środa, 15 czerwca 2016

lody na patyku Magnum Loving Kiss Tiramisu; Magnum First Kiss Creme Brulee

Po przetestowaniu dużej części pospolitszych magnumów, w końcu zdecydowałam się zakupić dwa limitowane smaki. Niby nie ciągnęło mnie do nich specjalnie, ale słowa "limited edition" wszystko zmieniają. Spróbowałam Tiramisu, a drugi smak... zalegał mi w zamrażarce prawie rok, ale sumienie nie pozwoliłoby mi spróbować nowych Magnumów, pomijając te.

Sięgając po Magnum Limited Edition Loving Kiss Tiramisu, czyli "loda o smaku tiramisu z sosem kawowym (8%) w polewie z mlecznej czekolady (26 %) i kawałkami kawowych biszkoptów (3%)" w zasadzie nie wiedziałam, po co sięgam. Lód jest niby inspirowany deserem tiramisu, jednak ten nieodłącznie kojarzy mi się z biszkoptami, kawą, likierem i przede wszystkim serem mascarpone. Krem w tiramisu przecież właśnie z niego jest zrobiony, a tak, jak się spodziewałam, w składzie nie ma go nawet na ostatnim miejscu. Jest za to kawa - aż 0,4 % - wysilili się... 


Ze złym przeczuciem otworzyłam niebieskie opakowanie i wyjęłam z niego całkiem spory i ciężkawy lód na patyku z wieloma wypustkami w czekoladzie. Zapach rozniósł się przyjemny, bo czuło się tutaj mleczną czekoladę, otoczoną poświatą kawy. Wygląd? Najeżona dodatkami czekolada - czyli wszystko bardzo zachęcająco.

Tradycyjnie, odgryzłam spory kawał czekolady, a towarzyszyło temu donośne chrupnięcie - jedno po drugim wraz z kolejnymi kęsami. Poczułam znajomy smak mlecznej magnumowej czekolady. To była właśnie czekolada, a nie jakaś polewa ją udająca. Mleko wyraźnie czułam, a przy nim rozpościerała się słodycz... Silna, jednak w pełni przyjemna. Mimo wszystko, nie był to smak znany z klasyka. W Loving Kiss czekolada miała... delikatny posmak kawy. Jak się przekonałam chwilę później, nasilał się on, gdy trafiałam na chrupiące kawałki. To właśnie od nich emanował kawowy smak. W pierwszej chwili myślałam, że to kawałki kawy w czekoladzie, lub cukrze. Potem dotarł do mnie fakt, że to zapewne "kawowe biszkopty". Hm... biszkoptów to w ogóle nie przypominało.

W zasadzie, były to bardzo kawowe, gorzkie, z nutą "dobrze-wypieczoności" ciasteczka. W dodatku bardzo chrupiące i suche. Smakowały mi, świetnie szły w parze z mleczną czekoladą, jednak mam pewne zastrzeżenie: czytając "biszkopty" spodziewałam się raczej miękkich, wilgotnych kawałeczków, nasączonych kawą (np. w samej masie lodowej, a nie polewie), ale mówi się trudno, skoro i tak wyszło smacznie. 

Odgryzłam kawałek zbitej, gęstej masy lodowej i pozwoliłam jej rozpuszczać się w ustach. Była tłusta, jak chyba wszystkie magnumy i słodka. Lód nie był jednak ani śmietankowy, ani waniliowy. Może minimalnie mleczny. "O smaku tiramisu"... Jeśli tiramisu smakuje jak kilkudniowe skarpetki to taak, nazewnictwo jest dobre. O co chodzi? Wyczułam tu bardzo, bardzo dziwny smak. Pół dnia myślałam potem, co to właściwie miało być. Nie smakowało to właściwie jak nic, co znam. W końcu do głowy przyszło mi skojarzenie ze skarpetkami noszonymi przez kilka dni... i to podczas upałów... w glanach. Nie był to smak wiodący (inaczej pewnie lód wylądował by w koszu), ale taka nuta, zaraz obok słodyczy i... posmaku kawy.
Tak, dokładnie: posmak kawy. Rozchodził się on odrobinę od sosu, umiejscowionego w samym środku w postaci wielkiej plany w centrum i cienkich linii wokół. Był on bardzo zbity i słodki z kawowym akcentem. Szczerze? Spodziewałam się czegoś podchodzącego pod mocny sos z Black Espresso, ale ten też nie był zły... tylko, że po prostu mało kawowy. Za mało. Mimo wszystko, ratował on nieco smak całości i praktycznie zabijał ten dziwaczny posmak loda.

