piątek, 16 września 2016

Domori IL100% Criollo ciemna z Wenezueli

Po mocnej, grającej na skojarzeniach i wyobraźni Domori IL100% Blend o upojnym klimacie z nieco bezwstydnymi nutkami kwasków i goryczy, w których czułam przede wszystkim palone drewno, cytrusy i alkohol, a całość kojarzyła mi się z lepiącą smołą, przyszedł czas na drugą setkę tej marki. Przyznam, że mimo wielu zjedzonych czekolad z wyższych półek i tak czułam się dość... onieśmielona wyjmując ją z szuflady. Czy rzeczywiście okaże się najlepszą czekoladą na świecie, jak niektórzy znawcy tematu ją nazywają? Jak ja ją odbiorę?

Domori Cacao Criollo IL100% Criollo to ciemna czekolada, której 100 % składu stanowi ziarno kakao Criollo z Wenezueli z plantacji Hacienda San José.

Po wyjęciu tabliczki z tekturowego opakowania, na którym tym razem pozłacanych jest już więcej elementów, a następnie ze złotej folii, poczułam taki bogaty bukiet delikatnych zapachów i zapaszków, że aż ciężko było je połapać.
Najszybciej wychyliły się tu drzewa, ale takie żywe i kwitnące, a więc też pewna kwiatowość... może raczej nektar kwiatów albo miód wielokwiatowy przechodzący trochę w karmel. Zdecydowanie czułam tu też lekko prażoną nutę orzechów w towarzystwie łagodnej kawy ze śmietanką.
W czasie degustacji wywąchałam także fuzję owoców.

To wszystko było niezwykle kuszące, ale zupełnie niepasujące do tego, co widziałam. 
Tabliczka czekolady była bowiem bardzo jasna (jak na setkę), a w dotyku wydała mi się zupełnie sucha (a gdzie to całe "życie" z zapachu?), w czym utwierdził mnie jej przekrój (który zobaczyłam po przełamaniu, które przypominało łamanie ciemnej mlecznej czekolady, lecz i tak usłyszałam głośny pusty trzask).Wyglądała jak suchy plażowy piasek.

Wreszcie, by rozwikłać tajemnicę, cóż też w sobie kryje naprawdę, spróbowałam.

Kiedy czekolada zaczęła się rozpuszczać wydała mi się minimalnie lepiąca i tłusta, o wiele bardziej kojarzyła mi się z gęstym kremem, który był głównie gładki (które to poczucie nasilał jej soczysty wydźwięk), ale zwłaszcza pod koniec rozpuszczania się kawałka nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że staje się on bardziej sucho-proszkowy.

Jako pierwszy dotarł do mnie smak mocno pieczonych czekoladowych pierniczków z bardzo kwaśnymi duszonymi śliwkami. Tak, jakbym przegryzła ciasteczko i wylało się z niego owocowe nadzienie niosące ogrom soczystości. Za śliwkami zaczęły prezentować się przede mną owoce leśne z jeżynami, malinami i jagodami na czele. Jędrne, dojrzałe owoce na pewien czas wszystko zdominowały. Kwasek o nieco bardziej cytrusowym klimacie wydawał się uciekać bokami, jednak nie udało mu się. Owoce leśne zupełnie go pochłonęły, po czym razem usunęły się na bok.

Dzięki temu przyszedł czas na debiut nieprażonych migdałów i... kory drzewnej? Był to smak bardzo neutralny, powoli wchodzący w sferę słodyczy. Ta okazała się delikatna, ale jakby zgrywająca się, figlarna. Troszeczkę palonego karmelu, troszeczkę słodkiej śmietanki w łagodnej kawie - "ależ nie! wcale mnie tu nie ma!".
Słodycz wsunęła się pod gorzkość, której wejścia nawet nie zauważyłam. Przyniosła nuty nieco bardziej prażone, orzechowe. Czekolada przypominała teraz gęsty orzechowy krem z dodatkiem kakao w proszku (nie chodzi mi o smak, a konsystencję), takiego jakim często obtoczone są trufle. Przy tych orzechach znów nasilił się kwasek, ale nieco inny. Taki bardziej palonokarmelowy albo niczym z chleba razowego na zakwasie.

Ten kwaskowaty posmak pozostał już do końca, chociaż także zaczynało się robić coraz bardziej słodko. Kawałek czekolady skojarzył mi się z rozpływającym się w ustach pierniczkiem, odsłaniającego na moment odrobinkę soczystych owoców i goryczki, może nawet taniny.

