niedziela, 2 lipca 2017

Alnatura Cafe Biscuit mleczna z nadzieniem kawowo-mlecznym i wafelkami

Moje pierwsze spotkanie z produktem marki Alnatura nie było ani trochę miłe, ale w pewnym sensie można je uznać za udane. Otóż dodatek był niezwykle wyrazisty, tylko że okazał się nie w moim stylu, bo Alnatura Zimt oprócz cynamonu zawierała nienawidzone przeze mnie pieczywo chrupkie. Dopiero przez to, prawdę mówiąc, druga czekolada-baton zainteresowała mnie naprawdę bardzo, bo wcześniej do obu podchodziłam raczej neutralnie. Fakt, ten zawiera jeszcze wafelki (wbrew temu, co sugeruje nazwa), ale co do nich nie żywiłam żadnych emocji. Nie chcę spoilerować, ale na skład spojrzałam dopiero po spróbowaniu, więc... zasiadałam do tego tworu licząc na coś smakowitego - w końcu kawowego!


Alnatura Cafe Biscuit to mleczna czekolada z kawowo-mlecznym nadzieniem z kawałkami wafelków.
Producent napisał dokładnie "espresso-mleczne", a składniki kakaowe to 32 % - pozwolę sobie sprecyzować i dodać, że cały czas (do momentu sięgnięcia po to) byłam przekonana, że to czekolada ciemna.

Po otwarciu poczułam zapach typowy dla słodkich mlecznych czekolad i zaskakująco wyrazistą kawę. Może nie był wybitny, ale do smakowitych można go zaliczyć.

Jednak kiedy wzięłam jasną czekoladkę do rąk, zwątpiłam w moc kawy, a zaczęłam obawiać się, jak bardzo słodko-ulepkowate to będzie. Miałam wrażenie, że czekolada zaraz obtłuści i pobrudzi wszystko wokół rozpuszczając się. Nie topiła się w palcach, ale sprawiała wrażenie, jakby zaraz miała zacząć. Ze zdziwieniem więc odkryłam przy łamaniu, że baton mógł się pochwalić pewną twardawością, mimo że nadzienie to 50 %.

No i właśnie... nadzienie. Dopiero w trakcie degustacji dowiedziałam się, że to czekolada-baton z nadzieniem i mój zapał już całkiem opadł.

Wraz z zapałem, czyli po przełamaniu, opadł też ten mocno kawowy zapach. Zrobiło się bardziej maślano-mlecznie, a ja spróbowałam wreszcie (prawie rymuję).

Czekolada wydała mi się najzwyklejszą, a więc dla mnie o wiele za słodką, mleczną czekoladą o okropnie tłusto-maślanej konsystencji (o wiele tłustsza od tej z cynamonem). Rozpływała się szybko, ani przez moment nie dopuszczając kakao do głosu. Mleko też nie było tu zbyt silną nutą...

Zaraz jednak pojawił się akcent kawy, bardzo szybko nasilający się. Na moment słodycz osłabła, ale zaraz powróciła wraz ze smakiem mleka, masła i "smakiem tłuszczu", który w dużej mierze był bardziej poczuciem, niż smakiem, ale zalatywało mi margaryną. Oto odsłoniło się nadzienie, szybko przybierające formę zbitej i plastycznej grudki tłuszczu ze średnią ilością kawałków wafelków. O ile nadzienie miało okropną konsystencję, tak wafelki były neutralne - były, to były (sytuacji nie ratowały), gdyby ich nie było - mała strata. Struktura neutralna, smak lekko wypieczony, ale specjalnie nieingerujący w całość.

Kawa tylko przez sekundę była mocnym smakiem, potem jakoś rozpływała się, tonąc w słodkim, maślano-margarynowo-mlecznym otoczeniu. Pod koniec robiło się wyraźnie mlecznie, słodycz wzrastała do poziomu grubej przesady, kawa stawała się tylko delikatnym posmakiem, a smak wafelków trochę zyskał na wyrazistości. Niestety nie poradziły nic w kwestii tłustości - ani w smaku, ani w konsystencji.

