środa, 2 listopada 2016

Blanxart 42% Grand cru Congo Milk mleczna z Kongo

Kiedy mojej zawalonej robotą osobie uda się wreszcie wyrwać z dnia choćby pół godzinki na czekoladę... sięgam po te zwyklejsze, prostsze albo o mniejszej zawartości kakao. Gdy jednak zauważyłam, że w szufladzie robi się coraz mniej tych naprawdę zwyklejszych, zaczęłam sięgać po te... powiedzmy lepsze-zwykłe. Tutaj pojawiła się marka Blanxart, o której jeszcze żadnego zdania sobie nie wyrobiłam. Kupiłam trzy, w tym jedną mleczną, która miała przesądzić, czy na dwie ciemne urządzić małą degustację, czy nie robić sobie zbyt wielkich nadziei.
Między sawanną a lasem równikowym u podnóża Gór Księżyca w Afryce panują idealne warunki dla wanilii i kakao, dzięki czemu stowarzyszenie o tej samej nazwie (Mountains of the Moon) zrzeszające około 1000 lokalnych farmerów przestrzegających zasad upraw ekologicznych i sprawiedliwego handlu ma co robić, a Blanxart... ma ekologiczne kakao.

Blanxart 42% Grand cru single origin Congo to mleczna czekolada o zawartości 42 % kakao pochodzącego z Kongo.

Nawet podoba mi się nieprzekombinowana forma (prawie PRL-owski papier i porządne złotko) opakowania, a kiedy tylko rozchyliłam złoty papierek... Byłam zachwycona.

Poczułam bardzo pyszny, ale niestety również bardzo delikatny, zapach. Kojarzył mi się trochę z mlecznymi nadziewanymi Zotterami, bo woń czekolady była mocno podkolorowana wanilią i wydawało mi się, że czułam tam cynamon i akcent moreli.

Wtedy jednak zobaczyłam czekoladę o jasnym i wręcz zaskakująco bladym, jakby wyblakłym, kolorze. Łamiąc słyszałam co prawda przyjemne trzaski, ale ugryzłam dość niepewnie.

I kolejne zaskoczenie. Początkowo czekolada w ogóle się nie rozpuszczała, czułam się, jakbym miała w ustach plastik. Po jakimś czasie trochę leniwie zaczęła, ale na smak dalej czekałam. 
W końcu, gdy jakiś lekki się pojawił (o nim za chwilę), czekolada zaczęła rozpuszczać się w dziwnie wodnisty sposób (jak czekolada ze słodzikiem, albo jak nie czekolada a jakiś cukier-puder) z takim... proszkowo-piaszczystym lekkim efektem? Fu. Okropieństwo.

A ten delikatny smak był w zasadzie... żaden. Pojawiła się jakaś taka niejasna słodycz, ale była naprawdę delikatna. Pewnie byłoby to zaletą, gdyby oprócz niej było czuć coś jeszcze. A tu po prostu nicość. W końcu poczułam trochę posmak masła, z czasem nawet odrobinę mleka, a słodycz wydała się mieć jakiś tam wyraz (albo raczej literkę). Pojawiła się skąpa szczypta wanilii i zrobiło się słodko-niesłodko, co z wodnistą konsystencją skojarzyło mi się z bladym, prawie w ogóle niesłodkim, arbuzem bez smaku.

Pod koniec rozpuszczania się kawałka, gdy zirytowana zaczynałam ssać i obracać ten kawałek jak się tylko dało, poczułam coś, co można by nazwać smakiem prawie-czekoladowym. I nie chodzi mi tu o kakao, a właśnie o coś prawie-czekoladowego. Pozwolicie, że sobie poironizuję, ale miałam wrażenie, że 40 % kakao to tłuszcz, a miazgi... może łaskawie dali te 2 %. :>

Jedzona kiedyś Valrhona Grand Cru Lait Jivara 40 % wydała mi się nijaka, bo wszystkie smaki w niej były bardzo delikatne, ale... przynajmniej były, mniejsza o to, że przesadnie wygładzone i wyrównane.
W życiu nie powiedziałabym, że ta też jest z Kongo, jak cudowna Original Beans Femmes de Virunga 55 %, która była słodka, ale z nutkami: orzechowo-zbożowo-słonawą i borówkowo-marchwiową. Niby różnica zawartości kakao to więcej niż 10 %, ale i tak... 

Jestem zszokowana tym, jak czekolada może nie mieć smaku czekolady... Tylko jakiś posmak masła, może wanilii i ten mdły (owocowy?) efekt? Nie mówiąc już o odpychającej konsystencji. Punkt przyznaję chyba tylko za zapach. Co do ceny... no, aż takiego majątku to tu przynajmniej nie straciłam jak na plantacyjną, ale skąpa część mnie i tak cierpi.


ocena: 2/10
kupiłam: Piccola Italia & Mediterraneo w Warszawie
cena: 16 zł (za 125 g)
kaloryczność: 587 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, kakao, sproszkowana wanilia

PS Jutro mam poważną operację, więc przez kolejny tydzień-dwa recenzje będą publikowane automatycznie. Nie wiem dokładnie, kiedy wrócę, ale tak długą kolejkę ustanowiłam na wszelki wypadek, prawdopodobnie wrócę szybciej. Obiecuję jednak, że po powrocie ze szpitala wszystko nadrobię, bo na pewno będę nie dość, że na czekoladowym głodzie, to jeszcze spragniona Waszych recenzji. ;)

