Belgijską markę Zarkę Zoto zdążyłam pokochać już na dobre, więc myśląc o kolejnych większych czekoladowych zakupach robiłam rozeznanie, gdzie jakie niepróbowane dotąd ich tabliczki mogę zdobyć. Jedna amerykańska stronka, na której zakup zleciłam komuś z rodziny, miała w ofercie nieznaną mi czekoladę. Była jednym z głównych motywatorów, by sprawę ruszyć w ruch. Z tego, co już po degustacji poczytałam na stronie producenta, dowiedziałam się, że za pośrednictwem organizacji Lutheran World Relief Zoto pomaga farmerom kakao z Qori Warmi w ramach projektu MOCCA, czyli aby usprawnić agrokulturę w regionie. Chyba że powinnam napisać "farmerkom", bo kooperatywa Qori Warmi zrzesza właśnie je - wszak "Qori Warmi" znaczy "kobiety są warte złota w języku keczua.
Zoto Peru Ganzo Qori Warmi Cusco 75 % Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 75% kakao Yunga (68% miazga + 7% tłuszcz) z Peru, z regionu Cusco.
Po otwarciu poczułam intensywny zapach ziemi, mieszającej się z kwaśną lemoniadą marakujowo-cytrynową. Czułam też słodycz kwiatów, w dużej mierze różanych, ale niekoniecznie samych róż, a także karmelu. W oddali doszukałam się jeszcze kwaskawych truskawek liofilizowanych, a całą tą soczystość kwaśnych owoców łagodziła nuta... delikatnego, słodkiego mleka bananowego? Za motywem banana pojawiło się jeszcze... trochę pleśni? Do głowy przyszło mi orzechowawe, zapleśniałe awokado hass i ziemia.
Mała tabliczka wykazywała twardość i masywność. Przy łamaniu sprawiała wrażenie nieco kruchej.
W ustach rozpływała się powoli i kremowo. Długo zachowywała zbity kształt, choć miękła. Gęstość stała na średnim poziomie, podobnie zresztą jak jej tłustość. Początkowo skąpa soczystość z czasem znacząco się rozkręciła. Zmieszała się jednak z pylistym efektem. Końcowo lekko ściągała.
W smaku najpierw poczułam bardzo słodkie banany... Banany liofilizowane? Z pewną suchością smakową. Zaraz jednak zmieniły się w słodkie mleko bananowe, za którego sprawą wydały mi się nieco rozmyte.
Gorzkość wkroczyła powoli, dając znać, że ma wiele do powiedzenia.
W tym czasie jednak mleko wprowadziło jeszcze więcej słodyczy... I mleka karmelowego? Kajmaku?
Słodyczy dołożyły też kwiaty. Jakieś... róże-nieróże. Niby róże, ale nie tylko i niezupełnie. Na pewno też jakieś inne, ale podobnie słodko-ciężkawe, a zarazem... chowające w sobie kwasek? Delikatna goryczka zasugerowała szlachetne, mocno kwiatowe kadzidełka. Mimo wszystko, ich charakter był głównie słodki. I trochę wręcz... waniliowy?
W tle zaznaczyła się obietnica egzotycznego kwasku. Wpisanego jednak w słodycz... Może... dojrzałego do miękkości kiwi golden?
Gorzkość wzrosła, pokazując się jako bardzo pewna siebie, ale nie jakoś szczególnie siekierowa. Podkreśliła ją czarna ziemia. Ziemia, kojarząca się z mglistą, jesienną scenerią. Kwiaty z ochotą podchwyciły ten klimat.
Karmel zrobił się wyraźnie palony, a jego słodycz bardziej zgaszona. Zagłuszył słodkie banany prawie zupełnie. Odnotowałam za to... przebłyski mango? Słodycz lekko wzrosła w karmelowym kontekście, po czym trochę się wycofała.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa porządnie umocniła się za to ziemistość, ale nadal nie była to siekiera. Doleciała do niej łagodząca ją nieco nutka orzechowa.
Nagle wyobraziłam sobie krem orzechowy - z niejednoznacznej, ale na pewno łagodnej mieszanki orzechów - ze sproszkowanymi bananami. O, te walczyły o siebie głównie słodyczą.
Owoce wreszcie zdecydowały się spełnić obietnicę kwasku i na zasadzie kontrastu, przybyła marakuja. Pokazała się z soczyście-egzotycznej strony, po czym wpisała się w lemoniadę cytrynowo-marakujową. Naturalną, ale znacząco słodką. Cytrynę niby więc czuć, ale w bardzo słodkim wydaniu.
Za nimi zaś... chyba przemknęła mi raz po raz nutka liofilizowanych truskawek i... niezbyt podobnego do swoich zielonych braci, kiwi czerwonego i/lub golden? Przy nich ostała się też odrobinka bananów i chyba mango. Owoce jak już się pokazały, wyraźnie pobrzmiewały do końca.
Po owocowym debiucie gorzkość też wydała mi się mocarniejsza. Do ziemi dołączył dym, ale jako taki nie utrzymał się za długo, oddając kwiatowe kadzidełka, "dymne kwiaty".
Banany zgubiły się zupełnie w orzechowej toni, a mleczny akcent należał już nie do mleka bananowego, a czekoladowo-orzechowego. Z orzechów wyklarowała się końcowo mieszanka łagodnych, maślanych nerkowców i makadamia. Może jako lekko cierpkawy od dodatku kakao, ale też słodki - od wanilii? - krem orzechowo-czekoladowy?
Po zjedzeniu został posmak marakui, zmieszanej z silną słodyczą karmelu, charakterną ziemią i kwiatami w nieco dymnym wydaniu. Czułam też trochę cytryny i motyw liofilizowanych owoców - powiedziałabym, że kwaskawych, egzotycznych, ale w sumie niedookreślonych. Zaznaczyła się też cierpkość marakui i kiwi.
Czekolada była pyszna i ciekawa. Początkowo nic nie zapowiadało tak bogatej, soczystej kwaśności jaką z czasem zapewniła marakuja i lemoniada cytrynowo-marakujowa. Ziemistość, kwiaty, przechodzące w dym z kwiatowych kadzidełek, delikatne akcenty bananów, mleka bananowego i kremu orzechowo-bananowego, z czasem po prostu orzechów nerkowca i makadamia zapewniły zarówno nuty dosadne, jak i łagodniejsze - zacnie się wyważyły. A jednak słodycz chwilami za bardzo mi doskwierała, pchała się na pierwszy plan.
Trochę skojarzyła mi się z nieco okrojoną z innych owoców, ale na pewno z marakują i cytryną Maychoco 70 % Cacao de Cusco - Peru, w której obok soczystości pojawił się nabiał, karmel i dym.
ocena: 8/10
kupiłam: chocoladeverkopers.nl
cena: €6,95 (za 45g; około 30 zł)
kaloryczność: 317 kcal / 100g (tak jest napisane na opakowaniu, ale obstawiam, że może to być błąd i 317kcal jest w opakowaniu, czyli 45g)
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier