środa, 24 maja 2017

Zotter Labooko Madagascar 75 % ciemna z Madagaskaru

Bardzo ucieszyło mnie pojawienie się wielu nowych ciemnych Labooko w ofercie Zottera. Bez wahania kupiłam wszystkie, a zacząć postanowiłam od tej, bo raz, że kocham nuty kakao z Madagaskaru, dwa: ogólnie podoba mi się Madagaskar, to jeszcze trzy - zakochałam się w samym opakowaniu czekolady przedstawiającym chudzielca na fioletowym tle w koszulce z lemurem. Nie wiem dlaczego, ale mam słabość do lemurów. I - zwłaszcza! - ogromną słabość do czekolad z Madagaskaru. A już gdy mowa o kakao, to warto zauważyć, że o tym wiadomo wyjątkowo wiele. Zotter użył tu mieszanki z doliny Sambirano: 20 % Criollo, 60 % Trinitario i 20 % Forastero od kooperatywy COPROCASA.

Zotter Labooko Madagascar 75 % to ciemna czekolada o zawartości 75 % kakao (miazga + tłuszcz) z Madagaskaru z doliny Sambirano.

Po rozchyleniu złotego papierka zobaczyłam głęboko, ale nie jakoś specjalnie ciemno, brązową tabliczkę, której zapach wywołał u mnie silne skojarzenia z błogim i słonecznym, wręcz gorącym dniem. Czułam nagrzaną ziemię z akcentem palonego, zadymionego kakao, a intensywność dojrzałych grejpfrutów i słodkich pomarańczy wręcz powalała. W tle zaś wychwyciłam stateczną nutę nabiału.

Tabliczka okazała się bardzo twarda, więc zanim ukazała mi przekrój, głośno trzasnęła. To, co zobaczyłam, wydało mi się gładkie i gęste. W istocie ta czekolada taka była. Każdy kęs rozpuszczał się bardzo powoli i kremowo, a zarazem trochę gęsto-zalepiająco.

W pierwszej chwili poczułam lekką, jakby kwiatową, słodycz, a zaraz potem mignęło mi skojarzenie z jagodami (mnóstwem jagód!) w twarogu, z ogromną przewagą jagód właśnie. Po chwili smak ten zniknął na rzecz cytrusów, ale potem znów wypłynął zmieniając swój charakter na bardziej jogurtowo-jagodowy.

Zanim to jednak nastąpiło, poczułam cały bukiet słodkich cytrusów z odrobinę przenikliwym, soczystym kwaskiem. To były dojrzałe pomarańcze, najpierw głównie miąższ, później także skórka. Od tej skórki wyłoniła się lekka gorzka cierpkość, błyskawicznie nabierająca mocy i wchodząca w klimaty grejpfrutów. W momencie, gdy spośród owoców to one dominowały, wcześniej wspomniana nuta nabiału znów wychynęła na wierzch i skojarzyła mi się z gęstym jogurtem greckim z... przyprawionymi konfiturowatymi truskawkami? Chyba tak.
Wraz z tymi charakterystycznymi cierpkościami (grejpfrut, jogurt grecki), w tle wszystko rozgrzał nieco osuszający motyw nagrzanej ziemi, podkreślający przyprawy. Wydało mi się, że czuję często używane przez Zottera cynamon i wanilię, ale w tej czekoladzie ich nie ma. 

Owoce zaczęły robić się już nie tylko cytrusowe, ale całość wciąż była wręcz obłędnie soczysta (przy jednocześnie przyjemnie opalanych, nagrzanych nutach ziemi). Pojawiły się chwilowe skojarzenia z limonką i marakują, ale zaraz to się ustatkowało, a ja czułam wyraźnie czerwone porzeczki. 

Zrobiło się nieco mniej kwaśno, bardziej słodko, ale słodycz ta zdawała się pochodzić jedynie od czerwonych owoców, może z jakimś akcentem wanilii, a na wszystko rozlał się wzmocniony, palony (ale nie nazbyt) smak - taki nieco ziemisty, choć w tym momencie już wyraźnie kawowy.
Taki właśnie posmak pozostawał w ustach na bardzo długo, z pewnym motywem owocowego orzeźwienia.

