poniedziałek, 31 lipca 2017

Rococo Gold Frankincense & Myrrh ciemna 65 % z pomarańczą, kadzidłem, mirrą i złotem

Zastanawialiście się kiedyś, co łączy olibanum i mirrę? Nie? Jakoś mnie to nie dziwi. Jedno i drugie to wonna żywica. To najpopularniejsze kadzidła używane przez religie monoteistyczne, i o ile mirra od razu kojarzy się z trzema królami i narodzeniem Jezusa (a przecież była także używana jako przyprawa, lekarstwo itp. - samo słowo "mirra" oznacza "gorzki"), tak pewnie zachodzicie w głowę, czym do jasnej Anielki jest olibanum. Prawdziwym kadzidłem, a czym! I to dosłownie, bo właśnie od słów "franc encens", czyli "prawdziwe kadzidło" wzięła się tego angielska nazwa - frankincense. To jest to kadzidło używane w kościołach. Taak, czekolada poszerza wiedzę we wszystkich kierunkach - jako ateistka dopiero przy tej tabliczce o tym wszystkim sobie poczytałam, jednak nawet ja mam tylko jedno skojarzenie, gdy do wspomnianych rzeczy dolatuje jest złoto. Dary trzech króli dla Jezusa ponad dwa tysiące lat temu obrosły w wiele mitów, podobne dary od Kimiko dla Kimiko... zaowocowały recenzją, ponieważ znalazły się w tabliczce niezwykłej czekolady.

Rococo Gold Frankincense & Myrrh Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 65 % kakao z pomarańczą, kadzidłem, mirrą i złotem.

Po otwarciu pięknego opakowania poczułam przede wszystkim zapach pomarańczy (na granicy naturalnego, a takiego "galaretkowego") oraz słodkiej czekolady. Kadzidlano-kadzidełkowe nuty może gdzieś w tle nieśmiało się zaznaczały, ale ogólnie zapach wydał mi się zwyczajny, wręcz przeciętny.

Tabliczka bardzo spodobała mi się z wyglądu, zarówno jeśli chodzi o podział na rządki, jak i intensywny, głęboki ciemny kolor. Płatek jadalnego złota był mi jednak obojętny.

Przy łamaniu czekolada trochę trzaskała, ale mimo twardości była dość uległa. W ustach rozpływała się idealnie gładko, kremowo, raczej tłusto, ale i tak pozostawiała lekko wysuszający efekt.

W smaku czułam nieco bardziej rozwinięte nuty zapachu.
Zaraz po zrobieniu kęsa czułam bowiem silną słodycz i głównie pomarańczę. Ta pierwsza natychmiast kojarzyła mi się z wytrawnym, ciemnoczekoladowym sosem. Wraz z kolejnymi kęsami opisałabym to jako takowy sos zrobiony z dużą ilością miodu i kakao w proszku (nie chodzi mi o to przemysłowe, odtłuszczone).

Na szczęście wszystko to było podbudowane dość silną, lecz wciąż raczej o subtelnym charakterze, gorzkością. Łączyła w sobie kakao o orzechowym wyrazie, pewną korzenność i smaczek skórki pomarańczowej. Ta skórka nie była czystą skórką-skórką, bo ogólnie pomarańcza w tej czekoladzie wydała mi się bardziej galaretkowata. O dziwo nie był to minus, smaczek ten wyszedł w miarę naturalnie (jak na coś, co trochę przypomina).

Cały czas właśnie pomarańcza dominowała - do pary z przesadzoną słodyczą o nieco miodowym wydźwięku. Mimo przesłodzenia, gorzkość stała tu na dość wysokim poziomie - czyżby to zasługa mirry? Kadzidła jako takiego nie czułam, ewentualnie taką lekką korzenność, ale o "smaku zapachu kościoła" nie ma mowy. Jeśli jakiś był, skutecznie zagłuszyła go pomarańczowość.
Kadzidlana nuta o wiele lepiej wyszła w Zotter Sacramental Wine and Frankincense / Messwein und Weihrauch - tam, choć też za delikatnie, była wyczuwalna; w Rococo prawie w ogóle.

