wtorek, 26 lipca 2016

Dolfin Lait Dulce de leche & riz souffle mleczna z dulce de leche, dmuchanym ryżem i solonym maślanym karmelem

Nawet nie zauważyłam, kiedy zamiast smażenia mojej skóry, pogoda zaczęła bezczelnie ze mnie szydzić. Albo inaczej, wiem kiedy. Kiedy już znalazłam się przy Krywańskiej Przełączce i poszłam w górę, po kamieniach łudząco przypominających pokonane dzień wcześniej na Świnicy, tylko że bez łańcuchów. Szczerze? Odkryłam wtedy dwie rzeczy: nie lubię łańcuchów, bo wygodniej mi bez (są po prostu za ciężkie i pomyśleć, że z Krywania rzekomo zdjęli je, by chodziło tam mniej ludzi)  i... że na moich rzęsach osadził się szron. Szłam, albo raczej lazłam coraz bardziej przylegając do skał uparcie, mimo że mało mnie nie zwiało. Takie wiatry i śnieg po drodze naprawdę mnie raz i drugi wystraszyły, ale wiedziałam, że na szczycie czeka mnie nagroda - może nie w postaci widoków, bo już przy podejściu kompletnie nic nie widziałam, ale satysfakcja na pewno.
Gdy wreszcie zobaczyłam krzyż (i właściwie nic więcej przez chmury) na Krywaniu, zapomniałam o zimnie (chciałabym napisać "i wietrze" - ale o nim się nie dało). Tak, jedyny taki w słowackich Tatrach - samotny i wyglądający trochę jak swego rodzaju przestroga.
Nie widząc nikogo innego na tym szlaku, poczułam, że to miejsce do mnie pasuje... takie osnute ponurą aurą, idealne dla samotnika.

Znalazłam trochę przysłonięte miejsce (swoją drogą i tak ledwo udało mi się zrobić zdjęcia - tak strasznie wiało) i wyjęłam czekoladę, jednak już czułam, że coś jest nie tak, bo tabliczka była jakaś... krzywa. Krzywa jak... jak sam krywan, zwany dawniej w końcu krzywaniem przez swój charakterystyczny wierzchołek. Wracając jednak do czekolady... Taak, droga w upale i późniejszy bezlitosny mróz, zrobiły swoje.

Dolfin Lait Dulce de leche & riz souffle to czekolada mleczna (o zawartości 38 % kakao) z dulce de leche, ryżem dmuchanym i solonym maślanym karmelem.

Po wyjęciu czekolady z "koperty" i rozerwaniu folii zobaczyłam głęboko brązową tabliczkę o całkiem przyjemnym słodkim zapachu mlecznej czekolady z leciutko zaznaczonym kakao.

Przy łamaniu okazała się bardzo twarda i zarazem nieco krucha, ale wydaje mi się, że to kwestia dodatku preparowanego ryżu, a nie samej czekolady jak w przypadku Dolfina 88 %. Wreszcie odgryzłam kawałek, a ten zaczął się rozpuszczać.
Czekolada była dość maślana, rozpuszczała się raczej gładko, ale nie jakoś specjalnie aksamitnie. Nie mam tu zastrzeżeń, więc najwidoczniej warunki pogodowe nie wyrządziły aż tak strasznych szkód, jak najpierw myślałam.