Ta czekolada rewelacyjnie przedstawiła Madagaskar, ukazując także jego przyprawy, a nie tylko owoce. Przede wszystkim, jej słodycz była bardzo stonowana, a smaki kręciły się wokół owocowo-jogurtowego kwasku i goryczki. Mimo cytrusowego (głównie grejpfruty i pomarańcze) zawrotu głowy, czułam tu też całe mnóstwo innych owoców - bardziej jagódkowatych, czerwonych. Zamiast kefirowo-twarogowych nut z Menakao czy Madecasse, tutaj pojawił się jogurt. Nie przegięli z mocnym paleniem, nie była to nuta wiodąca, ale i tak o dużym znaczeniu. To wszystko przełożyło się na to, że czekolada kojarzyła się bardziej z Domori Sambirano Madagascar 70 % niż ze wspomnianymi Menakao czy Madecasse, co wcale nie dziwi, biorąc pod uwagę dokładne pochodzenie kakao. To bardziej zrównoważona niż dzika kompozycja, ale wciąż głęboka i charakterna. Nazwałabym ją ekskluzywnym Madagaskarem, a gdybym miała obrazowo opisać jej charakter, myślę, że dobrym porównaniem jest tu dzikie zwierzę z młodymi - wygląda łagodnie, słodko, ale to właśnie matka w obronie swoich młodych wie, co zrobić ze swoimi pazurami. Czy smakowała mi bardziej od Domori? Nie umiem stwierdzić. Niby odrobinkę więcej kakao (i to się czuje), ale Domori chyba jest nieco głębsza. Kocham obie.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24
cena: 16 zł
kaloryczność: 596 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

11 komentarzy:

  1. Oo, bardzo fajnie, że nie zawiodła, choc zotterowskie Labooko zwykle są rewelayjne - oczywiście mam na myśli "normalne" czekolady, a nie jakies biało-owocowe wynalazki (ok, niektóre owocowe też są fajne). Mam ją, czeka na swoja kolej :D

    PS. Też spróbowałem lemura od Madecasse, bardzo ciekawy, choć dużo mniej cytrusowy od innych ich czekolad. Dla mnie to chyba najlepsza z tych Madecasse, które próbowałem. Nibsy świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele Labooko owocowych Zotter ostatnio wywalił z oferty, bo ponoć były okropne. Całe szczęście że zajął się ciemnymi, skoro ewidentnie mu lepiej wychodzą!

      O, tak! Pyszna ta Madecasse, ale czy najlepsza? Ja dopiero dwie próbowałam. Wiem jednak, że chcę spróbować wszystkie, koniecznie.

      Usuń
    2. Ja tylko 3 (80-tka, kokos i ten lemur), dlatego napisałem, że najlepsza z tych, które próbowałem :)

      Usuń
  2. Niby mnie przekonuje ten wir owocowy, ale kurdę...tylko nie cytrusy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, wtedy to nie byłby Madagaskar!

      Usuń
  3. Może by mi i posmakowała, kiedy miałabym ochotę na czekoladę :) Czekolady lubią zaskakiwać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba po tej recenzji bym jej nie kupiła,ale Ty wiesz dlaczego te nuty cytrusowe nie do konca do mnie przemawiają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taak, ale wciąż nie mogę pojąć, jak one mogą do kogoś nie przemawiać. :P

      Usuń
  5. Znów nie mnie, bo za dużo tych kwasów i pustyń, ale za to z przyjemnością powygrzewałabym się w słońcu Madagaskaru.

    PS Jedyny naprawdę pozytywny akcent to ta 'obłędna soczystość'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zeżarłyby Cię jakieś tropikalne robale.

      PS Obłędną soczystośc to dopiero miałam dziś podczas degustacji. Marakujowa Pacari. <3

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)