środa, 21 grudnia 2016

Michel Cluizel Los Ancones 67 % ciemna z Republiki Dominikany

Pewnie nie raz już to pisałam, ale są takie marki, które nie wzbudzają u mnie przeogromnego zachwytu, mimo że nie ujmuję ich twórcom talentu. Czekolady Michela Cluizela są naprawdę dobre, ale jak na plantacyjne mają według mnie nieco za mało kakao. To nie zmienia oczywiście faktu, że są dobre, więc po prostu nie mogę nie spróbować, będąc czekoholiczką. Do tej nie spieszyło mi się (mimo że zdobyła wiele nagród) także ze względu na pochodzenie ziarna - Dominikana jeszcze nigdy specjalnie mnie nie ujęła.

Michel Cluizel Los Ancones 67 % to ciemna czekolada o zawartości 67 % kakao pochodzącego z Republiki Dominikany, a konkretnie z plantacji Los Ancones.

Podoba mi się prostota opakowania: zarówno kolorystyka jak i nienachalny motyw mapy.

Po rozerwaniu sreberka zobaczyłam intensywnie brązową, pięknie lśniącą tabliczkę o zapachu nieźle mieszającym w głowie. Przede wszystkim wyczułam tu słodki miód, zdecydowany motyw lukrecji i znacznie mniej zdecydowane wiśnie, ale było tam coś jeszcze.
Coś dziwnie mokro-suchego. Była to nuta drzewna, lasu. Pomyślałam o mokrych liściach, rozmokłej (będącej jeszcze chwilę temu suchą) tekturze i suchym drewnie. Może jakaś ziemistość?

Przełamałam, czekolada trzasnęła ujawniając nieco porowaty przekrój, a ja wreszcie mogłam wgryźć się w pierwszą kostkę.

Zaczęła rozpuszczać się powoli, dość sucho, ale zarazem tłusto. Utworzyło się opierające się suchym efektem lepiące bagienko, które... było jakby suchawą masą wymieszaną z lepiącym miodem. Z czasem zrobiło się bardziej kremowo, ale skojarzenie z bagnem też zostało.

Na początku smak był wyraźnym odzwierciedleniem zapachu, bo poczułam przede wszystkim miodową słodycz. Była silna, ale nie przesadzona, zwłaszcza gdy już inne nuty się rozwinęły.

Pojawił się motyw nadający słodyczy alkoholowego charakteru. Przeniknął on w słodycz wraz z nutą czerwonych owoców, w której to bez dwóch zdań prowadziły lekko cierpkie wiśnie. Nie można tu jednak mówić o wiśniach w alkoholu; lekka owocowa nuta płynęła bowiem własną drogą, alkohol skupił się przy słodyczy, jak gdyby od środka nadając jej gorzkawy posmak.

Tutaj, bardziej przy tej owocowej części, słodycz kojarzyła mi się z suszonymi owocami, ale to skojarzenie zostało przyćmione przyprawami, w których bez najmniejszego problemu wyłowiłam lukrecję, anyż. To nie był posmak... One były wyraziste, jakby ktoś doprawił nimi czekoladę!

Te wszystkie nuty składały się na gorzkość, która co prawda była daleko w tle za słodyczą, ale miała w sobie coś dziwnego... Oprócz dość znacząco prażonego smaku była trochę alkoholowa, trochę "ciągnąca"... w internecie wszyscy nazywają to zielonymi oliwkami i muszę przyznać, że jest to określenie doskonałe. Sama o nich pomyślałam, ale było to tak niecodzienne, że w końcu nie wiedziałam, czy moje zmysły sobie ze mnie nie żartują.

Co więcej, te oliwki wraz z konsystencją, sprawiły, że czułam tu ziemisto-bagnisty smak, a w mojej głowie pojawił się obraz bagna składającego się z... kawy. Rozmiękłych i zawilgoconych ziaren, lepkiej papki z nich.

Na sam koniec nasilała się słodycz, tym razem o łagodniejszym wyrazie, bo bardziej waniliowa, a nie miodowa, i wszystko to jakby... "utulała do snu".

Po zniknięciu kawałka pozostawał posmak słodko-gorzki, a więc mieszanina... kawy (w wydaniu kakaowym) i miodu.

Mimo silnej słodyczy, ta czekolada była bardzo niecodzienna. Nuta oliwek w połączeniu z lukrecją do końca pozostawała tajemnicza, wiśnia nadawała temu owocowego posmaku, no ale... właśnie. Te nuty były tak ciekawe, że chciałabym czuć je jeszcze lepiej. Je, głównie je, a nie (w końcu przeważającą) słodycz.

Muszę przyznać, że to jedna z lepszych tabliczek z Dominikany jakie jadłam, tylko widzę duży problem w zawartości kakao. Wcześniej jadłam neapolitankę i myślałam, że gdy zjem pełnowymiarową, wychwycę więcej, ale nie różniły się aż tak bardzo. Na pewno więcej pozwoliłaby mi wyczuć większa zawartość kakao.


ocena: 8/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 19 zł
kaloryczność: 570,9 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić

Skład: kakao, cukier, masło kakaowe, strączki laski wanilii

12 komentarzy:

  1. Zawsze jak tylko w recenzji pojawi się słowo kawa to ja już jestem na tak. :D Tu jeszcze pojawiły się kolejne moje ,,słowa-klucze" miód, wanilia. No i 67 to jeszcze mieści się w moich ramach. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wreszcie i jakaś ciemna czekolada się tak bardzo "Twoja" trafiła. :D

      Usuń
  2. charlottemadness21 grudnia 2016 12:34

    Czuje że by mi zasmakowała i to bardzo.Choć kakao z Dominikany nie jest moim "guru"

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, że mają za mało kakao. To ciekawe czekolady, chciałbym spróbowac ich Mokayi, bo neapolitanka była bardzo ciekawa. Z tych, które jadłem najciekawsza jest 99%, Madagaskar i mleczny Madagaskar (ta jest świetna, jedna z moich ulubionych mlecznych).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja obstawiałam, że Mokaya będzie najnudniejsza, ale neapolitanka również najbardziej mi smakowała. Na dniach otwieram pełnowymiarową. :D

      Usuń
  4. Ani oliwki ani tym bardziej lukrecja nie przekonują nas do tej tabliczki xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Spodziewałam się takiego komentarza od Was. :P

      Usuń
  5. Oliwki lubię lukrecję lubię ale nie potrafię sobie wyobrazić takiego połączenia smakowego. Mój umysł tego nie ogarnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego warto byłoby spróbować. :D

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)