Od razu czuć silną słodycz, moc mleka i naturalne masło. Jest tu pewne zarysowanie kakao (nie goryczka, ale lekka mgiełka), a także specyficzna nuta jakby trochę przyprawiono-naperfumowana: ciężkawa i niewątpliwie słodka, chociaż nie przesłodzona.
Po pewnym czasie, wraz z narastającą słodyczą, językiem zaczęłam wyczuwać malutkie ryżowe kuleczki. Nie miały jakiegoś konkretnego smaku, oprócz takiego "zbożowego" motywu, co wraz ze smakiem czekolady dało efekt czekoladowych płatków śniadaniowych z mlekiem.
Zatopionych w czekoladzie kulek jest sporo, chrupią całkiem przyjemnie, a gdy trzyma się je dłużej w ustach, powoli miękną. Pojawia się przy nich też coś jeszcze. Coś bardziej "skrzypiącego", klejącego, ale zwartego. Najprawdopodobniej był to "solony karmel", tylko że nie smakował specjalnie słono. Właściwie ja tu po prostu czułam zwykły, bardzo słodki maślany karmel. Z racji tego, że ciągle pojawiał się w towarzystwie ryżowych kulek, skojarzył mi się z karmelowymi płatkami śniadaniowymi (a dokładniej z moim wyobrażeniem o smaku płatków Lion - karmelowe i czekoladowe kulki). Przełożyło się to nawet na pewną słonawość, ale wydawało mi się, że pochodzi ona bardziej od chrupaczy, niż od karmelu.
Pod koniec dodatki osładzają i tak już słodką mlecznie-maślaną czekoladę.

Całość to "wypisz wymaluj" karmelowe i czekoladowe płatki zbożowe (pewnie tak smakują płatki Lion od Nestle) w wersji tabliczki. Czekolada sama w sobie smakuje jak płatki czekoladowe z mlekiem, a jeszcze ten karmel i ryż... no po prostu się w to wpasowują. Musze przyznać, że było to dość ciekawe, ale... raczej tak, żeby sobie pochrupać, dodać energii cukrem, bo było bardzo słodko i tyle. Czekolada nie najwyższych lotów trochę zburzyła moje wyobrażenie o pysznych mlecznych Dolfinach i tyle. Tragedii też nie było, więc miałam jeszcze co przegryzać wracając ze szczytu przez Jamskie Pleso.


ocena: 7/10
kupiłam: Alma
cena: 9.99 zł (za 70 g)
kaloryczność: 589 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, dulce de leche (serwatka, masło, maltodekstryna, cukier, odtłuszczone mleko, naturalny aromat), ryż dmuchany (mąka ryżowa, cukier, gluten pszenny, olej palmowy, słód pszenny, sól), karmel maślany solony (cukier, glukoza, mleko skondensowane, masło, sól morska), lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy

23 komentarze:

  1. charlottemadness26 lipca 2016 06:32

    Kolejna typowa czekolada z serii "doładowywacz paliwa" :>
    Eh.. szkoda,że czekolada do końca "niezgodna z opisem" --> czytaj solony karmel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy na pewno niezgodna z opisem? Czekolada nazywa się "Dulce de leche & riz soufflé", co z francuskiego znaczy po prostu "Karmel i dmuchany ryż".

      Usuń
    2. charlottemadness26 lipca 2016 13:33

      Niby miał być solony karmel, a otrzymaliśmy karmel bez soli. :> Do reszty nie mam zastrzeżeń.

      Usuń
    3. Michu, ale sama nazwa jest uboższa od tego, co mówi opis czekolady na tyle opakowania i przy składzie. W każdej wersji językowej było to samo, więc nie można nawet mówić o pomyłce.
      Dobrym przykładem jest Zotter, którego czekolady też są bardziej złożone niż sugeruje tytuł (np. Coffee Toffee - w tytule nie ma nic o migdałowym nugacie, a zajmuje on połowę nadzienia).

      Usuń
    4. A propos Zotterów to muszę w końcu sobie spróbować :) W Poznaniu nigdzie ich nie ma z tego co mi wiadomo, więc pewnie tylko wysyłkowo.

      Usuń
    5. Pewnie tak, ale naprawdę warto zapłacić i za przesyłkę - te czekolady są tego warte.

