czwartek, 15 września 2016

Domori IL100% Blend ciemna

Mając kilka czekolad jednej marki zazwyczaj układam sobie jakąś logiczną (czasem tylko dla mnie) kolejność ich próbowania. W przypadku Domori stało się jednak inaczej. Gdybym np. wymyśliła sobie, że zacznę od mlecznych, a skończę na setkach, miałabym wrażenie, że moja przygoda jest jednorazową i zamkniętą całością. Tymczasem liczę, że będę mogła spróbować kolejnych tabliczek oraz, że powstaną jakieś nowe. Właśnie dlatego moje próbowanie Domori jest dość chaotyczne. Ostatnio jednak mam niedosyt niesłodkich czekolad naprawdę dobrej jakości i postanowiłam, że zrobię sobie jakieś "dni setek" i porównam dwie setki Domori, poczynając od bardziej tajemniczej i mniej popularnej.

Domori IL100% Blend to czekolada ciemna stworzona jedynie z kakao, które stanowi całe 100 % składu. Do jej produkcji użyto różnych ziaren, na opakowaniu i stronie nie ma nawet informacji o ich pochodzeniu.

Z ogromną niepewnością i podnieceniem wyjęłam tabliczkę z szuflady, by po chwili otworzyć kartonik i połyskującą bordową folię skrywającą...

...ciemnobrązową tabliczkę o całkiem zwyczajnym wyglądzie i zwalającym z nóg zapachu.
W pierwszej chwili poczułam tu kwiaty, alkohol i perfumy, na których ktoś zdecydowanie nie oszczędzał pieniędzy.
Czekolada przeniosła mnie do bogatego, przeszklonego domku w lesie, gdzie na mahoniowej podłodze tańczyły odbicia płomieni ognia bezlitośnie pożerającego drewno w kominku. 
Od tego wszystkiego biło ciepło oraz zapowiedź gorącej, pikantnej nocy...

Przełamałam, a głośny trzask sprowadził mnie na ziemię. Wtedy zrobiłam pierwszy kęs, czekolada zaczęła się rozpuszczać, najpierw gładko, a potem coraz bardziej maziście, aż w końcu zakleiła mi usta i już na dobre przeniosłam się do zaciemnionego domku na odludziu...

...gdzie też mnie prawie zwaliła z nóg moc kakao. Użyła tu swojej cierpkiej goryczy o wyrazie palonego drzewa, z którego potem rozwinęła się wizja drzew rosnących wokół tego domu, z grubymi korzeniami na dobre wpełzającymi w wilgotną, ciemną ziemię.  
Moc kakao nie żałowała także kwasku, który objawił się jako szklanka zimnego soku świeżo wyciśniętego z pomarańczy. Byłoby soczyście, gdyby powietrze i atmosfera nie zaczęły robić się ciężkie (jednoznaczne w tej sytuacji i miejscu), smoliste. 

Tutaj też poczułam zalepianie czekoladą w gardle, lekkie drapanie perfum, przypraw... zaraz, dlaczego pomyślałam o przyprawach? I już poleciało skojarzenie z czymś pieczonym, nasilił się motyw drewna i popiołu. Nie tylko tego w kominku, ale też zalegającego w popielniczce, obok której odstawiłam sok pomarańczowy. 
Ssąc kawałek czekolady poczułam odrobinę słodyczy, dla wytchnienia, i tu pokazał się wilgotny biszkopt czekoladowy. Czyżby w towarzystwie gorzkiej kawy? 

Lepiąca maź ścisnęła mi gardło. Moc kakao nadeszła ze zdwojoną siłą (choć jak na setkę nie była to moc nie do przejścia) o wydźwięku whisky. Próbowała mnie upić swoją cudownością!
Była to zimna whisky pita w towarzystwie... sorbetu z kwaśnych jeżyn? Po tej silnie alkoholowej nucie wyczułam więcej słodyczy, choć wciąż z goryczką. Skojarzyło mi się to z bardzo przypaloną konfiturą truskawkową. 

Lepiąca czekoladowa smoła o tymże smaku zaczęła przechodzić w nuty bardziej soczyste - to był moment, w którym kawałek dosłownie znikał. Pozostawał po nim długi, wyrazisty posmak, który jednak w końcu i tak łagodniał, niosąc skojarzenie z alkoholowym, czekoladowym biszkoptem odrobinę osłodzonym lukrem.

Ta czekolada była bardzo wymowna; to upojna, gorąca noc w ekskluzywnym domu na odludziu. Wokół ciemny las porastający czarną, wilgotną ziemię, a w środku ciepły kominek, dużo alkoholu i ciężka atmosfera. Nie było tu jednak ani trochę chamskiej ordynarności, mimo dozy pewnej bezwstydności.
Jak już wpadnie się w lepkie sidła smolisto-kwaśnej czekolady, nie da się z nich wyjść. Inaczej: nie chce się z nich wyjść. To jak horror albo scena nieprzeznaczona dla dzieci, ale z niezdrową ciekawością podglądane przez nie przez palce. 

