niedziela, 8 września 2019

Cachet Almonds & Sea Salt ciemna 57 % z migdałami i solą morską

Bardzo lubię migdały, ale rzadko je jadam, a rzeczy z nimi - to zależy. Kocham jednak nuty migdałów w czekoladach. Soli z kolei nie używam, ale czekolady z solą raczej lubię. Gdy tak to wypisałam dotarło do mnie, jak dziwne mam pewne pomniejsze tendencje w jedzeniu. Nie, w sumie to nie tylko pomniejsze. Czekolady z solą i migdałami wydają mi się fajne, ale zawsze "za coś tam", by kupić. Bardzo lubianego Cacheta jednak nie mogłam sobie darować, tym bardziej, że wtedy z jedzonych takich zwykłych ciemnych z solą i migdałami (wszelkie: w miodzie, z solą wędzoną się nie liczą, bo nie są już tymi zwykłymi, a bardziej kombinowanymi) kojarzyłam tylko Ghirardelli Intense Dark Sea Salt & Roasted Almonds.

Cachet Almonds & Sea Salt to ciemna czekolada o zawartości 57 % kakao z płatkami migdałów i solą morską.

Po otwarciu poczułam palonokawowy zapach z wyraźnie zaznaczonymi migdałami o soczyście-nasączonym, niemal likierowo-marcepanowym charakterze. Kryło się w tym też coś słodko-gorzkiego, mocno palonego. Z czasem do głowy przyszedł mi sezam.

Przy łamaniu tabliczka chrupko trzaskała, a i tak wydała mi się dość tłustawa.
W ustach szybko stawała się dość miękkim prawie-ulepkiem, zachowując jednak formę. Rozpływała się chętnie, acz wolno i kremowo-tłustawo, oblepiając usta, a także migdały i mocno je trzymając.
Te wyszły świeżo-soczyście, lekko chrupiąco, a bardziej chrupko-trzeszcząco (jak średnio przemielony marcepan lub sezam).
Dodatki rozmieszczono całkiem nieźle - migdały (w postaci płatków) równomiernie i bez przesady (nie zaburzały rozpływania się czekolady), a soli, wydawać by się mogło, że trochę poskąpili, ale w sumie wystarczyło. Pojawiała się bowiem pod postacią kryształków małych i średnich, nie za często. W tym przypadku jednak mi to odpowiadało.

Przedstawienie rozpoczęła silna słodycz podbudowana statecznym i wyrazistym palono-prażonym motywem. Sama w sobie wydała mi się dość zwyczajna, prawie cukrowa, ale właśnie opierająca się na czymś konkretniejszym.

Po chwili rozeszła się gorzkość czarnej kawy niesiekiery. Nieodpuszczająca słodycz dodała do niej odrobinkę procentów, kojarząc się z zacnym, wytrawnym likierem. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa ten smak zaczął dominować (ale jako bezalkoholowy). Właśnie wtedy wkradła się nuta migdałów. Jakby utworzyły na kawie niemleczną piankę, same podkreśliły goryczkę i likier, przemodelowując słodycz znacząco, gdy zaczęły się wyłaniać.

Między nimi pojawiała się też odrobinka soli, która znakomicie podkreśliła palony charakter. Raz i drugi wyraźnie poczułam lekką słoność, która harmonijnie wtapiała się w otoczenie. Słodko-gorzkawy, palony smak czekolady mieszający się z migdałami, dzięki niej podrzucił skojarzenia z sezamem, może i sezamkami.

Rozgryzane migdały okazały się intensywne w smaku i ciekawie zawieszone między świeżymi, a "innymi". Cała paloność, gorzko-przesłodzony smak czekolady podszeptywały marcepan. Struktura, taka lekko trzeszcząca - i marcepan, i sezam... Nasączony alkoholem marcepan więc, gdy skumulowało się więcej płatków, zmieniał się w świeże, soczyste migdały smakujące... sobą i przełamujące słodycz pod koniec. Zostawiałam je właśnie tak na końcówkę, toteż była bardzo migdałowa.

