piątek, 8 września 2017

Millano-Baron Yummy Peanut Pleasure mleczna z nadzieniem o smaku orzeszków arachidowych i solonymi orzeszkami

Uwielbiam masło orzechowe, ale słodycze z nim od jakiegoś czasu mnie nie pociągają. Nigdy nie wychodzą tak masłoorzechowo i niecukrowo, jak bym sobie tego życzyła. Mimo to, gdy Mama zaproponowała mi współudział w zbrodni, czyli wspólne wszamanie najzwyklejszych, bo baronowych, czekolad z tym dodatkiem, z chęcią przystałam (kupiła dwie tabliczki - jedną z Biedronki, a drugą tak skądś "taka zwyklejsza, to najwyżej dla mnie będzie"). Tym bardziej, że nawet mi smakowała podobna propozycja Milki, czyli Peanut Caramel. "Jak na Milkę" i nie na tyle, by samej kupić, ale jednak.
Przy podziale czekolada nas zszokowała, a do mnie dotarło, że Mama była w błędzie, bo ta tabliczka koło masła orzechowego nawet nie leżała. To raczej baronowa wersja czekolad z nadzieniem a'la Pierrot, Bajeczny, michałki, czy coś. Po spróbowaniu skłaniam się jedynie ku temu "coś".


Millano Yummy Milk Chocolate Peanut Pleasure to "czekolada mleczna z nadzieniami 50 % o smaku arachidowym i kawałkami orzeszków arachidowych solonych" zawierająca 25 % masy kakaowej, której producentem jest Millano-Baron

Po otwarciu poczułyśmy orzeszkowy zapach tonący w obrzydliwym smrodzie słodkiego i sztucznego wyrobu czekoladopodobnego, jakby wręcz naperfumowanego i owocowego w sposób charakterystyczny dla czekolad  z lepiącym, płynnym nadzieniem. Mamie skojarzyło się to z lubianymi przez nią czekoladkami z wiśniami w alkoholu, więc jej zapach nawet przypadł do gustu.

Szczerze wystraszyłam się, że czekolada jest po prostu zepsuta i dopadłam do opakowania. Data w porządku, skład... przerażający, ale zawierający przecier truskawkowy, co wyjaśniło zapach. Odkryłam też przyczynę maminej pomyłki: "peanut pleasure" (przy jej nieznajomości angielskiego pleasure a butter musiało wyglądać podobnie :P ). Zdecydowałam wtedy, że wezmę sobie pasek czekolady - i tak bardziej do zdjęć (a to tych "gryzionych", a to ozdobnych), bo pachniało jak coś, czego wcale nie miałam ochoty brać do ust.

Po ostrożnym spróbowaniu potwierdziły się wszystkie obawy i okazało się, że... jest jeszcze gorzej niż się zapowiadało. 
na górze przełamane,na dole przekrojone

Sama czekolada to typowa przedstawicielka plastikowo-ulepkowatych, tłustych tworów o smaku cukru, cukru i sztucznych aromatów (z cukrem). Wyjątkowo kiepska tania czekolada, która w dodatku przesiąkła owocową nutą z nadzienia.

A nadzienie to sprawa skomplikowana. Na opakowaniu widać jakiś podział... w rzeczywistości była to gładka, tłusta masa koloru ciemnego brązu smakująca cukrem, orzeszkowo-czekoladowym nadzieniem rodem z tanich wafelków, margaryną i sztucznym owocowym nadzieniem, które skojarzyło mi się z różnego rodzaju jajkami, cukierkami, czekoladkami itp. z różowym pseudo-kremem. To taki specyficzny, sztucznie truskawkowy smak, który od dzieciństwa przyprawiał mnie o mdłości.

W górnej części kostki zatopiono spore kawałki chrupiących orzeszków. Były świeże i wyraziste, ale solonymi bym ich raczej nie nazwała. Niestety, w otoczeniu, jakie przygotował im producent, na nic się nie zdały.