Jak by tu podsumować ten produkt? Polewa i chrupiące ciasteczka w niej zatopione były cudowne (aczkolwiek ciemna polewa bardziej przypadłaby mi do gustu), sos kawowy był w porządku, ale tylko w porządku, bo za mało kawowy, a sam lód... był po prostu dziwny. Nie umiem określić jego smaku, bo pod słodyczą, kryło się coś. Coś, co mi się skojarzyło ze skarpetami, więc nie było to "to coś", czego zazwyczaj szuka się w produktach, ludziach, książkach. Coś z Magnuma Tiramisu było niezidentyfikowanym i niesmacznym posmakiem.


ocena: 5/10
kupiłam: Kaufland
cena: 2.69 (chyba była promocja taka - dawno temu)
kaloryczność: 300 kcal / 100 g, lód (100 ml / 80 g) - 240 kcal
czy znów kupię: nie

Skład:

Po paru miesiącach sięgnęłam wreszcie i po drugi smak, jednak... obawy z nutą skarpet wciąż były żywe. Popatrzyłam jednak na całkiem ładne opakowanie i pomyślałam, że może nie będzie aż tak źle. W końcu słodycze "o smaku creme brulee" wychodzą jakoś lepiej niż te "tiramisu".

Magnum Limited Edition First Kiss Creme Brulee to lód inspirowany deserem creme brulee, o którym producent wyraził się następująco: "lód o smaku creme brulee z sosem karmelowym (8%) w polewie z mlecznej czekolady (26%) i kawałkami karmelizowanego cukru (3%)".


Po otwarciu papierka dobiegł mnie całkiem smakowity zapach słodkiej, mlecznej czekolady i równie słodkiego toffi-karmelu. Wyjęłam loda, którego polewa z czekolady była najeżona ogromną ilością cukru.

Tradycyjnie zaczęłam zgryzać czekoladę. Sama w sobie jest bardzo dobra: mocno mleczna i słodka. To czekolada, żadna tam niby-czekoladowa polewa - satysfakcjonująca, mimo że warstwa jest cieńsza niż w Magnum classic.
Słodycz o dziwo jest nieco neutralizowana przez... kryształki cukru. Oprócz tego, że chrupały pod naciskiem zębów i przyklejały się do nich, dodawały czekoladzie nieco gorzko-palonego smaczku. Owszem, były słodkie, ale miały ten gorzkawy posmak.

Wreszcie przyszła pora na samą masę lodową. Przyznam, że jej sztuczny, paskudny łososiowy kolor nie zachęcał.
W smaku... masa okazała się niewiele lepsza, niż w kwestii wizualnej. Była bardzo, ale to bardzo słodka i właściwie mdła. Lód smakował jak tanie, przesłodzone mleczne toffi. Gładka, kremowo-tłusta konsystencja wydała mi się jakaś taka... niby zwyczajna, ale miała w sobie coś ślisko-obrzydzającego. A może to jej ogólna nijakość?
W końcu trafiłam na coś bardziej zdecydowanego. Poczułam gorzko-karmelowy smak. Przebił się przez tanie toffi. To był sos umieszczony wewnątrz loda. W sumie takie rozwiązanie jak najbardziej tu pasowało, bo dodawało smaku. Jaki to właściwie był smak? Zdecydowanie karmelowy, wciąż słodki, ale z gorzkim motywem. Niestety była to gorzkość podchodząca pod taką... sztucznawą i jałową.

Mimo gorzkawych elementów, lód dość szybko mnie zasłodził. Nieambitna słodycz jest wręcz nijaka, niczym tanie toffi, a gorzkość... też w sumie była mdła. Ani to tak naprawdę porządny palony karmel, ani to nic innego. Plus przynajmniej za to, że niczym obrzydliwym mi lód nie jechał, tak jak Tiramisu.


ocena: 5,5/10
kupiłam: Kaufland
cena: 2.69 (chyba była promocja taka - dawno temu)
kaloryczność: 301 kcal / 100 g, lód (100 ml / 80 g) - 241 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: odtworzone odtłuszczone mleko, cukier, tłuszcz kakaowy, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, cukier karmelizowany (3%), syrop glukozowo-fruktozowy, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, zagęszczone mleko odtłuszczone, miazga kakaowa, fruktoza, syrop cukru karmelizowanego, preparat serwatkowy, emulgatory (E471, E442, E476), stabilizatory (E410, E412, E407), barwnik (E160b), aromaty

23 komentarze:

