sobota, 29 października 2016

Magnum White with Vanilla biała z wanilią

Ostatnim szczytem zdobytym we wrześniu tego roku miało być coś specjalnego... Rysy. W dodatku od słowackiej strony, czyli dla mnie nowość z pewną bonusową atrakcją, bo ze stupaczkami, które chciałam zobaczyć na własne oczy. Nie bardzo mogłam je sobie wyobrazić, mimo że widziałam i w telewizji, i w internecie. Czy niefortunnie ściągnie to więcej turystów? A może tylko utrudni mi wejście? Naprawdę nie lubię, jak coś sugeruje mi, gdzie mam postawić nogę... Tak czy inaczej, chciałam wyrobić sobie opinię, bo aż się chciało krytykować, a nie mam w zwyczaju krytykować czegoś, czego sama nie zbadam. Po drodze jednak zwątpiłam, że nawet do nich dojdę. Spotkałam wielu wracających ludzi mówiących o strasznej pogodzie i lodzie, co mnie trochę wystraszyło, bo nie wzięłam raczków. Rzeczywiście czuło się mrozek i wiatr, więc kiedy znalazłam bardziej osłonięte miejsce, wyjęłam czekoladę, która w kwestii wyglądu idealnie wpasowała się w ten zimowy krajobraz.
Zakochałam się po prostu w tych zdjęciach! Zrobienie ich nie było co prawda łatwe, bo padał śnieg, a więc i ostrość i wszystko... no ale się udało. Moją sesję przerwali mi jednak turyści radzący, by zawracać... spojrzałam na buty miłej Pani i co? Trampki z futerkiem kuźwa. Już wiedziałam, że stupaczki rzeczywiście ściągają amatorów, ale ja pewniejszym krokiem ruszyłam do przodu. I jak ruszyłam, to już poszłam... Aż na samiutkie Rysy! Wszyscy zawracali, a ja szłam napędzana dziwną energią. Na szczycie spotkałam tylko dwóch facetów... z mojego miasta! Nie do wiary - chciałoby się powiedzieć, ale w końcu... cóż, biegun Polski, to mrozy nam nie straszne. Nawet postanowiłam jeszcze jedno zdjęcie czekoladzie na szczycie ciachnąć - a niech Magnum też trochę radochy ma.
Wracając do tego "ułatwienia" - to krótki odcinek, według mnie zrobiony nawet całkiem nieźle, ale... cały zamysł na takie rzeczy mi się nie podoba. Ktoś, kto umie chodzić po górach, poradzi sobie bez tego, a takie coś ściąga tylko turystów-amatorów. Niektórzy jak widać mimo wszystko zawracają, ale założę się, że znajdą się i tacy, co bez jakiegokolwiek przygotowania zdecydują się iść na siłę i może się to dla nich źle skończyć. To na szczęście nie mój problem, więc przejdę już do... mojego problemu.

Magnum White with a hint of Madagascan Vanilla to biała czekolada z wanilią z Madagaskaru.
Masa mleczna to 19 %, a tłuszcz kakaowy 25 %.
Po otwarciu poczułam bardzo słodką mieszaninę smakowitej wanilii i obrzydliwie mdlącej waniliny. Były zaskakująco wyrównane.

Wydawała mi się miękka, łamała się jak tafla twardego masła, a w ustach rozpuszczała się bardzo szybko, zmieniając się w tłustą i proszkową, ale niewątpliwie czekoladową, grudkę.

Jako pierwsza wybiegała słodycz, jakby się z łańcucha urwała. Czułam lekko mleczny smak, ale niezbyt wyrazisty, bo już po chwili w siłę zaczynała rosnąć wanilia.

Mocna, czysto waniliowa słodycz stała się smakiem numer jeden, a przy niej na wierzch wyszedł odrobinę maślany, orzechowy posmak tłuszczu kakaowego. Połączenie wanilii i tej maślaności nie było przesadnie ciężkie, przez parę sekund było niezwykle smakowite, ale potem przez słodycz zaczynała przedzierać się wanilina. Coraz bardziej pochłaniała wanilię i w końcu pozostawała tylko wanilina, cukier i masło, czyli wyjątkowo obrzydliwe połączenie.
Po zniknięciu kawałka w ustach pozostawał smak waniliny, sztuczności, samej w sobie. Był tak ohydny i trudny do pozbycia się, że nawet dla tych paru cudownych sekund nie opłacało się jeść tej czekolady.

Zirytowała mnie podwójnie. Rozumiem kiepskie składniki, zły dobór czy wykonanie.... Ale tutaj po prostu dali jeden zbędny składnik. Inaczej może i byłaby przesłodzona, ale lepsze to niż taka chemiczna waniliniwość w kontraście po wanilii. Jakby jednak nie patrzeć, chociaż moment miała smaczny, w przeciwieństwie do mlecznej Magnum, a znając jej cenę (około 1 funta) wystawiam 5, chociaż już 1/3 tabliczki (ważącej 90 g) wykończyło mnie.


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 557 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, E442, ekstrakt wanilii, aromaty, kawałki wanilii

19 komentarzy:

  1. Trampki z futerkiem,no kurcze.Sama bym była amatorem w tej dziedzinie,ale bym się tak nie wybrała.Jakoś to takie dla mnie logiczne? :>
    Co do czekolady to hejt: "nie,nie" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, u niektórych ludzi to chyba nawet instynkty podstawowe są zagłuszone głupotą.

