piątek, 28 kwietnia 2017

Legal Cakes baton orzechowo-czekoladowy

To, że kocham czekoladę, to chyba jasne. A orzechy? Jak najbardziej! Wszystkie, choć nie w każdej formie. Zdrowe batony są jednak tym tworem, w którym orzechów zawsze pragnę jak najwięcej.

Legal Cakes baton orzechowo-czekoladowy jest na bazie bananów, czekolady i daktyli z orzechami włoskimi, pistacjami, pestkami i płatkami (powiedziałabym, że z kruszonką). W składzie znajdują się również sezam, cynamon, syrop klonowy, zielona herbata i cytryna.

Po otwarciu poczułam słodki zapach dojrzałych bananów, cynamonu, delikatny akcent czekolady oraz dość silną mieszaninę pestek i orzechów kojarzącą się z jedzeniem dla gryzoni. Ogół był słodko korzenny i smakowity.

Czekolada na spodzie okazała się dość tłusta i nieco zawilgocona, a także bardzo słodka i wyraźnie gorzko kakaowa. Smakowała mi, choć w sumie nie było w niej nic szczególnego.

Wierzch okazał się miekko-twardawą, ale nie chrupiąca, kruszonką. Pestki były tu twardawe, a reszta zlepków miękka, sprężysta. W smaku wyraźnie czułam cynamon oraz neutralną zbożową mieszaninę, ze znikomą słodyczą. Dynia bardzo się tu wyróżniała, słonecznik starał się nie pozostawać w tyle, a płatki nadawały przyjemnego posmaku. Wszystkie te poszczególne składniki było tu czuć.
Konsystencja wierzchu może nie była kruszonkowa, ale w zasadzie... Przypadła mi do gustu, jako taki dziwny twór, a nie jako kruszonka.

Niestety konsystencja orzechów w samej masie zawiodła. Były bardzo miękkie i zawilgocone. Wpisały się w gęstą, zbitą, ale miękką i wilgotną, nietłustą masę, w której znalazło się trochę całkiem sporych kawałków bananów.
Przypominało to sernik, coś jak Brownie, ale z bakaliami.

Wspomniane banany grały pierwszoplanową rolę. Masa była więc bardzo słodka, co podkręcała jeszcze nutka daktyli (jedynie nutka). Na szczęście znalazła się tutaj także i kakaowa gorzkość, bardziej czekoladowość, ale zdecydowanie za bananami.

Orzechy i pistacje nie były tak wyraziste, jakbym chciała, ale było ich sporo i w sumie swój smak zachowały (w przeciwieństwie do fistaszków ze Sneaky'ego). Włoskich było więcej i - podkreślone cynamonem - dominowały, ale i pistacje były ok. Tonowały słodycz, ale w sumie aż tak bardzo jej nie przełamywały. Jedne i drugie są moimi ulubionymi orzechami, toteż trafiając na takie mało wyraziste, miękkie zawiodłam się. Mogły być dużo lepsze, bo były jedynie w porządku.

Całość była bardzo słodka, choć nie brakowało tu neutralizującego smaku orzechów włoskich, dyni, pistacji i płatków (dokładnie w tej kolejności).  Orzechy bardzo mnie zawiodły, bo nie pożałowano ich, a mimo to nie były specjalnie charakterne. Wyszło przyjemnie korzennie, tak ciepło (ale i tak nie mogłam odegnać od siebie skojarzenia z sernikiem na zimno, mimo wyjęcia wcześniej z lodówki do ogrzania). Było też czekoladowo, ale delikatnie (Brownie było o wiele bardziej czekoladowe, mniej słodkie). Gorzkawość na pewno pochodziła z kakao, ale może i z zielonej herbaty? Nie wiem, ważne, że była i to przyjemna (choć mogło jej być więcej - zwłaszcza herbacianej).


ocena: 8/10
kupiłam: kawiarnia Legal Cakes w Krakowie
cena: 8,50 zł (za 140 g)
kaloryczność: 277,5 kcal / 100 g; sztuka 140 g - 388,5 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: banany, czekolada, orzechy włoskie, odżywka białkowa, daktyle, mąka jaglana, pistacje, płatki jaglane, płatki gryczane, pestki dyni, pestki słonecznika, sezam, cynamon, syrop klonowy, zielona herbata, cytryna

24 komentarze:

  1. Baton brownie z lekka mnie zasłodził i nie zjadłam go w całości a ten jest jeszcze słodszy? To mnie nie zachęca z drugiej strony wygląda smacznie, tylko obawiam się, ze mnie również orzechy by zawiodły ;/ Chyba jednak gdybym musiała wybierać, zdecydowałabym się na innego batona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie słodszy. Banany jako baza, a oprócz tego daktyle, syrop klonowy, to wiesz... Poniekąd nie mieści mi się w głowie, jak można oczekiwać, że batony, a więc słodycze, nie będą słodkie, ale z drugiej strony świetnie Cię rozumiem, bo ostatnio też ciągle trafiam na rzeczy, które są mi za słodkie. I czasem nawet rozumiem, że coś ma być słodkie, no ale... :P

