sobota, 2 lipca 2016

Wino Winkler-Hermaden Olivin 2011 [18 LAT+]

Może zauważyliście, że ostatnio na blogu pojawia się całkiem sporo rzeczy innych, niż czekolady. Obserwując mojego instagrama łatwo z kolei zauważyć, że lubię sobie testować różne knajpki, czy samej coś upichcić. Związane jest to z ogólnym zamiłowaniem do odkrywania ciekawych smaków, a że jedzenie jest bardzo "moim" tematem, lubię o nim czytać, rozmawiać itd. Lubię także dzielić się różnymi wrażeniami, bo niektóre są tak ciekawe, że karygodne byłoby zatrzymanie ich tylko dla siebie. Właśnie dlatego zdecydowałam się na ten wpis, trochę podobnie jak w przypadku miodu (który dopiero w przyszłym miesiącu opublikuję) - nie wiem, czy tego typu postów będzie więcej. Ten po prostu chcę dodać. Nie jest to typowa recenzja, bo właściwie... wina oceniać nie umiem. Umiem za to opisać to, co czuję pijąc je.


Uwaga! Aby formalności w świetle polskiego prawa stało się zadość, informuję, że recenzja ta jest przeznaczona jedynie dla osób, które ukończyły 18. rok życia.

Młodszych czytelników przepraszam, ale jestem zmuszona wyprosić, choć zapraszam do powrotu na bloga jutro, gdyż pojawi się czekolada Zotter z Olivin. ;)

Wino Winkler-Hermaden Olivin 2011 jest czerwonym wytrawnym winem ze szczepu Zweigelt z Austrii z regionu Südoststeiermark.
Zawartość alkoholu to 13,5 %, a wyprodukowano je w 2011 r.

Piękna butelka, skąpa i tajemnicza nazwa oraz, wierzcie mi, pasująca do niej grafika... "Olivin" bowiem wcale nie odnosi się do oliwek, a do kamienia, w dodatku szlachetnego z grupy krzemianów. Olive po łacinie rzeczywiście znaczy "oliwa", ale chodzi tutaj o podobieństwo barwy. Co ciekawe, kamień ten jest zwany kamieniem odwagi.
Co ma odwaga do tego wina? Szczep Zweigelt (z którego jest wytwarzane) jest uprawiany na zboczach wygasłego wulkanu, gdzie ziemia jest pełna oliwkowo-zielonych skał (którą podziwiać można na etykietce).
Właśnie tam, w południowo-wschodniej Styrii blisko Słowenii i Węgier, mieści się rodzinna winiarnia Winkler-Hermaden. Nie należy ona do zwyczajnych. Wina składuje się w niej w piwnicach (Piwnicy Lwa i Piwnicy Smoka) zamku Kapfenstein, którego historia liczy jakieś 900 lat. Spokojnie dojrzewają tam sobie w dębowych beczkach z drewna z lasów w Kapfenstein.

Z tą wiedzą, oraz z butelką w dłoniach, zasiadłam do degustacji. Bardzo się ucieszyłam, że wino ma szklane zamknięcie, a nie zwykły korek, więc nie musiałam się męczyć. Szybko je otworzyłam i zbliżyłam do nosa.

Poczułam falę mocy i ciężkości, które przyniosły woń czegoś bardzo wytrawnego, może nawet słonawego i hojnie przyprawionego. Wydało mi się, że czuję jałowiec i skórzaną odzież.
Nalałam nieco do kieliszka. Rozeszła się kolejna fala zapachu, wciąż mocnego, ale o zupełnie innym wydźwięku. Teraz z każdej strony dosłownie atakowały mnie soczyste wiśnie. Zakręciłam kieliszkiem, by ujrzeć cudne "łezki" spływające po jego ściankach. Czyżby to wiśnie zapłakały, że musiały ustąpić trochę miejsca porzeczkom i szczypcie przypraw?

Zaczęłam przyglądać się trunkowi, który zaintrygował mnie swoim kolorem. Była to trochę błyszcząca krwista purpura, z fioletowym przebłyskiem. Piękny!
Im dłużej siedziałam z tym winem, tym jego zapach był łagodniejszy: w pewnym momencie jakbym wyłapała wanilię.

Wreszcie spróbowałam.
Olivin zaserwowało mi powtórkę z zapachu. Najpierw po ustach rozlała się kwaśna słodycz wiśni. Znacie to uczucie, kiedy rozgryzacie te niemal czarne, soczyste dojrzałe owoce? To było to, wzbogacone o błogie rozgrzanie w gardle. Element lekkiego ściągnięcia i więcej owocowego motywu. Aronia? Zaraz utonęła w ogromie jagód, porzeczek i jeżyn.

