niedziela, 13 sierpnia 2017

batony Snickers, Almond, & Hazelnut

Początkowo planowałam zupełnie inne rozłożenie snickersowych postów, ale jako że w czasie, gdy nastał czas otwierania tych batonów złapała mnie niechęć do za słodkich rzeczy, postanowiłam podzielić się nimi z Mamą nierówno, zostawiając sobie tylko po kawałku (tak, żeby wyszedł mi mniej więcej cały baton; wcześniej planowałyśmy po połowie), w efekcie czego zjadłam je w ciągu jednego dnia i... i tak nie podołałam mojej porcji.

Klasyka każdy zna, więc recenzowanie go w innych okolicznościach nie miałoby sensu, jednak pozwoliłam sobie na opisanie go, ażeby mieć punkt odniesienia.

Snickers to "baton z nugatem (16%), karmelem (27%) i orzeszkami ziemnymi (22%) w mlecznej czekoladzie (25%)".

Baton pachniał intensywnie prażonymi orzeszkami i karmelową oraz mlecznoczekoladową słodyczą.

Czekolada była zdecydowanie za tłusta i wręcz cukrowa w smaku, ale przy tym typowa dla takich produktów.
Lepiący karmel smakował głównie cukrem, ale i najzwyklejszym słodkim karmelem. Jego cukrowość dla mnie okazała się nie do przejścia. Miękko-tłusty nugat odebrałam jako do bólu cukrowo-mdły.

Ratunek od tego wszystkiego, a więc od obleśnej tłustej miękkości i cukru, stanowiły chrupiące orzeszki, rozmieszczone równomiernie. Dzięki prażonemu smakowi wydały mi się odrobinkę wręcz słonawe i całkiem dobrze wyróżniające się na tle cukrowości.

Niestety, nawet te orzeszki obecnie nie pomogły batonowi w moich oczach. I tak był okropnie cukrowy, choć fistaszki to niewątpliwie dobry pomysł. Na szczęście głównym minusem był cukier, bo kiepskie tłuszcze czy chemia aż tak nie dawały się we znaki. Mamie smakował, ale nawet ona stwierdziła, że jest za słodki.


ocena: 5/10
kupiłam: poprosiłam Mamę
cena: -
kaloryczność: 481 kcal / 100 g, baton (50g) - 241 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, orzeszki ziemne, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, tłuszcz palmowy, laktoza, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, sól, lecytyna sojowa, białko jaja w proszku, zhydrolizowane białko mleka, naturalny ekstrakt z wanilii

--------------
Snickers Almond to "baton z nugatem, karmelem i migdałami w czekoladzie mlecznej" z USA.

Baton pachniał cukrem, słodkim karmelem i prażonymi migdałami, a także trochę czekoladowo, niestety z przewagą dwóch pierwszych czynników w odróżnieniu od klasyka.

Czekolada, karmel i nugat były tłusto-cukrowe. Cukier było czuć jeszcze bardziej niż w klasyku. Obrzydził mnie, Mamę także (a ona lubi m.in. produkty Milki).

Migdały były cudownie chrupiące, ale przy tym poziomie cukrowości i tak wydały mi się jakoś za mało wyraziste (mimo prażenia!), zabrakło mi przy nich chociaż złudzenia słonawego elementu. Co więcej, wadą okazała się ich forma - miałam wrażenie, że duże sztuki bakalii były tak rozmieszczone, że karmel i nugat miały okazję wyeksponować swoją cukrowość (gryz z migdałem, a potem drugi z luką po migdale, ale resztą warstw).

Z przykrością stwierdzam, że migdały w tym cukrowym otoczeniu wyszły gorzej, niż orzeszki ziemne. To było zacukrzenie totalne (i nawet Mama to potwierdziła; swoją część po dwóch gryzach wyrzuciła). Myślałam, że umrę od zacukrzenia, a nie zjadłam nawet jednej trzeciej. Może ta wersja jest adekwatna do nazwy, bo jednak są migdały zamiast orzeszków, ale co z tego, jeśli coś nie gra? Wersja Rockin' nut Road może zupełnie nie była w moim stylu, ale wydała mi się bardziej spójna, a i ciemnawa czekolada trochę ratowała sytuację.


ocena: 2,5/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 491 kcal / 100 g, batonik (40g) - 196 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: mleczna czekolada (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko, laktoza, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, aromat), syrop kukurydziany, migdały, cukier, olej palmowy, odtłuszczone mleko, mniej niż 2 %: laktoza, sól, utwardzony olej z nasion palmy i/lub olej palmowy, białka jaj, aromat

--------------
Snickers & Hazelnut to "baton z nugatem (15%), karmelem (27%), orzeszkami ziemnymi (17%) i orzechami laskowymi (5,6%) w mlecznej czekoladzie", wersja limitowana.


Baton pachniał bardzo podobnie do klasycznej wersji. Czułam tu fistaszki, a orzechy laskowe na tyle słabo, że zastanawiałam się, czy to nie autosugestia.

