wtorek, 17 lipca 2018

A.Morin Jamaique Marvia Noir 63 % ciemna z Jamajki

Jamajka jako region pochodzenia kakao zaintrygowała mnie już dłuższy czas temu, bo wyspa ta leży pośród innych, z których może jadłam niewiele czekolad, ale które uważam za naprawdę ciekawe. Jedyną, jaką widywałam w sklepach internetowych była jednak Amedei, a marki tej nie lubię, więc Jamajkę zostawiłam fanom reggae. Do czasu! Do czasu, gdy stanęłam przed możliwością kupienia jamajskiej czekolady w wykonaniu marki, do której mam przeogromny sentyment. Nie zastanawiałam się ani chwili, a apetyt rósł wraz z czasem leżakowania czekolady w szufladzie.

A. Morin Jamaique Marvia Noir 63 % to ciemna czekolada o zawartości 63 % kakao trinitario z Jamajki

Po otwarciu poczułam wyrazisty, ciepły zapach drzew, kojarzący się trochę z kadzidełkami. Mimo zaznaczonego prażenia, było w tym sporo lekkości czerwonych owoców i świeżych śliwek (żółtych?). To klimat lata na Dalekim Wschodzie (nie wiem, dlaczego tak mi się skojarzyło).

Przyjemne ciepło dosłownie biło od tabliczki o kolorze właśnie niemal cieplusiego, czerwonawego brązu. Miała w sobie coś, że kojarzyła się z mleczną, mimo ciemnego odcienia.
Nawet łamała się wydając dźwięk jak ciemna mleczna, była twarda, ale nie trzaskająca. Rozpływała się dość szybko, trochę jak nie za tłusta mleczna. Zaskakująco proszkowo i ujawniając drobinki, a przy tym wciąż przyjemnie.

Od pierwszego kęsa poczułam się, jakby w ustach eksplodował mi granat. Oczywiście owoc, a dokładniej jego pesteczki pełne słodziutkiego soku. Po chwili tracił na jednoznaczności, ja czułam cały miks czerwonych owoców. Były bardzo słodziutkie, choć z charakterkiem, dlatego na myśl bardzo szybko przyszedł mi syrop z czerwonych owoców.

Jednocześnie rozwijał się "smak czekoladowy" - jak jakaś polewa do ciasta lub wyidealizowany krem do smarowania... taki kakaowo-orzechowy?
W tle poczułam sugestię prażonych orzechów laskowych. Lekkie prażenie zaznaczyło się zdecydowanie i otworzyło drogę dla drewnianych nut. Były to młode, bursztynowo-rudawe drzewa kąpiące się w słońcu, wonne niczym drzewne kadzidełka. Drzewa, ale i drewno... lekko zawilgocone i... najpierw pomyślałam o lasce wanilii, ale potem przed oczami stanął mi raczej patyczek po waniliowych lodach. Skojarzenia raz i drugi podkradły się pod cukier puder.

Z syropu wypłynęła smakowita nuta miodu. Bardzo jednoznaczna, bardzo słodka, ale głęboka. Miód przekierował owoce w innym kierunku. Nie ukrócił lekkości, zmieniając niejednoznaczne czerwone w żółte: melony i brzoskwinie?
Słodycz zaczęła się kumulować, a gdy "z rozpędu" wciągnęła i "bursztynowe" nuty drzew, i "lodowopatyczkowo-cukrowe" drewno, do głowy przyszły mi mięciutkie, soczyste daktyle (może nie tyle świeże, co takie świeżo-minimalniepodsuszone jak Alesto z Lidla itp.).

Nieśmiałe prażone orzechy z tła wymieszane z drewnem zaczęły kojarzyć mi się trochę warzywnie (fasola?), choć wciąż "na słodko" za sprawą owoców. Jakby jakiś zdrowy wypiek z polewą kakaową? Właśnie ją tworzyła cała ta syropowa miodowość i zdecydowana czekoladowość - taka definicja czekolady.

I to właśnie słodycz pozostawała w posmaku wraz z mnóstwem drzewnych nut.

Wszystko to smakowało latem, miało złoto-bursztynowo-ciepły klimat. Mieszanka owoców czerwonych i żółtych (granaty, brzoskwinie, daktyle) z mnóstwem drzew i drewna, zasłodzona syropowoowocowo-miodowo-cukrowo. Czekolada wyszła przede wszystkim słodka i prażona. Kakao nie ujawniało gorzkości, a drzewno-orzechowe nuty.

Z czystym sumieniem mogę to powiedzieć: takie zasłodzenie to rozumiem! Ulubione owoce, mnóstwo drzewnych nut - to, co uwielbiam. Wyjątkowo przypadł mi do gustu wydźwięk lata, "kolorystyka" smaku. Nawet pewna cukrowość się w to wszystko wpisała. Czekolada wyszła bogato i mało dynamicznie zarazem. Bardzo wciągająca i dość specyficzna; nawet struktura wpasowała się w smak. Nie wiem, na ile to zasługa samego kakao, a na ile jej "morinowość", ale... mnie kupiła. Czegóż chcieć więcej, gdy ma się ochotę na chwilę szlachetnej, ciemnoczekoladowej słodyczy?


ocena: 10/10
kupiłam:  Sekrety Czekolady
cena: 23,99 zł (za 100g)
kaloryczność: 581 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa

7 komentarzy:

  1. Ej, nie widziałam jej na Sekretach :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To napisz maila, może sprowadzą? Bo ja zawsze właśnie mailowo zamawiam.

      Usuń
  2. Kolejna kandydatka do wpisania na listę zakupów, bardzo obiecująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dużo już Morinów próbowałeś? To jeden z moich ulubionych.

      Usuń
    2. Na razie to tak z 5, podobały mi się.

      Usuń
  3. W moim odczuciu czekolada bez szału, ale za to fragment "Od pierwszego kęsa poczułam się, jakby w ustach eksplodował mi granat. Oczywiście owoc" cudownie mnie ubawił :D

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)