      Usuń
  2. Trochę szkoda, że solon karmel okazał się nie być solony, ale to mnie już chyba nawet nie dziwi. ;> Za to całość wypada naprawdę fajnie. Niby tych wszystkich preparownaych rzeczy nie lubię, chyba, że w jakimś serku, ale kto wie? Może i smakowałoby mi to w czekoladzie. :-) Karmel zawsze na tak ale wolałabym właśnie solony, bo ostatnio jestem miłośniczką wszystkiego co solone. Zwykły karmel to już dla mnie nic ciekawego - haha jaka koneserka wymagająca. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei bym się nie nazwała "miłośniczką wszystkiego co solone", ale też lubię słone rzeczy. :D Karmel zwykły... też lubię, ale musi być naprawdę dobrej jakości.
      Ta czekolada... w sumie jest jedną z takich, która może posmakować lub nie i to dość losowo. :P Dziwna jest, to pewnie dlatego.

      Usuń
  3. Przypuszczam, że w domowych warunkach ta czekolada miałaby nieco surowszą ocenę. Wszystko fajnie, tylko jakby była sól w tym karmelu to by było idealnie jak na mój gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, a i nie chciałam jej niższej oceny wystawiać, bo może, gdybym miała ją w dobrym stanie to byłoby tę sól trochę bardziej czuć.

      Usuń
  4. Trochę nietypowe pytanie: czy codziennie jesz czekoladę lub coś słodkiego? jak to robisz, że przy takiej ilości pyszności masz taką figurę, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś słodkiego, i przeważnie jest to właśnie czekolada, jem 6 dni w tygodniu (tak na oko, bo czasami nie mam ochoty na nic słodkiego, a czasami mogłabym jeść dzień w dzień), ale bardzo rzadko są to 100-gramowe tabliczki (wiele z nich ma około 25-70g). Dbam o to, żeby inne posiłki były zdrowe i jestem dość aktywną osobą.
      Pozdrawiam również. ;)

      Usuń
  5. Taka mleczna, słodka tabliczka idealnie nadaje się na zastrzyk cukrowej energii po takim wysiłku :) Pewnie inaczej smakuje na samym szczycie a inaczej jedzona po prostu w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu to tylko do mleka ją i jako cukrowe płatki wcinać. xD


      Fu, nigdy bym tak nie zrobiła, haha.

      Usuń
    2. Albo do mikrofali, niech się rozpuści i polać lody..... Też byśmy jej tego nie zrobiły xD

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Noo, ale bardzo źle też nie było. :P

      Usuń
  7. Zapowiadała się ciekawie, a wyszła cukrowo i przeciętnie...szkoda, ale na szczęście czekolady marki Dolfin mnie nie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie takie szczęście, bo są i naprawdę warte uwagi, ale to ze względu na mocne i wyraziste przyprawy. :P

      Usuń
  8. A widzisz, mnie ten wariant bardziej pociągał od mlecznej z samym solonym karmelem, ale że ta druga była na promocji no to nie miałam co marudzić. I z tego co pamiętam (z bloga) bardzo mi smakowała a karmel rzeczywiście był słonawy. Fart :> Wróciłabym do niej! (mam nadzieję, że byłby to miły powrót i wspomnienia okazałyby się prawdą, a nie to, co z 88% xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że była smaczna. W końcu np. mleczna z cynamonem była boska. Myślę, że tu po prostu za dużo napchać chcieli, a ja stawiają na jeden, prosty składnik i dadzą go dużo, to jest ok. Ciemne... no tu już potrzeba dobrych twórców, masówki rzadko kiedy wychodzą dobrze, więc można im to wybaczyć i po prostu zwracać uwagę tylko na mleczne.

      Usuń
  9. Mówi się krzywy jak... ;> Kombinuj dalej!
    (Co to lato ze mną robi?!)
    Smaki niestety nie moje, choć po zobaczeniu tytułu wpisu byłam pewna, że wysmaruję coś pozytywnego. Przede wszystkim ten ryż preparowany - niet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzywy jak charakter i postać Gargamela. xD

      Co do ryżu to się zgadzam; tego typu chrupacze znoszę tylko na szlakach.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)