To było tak obrzydliwe, że zjedzenie jednej kostki było męczarnią. Ta czekolada miała w sobie element sprawiający, że nie przypominała czegoś zdatnego do jedzenia. Zlepek cukru, margaryny i aromatów to jedno, ale jeszcze ta pseudo-owocowa nuta... to za dużo na moje nerwy. Owszem, fistaszkowość też było jakoś tam czuć, ale na tyle słabo, że w ogóle bym tej czekolady orzechową nie nazwała. Wsadzenie do niej fistaszków to zhańbienie ich. Przez ich nutkę skojarzyła mi się z czymś równie paskudnym, co jadłam jakiś czas temu - z wafelkiem Teatralnym. Ta czekolada to właśnie tabliczkowa i bardziej owocowa wersja tego paskudztwa. W komentarzach pod nim jedna z moich Słodyczowych-Prawie-Bratnich-Dusz wspomniała o istnieniu Teatralnych o smaku czekoladowym i cytrynowym, więc zakładam, że gdyby istniał Teatralny truskawkowy (niech opatrzność ma nas w swojej opiece i niech coś takiego nigdy nawet do głowy producentom nie przyjdzie!), smakowałby tak, jak ta czekolada. Właściwie... ta czekolada była nawet gorsza od Teatralnego. Wafelki to ogólnie niska półka słodyczy, więc nie wymagam od nich zbyt wiele, ale czekoladę to można zrobić chociaż jadalną... To? To już nawet nie niska półka. To piwnica, kanał.
Mama też swoją część wyrzuciła, bo stwierdziła, że czegoś tak słodkiego to dawno nie jadła i nawet owocowa nuta nie pomogła (a potrafi zjeść całą tabliczkę nadziewanej Milki lub Wedla). Chciałabym tu podkreślić, że właśnie Ona wychowała mnie tak, że jedzenia się nie wyrzuca, że trzeba zwracać uwagę na daty, przyglądać się, czy na owocach i warzywach nie ma zadrapań, przez co by mogłyby szybko zgnić, że np. pewne rzeczy można zamrozić, więc krótko mówiąc... wiele trzeba, by skłonić moją Mamę do wyrzucenia jedzenia. Yummy dała radę.


ocena: 1/10
kupiłam: Mama kupiła (chyba w Stokrotce)
cena: 5-6 zł (?) za 275g
kaloryczność:  515 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku odtłuszczone, miazga kakaowa, tłuszcz roślinny częściowo utwardzony w zmiennych proporcjach (palmowy, shea, rzepakowy, sojowy, słonecznikowy, kokosowy), serwatka w proszku, solone orzeszki arachidowe (orzeszki, sól 1,5%), orzeszki arachidowe 2,4%, tłuszcz roślinny (palmowy, shea), tłuszcz mleczny, przecier truskawkowy, aromat, sól, substancja utrzymująca wilgoć (agar, pektyny), stabilizator: inwertaza; substancja konserwująca: sorbinian potasu, emulgatory: lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu)

28 komentarzy:

  1. Na szczęście udało mi się uniknąć tej 'przyjemności'.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widze, ze baron ponownie poleciał po bandzie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleciał i chyba w ogóle odleciał od rzeczywistości z tym wszystkim. :>

      Usuń
    2. Czytałam, że Biedronkowa czekolada z nadzieniem smaku masła orzechowego przez Baron jest smaczna - myślałam, ze to to samo, tylko inne opakowanie. A jednak nie...
      Baron to chyba buja gdzieś w obłokach albo już na Marsa się udał :P

      Usuń
    3. Właśnie ja i Mama też... i mamy i Barona z Biedry, więc ciekawe, czy rzeczywiście taki niezły, jak piszą, czy raczej taki jak to.
      Albo leży, gnije i dorzuca swoje kawałki do wyrobów. Wiadomo z jakiej on epoki... Barokowym amorem na obłoczku to na pewno nie jest, a i do rzymskiego Marsa mu raczej daleko. xD

      Usuń
    4. A może jego "niezwykłość" tkwi w jego "kiepskości"? xD
      Baron... słowo to pojawiało się w zapiskach już w XV w (po łacinie), więc jeśli byłby z tych czasów... oj to rzeczywiście nieźle podgniły. Zamiast zajmować się wyrobem czekolady mógłby postarać się o rolę w sequelu "Gnijącej Panny Młodej" lub nowszej wersji tego filmu - może w tej roli wypadłby lepiej xD

      Usuń
    5. Pewnie we wszystkim innym, niż robienie czekolad. :P

      Usuń
  3. Ja bym odpadł po przeczytaniu składu, odważna jesteś, że tego spróbowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poświęcenie dla napisania recenzji. xD

      Usuń
    2. Yaros do odważnych świat nalezy xD Zawsze jakaś adrenalina xD

      Usuń
    3. Adrenalina, a potem trauma. xD

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że kiedyś już się na nią natknęłam ;) Ale staram się unikać takich tabliczek ''no name'' :P Wiem, że mogą okazać się smaczne, ale rzadko to bywa w przypadku nadziewanych egzemplarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w takie nadziewańce nie wierzę, ale jak już Mama kupi... to od spróbowania nie umrę. Mam nadzieję. :>

      Usuń
  5. charlottemadness8 września 2017 19:16

    W Carrefourze je widywałam.Tylko opakowanie przykuwa wzrok,nic poza tym :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łe, mi się nawet opakowanie nie podoba.

