niedziela, 3 września 2017

Original Beans Papua Kerafat 68 % ciemna z Indonezji

Indonezja to jedno z moich ulubionych miejsc pochodzenia kakao, choć niestety nie jadłam jeszcze wielu czekolad stamtąd. Jednak te, które jadłam... wryły mi się w pamięć i w serce. W końcu właśnie stamtąd był ulubiony Pralus (Indonesie Criollo 75 %). Tym razem na degustację wybrałam propozycję szanowanej i bardzo lubianej przeze mnie marki - Original Beans, za którą zdążyłam już zatęsknić. OB swoją tabliczkę zrobiło z ziaren z regionu graniczącego z wyspą Nowa Gwinea. Historia kakao, z którego zrobiono tę czekoladę jest dość ciekawa, bo kiedy tamte regiony w 1969 stały się częścią Indonezji, plantacje holenderskich kolonistów zostały porzucone. Dopiero we współpracy z organizacją WWF Indonezja Original Beans ponownie odkryło oryginalne "holenderskie" ziarna, a dochody ze sprzedanych czekolad są przeznaczane na ochronę lasów tropikalnych.

Original Beans Papua Kerafat 68 % to ciemna czekolada o zawartości 68 % kakao z Indonezji z prowincji Papua.

Po otwarciu poczułam niezwykle jednoznaczny zapach czekolady - taka Czekoladowość do granic możliwości i to przez duże "C". Przysłaniała wiele trudnych do sprecyzowania, delikatnych nut. Na pewno czułam tu owoce - pomyślałam o jakiś słodkich i żółtych, ale może i o konkretniejszych... ananasach? Oprócz tego dużo słodkich, suszonych owoców, np. daktyli. Wczuwając się, odkryłam także nutę, która skojarzyła mi się z orzechem kokosa.

Przy łamaniu czekolada trzasnęła, ale w ustach bardzo szybko miękła i jakby wilgotniała. Stawała się idealnie kremowa, wręcz maślana rozpuszczając się bezproblemowo, ale leniwie, powoli.

Pod względem smaku bardzo mnie zaskoczyła. Okazała się bowiem bardzo słodka, wręcz słodziutka, ale słodziutka jedynie do stopnia, do którego przystoi ciemnej czekoladzie. Chwilami wydawała mi się wręcz śmietankowa, jednak nie miała zbyt mlecznego smaku - to raczej ogólne wrażenie powodowane konsystencją. Jej słodycz kojarzyła mi się z masą z suszonych owoców z daktylami na czele, która ma udawać karmel.

Od początku kryła w sobie także pewną goryczkę - bardzo subtelną, niczym dojrzałe i słodkie, cierpkawe wiśnie i porzeczki. Szybko jednak wtapiały się w słodycz i obłędną czekoladowość.

Te z kolei z czasem wypuściły nutę słodkich żółtych owoców. Początkowo szukałam tu kwiatów (nie wiedziałam do jakich porównać to, co czuję), ale napis na opakowaniu mówi o gruszkach... może to i gruszki, ale na pewno przerobione na jakiś krem ze śmietanką - być może z odrobinką ananasa i cytrynki i na pewno posypany solidną ilością kakao. To wszystko bowiem "zasładzało się w sosie własnym" pod czujnym patronatem jakby kakao w proszku o pełnym smaku.

To jego, kakao, posmak pozostawał w ustach na jeszcze bardzo długo z sugestią śmietanki i silnej, ale naturalnej słodyczy.

To była niewymagająca, słodka i łagodna czekolada o zaskakującej głębi. Nie umiem tego wyjaśnić, ale była wyraziście czekoladowa, choć o nie aż tak sugestywnych nutach. To idealne zobrazowanie różnicy między smakiem czekoladowym (większość degustacji), a kakaowym (końcówka). To także kopalnia pomysłów na desery, w końcu skojarzenia z karmelem z suszonych owoców (daktyle) i gruszkowo-śmietankowy krem (z ananasem i cytryną?) też były ciekawe (ale nie tak jednoznaczne, a bardzo subiektywne).

