piątek, 10 lutego 2017

Les Chocolats de Pauline Noir Perou 100 % ciemna z Peru

Jakiś czas temu zakupiłam czekoladę zupełnie nieznanej mi niewielkiej, francuskiej manufaktury Les Chocolats de Pauline działającej od 2005 roku z inicjatywy Jean-Michel Mortreau. Oferta nie jest za duża, ale wydaje się porządna. Zwłaszcza dzisiaj opisywana czekolada, bo natychmiast przypomniała mi Zottera Labooko Peru 100 % - czy doznania będą podobne?

Les Chocolats de Pauline Noir Perou 100 % to ciemna czekolada zawierająca 100 % organicznego kakao z Peru.

Po otwarciu poczułam pylisty i stateczny zapach kakao mający w sobie wiele z klimatów dymnych i niemal mięsistych, na pewno bardzo alkoholowych, ale także i słodkawych, tylko że... na sposób kojarzący się z tanimi, "bardzo ciemnymi" czekoladami. Zapach nie był ani kuszący, ani odpychający.

Wygląd i kolor natomiast już bardziej zachęcały. Głęboki brąz cieszył oko chłodnym, fioletowawym odcieniem, a w przekroju czekolada wyglądała na ziemistą, szorstką. Przekrój ten ujawnił się po przełamaniu, przy którym nie usłyszałam tak donośnego trzasku, jak się spodziewałam, ale i tak musiałam tu użyć trochę siły (tabliczka twarda, ale nie aż tak, jak na to wygląda).

W ustach czekolada okazała się jednak bardziej proszkowo-piaszczysta niż po prostu szorstka, i może nawet minimalnie oleiście-gliniasta. Bardzo gęsta i lepiąca, ale muszę przyznać, że nie było w tym nic męczącego, a takiego... sprawiającego przyjemność. Pewnie dlatego, że smak aż tak nie przerażał.

W pierwszej chwili bowiem wydawał się bardzo stonowany i gorzki, ale nie tak, żeby aż mocno ściągał czy coś. Była to gorzkość dymu, prażenia... Z czasem zaczęła bardziej przypominać popiół i ziemią, spowitą jakimiś gęstymi, piaszczystymi i na pewno suchymi pyłami.

Przy tym pojawiał się kwas, całkiem mocny, ale nie siarkowy jak w przypadku Zottera. Ten szedł bardziej w kierunku octowym, czymś jakby kiszonym. Po złączeniu z ziemistym smakiem pomyślałam o nim jako o "fermentującym".

Przy tym kwasie i dymie robiło się jakoś ciepło, a to z kolei jednoznacznie kojarzyło mi się z dobrym alkoholem. Postawiłabym na mocną whisky z akcentem słodu. Przez chwilę zrobiło się niemal pikantnie, tak jakby tabliczkę wręcz przyprawiono, wychwyciłam jakiś wędzony motyw, a po chwili spłynęło "dymne wysuszenie". O tak, nadszedł kac po tej whisky, a wokół niego zebrał się dym.
Wyobraziłam sobie bar nad ranem, gdzie na poszczególnych stolikach zostały puste szklanki, niektóre poprzewracane. Gdzieś ktoś śpi pod stolikiem, kelnerki gdzieś wywiało - może na papierosa? - a ktoś inny próbuje zaleczyć kaca popijając cytrusowy sok.

Właśnie wtedy wyłonił się nieco owocowy smaczek, wnoszący trochę soczystości. To minimalnie słodkawy sok pomarańczowy przynoszący ukojenie.
Gdy kawałek czekolady znikał, w ustach pozostał posmak soku pomarańczowego i mocnego espresso, które jak widać było kolejnym punktem leczącym kaca - bardzo udanym, bo to jego wspomnienie utrzymało się najdłużej po zakończeniu degustacji.

Czekolada wydała mi się bardziej przystępna od Zottera (mam zamiar to zweryfikować, wracając do wspomnianej już piekielnej setki - może teraz nie wyda mi się aż taka mocna?), ale równie wyrazista i esencjonalna. Zakochałam się w tej nucie whisky i posmaku espresso. 
Tak coś czułam, żeby Zotterowi wystawić 9 - tak, jakby 10 specjalnie na tę czekała.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 19 zł (za 70 g)
kaloryczność: 587 kcal / 100 g
czy znów kupię: kiedyś możliwe

Skład: miazga kakaowa

18 komentarzy:

  1. Rzeczywiście nasze odczucia są w przeważającej mierze bardzo podobne. Trudno zapomnieć o tej czekoladzie, prawdziwym młocie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. charlottemadness10 lutego 2017 07:37

    Podobają mi się Twoje skojarzenia po degustacji tej tabliczki.Baz wahania bym się w nią wgryzła :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się podobają! I na szczęście chyba mi na całe życie w pamięć zapadły.

      Usuń
  3. Nie żebym była uprzedzona, ale coś czuję, że mi przypasowałoby w tej czekoladzie wyłącznie opakowanie i piękny kształt tabliczki. :P Sto to dla mnie za duże ekscesy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żeby coś, ale myślę, że byś się z nią nie polubiła i tyle. :P

      Usuń
  4. Nie napisali czegoś wiecej o tym kakao? Mała szansa, żeby udało się ją kupić, ale za to pojawiła się nowa setka od Zottera: Ecuador (już ją mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Myślę, że jakbyś podpytał w Sekretach, mógłbyś liczyć na możliwość kupienia. :P A naprawdę warto!

      Usuń
    2. Zaglądałem do Sekretów, coraz bardziej się skłaniam ku złożeniu zamówienia, ale zacząłbym od Mokaya i pieprzowych Akesson's.

      Usuń
  5. Kolejny 100% szatan :D A ocena 10 mówi sama za siebie ;) Najlepiej byłoby ją od razu na świeżo porównać z Zotterem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie czekolady zapisują się w pamięci na tyle dobrze, że nie potrzeba tak od razu porównywać. :P To nie wafelki, o których człowiek za moment zapomina (albo chciałby zapomnieć). xD

      Usuń
  6. I tego dzisiaj potrzebowałam. Pozytywnej recenzji setki żeby utwierdzić mnie w przekonaniu, że nie zwariowałam zamawiając inną setkę na degustację. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! W takich razie nie mogę się doczekać! Czyżby Ghana Manufaktury? :D

      Usuń
  7. Sok pomarańczowy i smak espresso mnie przekonał:)

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)