piątek, 27 września 2019

Luximo Premium Czekolada gorzka 85 % ciemna

Po kilku niezłych ciemnych Baronach tak sobie pomyślałam, że to ciekawe, jak uniwersalna to marka. Ma w ofercie nadziewańce kompletnie nie w moim guście (według mnie paskudne), chwalone przez wiele osób, ale właśnie i zadowalające ciemne. Szczerze? Nie spodziewałam się, że mnie nimi przekona ale... Luximo ciemna 70 % o smaku miętyLuximo Premium ciemna 70 % z solą, Luximo Premium 74 % Madagaskar pokazały, że może. Dzisiaj prezentowanej jednak nie byłam taka pewna, bo 85 % to już dość ryzykowna zawartość - nawet te dobre czasem mi nie pasują, kiedy np. są za tłuste czy coś. Za suche? Tego w przypadku tej nie obstawiałam, bo kakao odtłuszczonego w składzie nie miała. Nie wiedziałam, na co się nastawiać.

Luximo Premium Czekolada gorzka 85 % Cocoa to ciemna czekolada o zawartości 85 % kakao, produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki.

Po otwarciu poczułam niezbyt zachęcający, jakby zgłuszony zapach spalonego, dość gorzkawo kakaowego piernika z lukrem waniliowym. Im dłużej siedziałam przy czekoladzie, tym ta waniliowa słodycz zdawała się odgrywać coraz większą rolę.

W dotyku sprawiała wrażenie idealnie gładkiej, suchej i zbitej, wręcz mało spożywczej. Trzaskała bardzo głośno z racji twardej chrupkości, przy czym łamała się po liniach prostych, trochę się krusząc.
W ustach stawiała opór, rozpuszczała się bardzo powoli, właściwie cały czas zachowując swój pierwotny kształt. Mimo to miękła i gięła się. Odebrałam ją jako bardzo zwartą, zbitą, dość przy tym tłustawą. Nie przeszkodziło jej to w byciu jednocześnie suchą i proszkowo-pylistą, pod koniec wręcz trzeszcząco-skrzypiącą. Wydała mi się trochę plastikowa.

Jako pierwszy, leniwie rozszedł się palono-spalony smak. Był dosadny, gorzkawy, ale jakby stłumiony i na pewno nie bardzo gorzki. Podkreśliła i podsyciła go cierpkość. Wahnęła się ku lekkiej kwaśności, ale jednak na nią się nie zdecydowała. Weszła w spaleniznę, uwypuklając nuty sadzy, takie spalono-suche... Jak spalony, orzechowy piernik. Trochę kakaowy, ale w dużej mierze wręcz maślano-neutralny. Dało to przystępny, wyciszony i w gruncie rzeczy dość nudny efekt.

Gorzkawość została dodatkowo stłumiona przez słodycz, która nadeszła po cierpkości. Chwilami wydawała mi się chamsko jałowa - niby nie mocna, ale taka... spleciona z nijakością, trochę lukrowa. Gdy jednak cierpkość ustąpiła, wyłoniła się waniliowość, jakoby trochę zastępując jej miejsce. Wydało mi się to trochę sztuczne i wciągnięte w spaloną neutralność. Kontrastowo znów pojawiła się cierpkość.

Końcówka, już znacząco osłodzona, zaserwowała neutralną gorzkawość, kojarzącą się z orzechami oraz cierpkość spalenizny, a także trochę gorzkości sadzy, która usiłowała wykreować się na ostrą. Brakowało temu mocy... jakby smaki chciały, a nie mogły.

Posmak należał za to bez dwóch zdań do cierpkości suchej, neutralnej spalenizny, złagodzonej maślanością i prostą, nie za mocną słodyczą. Trudno go nazwać przyjemnym, ale nieprzyjemny też nie był.

Chciałabym napisać, że "na smak trzeba długo czekać", ale... właśnie problemem tej tabliczki jest brak konkretniejszego smaku. Nieprzyjazna, jakaś niespożywcza (?) struktura nie pomogła. Zaleganie takiego kawałka w ustach po pewnym czasie po prostu nudzi. Nie była to jednak niesmaczna czekolada. Mimo wręcz spalonego smaku, waniliowa słodycz wcale się z nim nie gryzła (co według mnie często się zdarza w tego typu czekoladach). Niestety, to chyba głównie dzięki tej neutralności... Dobrze jednak, że nie było to zbyt maślane. Całościowo... w sumie każdy może zjeść, bo nie za słodko, nie za gorzko, kwachu też brak. Delikatna i nudna, ale lepsza od tanio-wykastrowanego Lindta 85%. Nie ma jej jednak co porównywać z również delikatną, ale bogatszą w poszczególne nuty Tesco Swiss 85%. Nie powiedziałabym, że Luximo ma aż tyle kakao.


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 542 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

6 komentarzy:

  1. A moze przez przypadek wpakowali tam brązowy kawałek plastiku i dlatego wyszła taka trudna to rozpuszczania i bezsmakowa? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak jeszcze jadałam ciasto, uwielbiałam z lekka spalone boki, więc opisany zapach uważam za obłędny. Spalenizna podobno jest rakotwórcza, niemniej jak piekę ziemniaki albo robię mieszankę warzywną Hortexu na patelni (bez tłuszczu), obowiązkowo część dania przypalam. Lubię smak na pograniczu sfajczenia. Czystego węgla już nie, bo wali goryczą. Skoro jednak tu gorycz spalonego ciasta została utrzymana w ryzach, dla mnie bomba.I skoro kostka miękła i gięła się mimo walki o zachowanie sylwetki, do konsystencji też nie mam zarzutów. Skrzypiąca czekolada? Hmm. Trze było naoliwić, bo widocznie zabrakło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kiedyś jadałam serniki, to lubiłam brzegi, bo przypieczone właśnie i wszyscy mi się dziwili.
      Na patelni bez tłuszczu też lubię trochę przypalić.

      Usuń
  3. Dano jej próbowałam ale mie nie smakowała

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.