20 komentarzy:

  1. charlottemadness2 listopada 2016 06:55

    Ostatnio mam mało czau,by usiąść z dobrą czekoladą. ;/ A czekolada bez smaku czekolady,brzmi "bardzo zachęcająco",nie mniej jednak okładka wygląda "exclusive",ale w środku już tak nie jest.
    PS:Trzymaj się! Trzymam kciuki za pomyślną operację :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ją zobaczyłam to pomyślałam sobie: że ona wygląda nijak. Okazuje się, że pospolity wygląd = smakowi, który jak to pięknie określiłaś jest: żaden. Szkoda szkoda.
    Za to zagwozdkę zadał mi początek, bo właściwie... nie wspominałaś chyba o tym nigdzie szeroko i zaciekawiło mnie to. Czym się obecnie zajmujesz? :D Haha zabrzmiało to trochę jak na rozmowie kwalifikacyjnej, ale mogłabyś zdradzić gdzie pracujesz o ile to nie tajemnica? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym nie, dlatego że staram się pozostać jak najbardziej anonimowa, lubię taką mgłę tajemnicy. :P

      Usuń
  3. Jadłam do tej pory 3 tabliczki Blanxarta: jadalną Ghanę 60, całkiem przyjemną Peru 77 i przypominającą wyrób czekoladopodobny Ghanę 80.
    Dobrze, że powyższej udało mi się uniknąć, mam nadzieję, że choć trochę pocieszy Cię fakt, że zaoszczędzisz innym tej wątpliwej przyjemności :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, mam tę Ghanę... Strach się bać otwierać normalnie. :/

      Usuń
  4. Dlatego ja nie zaczynam od mlecznych, a rzeczywiście niektóre Blanxarty są słabe (za dużo tłuszczu, za mało miazgi), ale niektóre całkiem fajne (np. Peru). Jako ciekawostkę można dodać, że dokładnie z tego samego kakao Zotter robi jedną ze swoich czekolad. Kongo 82% jest lapsza, choć smak kakao jest dośc słaby jak na te 82.
    Trzyman kciuki żeby wszystko poszło dobrze, szybkiego powrotu ze szpitala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, jak ja odbiorę tę z Peru.

      Dziękuję.

      Usuń
  5. Szkoda, że ta czekolada to takie rozczarowanie:/ Jednak nie wszystkie mogą się trafiać takie idealne:] Przynajmniej te gorsze sprawiają, że potrafimy docenić te naprawdę smaczne o bogatych nutach smakowych:]
    Dużo zdrówka życzę i trzymam kciuki aby wszystko się udało:]
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! To tak, jak ze zdrowiem - człowiek go nie ceni, póki chorować nie zacznie. ;)

      Dziękuję .

      Usuń
  6. Ostatnio jadłyśmy vege czekoladę i też nieźle się na niej zawiodłyśmy, bo smakowała jak tłuste mydło :/
    Powodzenia na operacji! Gdybyśmy mogły to dostarczałybyśmy Tobie do szpitala obiadki :***** Jak Ty wytrzymasz tyle czasu bez czekolady?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka to była? Żebym tylko ja na nią nigdy nie trafiła!

      Ależ nie, to nie będzie czas bez czekolady. Wszystko się udało, więc jednak wrócę znacznie szybciej! :D
      Kurde, ale te obiadki... Wciąż możemy coś wymyślić, chociaż pewnie to listonosze czy kurierzy mieli by uciechę. :P

      Usuń
    2. Te czekolady ostatnio można w każdym eko sklepie dostać z firmy Bonvita na mleku ryżowym. My miałyśmy z bakaliami :/

      To super, że wszystko poszło po Twojej myśli :D

      Usuń
    3. W każdym eko... cóż, dobrze, że u mnie w mieście nie ma eko sklepów. :P

      Usuń
  7. Mleczne czekolady są strasznie podstępne. Niemniej ujął mnie wielce obrazowy opis- tyle zgrabnie dobranych słów, aby opisać, w gruncie rzeczy, nic! :)
    Ze mnie żadna specjalistka, Zottera nawet raz nie spróbowałam. :( Tyle jeszcze przede mną do odkrycia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłam napisać najkrótszą recenzję w życiu ("żadna"), ale jad musiałam wylać. :P

      To odkrywaj w najlepsze, ale na Blanxarta uważaj. ;)

      Usuń
  8. W obecnym nastroju pewnie bym wywaliła ją przez okno, więc dość łaskawie z nią postąpiłaś ;) Dzisiaj pewnie jesteś już po operacji, więc szybkiej rekonwalescencji życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj miałam ochotę, ale liczyłam, że może moja mama odbierze ją chociaż trochę lepiej ode mnie (nie odebrała).

      A no jestem. ;P Dziękuję!

      Usuń
  9. Ble... Oglądałaś pierwszą część "Niekończącej się opowieści"? Może tę czekoladę dopadła Nicość i jej przedstawiciel - Gmork?

    Gdzie i o której jesz czekolady, jak nie jesteś w górach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam. Meeh... Nicość raczej wylazła z tej czekolady.

      W domu (w zaciemnionym pokoju z komputerem) w godzinach porannych (do 12, przed drugą kawą) albo około 18.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)