W smaku właściwie z powodzeniem mógłby udawać klasyka, ale trochę bardziej cukrowo-mdłego. Kawałki orzechów laskowych zatopionych w karmelu pomiędzy ziemnymi nie odznaczały się specjalnie w smaku. Niestety, nie był to jedyny minus. Ich kosztem zmniejszono wyraziste orzeszki ziemne odpowiedzialne za obniżanie słodyczy. Tutaj cukier szalał w najlepsze,bez jakiegokolwiek złudzenia słonawości.
Wersja Hazelnut nie wniosła praktycznie nic nowego. Tytułowe orzechy to tylko szczegół, którego prawie nie czuć (za co obniżam ocenę o punkt), ale który odebrał Snickersowi odrobinę jego snickersowości. Był cukrowy i mdły - nawet trochę bardziej od klasyka, choć Mama uznała, że są takie same ("może rzeczywiście słodszy" - ale nie była tego pewna).


ocena: 3/10
kupiłam: sklep osiedlowy
cena: 2 zł (około)
kaloryczność: 489 kcal / 100 g, baton (49g) - 240 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, orzeszki ziemne, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy laskowe, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, tłuszcz palmowy, laktoza, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, sól, lecytyna sojowa, białko jaja w proszku, zhydrolizowane białko mleka, naturalny ekstrakt z wanilii 

20 komentarzy:

  1. Snickersa z migdałami nie jadłam, ale jadłam tego z orzechami laskowymi. Ten ostatni właśnie smakuje mi najbardziej, ale być może wynika to z faktu, iż ta tradycyjna wersja mi się już przejadła :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie ten ostatni się od tradycyjnego zbytnio nie różni...

      Usuń
  2. Klasyczny Snickers - jadłam raz w życiu i tak dawno, że nie pamiętam smaku... chyba nie był wart zapamiętania ;)
    Pozostałe recenzowane też mnie nie wzbudzają mojego zainteresowania ;) A nie było jeszcze czasem Snickersa dark? ;)

    PS W Rossmanie jako nowość jest Princessa Brownie oraz Princessa dark (ciekawe czy to coś innego niż deserowa) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był kiedyś tam, ale chyba jako limitka. Po tych, co uzbierałam cieszę się, że na tamtego nie trafiłam.

      Nie lubię Princess, ale dwa smaki Dark mi smakowały, czym bardzo mnie zaskoczyły. Teraz niby mam dość słodyczy innych niż czekolady, ale dzięki za info, może kupię i kiedyś tam jednak spróbuję. Może znów będzie pozytywne zaskoczenie.

      Usuń
    2. Wygooglowałam sobie jak to wygląda i... nie, nie chcę jednak. :P

      Usuń
    3. Z Princessą jest aż tak źle? :P

      Usuń
    4. Nie, po prostu nie lubię wafelków i batonów (sama trochę nie rozumiem, dlaczego robię teraz ich recenzje - nadostawałam tego od kogoś, kto liczył, że "fajnie będzie na blogu" i trochę mi głupio), a Princessa zawsze była w kręgu tych najbardziej nielubianych.

      Usuń
    5. Na Twoim blogu jest fajnie a takie wafelki i batony to miłe urozmaicenie :)
      Również nigdy nie należałam do miłośników Princessy (jeśli już jadłam wafelka to musiał być on twardawy a w Princessie są dla mnie za "miękkie", jakby rozmiękczone), ale były dwie, które w sumie mi smakowały ;)

      Usuń
    6. To tak jak w moim przypadku. :P

      Usuń
  3. ....................

    Zgadzam się tylko z tym, że Hazelnuta nie da się odróżnić od klasyka. Reszta jest milczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta recenzja jest troszkę boleścią na moje srece, bo Snickersa bardzo lubię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl, jak mnie boli serce! Latami uważałam go za najlepszego batona na rynku, a teraz... oj, wiem, że za inne tym bardziej nie wezmę się już nigdy.

      Usuń
  5. nie będę filozofować, bo łatwo przewidzieć moją reakcję... pewnie ten cukier by mnie tak otumanił, że nie zjadłabym jednego batona... a od razu 3 naraz xD Snickersy to jedna z wielu moich słabości i wiem, że chemia wali na kilometr... ale ten kilometr przebiegłabym w podskokach jak mała dziewczynka niestety >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3? Chciałabym to zobaczyć! :P Potem byś mi jeszcze od cukru po suficie się skręcała jak postacie z Klątwy czy czegoś.

      PS Ktoś mi kiedyś opowiadał, że w Baltimore był konkurs na zrobienie największego domowego Snickersa, to jak, na kiedy bukować Ci bilet? xD

      Usuń
    2. hahaha! Ba jak dziewczynka z Ringu xD

      PS O ile jedziesz ze mną w postaci poskramiacza lub ewentualnie zaklinacza słodyczy... to nawet już dziś ;D

      Usuń
    3. Ty, lepiej nie bo u mnie telewizor na dość wysokiej szafce stoi, to mi klapniesz o podłogę i co? I będę miała jakiś panichrupobudyń do zbierania!

      Tak, moimi sceptyczno-narzekającymi komentarzami zniszczę Ci wyjazd, ale jadę!

      Usuń
    4. a tam budyń! Kałużę tłuszczy trans :D

      PS Wiedziałam, że co jak co, ale na Tb to się nie zawiodę <3

      Usuń
  6. Absolutnie nie chcę się czepiać i krytykować, bardzo lubię Twojego bloga (dzięki niemu odkryłam m.in. Vivani), ale w oczy czasem rzuca mi się jedna rzecz - że chyba dość łatwo przychodzi Ci wyrzucanie jedzenia. Nie wiem, może tak zostałam wychowana, ale trochę dziwi mnie takie zachowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedzenia nie wyrzucam, wyrzucam jedynie zabijające, niezdrowe zlepki cukru, chemii i margaryny, a i tak tylko te ugryzione. To, czego nie dojadam, oddaję Mamie, co zawsze powtarzam, nie raz wzbogacając wpis o jej opinię. Ja z kolei nie wiem, co widzisz w tym dziwnego.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową. ;)