Dodatek jadalnego złota był oczywiście tylko dla oka, bo nawet nie zauważyłam, kiedy zniknęło - tak cieniutkie było (a tak swoją drogą, kiedyś widziałam wódkę z jadalnym złotem - ona to dopiero fajnie wyglądała, bo przez szkło te kawałki wyglądały na ogromne). Otrzymałam więc przesłodzoną pomarańczową czekoladę z nieśmiałymi, całkiem przyjemnymi nutkami. Nie żałuję, że spróbowałam, ale nie polecam.


ocena: 6/10
kupiłam: zamówienie przez e-mail
cena: 28,50 zł (za 70 g)
kaloryczność: 534 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, kakao w proszku, olejek ze słodkich pomarańczy (sweet orange oil), lecytyna sojowa, olejek kadzidłowy, olejek mirrowy, płatek 22-karatowego złota

14 komentarzy:

  1. Czekolada z kadziłem, mirrą oraz złotem? To już wiem skąd Trzej Królowie na opakowaniu tabliczki ;) Czego to niewymyślą;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszą jakoś konsumencką machinę napędzać. :P

      Usuń
    2. Łowcy czekolad będą wypatrywać takich "nowinek" :D

      Usuń
  2. charlottemadness31 lipca 2017 07:05

    Widząc tytuł czekolady od razu się nasuwa myśl o Trzech Królach z darami.(zrobiło się religijnie)
    A ten jadalny "płatek 22-karatowego złota" to dopiero odgrywa furrorę xd. Dosłownie "kropka nad i" czekolady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taki walnięty na środek, a co tam. xD

      Usuń
  3. Chyba przekombinowali. Miała być mirra, kadzidło i złoto, a wyszła pomarańcza. Miałem ostatnio 4 Rococo i uważam, że są przereklamowani, dodatki zwykle są przesadzone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja od początku byłam dość sceptyczna, ale kilka zamówiłam i w sumie cieszę się, że je mam, bo przynajmniej osobiście się przekonam. A mam wśród nich parę prawdziwych dziwadeł.
      Też jednak nie rozumiem co niby do tytułowych smaków ma ta pomarańcza...

      Usuń
  4. Jaka dziwna :D Bałabym się zjeść ;) I widzę, że wiele nie tracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałabyś się tych surowo wyglądających brodatych panów na opakowaniu, wściekłej pomarańczy czy tych kadzideł i złota? xD Oj nie tracisz, bo tu w sumie wszystko było takie... łe.

      Usuń
  5. Kiedy człowiek myśli, że już go nic nie zaskoczy wystarczy wejść na Twojego bloga i przejrzeć parę nietypowych smaków tabliczek xD Takiego połączenia to byśmy się nie spodziewały :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem też mam wrażenie, że nic mnie już nie zaskoczy, ale jednak producenci mają naprawdę bogatą wyobraźnię.

      Usuń
  6. Smak mnie nie kusi. Nawet to złoto nie wywołało we mnie chęci zakupu. Za to przypomniało mi się coś fajnego z soboty a propos kadzideł. Otóż byłam w Carrefourze i na środku gość miał wysepkę z promocją whisky. Ponieważ upijać klientów nie wolno, pod "stołem" znajdowały się trzy maszyny, w których whisky została zmieszana z wodą i przez metalowe kurki na blacie leciały kłęby dymu o jej zapachu. Były trzy rodzaje, jeden właśnie taki kadzidłowy. Stałam tam i się inhalowałam. Co za wrażenia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat złoto też ni jak mnie nie pociągało, a kadzidła jak najbardziej.
      Też chcę taką whisky wąchaczownię! Najlepiej prywatną, w domu. <3

      Usuń
    2. Ja też bym chciała. Przestałabym wychodzić z domu ;)

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)