czwartek, 1 grudnia 2016

Rozsavolgyi Csokolade Trincheras 95 % ciemna z Wenezueli

Rózsavölgyi Csokoládé, węgierska manufaktura robiąca czekolady bean-to-bar nie wzbudziła we mnie zbyt wielkiego entuzjazmu przy okazji pierwszego spotkania - Rozsavolgyi Csokolade 73 % Olive & Bread. Dodatki mnie zawiodły, ale sama czekolada wydała się bardzo smaczna. Nie ma chyba nic dziwnego w tym, że po czystą i to z tak wysoką zawartością, sięgnęłam o wiele chętniej.

Rozsavolgyi Csokolade Trincheras 95 % to ciemna czekolada o zawartości 95 % kakao pochodzącego z Wenezueli ze stanu Carabobo z regionu Las Trincheras.


Z tekturki wyjęłam małą tabliczkę zapakowaną w papierek. Wyglądało to skromnie; tylko czerwona naklejka z dziwacznym logo przyciągała wzrok. Po rozchyleniu i tego, zobaczyłam bardzo ciemną, ale wciąż wyraźnie brązową tabliczkę. Jeszcze się nie zdecydowałam, czy podoba mi się jej wygląd, bo ten kapelusz kojarzy się raczej z latającym spodkiem, niż czymś eleganckim.

Nie pomogło też to, że trafiła do mnie połamana (osoba, za której pośrednictwem ją kupiłam nie dba o czekolady).

Pozytywnie nastawił mnie dopiero zapach. Przypominał mi maksymalnie podkręconą wersję Domori o nutach drzew, asfaltu i dużej ilości ziemi z przyprawionym akcentem konfitury wiśniowej.

Łamiąc i gryząc odebrałam czekoladę jako chrupką, może nawet wręcz kruchą, mimo że w ustach szybko stawała się miękkawa, nieco sucho-zalepiająca. Było w niej jednak też coś przyjemnie kremowego.

W pierwszej chwili wydała mi się odrobinę kwaskowata na niemal asfaltowy, ciężki sposób. Szybko jednak nieco złagodniała, a minimalny kwasek zaczął rozpływać się i przechodzić w bardziej gorzkawą sferę. Dało to efekt raczej suchych, prawie zupełnie niesoczystych, grejpfrutów.

Z każdą kolejną chwilą miałam silniejsze wrażenie, że coraz bardziej zapadam się w czekoladową głębię. Wyłonił się z niej mokry, czekoladowy zakalec z nutą karmelu. Była taka podpalana, kwaskowata, chociaż cała czekolada nie wydała mi się zbyt mocno prażona. Mimo to, smaki były naprawdę intensywne.
Już po paru sekundach, przy tych zakalcu, przenikając z niego do kwasków, wychyliły się cierpkie wiśnie o mocnym smaku. W ich towarzystwie pojawiły się także intensywne przyprawy, co natychmiast skojarzyło mi się z piernikiem z konfiturowo-owocową warstwą. Czułam tu głównie ciężkawy pieprz, który podkręcił asflatowo-ziemistą nutę.

Pod koniec zrobiło się trochę bardziej słodko. Karmel z ciasta złagodził to wszystko, owocowość zniknęła.
Gdy kawałek znikał, pozostawałam z cudownym, wciąż wyrazistym, posmakiem i obrazem asfaltu tylko co rozlanego na ciemnej ziemi.

Czekolada okazała się bardzo intensywna, wyrazista. W jej smaku było jednak coś tak nieodgadnionego, że równie dobrze mogła to być łagodna 100 %, albo mocna 75 % - dziwne to trochę było. Asfaltowo-grejpfrutowa i wyraziście pieprzno-czekoladowa tabliczka trafiła w sam środek moich oczekiwań, będąc jakby połączeniem ambicji Domori i mocy niektórych Pralusów. Nuta wiśni, przypraw skojarzyła mi się właśnie z Pralusem z Wenezueli, ale ciepły charakter podsuwał na myśl, także z Wenezueli, Domori Sur del Lago Venezuela 70 %.
Bardzo mi smakowała, jednak przez te podobieństwa, mając dostęp do Domori i Pralusa, nie mam zamiaru uganiać się za drogimi czekoladami Rózsavölgyi Csokoládé. Ta była pyszna, ale nie niezastąpiona.


ocena: 10/10
kupiłam: Amazon (za pośrednictwem pewnej osoby z USA)
cena: 12.99 $
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: nie

Skład: ziarna kakao, tłuszcz  kakaowy, organiczny cukier trzcinowy

10 komentarzy:

  1. Asfaltowo- grejpfrutowa <3 i nic więcej nie potrzeba aby wiedzieć, że czekolada ma charakter :-P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta czekoladka nie wiem dlaczego, ale skojarzyła mi się z tymi takimi czekoladkami adwentowymi. Chodzi oczywiście o wygląd, bo przypuszczam że smakowo wychodzi o niebo lepiej. :D Mając zwłaszcza w myślach te kalendarze rzędu 2 zł w supermarkecie.
    95% uuu to sporo, ale ta nawet wydaje mi się ,,znośna" - może dlatego, że nie jest AŻ tak ciemna, a to zawsze jakoś mnie uspokaja. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nawet nie wiem jak takie czekoladki wyglądają. Na szczęście! ;>

      Usuń
  3. Brzydka, ale ciekawa. Szkoda, że cena absurdalna, jedna z najdroższych tabliczek jakie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, skąd ją wzięli, bo nawet biorąc pod uwagę sprowadzanie to i tak dużo.

      Usuń
  4. Jeżeli miałabym ją kupić to tylko ze względu na opakowanie <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta zdecydowanie nie dla mnie. Cieszyłabym się jedynie z pięknego opakowania, które przywiodło mi na myśl Piotrusia Pana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To skojarzenie by mi do głowy nie przyszło, ale rzeczywiście!

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)