Kiedy poczyniłam kolejny łyczek, mojej uwadze nie uszedł smaczek winogron: tych ciemnych, granatowych (moich ulubionych!) z ich "słodką goryczką". Wino od początku do końca jest niezwykle soczyste i cały czas owocowe, ale do lekkich nie należy.Na pewno czuć tu odrobinkę słonawego, może i dymno-skórzanego elementu, który w zapachu skojarzył mi się z jałowcem.
Nie jest to siekiera, ale ma moc i zdecydowany, złożony charakter, który zachowuje pewną stateczność, logikę. Ma w sobie coś, co kojarzy mi się z chłodną, ciemną piwnicą, w której po omacku odkrywa się poszczególne elementy - tu, w winie, przyprawy, bo ciągle jakieś wyłapywałam, żeby po chwili umknęły mi w soczystych owocach.
Pod koniec, nadchodziła odrobinka waniliowej słodyczy: okrywa sobą kompozycję.
Zakończenie jest proste i bardzo łagodne. Trwa bardzo długo, jednak nie jest nudne. Owoce z wanilią najpierw skojarzyły mi się z mało słodkim ciastem, które było... Hm, zaraz, ja znam ten smak...
Wanilia powoli przechodzi w smaczek mleczno-waniliowy, a ten już bez problemu przywiódł mi na myśl delikatną czekoladę.
W końcu pozostałam z pustym kieliszkiem w dłoni i posmakiem czekolady w ustach...


21 komentarzy:

  1. Zdziwiłam się widząc winą z etykietą podobną do Zottera, ale już widzę powiązanie.
    Na winie i alkoholu się nie znam, bo jedyne procenty jakie akceptuje to te z cydru i jabłkowego Summersby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie akurat za Sommersby chyba nie przepadam. :P Albo na kiepski smak trafiłam.

      Usuń
  2. A ja właśnie bardzo lubię te ,,inne" recenzje aniżeli czekolady. :-) Wino to ciekawy pomysł, zwłaszcza, że jestem jego fanką - choć brzmi to niepokojąco. Lubię wina lekkie, ale niesłodkie. Najlepiej białe, różowe i półwytrawne. Czerwone jest dla mnie trochę za ciężkie, ale półsłodkie jeszcze wypiję - bo w wytrawnych jest dla mnie za dużo kwasu.

    OdpowiedzUsuń
  3. O boże... Nie mam nic do dodania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wina są podobne do czekolady - można w nich wyczuć wiele róźnych smaków :) Niestety, mają dwie wady: zawierają alkohol, którego zapachu nie lubię i który mój organizm słabo toleruje oraz są dużo droższe od czekolad. Mogę sobie pozwolić na kupienie najlepszych na świecie czekolad, z najlepszymi winami to byłby już kłopot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dlatego cieszę się, że takich winno-czekoladowych zestawów nie ma wiele.

      Usuń
  5. Ja to jednak poczekam na recenzję tego Zotterka. Wino lubię wypić w doborowym towarzystwie. Samej raczej nie zdarza mi się sięgnąć po lampkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja Ci zazdroszczę tego wina! Zestawienie z czekoladą musi być miażdżące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Zobaczysz jutro, co dzięki temu mogłam wychwycić w czekoladzie. ;)

      Usuń
  7. charlottemadness2 lipca 2016 14:06

    Ciekawe jak Zotter odzwierciedlił smak tego wina w czekoladzie :> Ale recenzja już jutro :d
    Chyba się nie zawiodłaś :>

    OdpowiedzUsuń
  8. Z alkoholi to u mnie wina na pierwszym miejscu:) . Chętnie bym spróbowała:)bardzo lubię słodkie a to chyba jest wytrawne ?albo coś źle przeczytałam? Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wino Winkler-Hermaden Olivin 2011 jest czerwonym wytrawnym winem ze szczepu..." - tak, to wytrawne. :P

      Usuń
    2. Haha akurat tego opisu nie przeczytałam hihi:) czyli nie wypiła bym całej butelki :)

      Usuń
    3. Oj, widzisz, jak to wszystko na jaw zawsze wyjdzie. :P Przy takim długim opisie w sumie się nie dziwię.
      A ja wypiłam, hihi. I było zaskakująco owocowo-czekoladowe, ale naprawdę, pyszne!

      Usuń
  9. Czytam od dawna ale dopiero teraz mam czas na archiwum. Swietnie sie czyta ☺ Gdzie mozna kupic to wino? W polsce bede dooiero w wakacje ale wole sie na zapas przygotowac. W zamian moge podrzucic kanadyjskie ciekawostki np. https://shop.giddyyoyo.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się.
      Zamówiłam ze strony austrovin.pl.

      Usuń
    2. Wielkie dzieki. Jakbys byla zainteresowana kanadyjskimi slodkosciami daj znac.

      Usuń
    3. Ależ nie ma za co. Słodkościami, tymi prawdziwymi, dobrymi czekoladami jak najbardziej jestem. Zapraszam do kontaktu mailowego: sergeantkhymczak@gmail.com . ;)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)