Po wszystkim pozostał posmak migdałów świeżo-marcepanowych i kawowo-likierowo-marcepanowy, a więc gorzkawo-wytrawny, ale jednak bardzo słodki. Trochę aż nadto, więc ogólne poczucie przesłodzenia miałam, ale... nie wrażenia cukru / słodyczy w ustach dzięki migdałom. Zaskoczyło mnie natomiast poczucie, jakbym zjadła coś znacząco słonawego.

Całość wyszła bardzo, bardzo zwyczajnie i spokojnie-nudno, bo łagodnie i statecznie, niekontrowersyjnie. To jednak taka pożądana nuda i zwyczajność. Niewymagający smak wyszedł głęboko, czuć, że to nie pierwsza lepsza czekolada, a kawowo-likierowy kąsek. Gorzkawość wyraźna, acz łagodna. Słodycz wprawdzie nieco za silna (dla mnie, bo mam niską tolerancję), ale tak wkomponowana i przełamywana, że wcale nie psująca odbioru. Migdały bardzo ciekawie tu wyszły, bo wyraźnie je czuć, a czekoladzie podrzuciły kilka ciekawych kwestii (marcepan, sezam). Same zaś nie zaburzyły przyjemności np. strukturą. Soli mało... z taką jej ilością całość wyszła właśnie bardzo przyjemnie, ale nie powiedziane, że z większą, nie wyszłoby lepiej, a na pewno mniej zwyczajnie. Owszem, czuć, ale wydaje mi się, że gdy ktoś kupuje czekoladę z solą to liczy, że na nią trafi. Na moją całą tabliczkę przypadło dosłownie kilka słonych momentów.

Trochę brakowało mi soli, bo czułam się, jak bym jadła po prostu czekoladę z migdałami, trochę było mi za słodko, lecz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to dobra, bezpieczna tabliczka.


ocena: 8/10
kupiłam: Carrefour
cena: 9,79 zł
kaloryczność: 536 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym w promocji

Skład: miazga kakaowa, cukier, migdały 8%, tłuszcz kakaowy, bezwodny tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, sól 0.3%

5 komentarzy:

  1. Czekolada i sól to połączenie zdecydowanie nie w moim guście niestety. A same migdały z kolei w mojej ocenie zazwyczaj wypadają mdło... nie skorzystam nawet na promocji ale pewnie skosztuje jeśli trafi się okazja ku temu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, wiele zależy od ich formy. Ta jest w przypadku migdałów chyba bardzo ważna, a producenci chyba olewają i albo siekają na drobnicę, albo karmelizują bez sensu... ech. W Cachecie jednak to właśnie migdały zacnie wyszły!

      Usuń
  2. Jak tak czytałam recenzję to mnie naszła myśl, że ciekawy byłby solony marcepan. Może fajnie by wyszła taka słona nuta przełamująca jego słodycz? Zjadłabym taki chlebek marcepanowy z solą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście byłaby to ciekawa rzecz. Ja bym jednak nie kupiła (i żadnego marcepanowego chlebka nie zjadłabym; marcepan lubię raczej teoretycznie / abstrakcyjnie jako smak / nuta :P). Jak bym już miała coś takiego robić, to na pewno musiała by to być czekolada z marcepanem i solą, bo czysty marcepan z solą...? Jak Ty to widzisz?

      Usuń
  3. Jedyna czekolada z migdałami i solą, do której wracam, to Ritter. Wszystko dzięki temu, że jest mleczny, ma całe migdały, a soli nie czuć. W moim świecie słoność nie może być harmonijna z czekoladą, zwłaszcza taką, jak zaprezentowana. Czasem lubię szczyptę soli w ciastkach z czekoladą. Marcepan wolałabym zjeść klasyczny i w chlebku.

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)