      Usuń
  6. Buahahaha! Aha! Czyli to jest ta ,,wybitna" czekolada, o której mi przepowiednię dałaś! :D Obiecuję Ci więc i ślubuję, że z własnej woli nawet na nią nie spojrzę moja Słodyczowa-Prawie-Bratnia-Duszo ^^ A porównanie z tym Teatralnym o smaku truskawkowym... o mamo... mało serce mi nie stanęło na samą myśl xD Uchroń o Boże! Rozwalił mnie fragment z kanałem, ej! Ale piwnice są czadowe ;> Co do mamci! Hah! Czuję, że to równa babka i bym się zupełnie z nią dogadała! ;D O Bonniu Kinga! Jak Ty się poświęcasz ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie ogromnie!
      Haha, piwnice? Mm, zwłaszcza te z horrorów wyjęte, co światło się psuje itp. <3
      A jak, na pewno byście się dogadały. :D

      Usuń
    2. O kurde mole... Ej... W takiej to bym sie chyba na serio posrała ze strachu... Ale w sumie to na bank ten fetor odstraszyłby potencjalnych oprawców xD

      Usuń
    3. Albo wręcz przeciwnie... skąd wiesz, może taki fetorek na jakiś fetyszystów zadziała... nie wnikajmy w to, jak? xD

      Usuń
    4. przymknęłaś mnie na amen :X xD

      Usuń
  7. Wow rozczarowanie roku xD Dobrze, że nie miałyśmy z nią styczności :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie... rozczarowanie to by było, gdybym się naprawdę czegoś wielkiego spodziewała, a tak... raczej niesmak roku. :P

      Usuń
  8. Łeee, a ja w tę recenzję nie wierzę. Tzn. wierzę, że Ty byłaś zdruzgotana, ale przede wszystkim trzeba się kierować własnym mózgiem, nie zaś opinią innych. Czy nie tak było ze Snickersami?

    Masłoorzechowego Barona jadłam w wydaniu 290-gramowym (czy jakoś tak) produkowanym dla Biedry. Zresztą na pewno pamiętasz. Po tamtej tabliczce po prostu WIEM, że i tę bym polubiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, bo to że ja ją tak odebrałam, nie znaczy, że wszyscy ją tak odbiorą, ale... nawet mojej Mamie wyjątkowo nie smakowała, więc tu nie byłabym taka pewna, czy byś ją polubiła. Zobacz np. zawartość orzeszków w Baronie, o którym wspomniałaś, a w tym moim... w moim jakaś tragedia - a jakby było ich więcej, pewnie wyszedł by lepiej. Dlatego biedronkowego jeszcze nie skreśliłam i może nie zakładam, że się zakocham, ale wierzę, że jest dużo lepszy od tego czegoś.
      A właśnie jeśli o Snickersy chodzi, to po prostu chciałam je skonfrontować z moją rzeczywistością i mam wrażenie, że z nich "słodyczowo wyrosłam", bo smak klasyka... no nie powiesz, że nie jest "snickersowo cukrowy"? Pozostaje tylko kwestia, czy lubi się ten smak, czy nie (ja w ogóle ostatnio chyba lubię coraz mniej słodyczy, np. chyba już nie lubię krówek - choć sama jeszcze nie chcę w to uwierzyć).

      Usuń
    2. Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się, czy S. jest cukrowy. Może i jest. Mnie wystarczy to, że smakuje obłędnie.

      Nie lubisz krówek? Oj :( Ja nadal b. lubię, CHOCIAŻ wydają mi się tak cukrowe, jak nigdy. Kiedyś nie zwracałam na to uwagi.

      Usuń
    3. Właśnie ostatnio Cukrówki jadłam i stwierdziłam, że chyba nie lubię. Taki... cukier. :O

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)