Ta czekolada okazała się zaskakująco stonowana. Równowaga między kwaskiem, gorzkością a słodyczą była zachowana, a równocześnie wszystkie te smaki miały okazję do popisu zupełnie solo.
Odnalazłam tu wiele owoców (śliwki, owoce leśne) i ogrom soczystości, ale w 100 %-ach owocowa mi się ta czekolada nie wydała. Za dużo czułam tu nut pierniczkowo-orzechowych i kawy ze śmietanką.
Wiem, że te nuty brzmią dość klasycznie, ale forma, w jakiej zostały podane okazała się bardzo odmienna od innych jedzonych czekolad. Ta była delikatna (jak na setkę), sprawiała wrażenie niewinnego aniołka, ale... było to tylko wrażenie. Jej prawdziwy charakter to sprytna kusicielka, lolita.
Ta czekolada była obłędna, ale nie powiem Wam, czy lepsza od mocnego Blenda. Zależy, co aktualnie chce się w czekoladzie poczuć. Ja skłaniam się, mimo wszystko, ku Blendowi.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 17,85 zł (za 25 g) - dostałam zniżkę
kaloryczność: 623 kcal / 100 g
czy kupię znów: chciałabym kiedyś do niej wrócić

Skład: masa kakaowa

16 komentarzy:

  1. Z opisu mi wynika mniej kwaśna niż ta wczorajsza. Pytałaś wczoraj czy mi wszystkie kwaśne smaki nie smakują. Miałam kiedyś wątpliwą przyjemność mieć styczność z jakąś gorzką czekoladą która była mega kwaśna jak ocet czy kwaśne mleko, odrzucało mnie od niej i jakiś uraz pozostał. Ja w gorzkich kocham taką pylistość w smaku i konsystencji,ale bez uderzenia kwachem w moje kubki smakowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta była łagodniejsza. ;)

      Taką jakby szorstkość? O, też uwielbiam!

      Usuń
    2. no właśnie taka szorstkość:)

      Usuń
  2. charlottemadness16 września 2016 06:51

    Czytając recenzję mam wrażenie jak gdybym czytała o o czekoladzie w przedziale 85%-90%. Wydaje się być taka łagodna,zrównoważona,bez tego "pazurka":>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak na ten przedział smakowała. :P

      Usuń
  3. Podoba mi się, że nie ma tu jednego smaku - ale mamy elementy kwasku, goryczy i słodkości. To coś dla mnie bo lubię kiedy wiele się dzieje w czekoladach. :-) Najważniejsze, że nie jest aż tak bardzo kwaśna, bo ten smak w momencie jeżeli dominuje to dla mnie skreśla czekoladę na wstępie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak? A jakby był czysto kefirowy jak np. w Menakao?

      Usuń
  4. Ta już nie wydaje się taka szatańska :D Chociaż pewnie sprzedałaby nam jakieś igiełki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, Criollo to subtelna subtelność w łagodnym jak baranek wydaniu. :D

      Usuń
  5. To taka esencja Criollo, jak ją jadłem po raz pierwszy, to te owoce w tak mocnej czekoladzie całkiem mnie zaskoczyły. Mam wrażenie, że ten gatunek kakao (w różnych odmianach) oprócz tego, że ma ten swój chrakterystyczny posmak, to także pozwala wydobyc wiecej nut smakowych niż inne gatunki, zwłaszcza jeśli zabiera się za to Franzoni. Po prostu lubię criollo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Criollo na pewno jest bardzo rozpoznawalne i też je bardzo lubię, chociaż, jak wiesz, wolę dzikie kontrasty. :P Gdyby jednak nie taka subtelność od czasu do czasu, może bym bardziej "skrajnych" czekolad aż tak nie odbierała.

      PS Zgadnij, co sobie leży w zamrażarce. :D

      Usuń
    2. Jakie zrobiłaś? Z adwokata? Pokaż zdjęcia :D

      Usuń
    3. Z adwokata zrobiłam i siedzą w domu, bo o nich zapomniałam, haha.;P

      Usuń
  6. Te gęste kremy i pierniczki są bardzo zachęcające. Z drugiej strony... ja po prostu WIEM, że czekolady z wysoką zawartością kakao takie nie są. Podkładasz mi tu jakąś minę, nie ufam Ci :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdziwiłabyś się, jak daleko jej od np. Pralusa 100 %, a jak blisko (pod względem łagodności) do Original Beans. :P

      Usuń
    2. Dobra, dobra. Tak gadasz, ja kupię, a potem wyzionę ducha :D

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)