niedziela, 5 lutego 2017

wafelek Manner Milk-Hazelnut-Wafer

Wafelkowa ekipa kwadraciaków została już przeze mnie nieźle omówiona, więc w sumie takie wafelki powinny znaleźć się u mnie na liście zaliczonych, a ja powinnam zająć sobie głowę kolejnymi. Sęk w tym, że dopiero po jej opublikowaniu stanęłam w krakowskim Auchanie przed promocją na analogiczny smak innej, poniekąd dość popularnej, firmy od wafelków. Zazgrzytałam zębami, bo do mojego trio pasowało to o wiele bardziej niż Hanuta, którą upchnęłam tam trochę na siłę. Wszelkie rozmyślania przerwał mi Tata, który po prostu wziął wafelki z półki i włożył je do koszyka kręcąc głową.

Manner Milk-Hazelnut-Wafer to wafelek z kremem orzechowym (37%) i z kremem mlecznym (37%), częściowo w polewie kakaowej (10%). Stoi za nim austriacki producent Manner.

Opakowanie ma całkiem przyjemną grafikę i kolorystykę, ale w sumie nie wyróżnia się niczym.
Wafelek pachniał przede wszystkim wafelkowo, mlecznie i dziecinnie kakaowo.

Całość okazała się solidnie zrobiona, nie kruszyła się zbytnio, ale wydała mi się delikatniejsza i mniej konkretna od Knoppersa i Rizera.
Same warstwę waflowe były grube, chrupiące i dość wyraziste. Miały mocno wypieczony, niesłodki smak.
Polewa na jednej stronie wafelka smakowała wyraźnie kakaowo i mało słodko jak na taki twór. Była smaczna i nie zanikała gdy przegryzałam się przez całość.

Mimo wszystko w smaku dominował smak mlecznego kremu, który oprócz silnej słodyczy cechował się równie mocno mlecznym smakiem. Podobała mi się ta wyrazistość, chociaż wydaje mi się, że za bardzo wyrównała się z ciemnym kremem.

Ten nie był już aż tak wyrazisty; był słodki, ale w sumie na poziomie. Smakował głównie kakaowo, co w połączeniu z drugim kremem dało efekt po prostu mleczno czekoladowy.
Orzechowy smak jakoś się zagubił, pojawiał się dopiero przy zaskakująco chrupiących i twardych kawałkach laskowców.
Na koniec pozostawał posmak wafelka, orzechów laskowych (wreszcie!) i poczucie tłustości.

Ten wafelek miał mocną mleczną stronę - to ona bardzo wyraźnie się tu odznaczała i była wyrazistsza niż w poprzednio opisanych. Sęk w tym, że kremy mleczne mnie nie kręcą aż tak jak kakaowo-orzechowe, więc byłabym zachwycona, gdyby znalazł się on w Rizerze czy Knoppersie, (tylko żeby nie zaburzył ich orzechowo-kakaowego smaku można by i tak dać go mniej), ale nie sprawił, że wystawię ocenę wyższą niż bardzo smacznemu Knoppersowi.


ocena: 7/10
kupiłam: Tata mi kupił w Auchan
cena: pamiętam, że chyba 5,99 zł - paczka 5 sztuk
kaloryczność: 540 kcal / 100 g; sztuka (25g) - 135 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, tłuszcze roślinne (kokosowy, palmowy), mąka pszenna, orzechy laskowe (9%), kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, laktoza, mąka pszenna pełnoziarnista, mleko w proszku odtłuszczone, dekstroza, masło klarowane, aromaty, sól, śmietanka w proszku, lecytyna sojowa, słodka serwatka w proszku, substancja spulchniająca: wodorowęglan sodu; przeciwutleniacz: palmitynian askorbylu

24 komentarze:

  1. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, chociaż jadłam takie wafelki, ale teraz tak na niego patrząc to ten dzisiaj recenzowany wraz z Konppersem i tym podobnymi mogłabym określić jako mój wafel idealny. Nie chodzi mi o smak, ale o samą budowę i poszczególne części składowe. Jest chrupki i to czuć, bo fajnie podpieczony wafelek jest odsłonięty, ma polewę z jednej strony co jest genialne, bo polewę na waflach lubię, ale delikatną i w małych ilościach, ma krem mleczny, który jest dla mnie najlepszy z możliwych, ma sznyt orzechowy, który zawsze jest dobrym urozmaiceniem i jak ko nie uwielbiać? Czyli podsumowując: Krucho, ale bez przesady, tłusto, ale niezbyt, słodko, ale nie do stanu zacukrzenia, no idealnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też lubię, jak jest i taki odsłonięty wafelek. Dlatego podoba mi się w sumie to, jak wyglądają np. Lusette czy nawet Góralki, chociaż o smaku tych drugich się nie wypowiem, bo jadłam lata świetlne temu.
      No zobacz, niby prosty przepis na sukces, a tak rzadko wafelki wychodzą smaczne...

