czwartek, 29 grudnia 2016

Pralus Fortissima 80 % ciemna z Ekwadoru, Indonezji i Ghany

Pewnego dnia zorientowałam się, że dawno nie jadłam żadnego Pralusa, a jako, że poczułam się trochę przytłoczona nowościami, postanowiłam właśnie po "starego dobrego Pralusa" sięgnąć. Zdecydowałam się na mocniejszą tabliczkę (fortissimo znaczy "bardzo mocno"), bo miałam za sobą cały tydzień mlecznych czekolad i mniej czekoladowych przekąsek.

Pralus Fortissima 80 % to czekolada ciemna o zawartości 80 % kakao (mieszanki criollo, forastero i trinitario) pochodzącego z Ekwadoru, Indonezji i Ghany.

Po otwarciu poczułam wyrazisty, ale niezbyt mocarny zapach. Głównymi nurtami były trawa, kwiaty i wanilia o takim słodko-lżejszym wydźwięku oraz tylko co wyczyszczone mahoniowe meble.
W tle była też nuta prażonego kakao, jakieś suszone owoce.

Przełamałam tabliczkę. Okazała się bardzo twarda, głośno trzasnęła i był to dźwięk dziwacznie "pełny".
W ustach czekolada zachowywała się trochę jak twarda tabliczka z masła, była idealnie gładka, kremowa do potęgi. Konsystencja (zupełnie nie w moim w stylu) nie wskazywała na 80 % kakao. Kojarzyła się raczej z białymi i mlecznymi.

W smaku, najszybciej z nut zapachowych, przemknęła się nuta suszonych owoców, na języku rozwijająca się jako suszone śliwki. Od nich rozeszła się słodycz przełamana kwaskowatym akcentem suszonych owoców i kompotu śliwkowego.

Jakby od tyłu, zaczęła wyłaniać się lekka cierpkość, podbita przez prażenie. Przejawiała się w tym kakaowa gorzkość, która zaczęła schylać się ku dymno-drzewnym nutom, ale z czasem też przybrała wydźwięk... Ni to ziemi, ni kawy. Co do kawy mam duże wątpliwości. Określiłabym to bardziej jako "herbacianą kawę" albo "kawową herbatę" z suszonymi owocami... Nawet trawa z zapachu się tu pojawiła, a nuta suszonych śliwek podsyciła smak herbaty owocowej.
Właśnie w tej pokrętnej nucie czekolada przemyciła naturalną słodycz fig (ale nie porzuciła śliwkowej soczystości). Ta słodycz była niby wszechobecna, ale wydawała się "ukryta".

Było gorzkawo, ale wciąż bardzo soczyście. Słodko... raczej minimalnie, ale w dużej mierze suszono owocowo, co kojarzyło mi się z prasowanymi raw-batonami. Dymno-ziemiste, herbacie nuty były na plus, ale... nie pasowały mi do konsystencji. Smaki niby mocne, ale... nie były zaserwowane tak "mocarnie".

Konsystencja i wyrównanie smaków upodobniły tę czekoladę do tych z zawartością 60 % kakao, o nutach... ja wiem? Owocowego dymu? (jak papierosy Winstony, haha). Ciekawe to było, ale jak dla mnie... wciąż za mało. Taka mieszanka ziaren zamiast dać bogactwo smaków jakoś ujednoliciła tę czekoladę, wszystko się zlało. A może to po prostu przez za duży udział tłuszczu?


ocena: 8/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 24 zł
kaloryczność: 583 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: kakao, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa

13 komentarzy:

  1. charlottemadness29 grudnia 2016 06:36

    Masz rację. Misz -masz w tej czekoladzie.Trochę przedobrzyli sprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, jakby jakaś dzika mieszanka ziaren wyszła przy 100 %.

      Usuń
  2. Ojojojoj <3! W styczniu pojawi się u mnie na blogu - to jedna z czekolad, którą częstowałam na plantacji kawy... Czytając Twoją recenzję muszę przyznać rację co do tej śliwki, ale... nie będę już nic u siebie zmieniać. Boże, co za wspomnieniaaaa!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to nie mogę się doczekać! Już czuję, że wpis będzie pełen emocji i wspomnień - to lubię! (Rany, plantacja kawy? Też bym chciała jakąś odwiedzić!)

      Usuń
    2. Wszystkie najbliższe wpisy będą pełne emocji i wspomnień... I tak próbowałam się hamować... Jak ja pierońsko tęsknię za Kolumbią! Na tej fermie kawy to ja już bym mogła zostać na zawsze...

      Usuń
  3. Wygląda na to, że będę musiał nadrobić zaległości w Pralusach,jak dotąd jadłem tylko jednego mlecznego :( Może rzeczywiście takie mieszanie ziaren to nie był najlepszy pomysł, prosty smak forastero może "przykrywać" inne smaki. Ciekawe jakie są proporcje tłuszczu względem miazgi, mało który producent to podaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że czekolady z criollo często są według mnie za delikatne, to jestem pewna, że smak tych ziaren został tu zakryty.
      To koniecznie musisz się i za Pralusa zabrać! Mleczny dopiero przede mną, ale ciemne robią wrażenie (raz większe, raz mniejsze, ale zawsze jakieś).

      Usuń
  4. Te akcenty kompotu z suszu i śliwek jakoś do mnie przemawiają:)

    OdpowiedzUsuń
  5. mam tylko nadzieję, że nie było efektów jak po kompocie z suszonych śliwek xD Tą czekoladę bym raczej chciała kiedyś spróbować, może się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, padłam. Na szczęście nie. :D
      Trzymam kciuku, żeby się udało! Pralus jest naprawdę warty odkrywania (i mają duże tabliczki, więc cenowo też się opłaca).

      Usuń
  6. Kawa super, herbata super, śliwki super. W połączeniu wychodzi jakiś rozwodniony i bezsmakowy siur, na dodatek to Pralus. Ok, może jestem uprzedzona :P Wolę tę, którą komentowałam parę minu temu - z solą i karmelem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu źle zaczęłaś! Co prawda mlecznego Pralusa jeszcze nie jadłam, ale pewnie i tak pasowałby Ci bardziej niż setka. :>

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)