      Usuń
    2. Słodki a przesłodzony, czy bardzo słodki to różnica :) Według mnie jeśli w składzie jest słodki banan a do tego daktyle to już syrop klonowy jest zbędny. Sam banan jest słodki a o daktylach już nie wspomnę. Zawsze wydawało mi się, że w tego typu słodyczach wykorzystuje się słodkie daktyle i figi aby pominąć substancje słodzące (cukier miód, ksylitol itp.). Jak widać niektóe firmy stanowią "wyjątek" ;P

      PS Czyżby Twój próg słodkości spadł? :)

      Usuń
    3. Tobie wszystko za słodkie! :P *puszcza oczko*
      Według mnie z kolei nie, bo syropem klonowym pewnie zlepili kruszonkę. Bananem by ciężko pewnie było.
      A właśnie banan i daktyle genialnie razem wychodzą, tylko jeszcze wiadomo, że trzeba wziąć pod uwagę ilość jednego i drugiego. :P

      PS Tego progu nigdy nie miałam za wysokiego, od lat znam osoby o wiele bardziej wytrzymałe na słodycz, ale ostatnio... może tak: słodkie rzeczy lubię, ale w o wiele mniejszych ilościach niż kiedyś. W czekoladach zawsze głównie gorzkości szukałam, ale lubiłam i białe, a teraz jak np. mam próbować białej, to aż mnie skręca, mimo że chodzi też o te nieprzesłodzone (ale właśnie słodkie) np. Domori. I niby jest różnica między przesdzłodzeniem, a słodkością, ale czasem mnie i sama słodycz drażni i tylko muszę się hamować by za to punktów nie ujmować zbytnio.

      Usuń
    4. Ja tam nie narzekam :D Zastanawiam się, czy baton Kosmos zjedzony bo tak długiej przerwie też już byłby za słodki... tylko stacjonarnie go nie kupię - niestety ;/
      O tym nie pomyślałam. Hm... a może nie trzeba by było jej zlepiać? Może te orzechy same "weszłyby" w miękką strukturę batona i wkleiły się w nią - konsystencja wydaje się taka kremowa, coś ala mus :)
      Dokładnie proporcje... tutaj chyba średnio zostały zachowane (mogli sypnąć też troszkę kakao aby złagodzić słodczy). Z drugiej strony "słodkie" i "za słodkie" to pojęcie względne. Dla jednego coś będzie mało słodkie lub nie słodkie a dla drugiego w sam raz ;)

      PS Kubki smakowe ulegają zmianie, można też odzwyczaić się od pewnych smaków :) Zaskakujące jest to, że czasem coś jest za słodkie ale pomimo tego i tak smakuje (przecież można zjeść w małej ilości) ;)

      Usuń
    5. Myślę, że mógłby być, bo pamiętam, że mimo wszystko był dość słodki. :P No i właśnie... ten problem z dostępnością takich rzeczy, eh.

      Ale ten syrop nie to, że wlepił ją do batona, tylko porobił takie grudki, jak w prawdziwej kruszonce, więc na pewno był potrzebny. Mimo wszystko akurat jego aż tak nie czułam, więc bym się nie czepiała specjalnie.
      No i właśnie. Nie syrop jest problemem, a proporcje reszty - tu zgoda. I z tą słodyczą to prawda, a najgorsze jest to, że jak o coś się w takich miejscach pyta, to zawsze słyszy się "no, trochę słodkie jest, ale nie za bardzo" i weź tu wiedz.

      PS Mi tego mówić nie musisz. :P Na przykładzie bloga doskonale to widzę: dawno temu w ogóle słodyczy prawie nie jadłam, kiedyś Milka Oreo 10/10, a teraz, po tych wszystkich czekoladach (o, właśnie! mało, że kubki smakowe, to człowiek jeszcze szybko do dobrego się przyzwyczaja i robi się ogółem wybredny)... Całe szczęście, że tak jest. :D

      Usuń
    6. Po sobie też zauważyłam, że w zależności od dnia mój poziom tolerancji słodyczy jest różny. Bywa, ze coś co np. miesiąc temu było dla mnie za słodkie, tak słodkie już nie jest a potem ponownie jest :P Nie wiem z czego to może wynikać? Z poziomu cukru we krwi? Tak czy owak chciałabym jeszcze raz zjeść tego batona. Miały być w Stokrotkach (już jakiś czas temu) ale w mojej Stokrotce ich nie widziałam ;/