Jestem zdania, że aby coś dobrze ocenić, trzeba tego zjeść więcej, niż kostkę... Tu jednak po prostu nie dałam rady. To było tak tłuste, słodkie i nudno-niewyraziste, że musiałabym się zmusić, aby sięgnąć po kolejną. Czułam obrzydzenie do tego słodkiego ulepka, więc resztę po prostu oddałam Mamie, której to nie smakowało, choć nie umiała powiedzieć dlaczego.

O ile Zimnt dostał łaskawą ocenę za adekwatność i jakość (nie powalała, ale nie było tam żadnej margaryny itp.), bo oceniając nie uwzględniłam oczywiście tego, że nie cierpię jednego z dodatków, tak tutaj... Niby też adekwatnie do opisu - w końcu nadzienie kawowo-mleczne, a nie tylko kawowe, ale wykonane po prostu okropnie. Za słaba kawa, mleko jakieś niewyraźne, a ogół tłuszczowo-margaryniasty i zupełnie przesłodzony.
Po tych dwóch doszłam do wniosku, że Alnaturze pewnie można zaufać w kwestii czekolad z wtopionymi dodatkami, ale od ich nadzień lepiej trzymać się z daleka. Ja jednak ogólnie będę uważać, by już nigdy nic Alnatury nie spróbować.


ocena: 2/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 55 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada mleczna 50% (cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, śmietanka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, ekstrakt z wanilii burbońskiej), krem kawowo-mleczny 50% [olej palmowy nieutwardzony, cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku 25%, kawałki wafelków 2,5% (mąka pszenna, olej palmowy nieutwardzony, lecytyna sojowa, sól morska, środek spulchniający: wodorowęglan sodu), kawa espresso]

13 komentarzy:

  1. Za kawą nie przepadam. Z kawowymi słodyczami bywa różnie: jedne są smaczne a inne odwrotnie. Szkoda, ze ten czekoladowy baton (lub czekolada w formie batona) trafił do tego drugiego worka. Przesłodzony tłuszczowo-margaryniasty "twór"... a fe ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przyjmuję pierwszego zdania do świadomości. :P
      Czuję, że zdecydowanie za rzadko trafiam na odpowiadające mi słodycze kawowe, bo zazwyczaj są jakieś takie... mało kawowe i potem aż się boję jakiekolwiek próbować.

      Usuń
  2. Słabo wyszło:/ jakby były tam chociaż rozdrobnione ziarenka kawy to już byłoby lepiej bo dodawałyby gorzkosci i więcej chrupkości:)
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat chrupkości nie lubię, ale temu czemuś to może rzeczywiście by pomogło.

      Usuń
  3. Może byłoby tak samo, jak w przypadku nieszczęsnych rumowych czekoladek Rittera, ale naprawdę sądzę, że to jest coś stworzonego dla mnie. Jedyną martwiącą rzeczą jest niska kawowość kawy w nadzieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo niska. Dam sobie rękę... albo nie, tylko palec. Ok, dam sobie palec uciąć, że byłoby tak samo, jak w przypadku RS.

      Usuń
  4. To w sumie my już wolimy tą wcześniejszą wersję z pieczywem xD Strasznie nie lubimy czekolad z tłuszczowym nadzieniem. Dlatego przestałyśmy kupować Schogetten :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam, że napiszę coś takiego, ale ja też.
      A ja nigdy nie kupowałam, więc nie wiem. :P Też jednak nienawidzę takich nadzień, więc ogólnie obecnie nadziewanych zwykłych nie kupuję.

      Usuń
  5. O nie, takim czekoladom mówię stanowcze NIE, bo nie ma nic gorszego niż tłuszczowe nadzienie i późniejszy okropny posmak po nim.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi też nie smakował:( szkoda bo sądziłam,ze będzie kawowy a Niemcy ten batonik bardzo lubia ehh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda. Też właśnie nie lubię tak naciąć się na coś zagranicznego, bo wtedy zawsze mam takie poczucie, że "mogłam wziąć coś innego! Teraz prędko okazji nie będzie".

      Usuń
    2. Do mnie jeszcze we wrześniu przyjedzie siostra z niemiec może coś fajnego kupi:),ale zobaczymy bo ja od kilku dni staram sie ograniczyć słodycze a od wczoraj jeszcze nie jadłam słodyczy.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)