OB wynagrodziło mi wreszcie brak głębi w czekoladach degustowanych w ostatnim czasie.


ocena: 9/10
kupiłam: Smakowe Inspiracje
cena: 28 zł (za 70g)
kaloryczność: 570 kcal / 100 g
czy znów kupię: możliwe

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy

17 komentarzy:

  1. Czekoladowy zapach przez duże "C" już ten fakt sprawia, ze nie jeden zanurzył by w tej tabliczce zęby :D
    Od dłuższego czasu czekolady 70% są dla mnie słodkie a nawet i za słodkie - wydaje mi się, ze to wynika z tolerancji cukru. Dla niektórych tabliczka 70% jest gorzka a dla innych wręcz przeciwnie - pewne znaleźli by się i tacy, którym recenzowana przez Ciebie smakowo by odpowiadała a być może była gorzkawa ;) Przyjemna czekoladowość - jak widać czekolada nie tylko z nazwy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego do 70 % podchodzę tak z dystansem. Jak się już charakterna trafi, to potrafi zwalić z nóg, ale jednak większość jest za słodka. 80 % kakao z kolei często tłustością mi podpadają, no ale cóż... Trzeba stawiać na pewne marki. :D
      W tym tygodniu mam zamiar otworzyć JD Gross 70 % i jestem ciekawa, czy za słodka nie będzie. Paradoksalnie JD Gross 60 % nie była mi za słodka i sięgam po nią, gdy... mam ochotę na "ciemną mleczną", haha. Tak wyraźna jest tam śmietankowa nuta, że aż dziwne. Nie raz już to pisałyśmy, ale właśnie: jest słodycz i jest słodycz.
      Tak jak czekolada i Czekolada (tak jak ta). :P

      Usuń
  2. charlottemadness3 września 2017 07:08

    Original Beans nigdy się nie przyglądałam,ale chyba czas zacząć :>
    Ostatnio u mnie słabo z czekoladami.Nic mnie nie urzeka i zawsze czegoś mi brakuje..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższa pora!
      A z innymi rzeczami? Jakieś raw batony czy coś?

      Usuń
  3. Właśnie złożyłam zamówienie, w którym znalazła się wspomniana przez Ciebie tabliczka Pralusa :) Z original beans nie próbowałam jeszcze żadnej, jakoś zawsze mam 'ważniejsze' rzeczy na liście życzeń, ale kiedyś na pewno nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja tak mam z Manufakturą Czekolady podobnie, że zawsze "coś ważniejszego". :P Znam to.

      Usuń
  4. Czy myślisz, że gdyby dali więcej miazgi, to byłaby ciekawsza? Mi Indonezja najbardziej kojarzy się z inną, niesamowitą czekoladą: Javablond!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, nie sądzę. Ona właśnie bardzo przyjemnie wyszła w takiej konwencji.
      A co do Javablond to ja już mam wrażenie, że ją idealizuję, bo jadłam tylko jako neapolitankę, a wydaje mi się, że była wręcz nieziemska. ;P

      Usuń
    2. Z javablond mam podobnie :) Odebrałem ja chyba jako najbardziej dynamiczną z jedzonych czekolad, bardzo zdecydowaną, ale też niezwykle zmienną w smaku.

      Usuń
    3. Przy neapolitance tyle wyczułam, że to aż niewiarygodne... I to na początku przygody z prawdziwymi czekoladami. Jednak jak pomyślę o tym, jak pyszny był Pralus z Indonezji, wierzę, że Domori mogło zrobić istny cud. I to, że tak trudno ją zdobyć o tym świadczy. Może akurat kakao rośnie w specyficznym otoczeniu czy coś...

      Usuń
  5. Oż w dupę, to coś dla mnie! No tak... przecież to Original Beans ;) Tu nie ma złych czekolad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może gdybyś i inną markę tak dobrze poznała, tez by Ci tak do gustu przypadła? Ale fakt, że Original Beans nie da się nie uwielbiać.

      Usuń
  6. Nie mam jej, choć pozostałe udało mi się zakupić (no, oprócz najnowszej kolumbijskiej <3). Na pewno będę na nią polować (no i na kolumbijską! :)), ale dopiero wtedy, gdy uszczuplą się moje zapasy (taaa, ale zamówienie nowych Zotterów i tak było dla mnie priorytetem!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tej jesieni i tak powiększę zapasy, a co tam! W końcu warto. Ważne, że duża część ma daty do 2019, to nic mnie nie goni.

      O kolumbijskiej pierwsze słyszę, właśnie znalazłam w internecie. O rany! Muszę ją zdobyć. <3

      Usuń
  7. Idealnie trafiona słodycz jak na ciemną czekoladę to nie takie łatwe do uzyskania :D Bardzo spodobały nam się te nuty smakowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, bo właśnie czasem i tej ciemnoczekoladowej słodyczy się chce, ale nie zaraz cukru.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)