  1. Mi te Magnumy bardzo posmakowaly! :o Chociaz i tak wole srebrnego,niemniej te tymi tez nie pogardze :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zobacz, a według mnie i srebrne jest jednym z gorszych Magnumów... Czy nasze gusta zaczynają się rozmijać jak mój i Olgi? :P

      Usuń
  2. Jadłam creme brulee, bo kocham serki o tym smaku. Sądzę, że sam tradycyjny deser zjadłabym w jakieś 2 sek. i wylizała naczynie. Dlatego kupiłam. Creme brulee, limitowana edycja, ładne opakowanie? No nic dziwnego. Zawiodłam się ot co. Dla mnie Magnumy są trochę przereklamowane - ja w nich kocham polewę i właściwie tylko ją. Sam lód do mnie nie przemawia szczególnie, a że tutaj lód też nie powala to niestety nie odczarowało to mojego podejścia do nich. Ale polewa całkiem fajna choć kaleczy jęzor. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę? Dla mnie bardzo przereklamowane. :P
      Swoją drogą, jadłam dziś czekoladę Magnum i czar tej ich polewy poszedł w niepamięć.

      Usuń
  3. Żaden ze smaków nas nie ciekawi :P Jedynie byśmy się mogły skusić na Magnuma z masłem orzechowym ale z tego co czytamy to opinie są naprawdę różne na jego temat, więc chyba ostatecznie też sobie podarujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadłam już smak karmelowy i gdyby nie to, że czekoladowy i masło orzechowe kupiłam już dawno, chyba bym się na nie nie zdecydowała.

      Usuń
  4. W tamtym roku mieli takie o smaku szampana, nic nadzwyczajnego. Ich ciemna polewa mi nie smakuje, bo czuć, że to czekolada niskiej jakości, już wolę mleczną, bo mleko i cukier maskują przeciętność kakao i sumie wychodzi nieźle. Chyba najbardziej mi pasują ich lody migdałowe, ale głównie polewa, bo środek nijaki. Niestety dodają e476, ale zapewne do czekolady, której jest mało, więc da się przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z szampanem to nie przypadkiem z tą srebrną polewą?
      Mi rok temu smakował strasznie Espresso i teraz z jednej strony chcę go znowu, ale z drugiej... po tylu dobrych ciemnych czekoladach...

      Usuń
  5. Dobry boże oO posmak przepoconych skarpetek wygrywa. Wiesz jak zachęcić człowieka xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, taak teraz pewnie wszyscy rzucą się do sklepów z nadzieją, że jeszcze na nie trafią.

      Usuń
  6. Nie, nie, nie. Ten skład to taki wielki syf, że nie wiem, co musiałoby się stać, żeby te lody były dobre :P Miałam spróbować któregoś z Magnumów bo jeszcze ich nie jadłam, ale z tymi wierszami to przesadzili xd Nie wiem czy to wszystkie czy tylko Creme brulee taki straszny? W sumie ten smak wymaga poświęcenia xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Magnum Espresso i White rok temu mi smakowały. Nie wiem, jakby to teraz było, nie wiem czy ich nie zmienili, ale jakbyś już miała jakiś próbować i liczyć, że posmakuje to chyba tylko w Espresso nadzieja.

      Usuń
  7. Mi też nie posmakowały... Jak takie tanie lody no name :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy nie gorsze... Meh, ten smak skarpetek...

      Usuń
  8. Chyba ten creme brulee mi smakował trochę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, coś tam i niezłego w nim można znaleźć. :P

      Usuń
  9. Skarpety :D Dla mnie to był smak drożdży (zjadłam łącznie z pięć sztuk i za każdym razem odnosiłam to samo wrażenie). Za to polewa na plus. Z kolei w Creme Brulee pyszny lód (tu się nie dogadamy ;)), ale ta palona, gorzka nuta jak miód z ucha. Mogli połączyć polewę z pierwszeho z lodem z drugiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nie wiem, jak smakują same drożdże. xD Jezu, dlaczego aż tyle ich zjadłaś? Ja po jednym w życiu już po kolejnego bym nie sięgnęła.

      Usuń
    2. NIGDY NIE PODEBRAŁAŚ RODZINIE SUROWYCH DROŻDŻY W KUCHNI?! Kim Ty jesteś...? :O

      Usuń
    3. Surowych nie, zawsze ogrzewałam je sobie w mikrofali i polewałam jakimś sosem.

      Usuń
  10. Uff, dobrze, że ich nie kupiłam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie magnumy są totalnie przereklamowane, żadnej szansy nie wykorzystały. Creme Brulee jadłam, środek nawet spoko, ale te twarde i gorzkie krzyształki cukru.. no mi nie podeszły ;)

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)