czwartek, 10 sierpnia 2017

batony Snickers Rockin' nut Road, Peanut Butter

Słodycze niebędące w moim stylu próbuję wtedy, gdy jakieś wpadną mi okazyjnie, gdy mam możliwość podzielenia się z Mamą (lub kradzieży części posiadanego przez nią słodycza) itd. Jako że Mama je słodycze codziennie, niektóre trochę jej się nudzą i robimy takie "serie porównawcze" (rzadko w nich uczestniczę, ale się zdarza). Jako, że dostałam ostatnio kilka słodkości z USA, Snickersy lata świetlne temu były jednymi z moich ulubionych batonów i mam wyjście awaryjne (czyli oddania za dużej ilości lub reszty tych, które mi nie posmakują), postanowiłam sobie zrobić serie porównawcze dawnych ulubieńców, czyli Snickersów i KitKatów (zaspoileruję, że Mama była zadowolona, bo prawie wszystkie bardzo jej smakowały).

Przypominanie sobie Snickersów zaczęłam od klasyka, ale postanowiłam wrzucić najpierw amerykańskie smaki - tylko dlatego, że smak "rocky road" już recenzowałam (stara recenzja Snickers Rockin' nut Road) , ale dawno, więc chcąc go porównać z innymi, pozwoliłam sobie na nowo go opisać. Starą recenzję zostawiam, a chronologię porównań trochę zachwieję.

Snickers Rockin' nut Road to "baton z nugatowym nadzieniem marshmallow, karmelem i migdałami oblany ciemną czekoladą".


Baton pachniał ciemną czekoladą - wytrawnie, ale też słodko na sposób charakterystyczny dla ciemnych o niskiej zawartości kakao.

Sprawiał wrażenie lekkiego, ale wydał mi się... pełny. Wszystkiego było tu bowiem dość sporo: gruba warstwa czekolady, mnóstwo lepiącego i ciągnącego się karmelu (rzadszego niż w klasyku), sporo migdałów i dużo piankowego, gumiastego nugatu. Konsystencja, może i zalepiająca, ale nie na ciężki sposób.

Czekolada rozpływała się bardzo szybko, była zdecydowanie za tłusta, ale nie plastelinowa. Smakowała niemal gorzko kakaowo, choć i jakoś tak maślanie. Niestety, przesadzili w niej z ilością cukru, co nie zmienia faktu, że jak na czekoladę w batonie, była w porządku.

Karmel pod nią był cukrowo słodki, ale miał też karmelową nutkę, więc nie był taki nijako cukrowy. Wydaje mi się, że raz poczułam posmak margaryny, ale to tylko jak akurat trafił mi się kęs bez migdała.
Na szczęście migdałów nie pożałowano. Były przyjemnie chrupiące, wyraźnie wybijały się w smaku, ale niestety nie przełamały słodyczy. Gdyby zostały porządnie uprażone, byłoby lepiej. Tak są dodatkiem dobrym, ale... dodanym do czegoś zupełnie cukrowego.

Tego poczucia - cukrowości - dopełniał bowiem piankowy nugat. Trudno jest mi go określić jakoś inaczej, niż "cukrowa pianka", taki marshmallow i tyle. Ja tego tworu ogólnie nie cierpię, ale mimo to, całkiem "do przejścia" to wyszło, nawet dość ciekawie.

To takie... "niby to samo, ale inaczej" - taki Snickers, ale w sumie zupełnie inny. Strasznie słodki, zalepiający (choć ogólnie "lżejszy"), z fajnym chrupaczem. Połowa mnie wykończyła, ale to kwestia mojej wybredności, bo zły nie był. Jedyne, co podobało mi się bardziej niż w klasyku to ciemna czekolada.


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 461 kcal / 100 g, baton (49.9g) - 230 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, mleko odtłuszczone, laktoza, tłuszcz mleczny, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, aromat), syrop kukurydziany, cukier, migdały, utwardzony olej z nasion palmy i/lub olej palmowy, mleko odtłuszczone, mniej niż 2 %: laktoza, sól, białka jaj, aromaty, E319

Snickers Peanut Butter to "baton z nugatem, karmelem, masłem orzechowym i orzeszkami ziemnymi oblany mleczną czekoladą".


Po otwarciu opakowania poczułam mocny fistaszkowy zapach, w którym dało się wyróżnić taki typowy dla masła orzechowego, jak i same orzeszki, oraz silną słodycz mlecznej czekolady.

