niedziela, 18 września 2016

Krakuski Barbakanki korzenne herbatniki w czekoladzie mlecznej

Po tylu czekoladach z wyższej półki i po wszelkiej maści innych ciekawostkach, na pewno wielu z Was spojrzy z niedowierzaniem na tę recenzję. Nie dziwię Wam się. Nie dziwię się jednak także sobie, że do tej recenzji zasiadłam. Ciastka normalnie mogłyby dla mnie nie istnieć... do czasu. Do czasu, gdy myśl o jakiś wejdzie mi do głowy i wstrętnie się tam zagnieździ. Zdarza się to może raz na rok, ale wtedy nie ma zmiłuj, muszę zasiąść do ciasteczek i herbatki, bo czuję, że inaczej sczeznę.
Dodatkowo, chcę mieć do czego się odnosić w recenzjach związanych ze współpracą z Altoria.eu.

Ci którzy czytają nie tylko recenzje, ale i niektóre wstępy, pewnie wiedzą, że dość często bywam w Krakowie, więc dodam teraz, że do tego miasta żywię bardzo skrajne uczucia. Z jednej strony kojarzy się z załatwianiem niekończących się spraw, a z drugiej... uwielbiam tamtejsze restauracje i wypoczywanie w domu mojego Taty. Te ciastka kupiłam na poczęstunek do herbaty właśnie na Jego przyjazd, żeby poczuł się jak w domu. ;)
Pewnie dlatego, nie mogłam przejść obojętnie obok tych ciastek. Albo inaczej: mogłabym, gdyby były jakiekolwiek inne, niż korzenne.
Z kolei jako, że pierwszy raz w życiu sięgam po ciastka korzenne z czekoladą... liczę, że nie tylko dla mnie takie coś jest nowością i powiedzmy, że komuś się ta recenzja po coś przyda.


Krakuski Barbakanki korzenne w czekoladzie mlecznej to po prostu herbatniki korzenne w czekoladzie mlecznej (23%).

Producent (Bahlsen) zachwala na opakowaniu, że są bez barwników, substancji konserwujących, utwardzonych tłuszczów roślinnych i oferuje nam zwiedzanie Krakowa bez ruszania się z domu. Nieźle.

Już od momentu otwarcia paczki poczułam silnie korzenny zapach, z akcentem mlecznej czekolady. Mniam.
Wyjęłam "korytko" z szesnastoma ciastkami, które... szczerze powiedziawszy prezentowały się średnio. Ot, przewalają się ze strony na stronę (czego efektem były dwa złamane ciastka).

Każde ciastko przedstawia jakąś krakowską budowlę (ileż to zabawy miałam zgadując je po kolei): Sukiennice, Kościół Mariacki, brama floriańska, czy wreszcie sam Barbakan. Pomysł bardzo sympatyczny. Ciastka są jasne, z jednej strony oblane czekoladą - cienką warstwą, ale jak się potem okazało, właściwie trafioną z ilością.

Okazały się dobrze wypieczone; porządnie chrupiące i twarde. Nie kruszyły się ani nie rozpadały po zamoczeniu w herbacie. Czekolada zaczynała rozpuszczać się dopiero w ustach, ale tam działo się to już bardzo szybko. Po chwili i ciastko zaczynało przyjemnie się rozpuszczać. Potem nasilała się tłustość, ale niczego obrzydliwego w niej nie czułam.

O czekoladzie samej w sobie ciężko coś powiedzieć. Jest słodka, mleczna i tłustawa - taka zwyczajna czekolada. Przy tej, dość cienkiej, warstwie - jak najbardziej w porządku, chociaż nie wydaje się tu niezbędna. Jest, bo jest i mogłoby jej nie być. Wprowadza tylko dodatkowo smaczek czekolady i podwyższa słodycz.

Ciastka są dość mało słodkie, w smaku bardziej neutralne, a może i wręcz słonawe. Jest w nich pewna charakterystyczna dla ciastek korzennych tłustawość, to nie suche próchno.

Jest i Barbakan
Przyprawy korzenne czuć, chociaż nie jest ich wyjątkowo dużo. Dominuje lekka pikanteria cynamonu, zaraz za nią stoi słodycz goździków. Dalej może i gałka muszkatołowa gdzieś tam była, ale ogółem smak korzenny był na tyle delikatny, że tego to już nie jestem pewna.

Ciastka jedzone na sucho najpierw wydają się neutralne, potem nadchodzi słodycz, a lekka pikanteria i tłustość pojawiają się dopiero w czasie "mielenia zębami", w towarzystwie herbaty wydają się bardzo mało słodkie i smakowicie (ale nie wyjątkowo) korzenne - herbata świetnie to podkręca.
Osobiście jednak wolę ciastka korzenne bez czekolady, chociaż możliwe, że z ciemną bardziej by mi posmakowały.
Można zjeść, ale wracać raczej nie ma sensu.


ocena: 6/10
kupiłam: sklep osiedlowy
cena: 2.99 zł (za 150 g)
kaloryczność: 478 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mąka pszenna, czekolada mleczna (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko w proszku odtłuszczone, tłuszcz mleczny, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, aromat), cukier, olej palmowy, syrop glukozowo-fruktozowy, substancje spulchniające: węglany sodu i difosforany, przyprawy korzenne, sól, skrobia pszenna, odtłuszczone mleko w proszku, jaja w proszku, aromat

