środa, 10 maja 2017

Pacari Lemon Verbena ciemna 60 % z Ekwadoru z werbeną cytrynową

Posiadane przeze mnie pełnowymiarowe Pacari mają długie daty, więc przy wyborze czekolady na kolejną degustację tej marki postawiłam na "satelitę". Tak sobie myślę o słodyczach, które prawie wchodzą do jakiejś serii. Ta jest miniaturką, więc zanim zacznę odgrywać tę markę pełną gębą, w pełnym wymiarze, uznałam, że... dobra, po prostu muszę wymyślać sobie cokolwiek, żeby jakoś wybrać, gdy nie gonią mnie daty. Podobnie w sumie miałam z Rococo - najpierw mały przedsmak.

Pacari Lemon Verbena to ciemna czekolada o zawartości 60 % kakao z Ekwadoru z werbeną cytrynową.

Werbena to krzew pochodzący z Ameryki Południowej wykorzystywany do produkcji herbat. Ponoć ma mocno cytrynowy smak.

Po otwarciu poczułam bardzo intrygujący i niecodzienny zapach. Obok prażonego kakao o ciepłym charakterze, kwiatowa słodycz mieszała się z cytrynowym motywem, który nie przypominał jednak tego żółtego owocu samego w sobie, a bardziej krzew cytrynowy - taki konkret, z całą roślinnością wokół, oraz samą skórką cytryny. Było w tym coś chłodzącego, ale ani śladu kwasków.

Tabliczka przy łamaniu przyjemnie chrupnęła ujawniając bardzo ziarnisty przekrój. Przyznam, że jej kremowe, gładkie rozpuszczanie trochę mnie przez to zaskoczyło.

W smaku najpierw poczułam wykwintną, nieco karmelową słodycz, do której bardzo szybko doszło kakao kojarzące się z rozgrzaną ziemią i drzewami. Smak był odrobinę palony, dobrze wyważony.

Nagle w drzewnej części pojawił się nieco roślinny akcent. Tak świeżo roślinny, że oczami wyobraźni od razu zobaczyłam jakieś ciemnozielone badylki, gałązki itp.
Do ciepła ziemistego kakao dorwało się mocne orzeźwiające ochłodzenie (takie, jakie wywołuje mięta lub lukrecja, ale bez ich smaku). Efekty nie walczyły jednak ze sobą, żaden nie wchłonął drugiego, ale cudownie trwały obok siebie - świetny kontrast.

Z tym orzeźwieniem wiązał się nietypowy, trudny do opisania, smak. To taka... badylowata, ziołowa cytryna. W dodatku raczej nie kwaśna, a taka częściowo słodka, kwiatowa... Głównie jednak skórka cytryny z charakterystyczną goryczką, chociaż wydaje mi się, że gorzkawość ta wychodziła w jakimś stopniu poza cytrusową sferę. Łącząc się z palonym kakao smakowało to dość... ziołowo, ale też czymś rodem z kuchni tajskiej, np. trawą cytrynową. Bardzo dziwne, intrygujące i... jakże pyszne! Ziołowa cytrusowość była długo wyczuwalna bardzo wyraźnie, ale kakao także nie pozostawało bierne. Wydawało mi się, że werbena wyciągnęła także z niego samego trochę ziołowej nuty.

Końcówka to właśnie ten cudowny duet kakao i ziołowej cytrusowości, zespojony przez karmelowo-kwiatową słodycz, która ani na moment nie stała się za silna, i pozostawiający w ustach niemal miętowe ochłodzenie.

Całość skojarzyła mi się z ziołowo-herbacianą wersją mojito w gruubej, wyrazistej czekoladowej szklance (ależ poetycko). To bardzo udana, niecodzienna czekolada, do której na pewno wrócę - może nie jakoś prędko, może nie będzie ona moim priorytetem, ale wrócę.

Teraz nie dziwię się, dlaczego z werbeny robi się herbatę. Chyba niezłe z niej ziółko.


ocena: 10/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 600 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy, esencja z werbeny cytrynowej (0,5%), tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa

13 komentarzy:

  1. Nie moja smaki:),ale werbena teraz przy katarze by mi sie do wąchania przydała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno! Zdrowiej mi tam raz dwa!

      Usuń
  2. Fajnie to opisałaś, "ziołowa cytryna", ich tabliczka z trawą cytrynową jest trochę podobna. Jednak to tylko maluszek, za cienki, żeby w pełni cieszyć się smakiem, myślę, że duża tabliczka bardziej Ci się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy Domori nauczyłam się jakoś wyciągać pełnię smaków i przy takich maluszkach. :P Aczkolwiek zdecydowanie wolę duże tabliczki.

      Usuń
    2. Domori jest pod tym wzgledem wyjątkowa, chocby z tego powodu, ze jest dwuskładnikówką i jest to Domori :D. Tutaj jednak potrzeba grubej kostki.

      Usuń
    3. To prawda, alee... mam taki swój własny sposób przyciskania kostki do podniebienia i "memłania" jej, który zaskakująco dobrze wychodzi przy drobnicy. Ostatnio sprawdziłam go na neapolitankach Cluizela, których najpierw jadłam pełnowymiarowe tabliczki.

      Usuń
    4. Ja to je łamię na pół i ustawiam jedną połówkę na drugiej, żeby było grubiej :)

      Usuń
    5. Ja to muszę mieć przynajmniej dwa kęsy, a nie tak na raz. :P

      Usuń
  3. Mimo, że jak wielokrotnie powtarzałyśmy nie przepadamy za cytrusami w czekoladach to ta opcja z werbeną wydaje się być zupełnie inna i niecodzienna :) Charakterna z niej sztuka :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie, co pewnie Cię nie dziwi ;) Za każdym razem, jak piszesz, że czekolada jest ziołowa, wyobrażam sobie, że smakuje Amolem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie taka ziołowość! To takie... suszone liście jak herbat, takie zioła bardziej kwieciste, może i ciut apteczne, ale takie... takie świeże, cudne zioła!

      Usuń
    2. Gadaj zdrów, dla mnie i tak już zawsze będzie to Amol :D

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)