piątek, 3 lutego 2017

Cachet Blackberry & Ginger ciemna 57 % z jeżyną i imbirem

Jeśli mam być szczera, likwidacja Almy specjalnie mnie nie obeszła, bo i tak zajeżdżałam do niej bardzo rzadko podczas moich wyjazdów "w Polskę". Może tylko trochę mi żal, że nie będę miała już okazji by przyjrzeć się niektórym czekoladom, ale z drugiej strony... Nie wiem, czy jeszcze jakieś stamtąd były moim niepróbowanym "must have"... oprócz tej dzisiaj opisywanej. Ta była "must have" i na szczęście zdążyła znaleźć się w mojej szufladzie.

Cachet Blackberry & Ginger to ciemna czekolada o zawartości 57 % kakao z jeżyną i imbirem.

Właściwie, zamiast kawałków owoców występują tu granulki na bazie inuliny, ale w tej kwestii wypowiem się w zakończeniu.

Po otwarciu poczułam bardzo smakowity zapach. Głównie składała się na niego wytrawna ciemna czekolada z mocno zaznaczonym kakao i delikatna soczystość, rześkość owoców leśnych i imbiru.

Czekolada była zadowalająco twarda. Po przełamaniu okazała się pełna owocowych drobinek.
W ustach stawała się gęsto-budyniowata, trochę tłustawa. Rozpuszczała się przyjemnie i powoli, dopiero po dłuższej chwili odsłaniając wspomniane już drobinki. Nie były one kawałkami owoców, a takimi... chrzęszczącymi, niezbyt twardymi kawałkami rozpuszczającymi się znacznie wolniej od czekolady.

Jako pierwszy przywitał mnie smak dobrej czekolady o nieco palono kawowym charakterze, mocy kakao przejawiającej się w przyjemnej goryczce oraz idealnie utrafionej słodyczy. Dane mi było przez dłuższy moment nacieszyć się nią, aż w końcu pojawiała się soczystość.

Był to ewidentnie naturalny, owocowy motyw. Bardzo szybko zrobił się wyraźniejszy - nie było mowy o niczym innym, jak jeżyny z ich specyficznym słodkim, kwaskowato-goryczkowatym smakiem. W tej soczystej goryczkowatości przemycono także imbir, który to wyłonił się nieco później. Ewidentnie był to świeży imbir, taki niosący gorzko-ostre orzeźwienie i nie powalający pikanterią. Podkreślał jedynie goryczkę kakao i charakterek jeżyn.
Jeżyny i imbir smakowały bardzo naturalnie, choć miały taki cukierkowy element, w którym jednak nie było ani odrobiny sztuczności. Były wyraziste, wyłaniały się z czekolady, ale też jej nie zakłócały. Sprowadzały jednak słodycz do minimum, dzięki czemu to te mocniejsze czekoladowe nuty wychodziły na przód.

Na koniec, oprócz posmaku ciemnej czekolady, czułam w ustach nienachalny i wręcz uroczy posmak owoców leśnych w naturalno-cukierkowym (?) wydaniu.

Cachet zaserwował mi coś mocno kakaowego i wyraziście świeżo jeżynowo-imbirowego. Cukierkowy element był ciekawy, ale schodził na dalszy plan. Wydaje mi się, że to zasługa inuliny jako bazy pod dodatek. Całość bardzo mi smakowała, dlatego że w sumie była prosta i interesująca zarazem, a też dawno nie jadłam czekolady z dodatkami, w której przy tej ilości kakao tak dużą rolę odegrałyby przyjemne "goryczki".

W kwestii inulinowych granulek... Dopiero po zjedzeniu czekolady zainteresowałam się tym dokładniej. Inulina to cukier, naturalny probiotyk, który według niektórych ma delikatnie słodki smak, według innych - nie ma smaku, a wzmacnia smak tego, do czego się go doda... Hm, to by wyjaśniało zarówno leciutką cukierkowość, jak i charakterność reszty.


ocena: 9/10
kupiłam: Alma
cena: 9,99 zł
kaloryczność: 514 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią, no ale Alma upadła

Skład: miazga kakaowa, cukier, jeżynowe granulki 3,5% (inulina, naturalny aromat, jeżyna w proszku 2%), tłuszcz kakaowy, bezwodny tłuszcz mleczny, imbirowe granulki 1,5% (inulina, naturalny aromat imbiru z innymi naturalnymi aromatami), lecytyna sojowa

17 komentarzy:

  1. Coś słyszałam,ze zamykaja Almę,ale myślałam,ze to tylko plotki. Jadłam kilka czekolad tej marki siostra mi przywoziła. Tą bym chętnie zjadła bo i jeżyny i imbir lubię:) . Dwa tyg temu robiłam tort z jeżynami miałam jeszcze z lata zamrożone:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam, no ale jednak wszystko na to wskazywało i, no cóż... Jednak.

