piątek, 7 października 2016

Original Beans Cru Virunga 70 % ciemna z Kongo

Po pysznej Original Beans Femmes de Virunga 55 % z zaskakującą nutą soku marchwiowego (i innymi smacznymi, a także mocniejszymi, ale ta mi w pamięć najbardziej zapadła), bardzo szybko sięgnęłam po ciemną z tego samego ziarna i miejsca.

Original Beans Cru Virunga 70 % to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao forastero pochodzącego z okolic Parku Narodowego Wirunga w Kongo. 
Ta czekolada w Akademii Czekolady zdobyła srebro w latach 2011-13 oraz złoto od Great Taste, a co więcej, dochody z niej przeznaczane są na ochronę goryli górskich. 

Jak na razie wszystko wyglądało pięknie, tym bardziej, że opakowanie ma lekkie fioletowe akcenty (fiolet to obok czerni mój ulubiony kolor), a dzięki współpracy ze Smakowymi Inspiracjami, oprócz pełnowymiarowej 70-gramowej tabliczki miałam jeszcze miniaturkę - 12 g. 

Po rozprawieniu się z opakowaniem (uważałam, by nie zniszczyć papierka, a srebrnej folii jakoś nie mogłam otworzyć) zobaczyłam wreszcie ciemną tabliczkę o niezbyt ładnych (według mnie) kostkach, ale za to pięknym odcieniu brązu. Była ciemna i wydawało mi się, że widzę w niej przebłyski fioletu podobnego do tych akcentów na opakowaniu.

Nad tabliczką rozniósł się piękny zapach dojrzałych wiśni i czegoś mocno prażonego, dymnego. 
Pod tym kryło się też coś nieco suchego... pomyślałam o orzechu kokosowym, a potem o drzewach. Tak, ciepła dymna drzewność, a w niej trochę skąpej słodyczy.

Przełamałam, przy czym usłyszałam zdrowy, pełny trzask. Pierwszy kawałek znalazł się w ustach i już po chwili rozpuszczał się w tłustawo-kremowy sposób, podchodzący wręcz pod mleczne czekolady, jednak po pewnym czasie pojawiło się także wrażenie minimalnej suchości.

Od samego początku w ustach rozszedł się smak wiśni. Najpierw takich dojrzałych i słodkich, ale po chwili słodycz uciekła, a na scenę wszedł żar, ciepło i węgiel. 
Odebrałam czekoladę jako bardzo prażoną, za czym szła przyjemna ciepła gorzkawość, przy równocześnie dość znaczącej słodkiej nucie. Ta jednak pozostała w tle,
a na przód wyszedł kwasek i lekka cierpkość wiśni. Zrobiło się soczyście, jakby z rozgryzanych owoców lał się sok.
Obok tego gorzkość zrobiła się wyrazistsza, ale wcale nie silniejsza. Pomyślałam o czarnej herbacie; takiej, znad której unosi się para, a po chwili po głowie szwendały mi się jakieś hibiskusy. Cierpkość rozeszła się trochę na rzecz słodyczy. Czułam jakieś czerwone owoce inne niż wiśnie, ale nie umiałam sprecyzować, wyłuskać ich spod wspomnianych pestkowców. Może maliny? Ale takie tylko słodkie, bez żadnego kwasku. Potem coś bardziej orzechowego się pojawiło... jakby trochę orzech kokosowy wyłonił się z... herbaty? 

Słodycz i ten smak wyżej opisany zaczął mi przypominać coś bardziej wytrawnego... daikon? (rzepa; rzodkiew japońska) - tak, ale w wydaniu osłabionym, ledwo wyczuwalnym.
Pod koniec czekolada zrobiła się mocno czekoladowa, a konsystencją zaczęła mi przypominać ganasz lub polewę. Wtedy zaplątały się jakieś słodkie, suszone owoce, a czekolada zniknęła pozostawiając mnie z posmakiem...

No właśnie: posmak. Pozostawał w ustach długo i  początkowo był jedynie mocno słodki, bardzo prosty. Im robił się słabszy, tym dziwniejszy wyraz przybierał. Jakaś goryczka... może herbata, może coś innego? Z jakby czerwonymi owocami w tle? Znowu pomyślałam o malinach, ale tym razem to nie ich słodkawy posmak czułam. Tym razem było coś jakby... nutka musu z marchewki - młodziutkiej i świeżutkiej, a potem wszystko się kończyło.

Pyszna, wyrazista (czułam się normalnie jakbym wiśnie jadła, a i prażona całkiem silnie), a przy tym dość jednostajnie czekoladowa (to w tym przypadku akurat zaleta!) i wyważona.
Gdyby tak była mocniej herbaciana, albo żeby ten posmak był nutą samej czekolady, na pewno byłaby dziesiątka.


ocena: 9/10
kupiłam: Smakowe Inspiracje
cena: 112 zł / zestaw 4 różnych tabliczek (po 70 g) - zniżka
kaloryczność: 569 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

11 komentarzy:

  1. No ja oczywiście wolałabym 55% ale czuje, że ta też mogłaby mi smakować. :-) Ciekawi mnie ten herbaciany posmak, bo uwielbiam pić herbatę i piję ją niemal wiadrami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbaciane nuty w czekoladzie ostatnio zupełnie podbiły moje serce! A już po Odette 2.0 z tamtym kremem... Chcę więcej herbacianych czekolad, nieważne, czy z herbatą czy tylko z takimi nutami!

      Usuń
  2. Smak soczystych wiśni,malin,herbaciane nuty,to z pewnością wprost dla mnie tabliczka.:> I znów ta nuta "marchwiana", ciekawe :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś chyba jest na rzeczy z Kongo i z marchewką. Kurde, muszę jakieś inne czekolady z kakao stamtąd dorwać!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Albo obżerali się wiśniami przy produkcji. :D

      Usuń
  4. Czekolada podbiła moje serce uroczymi kostkami:),nie wiśniami hihi,ale nuty herbaciane już tak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że Ci z wiśniami nie po drodze. :P
      Naprawdę podobają Ci się kostki? Hmm... teraz tak na nie popatrzyłam, i ten wzorek skojarzył mi się z tym takim azjatyckim motywem słońca (nie wiem dlaczego).

      Usuń
  5. Znów zeżarło mój komentarz? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej, bo żadnego oprócz tego pytania nie widziałam. :(

      Usuń
  6. Kurde, zjadłabym je jeszcze raz, w dużych wydaniach. Dobrego nigdy dosyć. Cofam więc uwagę z poprzedniego komentarza - warto zjeść i małe, i duże.

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)