Kostki batona (?) okazały się konkretne; na szczęście wypełniało je głównie masło orzechowe. Kawałków i połówek orzeszków według mnie pożałowali, co uważam za minus, ale z kolei skąpą ilość karmelu i nugatu uważam za zaletę, albo raczej za pójście w dobrym kierunku, bo... i tak za wiele to nie pomogło. Mam do nich ten sam zarzut co do grubawej warstwy czekolady.

Czekolada, nugat i karmel były przeraźliwie słodkie i tłuste. Czekolada wydała mi się bardziej plastelinowo-ulepkowata niż w klasyku, taka skłaniająca się ku Reesesom (trochę przesadzam, ale nie była najwyższej jakości). Karmel z kolei... niby był taki sam, a jednak mniej zbity, chyba jeszcze bardziej cukrowy. Głównie cukrowy, z margarynową nutą. Nugatu w ogóle nie czułam jako jakiegoś konkretnego smaku, bo niemiłosiernie tylko jeszcze bardziej wszystko zacukrzył.

Na szczęście masło orzechowe nie było słodkie, a słonawe jakby na naturalnie orzeszkowy sposób. Te było bowiem przyzwoicie czuć, chociaż cukrowość pozostałych warstw i tylko odrobinkę słonawa nutka, sprawiły, że ta warstwa nie była tak intensywnie fistaszkowa, jakby się chciało. Orzeszki zatopione w niej przyjemnie chrupały i napędzały orzeszkowość, ale jak już pisałam - dodano ich za mało (i mogłyby być posolone czy coś). Tak czy inaczej, ta warstwa była ratunkiem od dwóch pozostałych. Także w konsystencji, bo masło mimo tłustości zachowało pewną przyjemną suchawość.

 Zasłodziłam się już jedną kostką, ale muszę przyznać, że dzięki sporej ilości masła orzechowego i wyrazistych orzeszków (których i tak chcę więcej!) to całkiem niezły baton. Wywaliłabym nugat zupełnie, bo tylko dodawał cukrowości, a tę i tak już za mocno nakręcał karmel i plastelinowa czekolada. Zamiast pchać tu tyle wszystkiego, dopracowaliby lepiej warstwę z orzechami i czekoladę. To chyba jednak i tak najlepszy Snickers. Pisząc to, mam mieszane uczucia, bo czuję, że zdradzam właśnie latami ulubionego batona - klasyka, ale... ten był jednak mniej słodki i... no masło orzechowe, no.


ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 495 kcal / 100 g, dwie "kostki" (50.5g) - 250 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: mleczna czekolada (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko, laktoza, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, stabilizator smaku), masło orzechowe (orzeszki ziemne, olej palmowy), orzeszki ziemne, cukier, syrop kukurydziany, cukier inwertowany, laktoza, syrop kukurydziany w proszku, oleje roślinne (utwardzony z nasion palmy, utwardzony rzepakowy i/lub bawełniany) mniej niż 2 % - dekstroza, gliceryna 

13 komentarzy:

  1. Podpisuje się pod obiema recenzjami ale i tak mój faworyt to crunchy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nawet nie wiedziałam, że taki istnieje. :P

      Usuń
  2. rozbawiłaś mnie ostatnim zdaniem, szczególnie: no :D Ja bajerować nie będę i pewnie byłabym nimi zachwycona... jak nie... udławiłabym się nimi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. I byłabyś szczęśliwa i zasłodzona, a nie jak ja... zirytowana. :P

      Usuń
  3. Ten z masłem orzechowym był dla mnie boski :) A wersja z rockin' nut road nie kusi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, trochę się nasze gusta różnią.
      Obecnie to mnie już żaden Snickers nie kusi. :P Na dniach będą recenzje wyjaśniające to.

      Usuń
  4. Tego z masłem orzechowym to bym spróbowała mimo gwarantowanego zasłodzenia ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Żadnego z nich nie jadłyśmy ale każdego chciałybyśmy bardzo spróbować. Jednak w PL ponad 8 zł za sztukę to za dużo :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie kupiła ich nawet w cenie zwykłego Snickersa. xD

      Usuń
  6. Wtf?! Serio? Może i Rockin'nut dupy nie urywa (choć jest smaczniejszy niż napisałaś), ale wersja PB to unicorn i koniec. Do kogo te biedne batony trafiły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też czuję, że nie do tej słodyczowej blogerki, co trzeba. A ja sobie wspomnienia zniszczyłam, super.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)