      Jeżyny... <3 Ja jakoś owoców nie mrożę, bo uwielbiam surowe, a jednak po odmrożeniu to tylko właśnie do jakiś wypieków itp. :P

      Usuń
  2. Almy też mi nie brak. Parę razy trafiłam tam na małe cudo, ale to raczej po wypłacie, bo inaczej ciężko tam było kupić cokolwiek.
    Trzy pralinki Lindor za prawie 8 zł, to mój hit życia. Niemniej chciałam niesamowicie spróbować karmelu, orzecha i kokosa, a w żadnym opakowaniu by to się nie udało, zostały zakupy na wagę. 50 zł za kg :D
    Co do tej czekolady - nigdy nie jadłam nic z jeżyną, więc to super pomysł. Jej kwaskawa nuta jednak bardziej pasowałaby mi do słodszej tabliczki i może z jakimś innym dodatkiem. Nie mam zaufania do imbiru - czasem jego ilość jest przytłaczająca chociaż samą przyprawę bardzo lubię. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez wzgląd na ceny to rzeczywiście jakoś tylko tak z doskoku, ale... lubiłam mieć możliwość zajechania tam podczas wyjazdu i tak "a może trafię na jakąś ciekawostkę", bo akurat tych, to czasem nawet drogich, w polskich sklepach brakuje.
      Tak, tak! Myślę, że jeżyny by dobrze wyszły także z dobrą białą czy mleczną. Takie idealnie przełamujące by mogły się okazać.

      Usuń
  3. Tej nie jadłam, ale z tabliczek o podobnym charakterze mogę polecić blackcurrant & liquorice z M&S, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze słyszę o takim połączeniu smaków! Zrobiłabym wszystko, żeby ją dorwać, ale... M&S jest chyba tylko w Warszawie? Kurde, jak przez nią przejeżdżam to ostatnio tylko nocą. ;/

      Usuń
  4. Tego Cacheta nie jadłem, kilka innych, które próbowałem było w miare dobrych, ale nic nadzwyczajnego. Pamiętam też, że któraś z ich mlecznych miała smak typowego mleka w proszku, ble...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może akurat ta jest popisowa. :D Ich mleczna z solonym karmelem (http://chwile-zaslodzenia.blogspot.com/2016/09/cachet-milk-chocolate-caramel-sea-salt.html) nawet słona nie jest, ale mleka w proszku w niej nie czułam.

      Usuń
  5. Nie no :/ Właśnie tą tabliczkę oglądałyśmy jakieś pół roku temu (albo dłużej) w Almie i zamiast niej kupiłyśmy Dolfina, którego do tej pory nie zjadłyśmy xD Ciekawe czy to był dobry wybór czy nie... ;) Trzeba się w końcu przekonać xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uu, to współczuję. Ja mam to "szczęście", że przeważnie wybieram źle, więc... czasem biorę po prostu jedno i drugie. xD
      A jaki to Dolfin?

      Usuń
  6. Gdyby nie ten imbir zjadłabym :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie likwidacja Almy to żadne przeżycie, bo wpadałam tam może raz na rok :) Czekolada brzmi fajnie, nigdy się z takim smakiem nie spotkałam. Bardzo kuszący jest ten lekko cukierkowy aromat owoców leśnych :) Nigdy też się nie zastanawiałam nad wpływem inuliny na smak słodyczy, choć jadłam takowe z jej udziałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, ale sęk w tym, że lubiłam to coroczne wpadanie tam. :P

      Usuń
  8. Budyniowa konsystencja na plus. W ogole z sama czekolada moglabym sie polubic. Za to dodatki...

    Co do zamkniecia Almy - ja tez stala bywalczynia nie bylam, ale zrobilo mi sie przykro, bo z tym sklepem wiazalam kawal wspomnien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kręć nosem! Kiedyś chyba nie lubiłaś soli w słodyczach, a ostatnio zauważyłam, że i ona Ci potrafi posmakować. :P

      Właśnie w Almie zaczynałam szukać pierwszych słodyczy "z wyższej półki" i to takie... lubiłam wiedzieć, że jest, nawet jeśli miałam tam nie pojawić się przez cały rok czy coś.

      Usuń
  9. Przyznam, że czują pewną złośliwą satysfakcją z powodu zamknięcia Almy. Nie będę płakać nad sklepem, który olewał mieszkańców Podlasia :D
    Czekolada ciekawa, ale nie aż tak jak inne twoje recenzowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie czuję się podlaską patriotką, więc też bym tu Almy nie otworzyła, haha. xD

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)