym chciała, ale kupować raczej nie. Opis chociaż miły dla podniebienia to jakoś mnie nie porwał. Mam dziś nastrój marudy, więc tego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, czysta ciemna i jeszcze takie zamawianie po tej cenie... wiem, że nie podejmiesz kroków, by zdobyć tę czekoladę. :P Opisem też jakoś tam... chociaż umysł może się najeść. Powiedzmy.

      Usuń
  5. Wątpię, bym miała tak akurat z Morinami, ale rozumiem, o czym piszesz. Mam wiele czwóreczek, po które wolę sięgać bardziej niż po piątki i szóstki. Gorzką bym zjadła, tylko proszę przecedzić przez sito i odseparować kwaski :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że chociaż w takich kwestiach u nas zgodność. :P
      Dobra, to ja mogę same kwaski skończyć, bo te mi tu wyjątkowo pasowały!

      Usuń
  6. chętnie bym zjadła:)piszę z anonimowo bo hasła do gmaila nie pamiętam:( a jestem na wakacjach Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza się. :P
      A dokąd to wyruszyłaś?

      Usuń
    2. Obecnie jestem i w Kielcach i Sandomierzu:) . Pod koniec lipca wracam na dwa dni do domu by wyruszyć do Hamburga:). Właśnie jem Vivani z chilli ciut za slao pikantana:)

      Usuń
    3. No to wyjazdowo. :D
      Szkoda, że producenci tak bardzo boją się porządniej tego chili sypnąć.

      Usuń
  7. Czytając ten wpis każdy mógłby stwierdzić, że jesteś prawdziwą koneserką dobrych tabliczek czekolady. Doceniasz i potrafisz wychwycić coś, czego przeciętny człowiek by nie wyczuł. Umiesz się delektować i cierpliwie czekać na doznania z każdej kostki, a nie pochłaniać jedną za drugą bez zastanowienia. Z resztą, ja też dużo wolniej delektuję się droższymi czekoladami, ale nie mam takiej świadomości smaku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jak najbardziej do wyrobienia. Pamiętam, jak pierwszy raz jadłam Amedei Porcelanę, to wyczułam może cztery-pięć nut, a gdy zrobiłam drugie podejście, dopiero odkryłam jej złożoność.
      To świetna zabawa! :D No i oczywiście pasuje do zdrowego stylu życia, bo też - wyznaję zasadę delektowania się jedzeniem i myślenia o tym, co jem, a nie jak niektórzy napychają się w ciągłym biegu. ;) Ale... wielką koneserką bym się nie nazwała. Po prostu: osoba z pasją.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)