czwartek, 23 marca 2017

Idilio Origins 16xto Trinchera 74 % ciemna z Wenezueli

Wyciągając z szuflady ostatnią posiadaną tabliczkę Idilio Origins nie mogłam uwierzyć, jak szybko miał skończyć się pierwszy etap mojej przygody z tą marką. Mimo wszystko, cieszyłam się z tej degustacji, bo czekolady tej marki zachwyciły mnie i wiem, że zrobię wszystko, by zdobyć resztę. Na razie jednak miałam przed sobą kolejny region Wenezueli do odkrycia. W dodatku, ta czekolada miała nieco więcej kakao, ale czas konszowania (48 h) ten sam.

Idilio Origins 16xto Trinchera to ciemna czekolada o zawartości 74 % pochodzącego z wenezuelskiej wioski Las Trincheras, rosnącego na stromych zboczach wśród bogatej roślinności.

Po otwarciu sreberka poczułam piękny zapach kojarzący się z zielonym lasem na chwilę po deszczu oraz żółtymi owocami, wyraźnie słodkimi, choć bez przesady. Z czasem postawiłabym tu na mango.

Czekolada miała stateczny zapach, nie był on mocno prażony, a jej kolor kojarzył mi się z czymś lepiącym i mokrym, choć w przekroju wydała mi się ziarnista, krucha. Nic z tego nie potwierdziło solidne chrupnięcie twardej tabliczki.
W ustach robiła się kremowa - i to cudownie kremowa - mimo że była jedynie minimalnie tłustawa.

Jako pierwsze wystrzeliły owoce, ale nie były jednoznaczne, a jakby wręcz hamowane. Hamowane? Przez co? A przez feerię smaków składających się po prostu na poczucie mocnej... czekoladowości.
Po tym pierwszym wrażeniu zaczęłam próbować wyróżnić jakieś owoce, ale zdałam sobie sprawę, że ta czekolada właściwie nie była owocowa, mimo że czułam mango, nektarynki - wiecie, słodkie, żółte owoce. Jeszcze nie takie w pełni dojrzałe, ale i nie kwaśne.

Owoce były tłamszone przez wspomnianą czekoladowość. Co przez to określenie rozumiem? Ciepłe nuty o statecznym charakterze. Zdecydowana ziemia, drzewa, może i jakieś łagodne orzechy, a także wanilia. Wśród nich próbowała się "rozsiąść" lekko karmelowa słodycz, ale pozostawała wycofana.

Pod koniec degustacji, mniej więcej w tym momencie, wydawało mi się, że czuję też przebłyski jakiś czerwonych owoców, ale w końcu nie jestem ich pewna.

Jakoś w połowie dochodziło do powolnego połączenia owoców i tej czekoladowości wraz ze słodyczą, co dało mocne skojarzenie z... bananami z ogniska, które już nie płonęło ze względu na wilgotne drewno i ogólnie mokry (deszczowy?) dzień. Banany te leżały wśród drewna, na ziemi, i wcale nie dziwiło, że ktoś obficie polał je czekoladowym sosem (może również trochę karmelowym).
Było słodko i świeżo, trochę dziwnie, może nawet dziko, ale pysznie uzależniająco.

Właśnie z tym skojarzeniem i posmakiem słodyczy i drzewno-ziemistego kakao pozostałam na bardzo długo.

Ta czekolada była bardzo stateczna i w sumie łagodna, choć wcale nie taka słodka. Wyrazista, ale bez konkretnych nut, i tak wydała mi się ciekawa. Może momentami zwyczajna, momentami dziwna, ale przepyszna.
Miałam problem z oceną, bo chciałam jakoś wyróżnić ukochane 5nto Cooperativa Amazonas2ndo Seleccion Amiari Meridena , ale smakowała mi bardziej niż 3ero Seleccion Cata Ocumare. Nie cierpię wystawiać połówek, ale... tu po prostu nie mogłam tego nie zrobić.


ocena: 9.5/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 34 zł (dostałam zniżkę <3) za 80 g
kaloryczność: 588 kcal / 100 g
czy znów kupię: kiedyś możliwe

Skład: miazga kakaowa 74 %, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

16 komentarzy:

  1. Wygląda obłędnie i tak samo smakuje:) cena trochę wysoka ale chwile przyjemności są bezcenne:)
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna firma, szkoda, że mam taki problem ze sprowadzaniem przez kuriera, bo inaczej pewnie bym już coś z Sekretów zamówił.
    PS Miętowe Pacari w dużej tabliczce imo smakuje lepiej niż w małej, nie rób recenzji z małej, tylko z dużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Obie muszę zrobić! :D
      A, maila odpiszę.

      Usuń
  3. Przezornie rozłożyłam w czasie degustacje moich Idilio, z czego jestem bardzo rada, ale tej tabliczki chyba nie mam, nie wiem jakim cudem :/. W sobotę otwieram Cooperativa Amazonas i nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja byłam święcie przekonana, że mam mleczną, bo zamawiałam. Przeszukałam całą szufladę, a tam... nie ma. :(

      Usuń
  4. Banany z ogniska, tego jeszcze nie grali :D Może kiedyś, może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz w życiu takie jadłam. Tak swoją drogą, nie smakowały mi, ale taka czekoladowa nuta jest fajna.

      Usuń
  5. Od razu widzimy oczami wyobraźni miskę pokrojonych wszelkich żółtych owoców polanych taką pyszną czekoladą :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się nawet cieszę,że czekoladowość stłamsiła owocowość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Lubię jak czekolada jest przede wszystkim czekoladowa.

      Usuń
  7. Zawsze, gdy wspominasz w recenzji czekolady o lesie, czuję się nieco zmieszana. Nie jestem pewna, czy chciałabym, żeby moje tabliczki tak pachniały. Wolę jadalne rzeczy, jakiś karmel, mleczność, coś.
    A czekolada za mało "moja", nie cę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o smak jakiegoś zielska, lasu... Przecież nigdy lasu nie jadłam, możesz mi wierzyć. Chodzi o takie poczucie... No nie wiem... nie zachwyca Cię zapach lasu? (Też jestem mieszczuchem, ale to świeże powietrze <3).
      E, wiem, że i tak Cię nie przekonam.

      Usuń
    2. No właśnie jakoś nie wierzę. Wręcz wyglądasz na taką, co cichaczem wpieprza las. Pewnie protestujesz przeciwko wycince razem z eko-freakami. Szkoda, że nie wiedzą, że ze zgoła innych powodów...

      Usuń
    3. Wręcz przeciwnie. Korzystam, ile tylko mogę. Z tą różnicą, że nie używam piły czy siekiery, a ząbków.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)