      Wybacz - wcześniej nie załapałam. Taka kruszonka w batonie jest fajna i osobiście nie mam nic przeciwko :)
      Nie wiem co to za obsługa, ze nie potrafi doradzić klientowi. To oni sami tego nie jedzą, ze dokładnie niewiedzą? Albo mówią tak naumyślnie aby czasem klient nie zrezygnował. Co z tego, że nie posmakuje i drugi raz nie przyjdzie. Ważne, ze kupi teraz ;/

      PS Coś o tym wiem. Kiedyś czekoladę Wawel 70% uważałam za jedną z lepszych gorzkich czekolad (wysoka zawartość kakao, wyższa niż Wedel, cena przystępna). Jak zaczęłam próbować marek Finest Tesco (akurat trafiła sie promocja na tabliczki 85% i 70% po 3,50zł) to od razu zauważyłam różnicę. Wawel poszedł w odstawkę. Potem dostałam w prezencie czekolady J.D.Gross 81%, za jakiś czas 70% - te czekolady były jeszcze lepsze. Następnie Vivani... w końcu poznałam smak dobrej ciemnej czekolady - czuć tę różnicę i to znacząco :) Lind 85% według mnie też nie jest dobrej jakości czekoladą, ale cenę ma wysoką :/
      W temacie tabliczek to u mnie nie zmieniło się jedno: zawsze w tabliczce byłam w stanie wyczuć smak przypominający margarynę ;/ Nie wiem od czego to zależy, ale czasami mimo iż skład jest "czysty" w czekoladzie czuć tak jakby margarynę (wyczułam to w tabliczkach 74% Bellarom z Lidla).
      Teraz od dłuższego czasu jestem na takim etapie, że nie mam ochoty na czekolady ;P

      Usuń
    7. Dlatego staram się, by moje degustacje odbywały się mniej więcej w tych samych warunkach.

      W Stokrotkach? Marzenie! Ale jakoś tego nie widzę, przynajmniej nie u mnie w mieście - nie przejdzie. W ogóle czasami mam wrażenie, że zdrowe działy (jak już gdzieś u mnie są), to się kurzą, dostaw prawie brak, a tu jednak te daty krótkie... Niby dobrze, bo bez dodatków konserwujących, no ale właśnie, problem z dostępnością.

      Nie mam czego wybaczać. :P
      Z obsługą to w ogóle czasami się użeram, bo za wybredna chyba jestem. Raz gdzieś zapytałam o lody o smaku "solony karmel" - "Czy te lody są bardzo słone?", bo miałam nadzieję, że usłyszę potwierdzenie, a wtedy chyba bym podwójną porcję wzięła. A co usłyszałam? "To właściwie zwykły karmel, taka krówka... nie są słone" - i jeszcze pani powiedziała to z uśmiechem, pewnie licząc, że się ucieszę, a ja podziękowałam i wyszłam stamtąd, haha. Niby wszyscy mi polecali tamto miejsce, ale jak słyszę coś takiego to... przecież nie dość, że oszukują to jeszcze... Nawet nie wiem, jak to nazwać. :P W L.C. przynajmniej dokładnie wypisują składniki wszystkiego (chwała im za to!).

      Tesco finest niektóre są genialne! Ja tylko zwracam uwagę na to, by nie były z odtłuszczonym kakao i nie ta linia szwajcarska (Swiss), bo one jakoś takie... nie bardzo są. Lindt to kpina - tyle, ile pchają odtłuszczonego kakao, żeby tylko sobie cyferkę zawartości podbić to aż... Też jestem czuła na margarynę! I właśnie u Ciebie kiedyś o tej Bellarom czytałam, więc nigdy jej nie kupiłam. Te śmietankowe, z ciasteczkami itp. lubię (choć dawno nie jadłam, bo słooodkie), ale tam nie ma margaryny, ale wiadomo - mleko, cukier. Tej wspomnianej przez Ciebie ciemnej nie ufam. W sumie, po co? Skoro genialne JD Gross są tuż obok? :D

      Jakbym miała jeść tylko te dostępne w sklepach, w sensie że nieplantacyjne, to też nie wiem, czy bym tak czekoladę codziennie zajadała. :>

      Usuń
    8. W moim mieście są dwie Stokrotki i chciałabym aby tam pojawiły się te batony, albo w Tesco. Z tymi działami u mnie jest podobno. W Tesco niedawno powstał, przez jakiś czas był wybór batoników RAW a teraz już nie ma ani jednego i chyba już nie bedzie ;/ Z innymi produktami też jest krucho ;/

      Jako klient masz prawo wypytać się o produkt, który dany lokal sprzedaje (a co gdybyś miała na coś alergię). sprzedawca ma obowiązek poinformować aby uniknąć ewentualnych nieporozumień - tym też robi sobie reklamę (dobrą lub złą). Co do tych oszustw - w kulki sobie lecą :P