PS Pisała już o niej Basia z Sex, Coffee and Chocolate, więc zapraszam także do przeczytania jej recenzji.


ocena: 10/10
kupiłam: Amazon (za pośrednictwem pewnej osoby z USA)
cena: 10 $ (za 25 g)
kaloryczność: 616,35 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: masa kakaowa

20 komentarzy:

  1. Jakoś mi ten kwasek w niej przeszkadza,bardzo lubię gorzkie czekolady,ale nie z kwaśnym smakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdego rodzaju? W końcu kwasków może być tak wiele!

      Usuń
  2. charlottemadness15 września 2016 07:17

    Tą czekoladą byłabym kupiona!Już u Basi mi się podobała,a teraz jej chęć posiadania ma podwojoną moc ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie dała rady tyle o Domori czytać i nic a nic nie zamówić. :P

      Usuń
  3. Uwielbiam ją! Tak samo - drugą setkę z Domori. A u mnie też dziś setka, hah ;). Ale się zgrywamy! Czy może pojutrze będzie u Ciebie Lindt? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze... zepsułam! Jest dopiero 21go, bo potem by za dużo Zotterów obok siebie było.
      Haha, ale i tak zgranie niezłe. :P

      Usuń
  4. Chociaż chce spróbować jakiejś setki to nie wiem czy ta nie jest jeszcze zbyt mocna dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie zbyt mocna choć nie ,,ordynarna". Wydaje mi się, że zachowała tu pewną subtelność. Niemniej nie przepadam za tak walącymi po kubkach smakowych smakami chyba, że mam do czynienia z kuchnią bliskiego wschodu, tam można szaleć, a ja zjem wszystko. Tu jest zbyt jednak ciężko. Choć może to dlatego, że piję siekierkę moją poranną i marzy mi się coś słodkiego dla kontrastu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podniosłaś ciekawą kwestię. Ja sama lubię mocne, skrajne smaki, ale są takie rzeczy, które po prostu muszą być delikatne, np. sushi, owsianka. Pewnie dlatego, że w sushi najważniejszy dla mnie składnik (surowa ryba) jest delikatny i zarazem wyrazisty, a owsianka... jedzona na zakończenie dnia, to już pewnie podświadomie "żeby wyluzować". :P

      PS Co najbardziej z bliskowschodniej kuchni lubisz? Możesz podać kilka rzeczy. :D

      Usuń
  6. Kolejny 100% szatan :D Ciekawe czy kiedyś będzie nam dane spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taki diabeł straszny, jak to mówią. :>

      Usuń
  7. Dziś bez odniesień do czekolady. Chcę uprzedzić o mojej nieobecności - i przeprosić za nią - w bliżej nieokreślonym czasie. Zaczęłam pracę i póki nie wdrożę się w nowy system życia, po prostu nie znajdę czasu na przeglądanie blogów. Nie wiem nawet, jak długo utrzymam własny codzienny system recenzji. Tak więc z góry przepraszam i do usłyszenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, witaj w świecie zapracowanych ;). Ja mam 24 czekolad w kolejce do zrecenzowania... Na 21.09. jeszcze nie mam gotowego wpisu :P

      Usuń
    2. No, to powodzenia, Olga!

      Basiu, wpisy poczekają, ważne, że na czekoladę gdzieś tam znajdujesz czas. :P Lepiej, żeby recenzje czekały na napisanie, niż czekolada na zjedzenie!

      Usuń
    3. Nie poczekają, nie chcę mieć zastoju :P

      Usuń
    4. U mnie to samo - jeść czas mam, ale pisać... ych :P Będę cisnąć w weekendy.

      Usuń
    5. Ja pewnie jakieś połowy wszystkich wtorków z kolei spędzam na pisaniu. :P

      Usuń
  8. Niewiele można napisać, ta Domori to czekolada, której po prostu trzeba spróbować. Bardzo jestem ciekaw, jak wypadnie druga setka Domori, takie porównanie blenda do jednogatunkowej bardzo mnie ciekawi. U Basi już było, zobaczyny którą wybierzesz jako królową setek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już to wiem, hihi. :D Jednak... nie uznaję czegoś takiego jak "najlepsza setka" głównie dlatego, że każda jest inna i ciężko jest jedną do drugiej porównać.
      W jednogatunkowej, wydaje mi się, chodzi o to, żeby właśnie wszelkie walory gatunku pokazać, a Blend... to już pole do popisu dla talentu i wyobraźni twórcy.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)