20 komentarzy:

  1. charlottemadness18 września 2016 06:51

    Lubię korzenne smaki.Ciastka praktycznie Rzadko kiedy jadam ciastka.Praktycznie nigdy,bo jakoś mnie nie ciągnie). Wszystkie takie jakieś przecukrzone i przetłustawe :I.Ale cóż..Co tam,gdy czekolada wynagradza wszystko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bez wszystkich słodyczy można się bez problemu obejść... Chyba, że chodzi o czekoladę. Chociaż w sumie to nie słodycz, to życie. :D

      Usuń
  2. Chyba jadłam te ciastka ale w wersji bez czekolady. Tak mi się przynajmniej wydaję. Ale jestem pewna, że i te by mi smakowały. Jeszcze nie natrafiłam na ciastka tej marki, które by mi nie smakowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Kurde, ja tak myślałam, że robią niezłe ciastka, a tu mnie ostatnio poczęstowano jeszcze jednymi i... Szok. Jeść się nie dało. :(

      Usuń
  3. Poproszę o więcej takich recenzji! Uwielbiam czytać Twoje doznania przy jedzeniu czekolad, ale czytając je czasm czuje się jak debil, bo ja jedząc tabliczkę myślę: słodka-gorzka, dobra-niedobra i tyle. Nie potrafię wychwycić tyle smaków i aromatów i docenić tego rodzaju słodycza - nie jest moim ulubionym wiec to pewnie dlatego, jem żeby zaspokoić głód tylko i wyłącznie. Za to ciastka, o to mój konik. Tutaj wychwycę wszystko i jem z przyjemnością. Dlatego też recenzja jest taka bardziej dla mnie przyziemna. Poza tym fajnie poczytać o czymś co jest dla Ciebie taką trochę nieznaną wyspą, to jak wybrać się z Tobą na wycieczkę na nowy kontynent. :D Albo jak obserwowanie dziecka, któremu pierwszy raz zamiast startej marcheweczki dano widelec i kotlet. :D Co do już samych ciastek - tych nie jadłam, ale korzenne bardzo lubię. Czekoladę z ciastek spod marki Krakusków znam z serduszek - to jedne z moich ulubionych ciastek. Te pewnie jednak byłyby dla Ciebie za słodkie - samo maślane ciastko jest tłustawe i słodkie, a mleczna czekolada tylko to podkręca. Jednak mimo słodyczy są chrupkie, maślane i przywołują na myśl dziecięce czasy gdzie zjadało się maślane herbatniczki u babci.
    No i na koniec powiem, że zazdroszczę częstych odwiedzin Krakowa - kocham to miasto. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, kocham to porównanie do dziecka. ;P
      No, to za jakiś czas będzie całkiem sporo recenzji ciastek. Oby tylko statek na tę nieznaną wyspę ze mną na pokładzie nie zatonął. ;>

      Usuń
  4. Chyba wszystkie Krakuski jakich miałam okazję spróbować mi smakowały, więc pewnie i z tymi byłoby podobnie, nie narzekałabym na niepowalającą ilość przypraw, a brak obrzydliwej tłustości zawsze na wieelki plus <3
    Kraków odwiedziłam w tym roku po raz pierwszy i trochę byłam zaskoczona, bo za bardzo mi się nie podobał :P Sam ryneczek i jego okolice oczywiście ładne, tak.. no klasycznie jak na tego typu miejsca w mieście, natomiast już obszar w którym wtedy przebywałam - 15-20minut tramwajem od rynku - wyglądał zupełnie jak taka wieś Hajnówka, czyli 5x mniej "cywilizacyjnie" od mojego wsiowego osiedla xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląd miasta do mnie nie przemawia, ale mam bzika na punkcie jedzenia. :P I... nicnierobienia u Taty.

      Usuń
  5. Powinnam zdobyć te ciastka, by wzbogacić kolekcjonowane od początku roku doświadczenia korzenne. Myślę jednak, że wybrałabym wspomnianą przez czoko wersję non-choc, o ile takowa istnieje.

    PS Ja czytam wstępy ]:->

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam takiej. Bo rozumiem, że deserowa odpada? :P

      Usuń
    2. Jak ciastka mają korzenny smak, oblewanie ich czekoladą jest profanacją.

      Usuń
    3. Ej, ale oblanie czekoladą przyprawioną przyprawami korzenne byłoby super. Taką zotterową, mniaam!

      Usuń
  6. Krakuski to ulubione ciastka naszego taty (zaraz po Hitach) :P Więc na pewno mu je kupimy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z taką marną szóstką? :P

      Usuń
    2. Nasz tato nie ma tak wygórowanych wymagań co do słodyczy :D

      Usuń
    3. Czasem to i lepiej, jak się tak wybrednym nie jest. ;)

      Usuń
  7. Tych nie jadłam, ale jakoś nie kuszą. Jeśli chodzi o takie ciasteczka to ja jestem wierna tym z Lidla :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kiedyś jakieś korzenne z Lidla jadłam - mniam! W ogóle Lidl ma bardzo dobre swoje rzeczy.

      Usuń
  8. Jakoś zimą je jadłam i smakowały mi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze. ;) Jestem ciekawa, jakbym odebrała np. wersję z ciemną czekoladą. Może ta by mi bardziej smakowała?

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)