      Usuń
  2. Ja niedawno uzbroilam sie we wspomniane i recenzowane juz przez Ciebie Rizery. Mam zagwostke, czy przy degustowaniu ich wrocic do Knoppersa, bo za malo razy go w zyciu jadlam i nie porownam z pamieci. Mannera w ogole nigdy, acz i na niego przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radziłabym wrócić, bo wiem po sobie, że gdybym jadła je bardziej rozłożone w czasie, to nic konstruktywnego bym w porównaniu nie napisała. :P

      Usuń
  3. To jest taki wredny szwindel producentów, że pod hasłem "aromaty" ukrywaja często paskudną chemię, którą powinni wypisać na etykiecie, a tego nie robią. Olej palmowy też zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami może niewiedza nie jest taka zła. xD

      Nie no, też nie cierpię, jak próbują nas, konsumentów, faszerować coraz to gorszym dziadostwem, ale najgorsze jest to, że w dzisiejszym świecie człowiek się przed tym nie ustrzeże. No, chyba że ma na zbyciu fortunę.

      Usuń
    2. Dlatego fajne jest Pacari, które nawet zawartość tłuszczu kakaowego podaje osobno (więcej w mailu).

      Usuń
  4. charlottemadness5 lutego 2017 13:32

    Jak już bym miała się skusić,to bym wybrała zwykłego Knoppersa lub lidlowską podróbkę :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidlowa podróbka bije wszystkie takie na głowę!

      Usuń
  5. Kiedyś go jadłam i nawet miło wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. jadłam kiedyś wafelki orzechowe tej firmy. Przyznam, że nie przypadły mi do gustu:/ Tanie nie były a ja spodziewałam się czegoś lepszego:] A skoro i u Ciebie przegrywa z Knoppersem to nie będę nawet w sklepie go szukać;] Ale mam w planach zakup Rizera z Lidla;] Teraz zaczynam szkolenie, więc jak zgłodnieję to byłby akurat na zabicie głoda. A mogłabyś polecić jakieś jeszcze inne smaczne wafelki? Normalnie nie jadam tego typu produktów i nie wiem czego szukać następnym razem:]
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie jadam wafelków itp., więc Ci nie pomogę. :P Tylko to, co jest na blogu, więc w sumie niewiele. Rizer (ale wspominałaś, że chcesz kupić i tak), Lusette Czekoladowe i Princessy Dark (recenzja będzie na dniach).

      Usuń
    2. to w takim razie czekam na recenzję Princessy Dark:] Widziałam, że teraz wprowadzili nowe z dodatkiem pomarańczy i wiśni. Jadłam dawno temu podobną, ale wtedy była to Princessa Gold i była obsypana orzechami i polana czekoladą:] Był smak podstawowy i tiramisu:] Nawet smaczne;] Chyba jednak wolałabym, żeby je reaktywowali ale może te nowe nie są gorsze;]
      Pozdrawiam Gwiazdeczka*

      Usuń
    3. Wiśniowa ma 10/10, a pomarańczowa 9. :D
      Też bym chciała, żeby tamte wróciły, bo w moim mieście nawet ich nigdy nigdzie nie było...

      Usuń
  7. Już dawno nie jadłyśmy tego typu wafelków. Może zamiast przy następnym cheat day zamiast Grześka sięgniemy po jakiegoś Knoppersa itp :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wy ze słodyczami tak sobie na cheat daye czekacie? Ojj, nie mój styl żywienia. :P
      A Grześki przez lata się nie zmieniły?

      Usuń
    2. Wtedy wszystko tak jakoś bardziej smakuje xD
      Grześki zachwycają nas tak samo jak w dzieciństwie :D

      Usuń
  8. Widziałam, ale ich cena (większa niż podana u ciebie) mnie zdegustowała. Marka marką, ale za wafelki nie będę płacić jak za diamenty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak z ciekawości: ile kosztowały?

      Usuń
  9. Jak nie przepadam za wafelkami to ten bym spróbowała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co w nim takiego? :P

      Usuń
    2. Marka:) kojarzy mi się ze skokami narciarskimi :)

      Usuń
    3. A ja akurat skoków narciarskich nie cierpię, mnie by to nie zachęciło.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)