      Czekolady z Finest Tesco jadłam dawno - już nie pamiętam z jakiej linii były, ale wtedy mi smakowały :) Pewnie masz rację z tym kakao w czekoladach Lindt, ale żeby to było jeszcze kakao dobrej jakości a nie takie, które X lat przeleżało w stęchłej piwnicy :P
      Czekoladę Bellaroom 74% dostałam w prezencie i zdecydowanie odradzam - moja mama również wyczuła w niej margarynę ;/ Z czekolad J.D.Gross jadłam tylko dwie ale uważam je za genialne :D Tutaj nie ma co się zastanawiać - wybór jest prosty :D

      Ja po prostu nie mam ochoty na czekoladę, może dlatego że często pije kakao :)

      Usuń
    9. Prawo mam, ale czasami takie odpowiedzi można usłyszeć, że ręce opadają. :P

      A ja właśnie niczego, co z czekoladą związanego po prostu nie mogłabym pić. Ani kakao, ani pitnej czekolady. Ogólnie trochę ze mnie dziwadło, bo piję tylko wodę i kawę, herbatę - koniecznie siekiery (a np. mleka, na którym gotuję owsiankę, to już nie zaliczam wtedy do picia, bo to tak... "w daniu"). :>

      Usuń
    10. Trzeba mieć "anielską cierpliwość" :P Chyba najgorzej kiedy sprzedawca się nie zna (o dziwo sam nie wie co sprzedaje) i próbuje wciskać kit lub udziela dwuznacznych odpowiedzi

      Pitna czekolada? Nigdy nie lubiłam i nadal nie lubię. Kiedy byłam mała kakao wypiłam sporadycznie, dopiero od kilku lat lubię wypić takie na wodzie (dobra porcja magnezu:D). Nie uważam aby było z Ciebie dziwadło :) Pijesz to co lubisz a mleka w owsiance to rzeczywiście trudno zaliczyć do picia - to tak jakby do picia zaliczyć zupę :P

      Usuń
    11. A właśnie, że się spotkałam z czymś takim, że jedna taka osoba leje zupę (rosół konkretne) do wielkiego kubka, wyjada odrobinę makaronu i resztę popija jak... jak ja herbatę. W życiu sobie czegoś takiego nie wyobrażam zrobić... jeszcze z rosołem, chyba najbardziej nielubianą przeze mnie zupą. :P
      Ja z kolei uważam, że każdy jest dziwny na swój sposób, ale oczywiście mówię to w sensie pozytywnym. :D

      Usuń
    12. Nigdy nie lubiłam rosołu... dla mnie to zawsze była woda z makaronem (no i oczkami:P)
      Nawet inaczej nie pomyślałam :D Każdy ma swojego bzika :D

      Usuń
  2. charlottemadness28 kwietnia 2017 20:30

    Ładnie się prezentuje,szkoda tylko,że w smaku nie spełnia oczekiwań :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspominam go niezwykle smacznie, a szczególnie jego dużą ilość pistacji :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia już wyglądają tak apetycznie :D Naprawdę żałujemy, że nie mamy Legal Cakes pod nosem (a może to i lepiej) xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Waszym talentem do robienia różnych słodkości nie macie czego żałować. :P

      Usuń
    2. Jednak fajnie jest zjeść coś dobrego co ktoś inny zrobi xD

      Usuń
    3. Ja tak mam tylko w kwestii rzeczy, których sama nie umiem, nie mam jak (sushi), albo nie opłaci mi się robić (słodkości). :P

      Usuń
  5. Ok, tym razem chyba naprawdę 100% wrażeń the same, ale wniosek ponownie inny. Dla mnie to najlepszy baton od L.C.. Oczywiście wkurzała mnie niechrupiąca kruszonka i brak wyrazistości orzechów (dynia jako główny bohater, tak właśnie było), niemniej w połączeniu z gęstym czekoladowym spodem... Mmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najsmaczniejszy? Ale żeby tak odebrać wyrazistość pistacjom i orzechom? Nie! Nie można! One powinny być wyrazistszee... Chociaż fakt, trudno jest mi narzekać na coś, co w gruncie rzeczy i tak mi smakowało. Jednak mogło bardziej. Zdziwisz się, co mi najbardziej smakowało od Legal Cakes. :>

      Usuń
  6. Mnie ta masa w środku przypominała taką piankę a'la ptasie mleczko bananowe. Myślę też, że namoczenie tych orzechów zneutralizowało ich charakterystyczny smak (dlatego ja nie lubię namoczonych orzechów). I chyba nie był dla mnie jakoś moooocno słodki, ale nie pamiętam dokładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ja takich skojarzeń nie miałam, bo na samą myśl o ptasim mleczku mnie mdli. :P
      Pewnie racja, ale... to po co namaczać? Ciekawe, czy ktoś w ogóle lubi takie.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)