poniedziałek, 26 czerwca 2017

Erithaj Ham Luong Chocolat Noir Vietnam 80 % ciemna z Wietnamu

Po niezwykle "winogronowej" Erithaj trudno mi było sobie wyobrazić, że może mi się trafić pyszniejsza czekolada, a przecież czekała mnie z jeszcze wyższą zawartością kakao! Przyznaję, że do tej degustacji podchodziłam z podekscytowaniem (kolejna Erithaj, kolejna z Wietnamu i to z dokładnie określonego miejsca, bo tym razem znad rzeki Hàm Luông, również z prowincji Ben Tre), ale i z malutką obawą, że nie dorówna wspomnianej.

Erithaj Ham Luong Chocolat Noir Vietnam 80 % to ciemna czekolada czekolada o zawartości 80 % kakao trinitario z Wietnamu z prowincji Ben Tre znad rzeki Ham Luong.

Po rozerwaniu sreberka zobaczyłam jasną jak na swoją zawartość, ale głęboko brązową tabliczkę, która pachniała mocnym paleniem, przy czym kręcił się cynamon. Skojarzyło mi się to z suchą korą cynamonową, ale żebyście nie myśleli, że był to zapach czegoś suchego, muszę napisać, że całkiem sporo było tam goryczkowatych owoców - jeżyn i czarnego bzu... choć bez rysował mi się tu i jako zapach bzu, w sensie jego kwiatów. Kwiaty przełożyły się na zapach czegoś cukierniczego, co z owocami i palonym kwaskiem (?) przywodziło na myśl... babkę cytrynową? Taak, ale nie wiem, czy nie za bardzo puściłam wodze fantazji. W każdym razie, zapach był jeszcze głębszy od koloru!

Przełamałam, tabliczka trzasnęła, chociaż nie była bardzo twarda. W ustach również okazała się delikatna, bo rozpływała się idealnie kremowo, mimo że na początku i na samym końcu miała leciutko suchy efekt.

Właśnie wraz z początkowym efektem "o, chyba zaraz zrobi się sucho", poczułam smak, który skojarzył mi się z "ekskluzywną wersją odtłuszczonego kakao" przez co rozumiem wyidealizowany smak takiego zwykłego kakao (jako dzieciak lubiłam sobie takie sypnąć na talerzyk i jeść paluchem; w moich wspomnieniach jawi się to jako coś wytrawnego i smakowicie kwaśno-gorzkiego) albo z takim... "kakaowym pyłkiem z trufli czekoladowych". Jakkolwiek to brzmi, to było smakowite! Takie... kwaskowate i cierpkie, ale nie w chamski sposób.

Być może dlatego, że szybko przechodziło w zupełnie inną sferę, bo wyraźnie owocową. Czułam cierpko-kwaskowate jeżyny, które po chwili przeobraziły się w niejednoznaczne cytrusy.

Gdzieś z tych jeżyn wymknął się gorzko-palony smak i zarysował się w tle jako bezkresna kawowa toń, utrzymująca się tam wyraźnie przez całą degustację. Miałam wrażenie, że gdyby nie ten motyw kawy, wszystko inne by po prostu... nie istniało?

Wracając do owoców, z czasem pojawiło się przy nich pewne orzeźwienie, a że z palonego smaku równocześnie wydobył się cynamon, pomyślałam o subtelnej pikanterii świeżego imbiru. On połączył cynamon z cytrusami, przy których coraz wyraźniej rysowała się słodycz - tak jakby mango?

To wszystko, z ciągle jednak palonym smakiem, momentami przywoływało też nutę octu balsamicznego, ale ten jakby pierzchł przed... motywem lekko śmietanowym? I nie była to śmietanka, a właśnie kwaśnawa śmietana, taka może podchodząca już pod coś maślanego, co pewnie wynika z zawartości tłuszczu kakaowego.

Na koniec kwasek robił się mocniejszy, a wszelkie owocowo-palone goryczki kojarzyły mi się z bzem. Jedno i drugie opływała esencjonalna kawa, potem lekko wysuszając. To właśnie jej posmak, czyli mocno palonej, mocnej kawy pozostawał w ustach wraz z pewnym cytrusowo pikantnieprzyprawowym motywem.

Muszę przyznać, że czekolada była dobra, jednak... nie aż tak dobra, jak mogłaby być. Mam wrażenie, że dodali trochę za dużo tłuszczu kakaowego, a ziarna trochę za mocno wypalili, bo gdzieś mi uciekły zasadnicze nuty, które czułam w innych czekoladach z Wietnamu. Tu jednak to palenie i maślaność je przysłoniły. I tak na szczęście było smacznie i nie za słodko, ale nie była to "kakaowa definicja Wietnamu".


ocena: 8/10
kupiłam:  Sekrety Czekolady
cena: 23 zł (za 100 g)
kaloryczność: 556 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład:  ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy

8 komentarzy:

  1. Chętnie spróbowałbym jakiejś czekolady z wietnamskiego kakao, bo jeszcze nie miałem okazji. Rzeczywiście, z paleniem i dodawaniem tłuszczu kakaowego trzeba uważać, bo można przesadzić, Domori nie dodaje i wychodzi rewelacyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może to cecha tej jednej tabliczki albo partii? Czasem i tak się trafia

      Usuń
    2. Madecasse z kolei nawet do setki dodało i wyszło genialnie, bo z takimi twarogowymi nutami, zakładam że właśnie tłuszcz je podkreślił. Domori z kolei samego kakao i tak za mało jak dla mnie dodaje - myślę tu o tych 70 %. Nie można więc powiedzieć, że wszystko opiera się na którymś elemencie, ale właśnie... Jak trochę zawodzą aż dwa (i tłuszcz, i palenie) to wiadomo.

      A o wietnamskim kakao sama nie wiem, co myśleć. W Erithaj normalnie się zakochałam, ale np. Marou aż takiego wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiło.

      Usuń
    3. Ervisha, ale nie da się zrobić tak tylko jednej czekolady. :P

      Usuń
  2. Już za samo opakowanie, takie eleganckie, miałaby u nas duży plus :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Z całej recenzji najlepiej zapamiętałam słowo "chamsko". Nawet jeśli stało przed nim "nie" - a na pewno nie stało lub się pomyliłaś :P - to i tak niczego dla mnie nie zmienia. Zresztą nawet Ciebie odrobinę rozczarowała, więc po co tam ja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyliłam się, bo w smaku tu chamskości nie było, ale i tak Ci oczywiście tej czekolady nie polecam. W sumie mi tak jako tako smakowała, ale są lepsze.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)