      Usuń
  2. A chciałam ja kupować w Niemczech i dobrze,że tego nie zrobiłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dobrze! Swoją drogą, a drogie tam są?

      Usuń
    2. Tak drogo? To całe szczęście, że nie kupiłaś!

      Usuń
  3. Nie wiem czego się spodziewałaś po Magnum? :) E442 (fosfatydy amonu) ponoć nieszkodliwe, ale w Japonii zakazane.
    W taką pogodę wolę siedzieć przed kominkiem, po górach wolę chodzić jak jest ciepło (nienawidzę zimna) i piękne widoki. W takim łażeniu dla mnie najważniejsze jest piękno gór, niekoniecznie muszę "zdobyć" jakiś szczyt, dlatego wolę mieć dobrą pogodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewałam się, że jednak wanilia w smaku będzie ponad margarynę i wanilinę. :P Myślałam, że na jakieś 6 może wyciągnie.

      Też wolę dobrą pogodę, ale latem trafiam zazwyczaj na ulewy i burze nie do przejścia. Zimna nie lubię, z tym, że z powodów zdrowotnych to ostatnie miesiące, gdy mogę cieszyć się górami. W przyszłym lecie pewnie tylko pomarzyć będę mogła.

      Usuń
  4. Trampki z futerkiem haha. U mnie na obozie narciarskim też były takie laski co przyjechały w kozakach na 17cm szpilce i chciały w tym chodzić po górach. Jednak już drugiego dnia się ,,rozchorowały" więc cały pobyt spędziły w hotelu i uprosiły jedynie pozwolenie o wypady na narty. Co wcaaaale nie było dziwne, że mają siły śmigać na nartach po stokach, za to zdobywać szczyty już nie bardzo. ;-) Ech, przechodząc do meritum.
    Magnumy - nie jarają mnie tak jak pewnie 90% społeczeństwa. Wybieram je zwykle tylko ze względu na czekoladową polewę, która jest hojna i dobra. Dlatego spodziewałam się, że biała czekolada, którą w tych lodach uwielbiam okaże się kolejnym cudem świata. Takie rozczarowanie. :< Chciałam ją nawet kupić ale nad morzem chcieli za nią prawie dwie dychy to kazałam im się puknąć w czoło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie szpilki? Ja bym na prostym chodniku się zabiła. :P

      Właśnie ona w lodach mi też kiedyś smakowała. Może bo przymrożona?
      20 złotych? Mają te pomysły!

      Usuń
  5. Czyli nadal na wszelkie wyroby Magnum nie będziemy zwracać uwagi :P
    A tak w ogóle jak wchodziłam na Śnieżkę i było tak wietrznie, mroźno i śnieżnie to jedyną rzeczą o jakiej marzyłam była ciepła herbata a nie czekolada xD Chyba nie umiałabym docenić smaku tabliczki podczas takiej wyprawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jem tylko gdy znajdę osłonięte miejsce, gdzie jest spokój. Ewentualnie czasami robię zdjęcia, trochę zjem, a resztę już na niższej wysokości schodząc, albo w schronisku. :P

      Usuń
  6. Trampki z futerkiem <3 szkoda, że nie wymyślili jeszcze japonek z futerkiem xD
    Czekolada nie kusi, ale akurat zachciało mi się białej Vivani z wanilią. A sklepy zamknięte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaprojektuję takie specjalnie dla Ciebie. <3 Z pomponem czy bez chcesz?

      O, tamta Vivani to dobra! Chociaż jak parę miesięcy jadłam ją ponownie, to mi jej tłustość za bardzo przeszkadzała.

      Usuń
  7. Nie kusi ani trochę. Magnum dla mnie już dawno jest przereklamowane...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo iż bardzo chcę spróbować wszystkich tabliczkowych Magnumów, bo białych czekolad jestem chwilowo uprzedzona. Parę dni temu próbowałam Vivani, która nie miała smaku. Magnum na pewno byłby lepszy, bo polewa na lodach mi smakuje, ale... Zresztą nie będę się rozwodzić, skoro i tak tabliczki nie posiadam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie polewa na lodach mi też kiedyś smakowała...
      A jaka biała Vivani? Ta z wanilią?

      Usuń
  9. No i dotrałam do Twoich traumatycznych Magnumowych wspomnień. Cieszę się niezmiernie, że NIE wydałam 18 koron duńskich na tę wątpliwą przyjemność. To cholernie przykre, jak producent liczy sobie naprawdę słono za czekoladę i sili się na ekskluzywność czy bógwiecotamjeszcze, a do produktu dorzuca wanilinę. Jak tak można robić klientów debili?

    Odnośnie reszty wpisu- łał, prawdziwy zdobywca z Ciebie- imponujące jak cholera! Szczególnie dla takiego amatora jak ja, co to ino Śnieżkę latem zdobył. No i wszystkie te zdjęcia, również te, które publikujesz na insta- super. Zazdro! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja w ogóle mam ochotę trzachnąć porządnie producentowi w łeb... Już by niech i te wszystkie E... były, ale właśnie, przecież waniliny wystarczyło po prostu NIE DODAĆ. O.o

      Amatorka, jak amatorka, założę się, że znajdą się jakieś dziedziny, w których to ja Tobie bym mogła wiele zazdrościć. :P Fajnie, że podobają Ci się te zdjęcia. ;)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)